Smak naszych warzyw zna cała Europa

Piotr Schutta 12 lutego 2016

Anglicy lubią, żeby była raczej drobna. Litwini, Łotysze i Białorusini preferują większą. W Moskwie też zawsze wygrywał duży rozmiar. Przede wszystkim jednak marchewka ma być świeża i ciesząca oko. Rodzinna firma spod Gniewkowa podbija rynki Europy warzywami z kujawskich pól.

Warzywa zebrane z pola najpierw trafiają tutaj. Na zdjęciu: Michał Groblewski pokazuje jedną z komór przechowalniczych o pojemności 3 tys.ton

Fot.: Filip Kowalkowski


Właściwie powinniśmy zacząć rozmowę na polu - mówi Michał Groblewski, 54-letni rolnik z Brudni k. Gniewkowa, gdzie przez sześć pokoleń jego przodkowie zajmowali się uprawą roślin i hodowlą zwierząt.


Podtrzymał tradycje rodu, a właściwie poszedł o krok dalej, budując na bazie rodziny jedną z największych w Polsce grup producenckich, zajmujących się uprawą warzyw. Smak marchewki Groblewskich znają w Anglii, Emiratach Arabskich, Rosji, Białorusi, Łotwie, Szwecji. Brokułami z Kujaw zajadają się przede wszystkim Brytyjczycy, ale też Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy, Węgrzy i Słowacy. Złocista cebula od Groblewskich trafia do Egiptu i większości krajów Unii Europejskiej.

Bez świętego ani rusz


Na statkach i samochodach wędrują też po Polsce i świecie kujawski kalafior, fasolka szparagowa, pietruszka, seler naciowy, groszek i buraczek. Wszystko dokładnie posortowane, przebrane i zapakowane zgodnie z życzeniem klienta.

W dwóch nowoczesnych przechowalniach warzyw, w Balczewie pod Inowrocławiem i w Lipiu koło Gniewkowa, rodzinna grupa producentów Vegro Warzywa Groblewskich może pomieścić w sumie prawie 24 tysiące ton towaru. Rozmawiamy w biurze znajdującym się na terenie ogromnej przechowalni i sortowni w Lipiu, wybudowanej trzy lata temu za ponad 120 tysięcy złotych. Trzy czwarte środków pochodziło z funduszy Unii Europejskiej. Magazyny i linie produkcyjne z Niemiec i Nowej Zelandii zajmują powierzchnię ok. 20 tysięcy metrów kwadratowych. Obsługuje je 30 ludzi. Na jednej z półek nad biurkiem można podziwiać kolekcję nagród przyznawanych Groblewskim w ostatnich latach przez rozmaite organizacje rolnicze. Najbardziej jednak rzuca się w oczy stojący między statuetkami obraz przedstawiający Michała Archanioła w wojowniczej pozie.

- Ma czuwać, żeby wszystko szczęśliwie się wiodło. On tu jest najważniejszy - mówi Michał Groblewski, spoglądając z uśmiechem na wizerunek swego świętego imiennika.

Nie zawsze wszystko układało się szczęśliwie. Burzliwe były zwłaszcza początki zbierania doświadczeń w eksporcie. Pierwsze warzywa dopieszczone na polach pod Gniewkowem szły do Szwecji, a stamtąd na całą Skandynawię. Pomidory, brokuły, papryka, marchew i kukurydza cukrowa w kolbach. Były lata 80. ubiegłego wieku. Zbyt nieograniczony, przebitki cenowe trzykrotne. Polski rolnik, który w tamtych czasach miał szczęście zawrzeć zagraniczny kontrakt, mógł się czuć, jakby chwycił Pana Boga za piętę. Był tylko jeden problem. Z transportem.

- Były wpadki. Pamiętam jak dziś. Samochód chłodnia wynajęty z bydgoskich zakładów mięsnych. Temperatura ustawiona na plus cztery stopnie. Wszystko gra. Jedziemy. Zajeżdżamy na miejsce, zdejmujemy plomby z kontenera, a tu wszystko zamarznięte na kamień. Co się okazało? Tym samochodem przewożono wcześniej mięso i czy termostat ustawiony był na cztery stopnie na plusie czy inaczej, to i tak zawsze w środku chłodni było minus dwadzieścia cztery - wspomina Groblewski. Dzisiaj sprawę rozwiązuje się inaczej. W skrzyniach ukrywane jest niewielkie urządzenie-szpieg, które pokazuje dane o warunkach transportu. Tak przyłapano jednego z rosyjskich kierowców, który na trasie „dla oszczędności” wyłączał chłodzenie kontenera.

