Społecznie walczą o swoje prawa, o równe szanse. Kobiety do stowarzyszeń!

Dorota Witt 31 stycznia 2016

Dziecko źle się czuje w zwykłej szkole, a mama czuje, że malec nie rozwija się tak dobrze, jakby mógł. Często instynktownie szuka kontaktu z innymi rodzicami, prosi o radę, z czasem - radzi kolejnym. To prosta droga do założenia formalnej grupy, w której raźniej jest walczyć z własnym problemem.

Fot.: Thinkstock

Kujawsko-pomorskie organizacje pozarządowe można liczyć w tysiącach. Statystyczna ma średnio 15 lat i ciągle się starzeje. To dobrze, bo dojrzałość jest w tym przypadku w cenie. Zgodnie ze statystykami, najwięcej organizacji (stowarzyszeń, fundacji i grup nieformalnych) zajmuje się sportem, rekreacją, hobby. Coraz częściej szefują im kobiety. Tyle że one społecznie chętniej niż sportem zajmują się edukacją, kulturą i walką o równe prawa.

Anna Wróblewska-Zawadzka, jedna z liderek bydgoskiej Nieformalnej Grupy Inicjatywnej, doktorantka na Wydziale Prawa i Administracji UMK w Toruniu, mama Maksymiliana i Zuzanny:
- Impulsem do połączenia sił w działaniach równościowych była nasza pierwsza, dość spontaniczna akcja antyprzemocowa One Bilion Rising. Chcieliśmy wykorzystać energię tych, którzy przyłączyli się do zorganizowania tego happeningu i tak korzystamy z niej od 3 lat. Dbamy o prawa człowieka i o równość. W zeszłym roku po raz pierwszy zorganizowaliśmy w Bydgoszczy Manifę.


Ewa Kwiesielewicz-Szyszka: W organizacjach w regionie działa dziś 53 proc. kobiet, coraz częściej zajmują ważne miejsca w zarządach.


Przyszło sporo kobiet, byli i tatusiowie z wózkami, i całe rodziny, i radne. Sprecyzowanych planów nie mamy, ale chcielibyśmy i w tym roku wyjść 8 marca na ulice. Organizacje pozarządowe często zmuszone są na trwanie od projektu do projektu, dlatego trzeba znaleźć czas na działalność społeczną i na pracę zawodową, nie mówiąc już o życiu rodzinnym, a chwile na pracę dla organizacji wyrwać z życia zawodowego. Dlatego też początkowy zapał członkiń i członków organizacji czasem gaśnie. Mam wrażenie, że sektor NGO jest odbiciem rynku pracy: sporo jest kobiet w szeregach, ale w zarządach ciągle więcej mężczyzn.

Joanna Dobska, wiceprezes bydgoskiej Fundacji Nowe Pokolenie, dyrektorka „Przedszkolnej chatki’ Domu Edukacyjnego REGNUM, koordynatorka ogólnopolskiego Festiwalu Radosnych Serc, założycielka pierwszej w mieś-cie rodzinnej kawiarni „Kogel mogel” (dochód przeznaczany na działa-nie fundacji):
-Od początku wspieramy dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych i tych o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Przy okazji Festiwalu Radosnych Serc, jedynego takiego w kraju, robimy warsztaty, organizujemy spotkania z artystami, dajemy szanse tym, którzy mają talenty artystyczne, ale brak im możliwości rozwoju. Prace nad tegorocznym festiwalem już trwają, ale nie zdradzę szczegółów koncertu finałowego. Powiem jedynie, że z okazji 670 urodzin Bydgoszczy przygotowujemy niespodziankę dla mieszkańców w Bydgoszczy. Wystąpią wyjątkowi artyści. Chcielibyśmy zająć się atrakcyjną promocją czytelnictwa wśród najmłodszych. Przygotowujemy również projekt dla rodziców dzieci niepełnosprawnych, dzięki któremu nauczą się technik pracy z dzieckiem w domu. Rozwijamy również naszą stałą działalność edukacyjną - powstaje dodatkowa grupa dla najmłodszych przedszkolaków w ramach przedszkola „Przedszkolna chatka”, powstają nowoczesne gabinety terapeutyczne dla dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Co miesiąc przygotowujemy darmowe zajęcia i warsztaty w Domu Edukacyjno-Kulturalnym REGNUM. A rodziców, dzieci i dziadków zapraszamy do otwartej kilka miesięcy temu kawiarni „Kogel mogel”, której stałym elementem jest nieodpłatna opieka animatora w sali zabaw nad najmłodszymi klientami.

