Zatańczyć tango... z papieżem Franciszkiem? W La Boca jest to możliwe

Krzysztof Błażejewski 5 lutego 2016

Tango to narodowe dobro Argentyny. Tam, gdzie się narodziło, w dzielnicy robotników portowych La Boca, na południe od centrum Buenos Aires, do dziś jest traktowane jak świętość, jak religia.

Mała Japonka dała się nakłonić na zatańczenie „prawdziwego” tanga z zawodowym tancerzem

Fot.: Krzysztof Błażejewski


Uno, dos, tres, cuatro. Lento, lento, rapido, rapido. W czytelny takt tanga stukają damskie pantofelki o bruk. Dźwięki muzyki dochodzą ze wszystkich stron, nakładają się. Dominują nad zwykłym gwarem ulicy, a właściwie deptaka z przesadnie kolorowo wymalowanymi fasadami domów. To osławiona La Boca. To tutaj tango ze sposobu pląsania ubogich robotników w tawernach stało się tańcem kochanym i uwielbianym przez miliony na całym świecie, to stąd wyruszyło na amerykańskie i europejskie salony, by je zawojować.


- Senior! Senior! - woła do mnie przesadnie wymalowana mujer. Ma na sobie czerwoną suknię z błyszczącym bolerkiem i czarny kapelusik na głowie. Unosząc nogę w górę, eksponuje uda obleczone w kabaretki. Na stojącym obok krześle ma skórzany kapelusz i czerwony długi surdut. To dla mnie. Mam to założyć, żeby z nią zatańczyć. Oczywiście tango.

- I’m Gabriela - mówi. - And you?

Zalotnie zasłania twarz trzymanym w ręce wachlarzem. Kobieta chce na mnie zarobić, wywierając uwodzicielskie wrażenie. Jak na każdym obcym, który do La Boki zagląda, zaciekawiony wciąż żywą tu legendą tanga. Ceny są wszędzie podobne. Jeden taniec z mistrzynią do melodii z magnetofonu kosztuje dziesięć dolarów. Piętnastominutowa sesja przy orkiestrze na żywo - pięćdziesiąt. Za piątala mogę sobie z Gabrielą zrobić zdjęcie w stroju tancerza, a za dolca wetknąć głowę w otwór wycięty w planszy, której ona pilnuje.

To już bardziej wysmakowane tango prezentowane wewnątrz lokalu przy ulicy Balcarces

fot. Krzysztof Błażejewski

To już bardziej wysmakowane tango prezentowane wewnątrz lokalu przy ulicy Balcarces


- Senior! Senior! - dobiega mnie wielokrotnie w czasie spaceru po La Boce ze wszystkich stron. Marie i Conchity są tu zwyczajnie w pracy. Niektóre próbują się szczególnie przypochlebić, kilka razy zostałem nazwany „sirem”, a raz nawet „milordem”. Obok kobiet stoją Pabla, Juany i Manuele, którzy dla odmiany zapraszają nieustannie do tanga turystki.

Jeden z nich właśnie miał szczęście. Namówił do tańca małą Japonkę, na oko już po sześćdziesiątce. Argentyńczyk podaje kobiecie przygotowany czerwony kapelusik i długą tego samego koloru tunikę. Bierze Japonkę w ramiona i niemal niesie ją po bruku wypracowanym starannie krokiem tanga. Pozostali turyści natychmiast pstrykają swoimi aparatami zdjęcia na wyścigi. Będzie pamiątka.

Robi się coraz większy upał. Tancerze chowają się pod parasolkami albo ustawiają się w cieniu pięknych, purpurowo kwitnących żakarand, którymi wysadzona jest większość ulic Buenos Aires. Dziwne wrażenie na Europejczyku wywołuje myśl, że w czasie karnawału może być ponad trzydzieści stopni w cieniu...

