Skoro muszą, niech patrzą na sukienkę i szpilki niepełnosprawnej damy

Paulina Błaszkiewicz 31 stycznia 2016

To, że osoby niepełnosprawne wychodzą naprzeciw innym i pokazują swoje życie, jest inspiracją do zmiany. Ludzie przestają się nas bać, zaczynają z nami rozmawiać i traktować fair- mówi Angelika Chrapkiewicz-Gądek.

Fot.: archiwum prywatne Angeliki Chrapkiewicz-Gądek


Widok młodej i pięknej kobiety na wózku inwalidzkim prowokuje pytanie: Co jej się stało? Często je Pani słyszy?
Tak. Zwykle ktoś pyta, a nawet jeśli tego nie robi, to na pewno się zastanawia. Często ludzie nie mają tyle odwagi, by zapytać, dlaczego jestem na wózku inwalidzkim, ale ja nie mam żadnego problemu, by o tym mówić. Choruję od 3. roku życia na rdzeniowy zanik mięśni. To postępująca choroba, polegająca na tym, że słabną mi mięśnie całego ciała. Jak na swój wiek, a mam 35 lat, i właściwości tej choroby, jestem w całkiem niezłym stanie. Teraz bardzo dbam o ręce, bo dzięki temu choroba wolniej je atakuje, choć mam świadomość, że i tak to się kiedyś stanie.

Na swoim profilu na Facebooku zamieściła Pani zdjęcie sprzed kilku lat. Bez wózka.
Wtedy jeszcze byłam w stanie przejść samodzielnie kilka metrów, ale poruszam się na wózku od 14. roku życia. Nie pamiętam dokładnej daty, kiedy przestałam chodzić, ale przygotowywałam się do tego momentu. Dużo rozmawiałam na ten temat z rodzicami. Właściwie od czasu, kiedy zaczęłam rozumieć, co mi dolega. Oni powtarzali, że mam ćwiczyć i ćwiczyć, ale mówili też, że będę słabnąć. Ja to czułam. Wiedziałam, że pewne czynności łatwiej było mi wykonywać np. miesiąc wcześniej.

A jak jest teraz?
Staram się żyć tak, jak potrafię. Mam świadomość swoich ograniczeń, ale zawsze znajduję jakiś pomysł, by je pokonać. Tak było z moją miłością do gór. Wiem, że nie mogę po nich chodzić na własnych nogach, ale mogę przecież kogoś zarazić tą moją miłością. Ten ktoś ze mną pójdzie i pomoże mi dotrzeć tam, gdzie chcę. Zwiedzam świat trochę inaczej, ale to nie oznacza, że nie zobaczę tego wszystkiego, co inni. Chcę pokazać, że na wózku też można być osobą uśmiechniętą i mieć kolorowe, bujne życie.

Moja znajoma z fundacji Rak’n’Roll powiedziała, że jej podopieczni mają poczucie daty ważności własnego życia. Wszystko przez to, co ich spotkało...
Coś w tym jest. Najciekawsze jest to, że takie ekstremalnie trudne sytuacje życiowe zmieniają perspektywę osób zdrowych. Oni, widząc ludzi, którzy walczą z nowotworem czy są niepełnosprawni, zaczynają inaczej patrzeć na swoje problemy. Jeśli chodzi o mnie, to na pewno mam większą świadomość upływającego czasu i tego, że życie mam jedno. Wyciskam cytrynę do końca. Przez to, że żyję z postępującą chorobą wiem o tym, że nie ma czasu, by zastanawiać się nad tym czy warto, czy nie. Jak mam pomysł, to go realizuję. Doceniam to, że jeszcze mam sprawne ręce, że mogę się przesiąść sama na wózek bez pomocy, bo wiem, że za parę lat może się to skończyć.