Agata Pamuła, prezeska Stowarzyszenia Rodzin Bydgoskich „Kropka“, pedagog policyjny, pomysłodawczyni Fordońskiego Klubu Mam i założycielka klubokawiarni „Fabryka prezentów”. Mama Franka i Kuby:
- Początkiem naszych działań były domowe spotkania kilku mam z małymi dziećmi. Potrzeba wsparcia, wymiany doświadczeń, spotkań z kobietami na podobnym etapie kobiecości okazała się bardzo silna, dlatego powstało stowarzyszenie. Działamy na rzecz rodzicielstwa, tacierzyństwa i macierzyństwa, już od etapu ciąży, oraz dla dzieci. Formalni istniejemy od kwietnia 2014 r. Cieszymy się, że udało nam się podjąć takie działania, jak remont gabinetu terapeutycznego w jednym z fordońskich przedszkoli.

Ewa Głodowska-Morawska: Dostajemy grant z sugestią, by wśród uczestników był parytet płci. To niemożliwe.


Pieniądze wykładają urzędy, fundacje i sponsorzy, ale wykonanie to już ciężka praca wolontariuszy. „Kropka“ skupia 15 osób. W tym roku planujemy jeszcze intensywniej pracować na rzecz rodzin w Fordońskim Klubie Mam i kreatywnie organizować wolny czas dzieciom. Kobiety rzeczywiście chętniej podejmują społeczne działania, jednak obowiązki (zwłaszcza opieka nad dziećmi) bardzo szybko weryfikują ich plany. Obserwuję wśród kobiet naturalną potrzebę zrzeszania się i szukania wsparcia w wychowywaniu dzieci. Mężczyzna jest niezastąpiony, ale nikt tak dobrze jak matka nie zrozumie trosk i codzienności drugiej matki.

Jolanta Gawryłkiewicz, prezeska bydgoskiej Fundacji Kreatywnej Edukacji, która prowadzi niepubliczną szkołę i przedszkole, a od niedaw-na żłobek, nauczycielka muzyki, ekonomii, zarządzania. Mama Tosi i Poli:
- Był 2006 rok, spodziewałam się dziecka, a że chciałam je wychowywać razem z najbliższą rodziną, wróciłam do Bydgoszczy. Miałam doświadczenie w pracy w organizacjach pozarządowych, wiedziałam, jak działają w innych krajach i w Warszawie, bo mieszkałam i zbierałam zawodowe doświadczenia w różnych miejscach. Bydgoszcz to była wtedy pod tym względem pustynia, a szkół czy przedszkoli organizowanych przez rodziców nie było w ogóle. O znaczeniu edukacji muzycznej jeszcze kiedy dziecko jest w brzuchu mamy niewiele się mówiło. To paradoksalnie mobilizowało do działania, a że ktoś musiał zostać liderką, inspiracja wyszła ode mnie. We współpracy z dwiema mamami otworzyłam pierwszy w mieście punkt przedszkolny, całkowicie zaprojektowany przez młode mamy. Później powstała szkoła, a latem zeszłego roku przyjęliśmy pierwsze dzieci do żłobka. Współpracujemy z nauczycielami, artystami, naukowcami. Nasze dzieci nie tylko uczą się angielskiego, słuchają muzyki czy filozofują. To nie są maluchy, które kiedyś będzie można zaszufladkować, bo nie uczymy tak jak w tradycyjnej szkole. Dla naszych dzieci naturalnym jest, że same szukają rozwiązań, mają wiarę w swoje możliwości i temperament. Dzieci współuczestniczą w procesie edukacji projektując go i nadając mu sens. Partycypacja i współodpowiedzialność za edukację i za społeczność to dla nas najważniejsze aspekty współpracy. Wszystkie placówki są więc demokratyczne, wyróżniając się w ten sposób wśród innych podmiotów w mieście.