La Boca to dziś właściwie już tylko kilka ulic starej zabudowy ze słynną Caminito na czele, ozdobioną muralami autorstwa samego Benito Quinqueli. Na ścianach budynków pełno jest też plakatów. Na każdym para w objęciu, w mniej lub bardziej śmiałym negliżu. Wszystko jest podporządkowane biznesowi. Na krzesełkach przed sklepikami siedzą w cieniu starsze kobiety, które proponują kobietom założenie stroju do tanga i zrobienie sobie zdjęcia z wystawioną przy drzwiach naturalnej wielkości figurą papieża Franciszka albo... chłopaka stąd, Diego Maradony. W tym samym celu można wejść również na piętro i stanąć na balkonie narożnej kamieniczki. Przed każdą z licznych knajpek do wejścia do środka zachęcają tancerze, kręcąc praktycznie non-stop tangowe wywijasy. Na chodnikach siedzą akordeoniści, którzy przed sobą kładą kapelusz do wrzucania datków. Wiele z tych melodii natychmiast daje się rozpoznać. Jealousie, La Cumparsita, Adios Muchachos... Tanga zrobiły przecież wielką karierę. Tylko naszego Milonga tam nie znają...

Narożna knajpka w dzielnicy La Boca. Gościu, wejdź do środka, odpocznij i potanguj sobie...

fot. Krzysztof Błażejewski

Narożna knajpka w dzielnicy La Boca. Gościu, wejdź do środka, odpocznij i potanguj sobie...


Tango powstało ponad wiek temu z mieszaniny różnych tańców, tak jak mieszana jest społeczność argentyńska. Tańczono je w La Boce w portowych spelunkach, w burdelach. Elita wstydziła się tego „wynalazku”. Dopiero paryska kariera tanga sprawiła, że zostało nobilitowane i w swojej ojczyźnie, z czasem stając się dumą i chlubą całej Argentyny.

Po południu wracam do centrum „boskiego” Buenos. Trwa właśnie karnawał, ale miasto wydaje się jakby uśpione. W Buenos Aires wieczorem, wbrew europejskim wyobrażeniom o temperamencie południowców, nikt na ulicach nie tańczy, poza La Boką jest praktycznie pusto. Po dwudziestej pustoszeje nawet zwykle gwarny handlowy deptak w centrum miasta - Avenida Florida, znikają ludzie z Plaza del Mayo. Ruch wzmaga się tylko na Avenida Corrientes, gdzie dominują teatry i ekskluzywne lokale oraz na ulicy Balcarces w dzielnicy San Telmo, gdzie pełno jest eleganckich kawiarni, teatrzyków i kabaretów, albo po prostu stylizowanych na lata 20. i 30. ub. wieku sal tanecznych. W każdych drzwiach gości wita senior lub seniorita w eleganckim stroju tancerza, w każdym, czy to do lodów, kawy, piwa, czy do obiadu gra na żywo indiańska kapela, a na małej estradzie gościom serwuje się ochoczo... pokazy tanga.

Taki wieczór łatwo wytrzymać przy gigantycznej wielkości stekach zwanych tutaj chorizo z parillas (grilla), jakie serwuje się na każdym kroku. Argentyna to przecież kraj gauczów i bezkresnych pastwisk, a objadanie się wołowiną ma niemal charakter sportu narodowego. Oczywiście popijać trzeba obowiązkowo miejscowym czerwonym winem.

Kiedy opuszczam kolejny święty przybytek tanga, wychodząc w ciszę ulicy, jest już po północy. W nagrodę za wytrwałość otwiera się przede mną wspaniały widok. Na południu, ponad wodami zatoki La Plata wisi nisko Krzyż Południa w towarzystwie Alfy Centaura i obydwu Obłoków Magellana. Przez chwilę mam wrażenie, jakby one też szykowały się do tanga.

Warto wiedzieć: „Bombonierka”


Drugą z atrakcji La Boca o światowej randze jest stadion piłkarski „La Bombonera” zbudowany jeszcze w 1938 roku. To tu wychował się sam Maradona, do dziś uwielbiany przez rodaków. Jednak stadion, nie odnawiany od lat, podupadł, choć gra na nim na co dzień znana i w Europie drużyna Boca Juniors. Tango jednak z pewnością rywalizację z „Bombonierką” o popularność wygrało.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.