Reforma cofa dzieci do przedszkola, a ich nauczycieli wysyła na bruk

Justyna Wojciechowska-Narloch 12 lutego 2016

Rezolutny Leoś, skupiona Amelka i roześmiany Antek to trójka z ponad półtora tysiąca toruńskich 6-latków, które obowiązkowo poszły do pierwszych klas. Po nich podstawówki czeka pustka.

6-latki potrzebują więcej czasu, by wejść w rolę ucznia. Potem stają się jednak obowiązkowe i zorganizowane

Fot.: Grzegorz Olkowski


Wtorkowy poranek, deszcz za oknami. W kolorowej sali na pierwszym piętrze Szkoły Podstawowej nr 35 na toruńskich Bielawach gwar dziecięcych głosów. To 22-osobowa grupa pierwszaków pracująca pod kierunkiem Pauliny Kowalskiej. Wśród nich Leon Kucharczyk, urodzony w grudniu 2009 roku, najmłodszy z całej klasy. We wrześniu 2015, kiedy chłopca obejmował już obowiązek szkolny 6-latków, tak naprawdę miał on dopiero 5 lat i 9 miesięcy.


- Bardzo chciałem iść do pierwszej klasy, bo miałem tam dużo kolegów. Wiedziałem, że razem będzie fajnie - opowiada mały Leon. - Trochę trudno było na początku, chciało mi się spać i w ogóle. Ale teraz jest już dobrze, bardzo lubię lekcje z naszą panią i wcale się nie nudzę.

Leon Kucharczyk, lat 6: Trochę trudno było na początku, bo chciało mi się spać i byłem zmęczony. Ale teraz jest już dobrze, lubię lekcje z naszą panią i wcale się nie nudzę.


Paulina Kowalska, wychowawczyni pierwszaków, nie ukrywa, że są spore różnice pomiędzy 6-cio a 7-latkami.

- Chodzi o koncentrację, tempo pracy, i niedobory emocjonalne. Nim 6-latki wejdą w rolę ucznia, źle znoszą porażki, często płaczą, mają problemy z czytaniem i pisaniem - wylicza. - U większości dzieci przychodzi jednak taki moment, że wszystko zaczyna grać. Stają się lepiej zorganizowane, odrabiają lekcje, przynoszą wszystkie przybory. W tym momencie są już uczniami.

Cztery miesiące męki


Pierwszaki z podstawówki na Bielawach pytane o to, co w szkole lubią najbardziej, odpowiadają, że lekcje ze swoją panią i zajęcia w świetlicy. Tam można się bawić nawet klockami Lego i oglądać ciekawe filmy.

- Uwielbiam też plastykę. Ostatnio rysowaliśmy swoją wymarzoną szkołę. Fajnie jest też na muzyce, kiedy śpiewamy - mówi Amelka Skórzyńska.

Dzieci nie są jednak bezkrytyczne. Jako trudne określają testy z angielskiego. I zaraz tłumaczą, że pani jest fajna, ale trzeba się dużo uczyć. Niektórzy do kategorii trudne zaliczają też lekcje wychowania fizycznego.

- Moja mama pomaga mi odrabiać wszystkie lekcje, ale biegania ze mną nie ćwiczy. Pewnie dlatego z wuefu idzie mi gorzej - wyjaśnia Antoś Polcyn.

Szkolny zapał dzieci studzą trochę rodzice. Wszak to na nich spoczywa największy ciężar odpowiedzialności za edukacyjne sukcesy 6-latków.

- Problemy córki z adaptacją do szkolnej rzeczywistości trochę nas zaskoczyły. W przedszkolu zawsze grała pierwsze skrzypce, byliśmy z mężem przekonani, że przejście do podstawówki to będzie formalność - opowiada mama urodzonej w czerwcu 2009 Zuzi. - Tymczasem córka była wciąż zmęczona, spała popołudniami, bardzo przeżywała, gdy coś jej się nie udawało. Dopiero w grudniu złapała szkolny rytm i sytuacja się poprawiła.

Wszystko w rękach rodziców


Dziś wiemy już na pewno, że we wrześniu w pierwszych klasach podstawówek pojawią się tylko te 6-latki, których rodzice wyrażą taką wolę. Wszystkie pozostałe kolejny rok spędzą w przedszkolach.

