Śmierć w studni

Grażyna Ostropolska 5 lutego 2016

W Wilczkowie i okolicach wciąż głośno o tej zbrodni. - Jak można zabić człowieka dla 50 zł? - pytają mieszkańcy i do tego, co faktycznie wydarzyło się w sierpniu, dorabiają legendy.

W tym gospodarstwie na uboczu Wilczkowa mieszkał Zenon S., którego kolega od kieliszka utopił w przydomowej studni

Fot.: Filip Kowalkowski


Jak widzę pijanego sąsiada, to zamykam drzwi i udaję, że nie ma mnie w domu - zwierza się znajoma zamordowanego Zenona S. Jego ciało znaleziono w przydomowej studni. Wraz z pościelą, w której 60-letni S. ukrył ostatnie 100 złotych z niewielkiej renty. Morderca, 29-letni Łukasz L., ich nie znalazł. Chciał pożyczyć od pana Zenona 50 zł na wódkę, a gdy ten odmówił, zabił go.


- Obaj mieli porąbane życie i nie stronili od alkoholu - słyszymy od znajomych mordercy i ofiary. O Łukaszu L. z Januszkowa mówią tak: - Bez miłości był chowany. Matka zapiła się na śmierć, ojciec nie był lepszy. Jego ofiara, Zenon S. z Wilczkowa, też nie miał lekkiego życia. - Ćwierć wieku temu zmarła mu żona, zostawiając dwoje dzieci, w których wychowaniu pomagała Zenkowi teściowa. Zaczął pić, gdy poszły na swoje i dom opustoszał. Pewnie...

zapijał samotność...


- oceniają. Łukasz L. często pożyczał od S. drobne sumy, bo kumpel rencista to dla miejscowych pijaczków skarb.

- Pracy nie ma, ani tu, ani w Żninie, więc żyje się z zasiłków, dorywczej roboty u bogatszych rolników lub z emerytur rodziców i dziadków - słyszymy. Starsi mieszkańcy z sentymentem wspominają stałą pracę w PGR. Dziś w zrujnowanych budynkach po tym peerelowskim relikcie są magazyny. Łukasz L. najmował się do prac rolnych, a jak to nie starczało na alkohol - kradł. Podobno Zenona S. też okradał, więc ten znalazł sobie ochronę.

mieszkańcy Wilczkowa: Pracy nie ma, ani tu, ani w Żninie, więc żyje się z zasiłków, dorywczej roboty u bogatszych rolników lub z emerytur rodziców i dziadków.


- Sześć lat temu przepisał całe swoje gospodarstwo na karatekę ze Żnina, w zamian za opiekę - słyszymy w Wilczkowie. Opiekuna pana Zenona raczej tu nie widywano, ale... - Gospodarstwo S. leży na uboczu, więc mogliśmy jego wizyty przeoczyć - przyznają miejscowi. Przez moment karateka znalazł się na liście podejrzanych, a na murze jego budynku ktoś napisał sprayem „Tu mieszka morderca”. Śledczy poszli początkowo tym torem, ale okazało się, że karateka ma żelazne alibi, bo w dniu śmierci pana Zenona przebywał w Chorwacji. Hipotezę, że morderca mógł działać na jego zlecenie też obalono, bo dziewięć dni po zbrodni przyznał się do niej Łukasz L.

Morderca był na pogrzebie ofiary


- Na twarzy L. nie było żadnych uczuć. I nic dziwnego skoro po zabiciu Zenka, jak gdyby nigdy nic, wrócił na pijacką imprezę - mówi jedna z uczestniczek pogrzebu.

O tym, że S. mógł się utopić w studni, policja dowiedziała się od brata Łukasza L. Odwiedził gospodarstwo Zenona S. dzień po jego śmierci. - Dom był pusty, a w studni zobaczył jakieś szmaty - opowiadają sąsiedzi. Doszły ich słuchy, że podobno morderca chwalił się na imprezie tym, co zrobił, kiedy S. odmówił mu pożyczki, więc brat poszedł to sprawdzić.