Myśli Pani o przyszłości?
Bardziej skupiam się na tym, co jest teraz. Od kilku dni jestem na obozie koszykarsko-pływackim w górach, organizowanym przez Fundację Aktywnej Rehabilitacji, uczę dzieci na wózkach, jak sobie radzić. Prowadzę m.in. zajęcia pod hasłem „Dbam o siebie”. Cieszę się, że mogę pokazać niepełnosprawnym dzieciakom, że w wieku dorosłym mogą normalnie żyć. Ja jestem tego najlepszym dowodem. Ciekawe jest też to, że zaczynają się do mnie zgłaszać rodzice dzieci niepełnosprawnych, ponieważ dla nich jestem nadzieją i inspiracją. Oni mając dziecko w wieku 6 -14 lat, spotykając na swojej drodze osobę w wieku 35 lat, zaczynają się zastanawiać: „To moja córka też wyjedzie na studia, a później będzie mogła pracować?”

Pani to wszystko się udało.
Skończyłam zarządzanie w turystyce i dziennikarstwo. Po studiach chciałam wrócić do Zakopanego i pracować w turystyce, ale dostałam pracę w biurze podróży w Krakowie, gdzie zajmowałam się... komercyjnym nurkowaniem. Tak, tak, to wszystko prawda. Prowadziłam nie tylko zajęcia, ale też Stowarzyszenie Nurków Niepełnosprawnych „Nautica”.

A czym był dla Pani udział w konkursie Miss Polski na Wózku?
Przygodą. Namówiła mnie koleżanka i znajomi. Miałam wtedy 32 lata i pierwsza myśl, która wtedy pojawiła się w mojej głowie, była taka, że jestem za stara na takie zabawy, ale jakiś czas później zaczęłam o tym myśleć w dwóch kierunkach: Co mi to da i co to może dać innym ludziom?

Jaki z tego wniosek?
Że dobrze zrobiłam. Chciałam pokazać sprawnym kobietom, że gdyby cokolwiek się kiedyś wydarzyło w ich życiu, to na wózku też mogą być piękne. Kobiety niepełnosprawne bardzo o siebie dbają i muszą na to poświęcić więcej czasu niż te, które mają zdrowe ręce i nogi. Pewnego dnia stwierdziłam, że jak już ludzie muszą na mnie patrzeć, to niech patrzą na sukienkę i szpilki.(śmiech)

Miała Pani problem z tymi spojrzeniami innych?
Kiedyś tak. Pamiętam, jak wychodziłam na Krupówki i ludzie zabijali mnie wzrokiem. Dziś na luzie opowiadam o swojej niepełnosprawności, ale to wymagało ode mnie odwagi, zmierzenia się z tymi spojrzeniami. To, że osoby niepełnosprawne wychodzą naprzeciw innym i pokazują swoje życie, jest inspiracją do zmiany. Ludzie przestają się nas bać, zaczynają z nami rozmawiać i traktować fair. Jak będziemy się chować w domu, to nikt nas nie pozna. Jeśli wyjdziemy, staniemy się częścią tego, co nazywamy normalnością. Tak już jest na Zachodzie, a u nas jest coraz lepiej, chociażby z nazewnictwem. Coraz rzadziej słyszę: inwalida czy kaleka.

Teczka osobowa


Angelika Chrapkiewicz-Gądek


- Jest doradcą społecznej odpowiedzialności biznesu oraz mówcą publicznym. Burzy stereotypy na temat osób niepełnosprawnych.

Od 15 lat współpracuje ze Stowarzyszeniem „Nautica”, które zajmuje się uczeniem nurkowania osób niepełnosprawnych. Sama nurkuje. Na swoim koncie ma ponad 100 nurkowań, głównie w Morzu Czerwonym i Adriatyku. Kocha góry. W 2008 r. uczestniczyła w wyprawie na Kilimandżaro, docierając na wysokość 5200 n.p.m.

- Współpracowała ze Spółdzielnią Socjalną „Republika Marzeń Mimo Wszystko” Fundacji Anny Dymnej. Laureatka wyróżnienia „Lady Disabled - Dama Niepełnosprawna” im. Krystyny Bochenek w kategorii „kultura i sztuka”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.