Klasy dla 6-latków - zgodnie z wytycznymi MEN - są podzielone na część dydaktyczną i rekreacyjną

fot. Grzegorz Olkowski

Klasy dla 6-latków - zgodnie z wytycznymi MEN - są podzielone na część dydaktyczną i rekreacyjną


Obowiązkiem szkolnym objęte zostaną natomiast wszystkie 7-latki. W całej Polsce, a więc i w Toruniu, dotyczy to wyłącznie dzieci, które z powodu niedojrzałości szkolnej bądź przewlekłych chorób zostały odroczone przez poradnię psychologiczno-pedagogiczną. Znowelizowana ustawa o systemie oświaty otworzyła rodzicom jeszcze jedną furtkę - mogą oni pozostawić na drugi rok w pierwszych klasach uczniów z rocznika 2009. Jak wstępnie oszacowali urzędnicy, głównie w oparciu o sondaże przeprowadzone wśród rodziców, we wrześniu do pierwszych klas podstawówek w Toruniu pójdzie 695 dzieci. To zaledwie 28 oddziałów (teraz na poziomie klas pierwszych jest ich 117).

Tę trudną sytuację obrazuje chociażby przykład SP 35, w której obecnie są cztery klasy pierwsze.

- Z danych demograficznych wynika, że dzieci jest tyle, że moglibyśmy utworzyć pięć pierwszych klas, ale wnioskujemy o utworzenie tylko jednej, bo pewnie więcej uczniów nie uda się zebrać - mówi Małgorzata Łęc-Sienkiewicz, dyrektorka „trzydziestej piątej”.

Podobny scenariusz spełni się w innych podstawówkach. Jego naturalną konsekwencją będą zwolnienia nauczycieli, którzy - po prostu - nie będą mieli kogo uczyć. Redukcje dotkną też pracowników pomocy psychologiczno-pedagogicznej oraz administracji i obsługi.

Cała kadra w wielkim strachu


Dyrektorzy toruńskich podstawówek nie chcą komentować kwestii 6-latków i grożącej im katastrofy. Języki rozwiązują się dopiero wówczas, gdy obiecujemy anonimowość.

- Już jakiś czas temu musiałam raportować do urzędu, ilu mam nauczycieli w edukacji wczesnoszkolnej, na jakich umowach i w jakim stopniu awansu zawodowego. To nic innego, jak pierwsze przygotowania do zwolnień. Miasto będzie kazało zwalniać tych nauczycieli, którym kończą się umowy. Wtedy nie będzie trzeba płacić odprawy. A to, czy to dobrzy pedagodzy, czy słabi nie będzie mieć znaczenia - usłyszeliśmy od dyrektorki szkoły podstawowej we wschodniej części miasta.

- Na zeszłotygodniowej naradzie dyrektorów z szefostwem Wydziału Edukacji zapowiedziano kategorycznie, że miasto nie będzie prowadzić żadnej kampanii, by namawiać rodziców do posłania 6-latków do pierwszych klas. Toruń nie będzie się wzorował na tym, co robią inne samorządy w kraju - mówi inna dyrektorka podstawówki. - Przecież to kompletna głupota. Miasto wpompowało tyle milionów w przystosowanie szkół dla 6-latków, a teraz nawet nie próbuje tego wykorzystać.

- Ludzie się boją o pracę, i to bardzo. Koleżanki wciąż mnie pytają, co z nimi będzie. Już analizują, która może wziąć urlop na poratowanie zdrowia, a która jest w najtrudniejszej sytuacji życiowej. Ciężko mi im patrzeć w oczy, bo wiem, że będę musiała zwalniać - to głos kolejnej dyrektorki, tym razem zespołu szkół.

Tymczasem prezydent Torunia Michał Zaleski niedawno wypowiadał się w mocno uspokajającym tonie.

- Dla oświaty kluczowy będzie marzec, bo to czas podejmowania decyzji przez rodziców. My nie mamy żadnego prawa w nie ingerować. Myślę, że na tym etapie nie ma co panikować. W podstawówkach rzeczywiście będzie mniej pracy, ale za to przybędzie jej w przedszkolach. Będziemy robić wszystko, by nauczyciele, którzy utracili zatrudnienie w szkołach podstawowych, znaleźli je w przedszkolach.

Nabór do 28 toruńskich podstawówek rozpocznie się 1 marca.