Na początku śledczy stawiali na nieszczęśliwy wypadek. Ot, siadł sobie pijany S. na brzegu zrujnowanej studni, a że w betonowym kręgu był wyłom, omsknął się i wpadł. Sekcja zwłok, której stanowczo domagała się rodzina denata, wykazała, że było to morderstwo. Ofiara miała złamane kości gnykowe i liczne krwiaki na twarzy i szyi.

Kryminalni z wojewódzkiej komendy dość szybko ustalili, kto i w jakim celu odwiedził Zenona S. w dniu śmierci. I to dwukrotnie. Zatrzymany Łukasz L. przyznał się do zabójstwa, a podczas wizji lokalnej szczegółowo je opisał.

Pierwszy raz przyjechał do S. 16 sierpnia ubiegłego roku około godziny 14.00 - Chciałem pożyczyć od niego pieniądze...

na imprezę w Januszkowie


- tłumaczył śledczym. Przyjechał do Zenona S. rowerem. Ten leżał w łóżku w samych slipach, bo tego dnia żar lał się z nieba. - Dał mi 42 złote - zeznał Łukasz L. Wziął pieniądze, kupił za nie w miejscowym sklepie alkohol i zawiózł na imprezę. Po godzinie wódki zabrakło, więc ok. 16.00 pojechał do S. po kolejną pożyczkę. Chciał 50 zł, ale pan Zenon odmówił. Ukrył pod pościelą ostatnie 100 zł z renty i nie zamierzał ich oddawać. - Spytałem się S. czy mogę się u niego przespać - zeznał L. Gospodarz się zgodził, więc Łukasz L. usiadł przy nim na łóżku, powiedział: „przepraszam” i zaczął go okładać pięściami po głowie. Potem uznał, że skuteczniejszy będzie kij. Chciał go przynieść z podwórza, ale po drodze trafił na siekierę. Usiadł na ofierze, przytknął jej trzonek siekiery do szyi i dusił, aż przestała stawiać opór. Wyszedł na podwórze, zobaczył studnię i tam postanowił wrzucić Zenka, ale gdy wrócił na miejsce, okazało się, że S. żyje i wstaje z łóżka, więc... - Chwyciłem go wpół, wyprowadziłem na zewnątrz i tam wrzuciłem go do studni - relacjonował podczas wizji lokalnej, której towarzyszyła rekonstrukcja zdarzeń.

Łukasz L. pokazywał, jakie przedmioty wrzucił potem do studni. Nie zauważył, że w schowku pod pościelą S. trzymał ostatnie 100 zł, które też wylądowało w wodzie. Kasy w domu ofiary nie znalazł, więc wrócił zły do Januszkowa.

- Zenon to był spokojny człowiek, a że pił? Nie on jeden! - mówi o nim najbliższa sąsiadka. O jego mordercy też nic złego nie powie: - Jak mnie widział, zawsze...

mówił „dzień dobry”.


Chcemy sfotografować studnię, do której zabójca wrzucił pana Zenona, ale nie możemy jej znaleźć. - Albo nowy właściciel, ten karateka, ją rozebrał, albo jest przywalona drewnem. Wyciął drzewa, chaszcze i wymienił okna, więc pewnie będzie chciał to sprzedać, albo tu zamieszkać - dywagują sąsiedzi. Przed pokrytym zdezelowaną dachówką domem leży sterta śmieci, a wśród nich dobytek zamordowanego: kanapa, krzesło, stary telewizor. Niewiele, bo... - Zenon żył, jak pies w budzie, a poza tym miał nowotwór. Mówił, że nie może jeść i długo już nie pożyje - słyszymy od jego znajomych, którym trudno oswoić się z myślą, że można zabić człowieka dla 50 zł.

Chcieliśmy też porozmawiać o panu Zenonie z jego spadkobiercą, ale nie udało nam się go zastać w domu, a na prośbę o kontakt zostawioną w drzwiach jego mieszkania oraz u znajomego karateki nie było odzewu.

- Wkrótce akt oskarżenia przeciw Łukaszowi L. trafi do sądu - słyszymy w żnińskiej prokuraturze.

Warto wiedzieć: Art 148 Kk


§ 1. Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat więzienia albo dożywocia.

§ 2. Kto czyni to ze szczególnym okrucieństwem,w związku z wzięciem zakładnika, zgwałceniem, rozbojem lub w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, 25 lat więzienia albo dożywocia.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.