Ewa Kwiesielewicz-Szyszka, prezeska toruńskiego Stowarzyszenia Kujawsko-Pomorski Ośrodek Wsparcia Inicjatyw Pozarządowych TŁOK. Mama Franciszka:
- Naszym celem jest wspieranie organizacji pozarządowych w regionie. Badamy, szkolimy, doradzamy, informujemy, promujemy i integrujemy sektor organizacji pozarządowych oraz wspólnoty lokalne, będąc rzecznikiem ich interesów. Krótko mówiąc, aktywizujemy mieszkańców i mieszkanki województwa i wspieramy tych już aktywnych. Od 10 lat skupiamy się na edukacji w obszarze ekonomii społecznej, wspieramy te organizacje, które chcą nie tylko produkować, ale i zarabiać na tym, tworzyć miejsca pracy. Sporo ostatnio powstało takich organizacji, wieloma zajmują się kobiety. W organizacjach w regionie działa dziś 53 proc. kobiet, coraz częściej zajmują ważne miejsca w zarządach, same zakładają fundacje, wioski tematyczne, spółdzielnie socjalne. Dobrym przykładem takiej kobiecej spółdzielni jest Spiżarnia Kujawska z Aleksandrowa Kujawskiego (działa w branży gastronomicznej) czy podtoruńska Lubiczanka (w ofercie: sprzątanie ogrodów, odśnieżanie, ścinanie drzew piłą łańcuchową, opieka nad osobami starszymi czy wizyta św. Mikołaja). Panie doskonale sobie radzą, także pod względem ekonomicznym.

Ewa Głodowska-Morawska, prezeska toruńskiego Stowarzyszenia Inicjatyw Niemożliwych „Motyka”:
- Głównym celem „Motyki” jest zwiększanie szans życiowych dzieci i młodzieży poprzez edukację pozaformalną i wolontariat. Zależy nam, by docierać do mieszkańców wsi i małych miast oraz środowisk zagrożonych wykluczeniem społecznym. I tak od 1999 r. Organizujemy wymiany międzynarodowe, w których biorą udział głównie licealiści i studenci. Mamy małą styczność z innymi kulturami, przez to generalnie stereotypowo postrzegamy inne narody. To nie pomaga tym młodym ludziom być otwartymi, tolerancyjnymi, może prowadzić do zachowań dyskryminujących, np. w formie wszechobecnego „hejtowania”. Stąd pomysł na projekt edukacyjny „Przystanek różnorodność”, który rozpoczęliśmy w zeszłym roku. Stworzyła się zgrana, kilkunastoosobowa grupa młodych ludzi. Niektórzy przyszli, bo przekonali ich nauczyciele, inni, bo chcą się rozwijać, ale są i tacy, którzy przyszli, bo zdążyli już doświadczyć dyskryminacji na własnej skórze. Także pedagodzy zgłaszają, że przydadzą się podobne warsztaty dla nich. W ramach projektu młodzi ludzie uczestniczyli w cyklu 5 weekendowych warsztatów, podczas których uczyli się porozumiewać bez przemocy, rozpoznawać przejawy dyskryminacji i reagować na nie. Następnie sami przygotowali i prowadzili zajęcia antydyskryminacyjne dla młodszych kolegów w gimnazjach. W tym roku chcemy skupić się na rozwijaniu tego przedsięwzięcia. Kilka osób już zadeklarowało, że zostaną w „Motyce” jako wolontariusze. Większość to dziewczęta. Chłopców i mężczyzn jest w naszej organizacji zdecydowanie mniej niż kobiet. We wspomnianym projekcie korzystamy z Funduszy Norweskich w ramach programu Obywatele dla Demokracji. Dostajemy grant z sugestią, by wśród uczestników był parytet płci. To niemożliwe. Doświadczenia nasze i organizacji realizujących podobne projekty w całej Polsce pokazują, że uczestniczy w nich nawet dwa razy więcej dziewcząt niż chłopców. Zdaje się, że mają większą mobilizację do rozwoju i szukania alternatywnych ścieżek edukacji.

