Korupcja i fałszerstwa, czyli ponad milion złotych w prywatnych kieszeniach zgranej szajki ze żnińskich Wodociągów?

Grażyna Ostropolska 29 stycznia 2016

Takie poważne zarzuty usłyszeli: Bogdan C., szef brygady remontowej, Andrzej T., były kierownik w Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji, sp. z o.o. w Żninie, oraz Ryszard G., monter; podejrzani o wykonanie kilkuset nielegalnych przyłączy.

Andrzej Daszkowski, zastępca kierownika oczyszczalni WiK w Żninie, z troską patrzy na jej kiepski stan.

Fot.: Filip Kowalkowski


Niewykluczone, że krąg podejrzanych się powiększy. - Jesteśmy na etapie przesłuchiwania świadków oraz analizy dokumentów - słyszymy od nadzorującego śledztwo prokuratora Mańkowskiego.


Aferą w Wodociągach żyje cały Żnin. - W głowie się nie mieści, by przez 8 lat kwitł w komunalnej spółce przestępczy proceder i że nikt tego nie zauważył! - słyszymy od zbulwersowanych mieszkańców. Część z nich zamawiała budowę przyłączy wodno-kanalizacyjnych u podejrzanych, nie mając świadomości, że zapłata za tę usługę nie trafi do kasy WiK, tylko do prywatnych kieszeni.

Śledczy podejrzewają, że uprawiająca przestępczy proceder szajka zagarnęła (w latach 2007-2015) co najmniej 1,25 mln zł, działając na szkodę miejskiej spółki. Jak to możliwe,

gdzie był nadzór?


- pytamy Roberta Luchowskiego, burmistrza Żnina.

- Jestem tu od 5.12.2014 r. i i krótko po objęciu funkcji odwołałem dwuosobowy zarząd i radę nadzorczą WiK, bo nie było tajemnicą, że źle się w tej spółce dzieje - tłumaczy. Nie zarządził wówczas audytu (zaczął się dopiero w listopadzie 2015 r.) i nie zwrócił się do prokuratury o weryfikację podejrzeń, tylko 1.04.2015 r. powołał nowe władze spółki. Prezesem WiK została Małgorzata Stawicka, była kandydatka na prezydenta Bydgoszczy, a wcześniej dyrektorka Spółki Wodnej „Kapuściska”.

- Gdy pani Stawicka objęła funkcję, to na spotkaniu z pracownikami WiK prostym językiem powiedziałem: „Koniec z fuchami w tej firmie!”, ale nie wszyscy potraktowali ten komunikat poważnie - twierdzi burmistrz. I pewnie wie, co mówi, bo jako jeden z niewielu zna wynik niedawnego audytu w żnińskich Wodociągach. - Powiem tylko, że wynik jest dla spółki niekorzystny, ale nie mogę mówić o konkretach, bo są one przedmiotem śledztwa - tłumaczy. Kontrolę zakończono na początku stycznia. - Myślę, że o to, gdzie był nadzór nad spółką, śledczy spytają poprzedni zarząd i panią Stawicką - prognozuje Robert Luchowski. Małgorzata Stawicka już w WiK nie pracuje. Została odwołana 29 października, krótko po tym, jak burmistrz zobaczył na Facebooku zdjęcie

pani prezes na ciągniku.


- W taki sposób dowiedziałem się o wartym 99 tys. zł zakupie, którego nie zaopiniowała rada nadzorcza WiK, choć taki wymóg jest w statucie spółki - mówi burmistrz. Twierdzi, że Stawicka, robiąc zakup o wartości powyżej 20 tys. zł euro, nie zastosowała właściwej procedury przetargowej, łamiąc ustawę o zamówieniach publicznych. - To kryminał! - ocenia.

Stawicka z zarzutem się nie zgadza. Tłumaczy, że zakup ciągnika był niezbędny, bo stary był niebezpieczny i pracownicy grozili, że nie wyjadą nim do pracy. - Burmistrz o tym wiedział i tylko mi przypomniał, by zakupy zrobić w Żninie. Zebraliśmy oferty, pracownicy obejrzeli ciągniki i sami wskazali model, który im odpowiada, więc procedura zakupu była transparentna - wyjaśnia.

- To już ocenią śledczy - ripostuje Michał Nowacki, szef rady nadzorczej WiK, która odwołała Stawicką. - Mam maila, w którym pani prezes przyznaje, że kupiła ciągnik bez naszej wiedzy i zgody, i ma teraz kłopot - dodaje.

- Jak burmistrz zobaczył moje zdjęcie na Facebooku, to mi zarzucił, że jestem zbyt medialna - wspomina Stawicka, a jej znajomi sugerują, że Luchowski poczuł się zagrożony, gdy była pretendentka do fotela prezydenta Bydgoszczy powiedziała mu, że zamierza na stałe osiąść w Żninie i tu kontynuować karierę. Burmistrz tym sugestiom zaprzecza. - Promocja pani prezes na ciągniku może byłaby i dobra, gdybym nie miał uwag do tego zakupu - ocenia. Przypomina, że mianując Stawicką, postawił przed nią konkretne zadania: - Miała m.in. zbadać, czy podejrzenia, dotyczące nielegalnych przyłączy, o których mówi się w mieście, są prawdziwe, a jeśli tak,

natychmiast to ukrócić.