Groblewski nie kończył szkół biznesu, nie uczył się zarządzania firmą na studiach czy kursach. Ukończył technikum rolnicze w Kobylnikach pod Kruszwicą, a potem, jak mówi, do wszystkiego dochodził, bazując na zdobywanym w praktyce doświadczeniu. Kilka dni temu wrócił z największych na świecie targów owocowo-warzywnych w Berlinie, na których od pięciu lat pozyskuje odbiorców.

W otoczeniu właściwych ludzi


- W warzywach jestem od zawsze. To już ponad 30 lat. Zaczynaliśmy na rynku krajowym od produkcji warzyw na soki jednodniowe. Do dzisiaj zresztą mocno współpracujemy z przemysłem przetwórczym - mówi Michał Groblewski.

Michał Groblewski, spółka Vegro: W warzywach jestem od zawsze. To już ponad 30 lat. Zaczynaliśmy na rynku krajowym od produkcji warzyw na soki jednodniowe.


Zaznacza, że sukces zawdzięcza ludziom, którymi się otoczył. Wspierają go oczywiście żona i syn, którzy są udziałowcami grupy producenckiej oraz siostra, po ekonomii rolnictwa, zajmująca się w firmie sprawami finansowymi. Całym gospodarstwem kieruje od dawna Jerzy Głasek, a wspomaga go Renata Pitera, wysokiej klasy, dobrze wykształceni specjaliści, którzy wcześniej byli zatrudnieni w PGR w Lipiu, gdzie funkcjonowała stacja hodowli roślin, ale też hodowla bydła i koni. Dzisiaj na ziemiach dawnego PGR stoi nowoczesna przechowalnia, ale w starych budynkach, poddanych gruntownej modernizacji, funkcjonuje większość działów, które istniały tu kiedyś. W sumie Groblewscy gospodarują dziś na ok. 2000 hektarach, przy czym pod uprawę warzyw przeznaczonych jest ok. 400 ha gruntów.

Kiedy powstał pomysł budowy przechowalni w Lipiu Michał Groblewski, jak opowiada, zjechał pół Europy, oglądając m.in. w Holandii, Niemczech i Skandynawii najnowocześniejsze linie produkcyjne.

- W sortowni postawiliśmy na proste rozwiązania mechaniczne. Bałem się trochę zaawansowanej automatyki, bo to wiąże się z wyższymi kosztami i serwisem, który nie jest łatwym tematem - nie ukrywa Michał Groblewski.

W Lipiu nie znajdziemy wprawdzie robota prześwietlającego każdą marchewkę, ale działające tu linie i tak robią wrażenie. Zwłaszcza wielkie urządzenie do mycia i polerowania marchewki, w którym warzywa latają jak kule w bębnie losującym Totolotka. Potem lśniące wypadają na rolki, które rozpoznają grubość marchwi, zrzucając pomarańczowe korzenie na odpowiednią taśmę. Dalej jest pakowanie i od razu wysyłka albo magazyny produktu gotowego, w których przez cały rok nie może zabraknąć towaru.

- W tym wszystkim najważniejszy jest jednak produkt wyjściowy. Jeśli ta marchewka czy cebula, które zbieramy z pola, będą niskiej jakości, to nawet najlepsza linia do sortowania sobie z nimi nie poradzi - dodaje Michał Groblewski.

Warto wiedzieć: Górna półka


Uprawa warzyw to w rolnictwie górna półka. Tak przynajmniej twierdzi część znawców tematu. Wiedza i wieloletnie doświadczenie łączą się tu z olbrzymimi nakładami finansowymi.

Same nasiona marchwi potrzebne do obsiania 1 ha kosztują 3-4 tys. zł., a to dopiero początek wydatków. Potem jest nawożenie gleby, ochrona roślin, nawodnienie pól, zbiór i przechowanie. Wystarczy jedną z tych rzeczy zrobić niedokładnie, by pożegnać się z plonem.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.