Katarzyna Wojtaszek, prezeska fundacji Jedyna Taka z Ciechocinka, która wspiera osoby niepełnosprawne, zawodowo zajmuje się marketingiem. Mama Stasia:
- Fundacja powstała, aby pokazać, że osobom niepełnosprawnym zależy na funkcjonowaniu w społeczeństwie na takich samych zasadach, jak zdrowi ludzie. Promujemy aktywne postawy osób niepełnosprawnych. W Mazowieckiem szykujemy kolejną edycję Wyborów Miss Polski na wózku, a w Kujawsko-Pomorskiem przygotowujemy wystawę „Rodzicielstwo bez barier”. Przez ponad 3 lata działania udało nam się zrealizować 3 edycje konkursu miss, otworzyć integracyjną agencję modelek, stworzyć wystawę „Jedyna Taka Mama”. Dzięki nam wyprodukowano pierwszą na świecie dostawkę do transportu niemowlęcia przez rodzica poruszającego się na wózku. Już przygotowujemy się do tegorocznego konkursu miss. Chcemy inspirować inne kraje Europy do podobnych działań, zorganizować wybory Miss Świata na Wózku. To nieprawda, że panowie nie potrzebują integrowania się w organizacjach pozarządowych. Niektóre nasze działania faktycznie odnoszą się tylko do kobiet, ale to właśnie zainteresowanie mężczyzn sprawiło, że w tym roku wybierzemy także Mistera na Wózku. Panowie często pytają nas o różne nasze inicjatywy.

Aleksandra Łukomska-Smulska, przewodniczą-ca toruńskiego oddziału Europejskiej Unii Kobiet, wiceprzewodnicząca ogólnopolskiej EUK SP, przewodnicząca Rady Działalności Pożytku Publicznego działającej przy prezydencie Torunia, od ponad 25 lat prowadzi swoją firmę. Mama Katarzyny:
- Toruński oddział EUK działa już 15 lat. Wszystkie pracujemy społecznie. Są wśród nas kobiety doświadczone, wykształcone, lekarki, prawniczki, dyrektorki szkół. Ale nie jesteśmy feministkami, dla kobiet pracujemy jako sympatyczki prawej strony sceny politycznej. Planujemy wydanie książki o współczesnych Polkach, które mogą być wzorem sukcesu dla innych. Bo sukces jest zaraźliwy! Po każdym spotkaniu, na którym kobieta opowiada innym kobietom o tym, co jej się w życiu udało i dlaczego, uczestniczki inaczej patrzą na swoje życie, myślą: potrafię, chcę, spróbuję, uda się. O to chodzi. Dochód ze sprzedaży książki przeznaczymy m.in. na szkolenia kobiet, które chcą wrócić na rynek pracy po przerwie na wychowywanie dzieci (tak było w przypadku naszej pierwszej książki „Kobiety niezapomniane”). Planujemy też pilotażowy program profilaktyki raka.Najpierw w Łodzi, ale jeśli tam akcja zakończy się sukcesem, będę pierwsza osobą, która przeniesie ją na toruński grunt. W naszej organizacji działają tylko kobiety, ale od lat obserwuję, że generalnie społecznie chętniej udzielają się panie. Zresztą wiele stowarzyszeń i fundacji realizuje cele bliższe kobietom niż mężczyznom: edukacyjne, opiekacze, kulturalne.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.