- Ale pani prezes nie stanęła na wysokości zadania i dlatego skończyła jak poprzedni zarząd - kwituje burmistrz.

Stawicka z takim osądem się nie zgadza: - Zastałam w WiK koszmarny bałagan. Niektóre teczki personalne były puste, nie było w nich nawet umów o pracę. Pracownicy nie przechodzili szkoleń bhp, nie mieli aktualnych badań lekarskich, nie archiwizowano list płac, a wszystkie zakupy w tej spółce odbywały się z pominięciem ustawy o zamówieniach publicznych - wylicza. Sawicka twierdzi, że poprzedni zarząd nie miał kontroli nad magazynem, bo ta sama osoba kupowała, przechowywała i wydawała towar, a pracowniczych nadgodzin na papierze też było co niemiara, więc niektórzy zarabiali po kilka tysięcy zł. Porządkowanie zaniedbań w miejskiej spółce zajęło jej kilka miesięcy. - Wynajęłam w Żninie mieszkanie i często osobiście nadzorowałam prace, by wyeliminować fuchy. Myślę, że za mojego zarządu już ich nie było - twierdzi. Regulamin zamówień publicznych w spółce wprowadziła we wrześniu. - Wcześniej nie stosowano tu przetargowych procedur - zaznacza. Przyznaje, że naraziła się niektórym pracownikom, np. księgowej, której obniżyła pensję o 2 tys. zł - Nie potrafiła stworzyć polityki rachunkowości spółki, a gdy okroiłam jej zarobki o jedną trzecią, wysłała do burmistrza swego męża komornika ze skargą - twierdzi była prezes.

- Pani Sawicka jest z zawodu ekonomistką, więc mogła zmienić księgową lub udzielić jej wsparcia - zauważa burmistrz. Zarzuca też odwołanej prezes, że nie poradziła sobie z analizą gospodarki odpadowej, którą urząd zamierza scedować na WiK. - Nie miałam tego w obowiązkach, a na wywiązanie się z tego dodatkowego zadania, zleconego przez burmistrza, po prostu

zabrakło mi czasu


- twierdzi była prezes. Odpiera też zarzut, że bez konsultacji z burmistrzem i radą nadzorczą WiK zamówiła audyt oczyszczalni. - To było ważne, bo rok po ostatniej modernizacji oczyszczalni ścieków (w 2010 r.), na którą WFOŚ udzielił ok. 2 mln zł pożyczki, okazało się, że nie spełnia ona wymaganych parametrów i WIOŚ wymierzył spółce 1,7 mln zł kary - tłumaczy Sawicka. Doprowadziła do tego, że GIOŚ karę anulował i pojawiła się szansa na umorzenie 30 proc. pożyczki. Warunkiem była poprawa parametrów oczyszczania, więc szukała firm, które wskażą, jak to zrobić. Znalazła dwie, wybrała tańszą. - Trzy dni przedstawicielka tej firmy spędziła w naszej oczyszczalni, szukając recepty i udzielając cennych wskazówek pracownikom. Efektem był zaproponowany plan zmian, który zamierzałam dołączyć do wniosku o przesunięcie spłaty pożyczki, a następnie jej umorzenie. Nie zdążyłam, bo burmistrz znalazł inne rozwiązanie, a mnie zwolnił - wspomina.

- Ta spółka doradcza nie wniosła nic nowego do wiedzy, którą mieli pracownicy oczyszczalni - twierdzi burmistrz. Na walnym zgromadzeniu WiK, gdzie wybrana przez Stawicką firma prezentowała plan naprawy, padło pytanie, kto za jego sporządzenie zapłaci. - I wtedy w ust pani prezes padło zobowiązanie: „W takim razie ja tę fakturę zapłacę”, więc wysłaliśmy ją na jej adres - tłumaczy Luchowski. Zadzwonił do burmistrza z Nakła, gdzie jest podobna oczyszczalnia, i tam zamówił usługę doradczą. Jego zdaniem, lepszą. - Jeśli uda się nam pozyskać z zewnątrz 20 mln zł, to będziemy oczyszczalnię modernizować, a następca pani Sawickiej już wziął się do intensywnej pracy - słyszymy od żnińskiego burmistrza. Nowym prezesem WiK został Jerzy Mączko, były pracownik bydgoskich Wodociągów, prezes ZWiUK w Białych Błotach i likwidator Spółki Wodnej „Kapuściska”. - Pan Mączko zwalniał mnie z funkcji dyrektora SW „Kapuściska”. Z naruszeniem prawa, za co wywalczyłam 40 tys. zł zadośćuczynienia - zauważa Stawicka.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 19-04-2017 08:39

    Brak ocen 0 0

    - Karllos: dno... te wiejskie spółki i układy między biznesem, a samorządowcami są patologią.. tylko żeby kasa do odpowiednich łap spływała ... jak widać z tymi przyłączami kradzieże, przywłaszczanie publicznych pieniędzy to chleb powszedni

    Odpowiedz

  2. 14-12-2016 15:09

    Brak ocen 0 0

    - mączka: za kraty ją

    Odpowiedz