Warto wiedzieć:


1 marca w Toruniu rozpoczyna się nabór do szkół podstawowych. Obowiązkowo do pierwszych klas pójdą 7-latki. Mogą się tam znaleźć również 6-latki, ale tylko wtedy, gdy taka będzie wola ich rodziców.

Edukację w klasie pierwszej powtarzać mogą też dzieci, które uczą się tam od września. Wystarczy, że ich rodzice do końca marca złożą wniosek do dyrektora szkoły.

Klas pierwszych w roku szkolnym 2016/2017 w Toruniu będzie jak na lekarstwo. Trafi do nich niespełna 700 dzieci.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 23-03-2016 02:42

    Brak ocen 0 0

    - Ola : Są tacy pseudo nauczyciele - panie które nie mają wykształcenia pedagogicznego a od wielu lat uczą w szkołach podstawowych i gimnazjach . Ponadto uczą muzyki , tańca a pojęcia o tym nie mają . widać po znajomości można wiele .

    Odpowiedz

  2. 15-02-2016 19:08

    Oceniono 7 razy 6 1

    - tr: Express idzie drogą gazety wyborczej. Staje się tyPOwą stronniczą gazetą. Jeżeli rodzice nie chcą wysyłać 6-latków do szkoły to znaczy że ta reforma była potrzebna! Niech express napisze co zrobiła platforma przez 8 lat! Nic! Tylko wpieprzali ośmiorniczki i ludziom mówili że nie ma.

    Odpowiedz

  3. 14-02-2016 15:35

    Oceniono 10 razy 8 2

    - mmx: Wycofanie reformy to najwiekszy bol nauczycieli -- w jakiej innej pracy pracuje sie na pol gwizdka (25 godzin tygodniowo) a place i bonusy dostaje sie jak nigdzie indziej. Swiete krowy juz sie ucieszyly, ze dostaly przyssaly sie do cyca, a tu taki zawod...

    Odpowiedz

  4. 14-02-2016 00:17

    Oceniono 12 razy 10 2

    - doktor: Witaj specjalisto od siedmiu boleści. Tylko około 20% 6 latków radzi sobie w szkole tak jak wcześniej 7 latki. Czyli po badaniach do szkoły powinno iść właśnie te około 20% 6 latków. Pozostali nie radzą sobie emocjonalnie, fizycznie, organizacyjnie i intelektualnie. I dlatego dobrze, że Rodzić o tym zadecyduje bo najlepiej zna swoje dziecko. Do pewnych rzeczy trzeba po prostu dorosnąć. To, że Kluzik-Rostowska urodziła kilkoro dzieci to wcale nie znaczyło, że zna się na rozwoju dziecka. Był to najprymitywniejszy minister edukacji za "demokracji". Nawet mowę kaleczyła i używała tak prostych słów, że aż raziły. Reformy robią ludzie nie mający zielonego pojęcia o psychologii rozwojowej dzieci i młodzieży. Mózg dziecka musi mieć odpowiedni wiek aby wykształciło się w nim myślenie abstrakcyjne i przestrzenne. Generalnie ma to miejsce w wieku 13-14 lat czyli VI klasa SP i I Gimnazjum. Dlatego zadania z geometrii w VI klasie SP są dla dzieci tak trudne a te rok młodsze w większości w ogóle ich nie rozumieją bo mają wtedy najwyżej 12 lat. I dziwi się Rodzic co się stało, że było takie mądre a teraz nie rozumie. Bo to nie jego wiek. Tak samo z rozwojem fizycznym i emocjonalnym tych dzieci. Ciągle odstają od tych starszych i wytwarzają się negatywne emocje, że są gorsze. A jest to nie prawda. Są tylko młodsze i nie na tym etapie rozwoju. Dajcie specjalistom pracować i nie mieszajcie. Ta poprawka do reformy oświatowej była konieczna. A to, że dla części nauczycieli nie będzie pracy, to nie powinno mieć żadnego wpływu na podejmowane decyzje bo chodzi tutaj o dobro dziecka a nie nauczyciela.

    Pokaż odpowiedzi (4) Odpowiedz

    1. 12-02-2016 10:28

      Oceniono 17 razy 11 6

      - LZ: niestety artykuł zawiera kłamstwa - wstyd , a ludzie pamiętają ,że Express jest niemiecką gazetą!!!

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz