Babcia emigrantka

Katarzyna Bogucka 22 stycznia 2016

Eurosierotami czują się nie tylko dzieci, ale i emeryci, których najbliższa rodzina wyjechała za chlebem. Tak jest w historii babci Elwiry, którą bolesne rozstanie zbliżyło do telefonu i Skype’a.

Samotni seniorzy, eurosieroty, swoje rodziny najczęściej oglądają na monitorze komputera. Dlatego „stare drzewa” coraz częściej pozwalają się przesadzać...

Fot.: sxc.hu


Babcia jest wiecznie uśmiechnięta, siwiutka, korpulentna. To model emerytki wieloetatowej - z konieczności. Z emerytury - 1400 zł - po opłaceniu czynszu i kupnie leków - zostaje jej 300 złotych. Dlatego dziarska seniorka żadnej pracy nie boi, ale za to bardzo boi się nudy wynikającej z przesiadywania w domu i stetryczenia. I samotności.


Do południa spotkać można panią Elwirę za kontuarem portierni dużego wydawnictwa, innym razem podejrzeć, jak sprząta pocztę, a ostatnio załapała się także (przynajmniej dopóki choroby nie dały o sobie znowu znać) do ekipy sprzątającej „Biedronkę”. Za młodu pracowała w handlu, w gastronomii. W podręcznym zestawie zapracowanej babci muszą być dwa gadżety: tablet i telefon komórkowy. Bo to jest teraz babcia na telefon. Żartuje, że z rodziną najlepiej... na tablecie!

- Gdy moja jedyna córka napomknęła, że chyba wyjedzie za granicę i to na zawsze, to w pierwszym momencie zamarłam - wspomina babcia. - „Jak to, córcia, zostawisz mnie tu samą?”, taka była moja spontaniczna reakcja. Przyzna pani, że to faktycznie z boku nie wygląda najlepiej, gdy dzieci się pakują i zostawiają biedną babcię, wdowę, w kraju. No, ale jak doszłam do siebie, to zrozumiałam, jak ja głupio gadam i że to tylko radość, gdy ukochane dziecko wyrywa się z nędzy. Bo oni tutaj żyli w nędzy. I to przez 20 lat...

Pensji nie będzie


„Oni” to rodzina Kozłowskich: córka Krystyna, zięć Mateusz, czworo wnuków: Patryk (22 lata), Janina (17 lat), Marcin (9 lat) i Kacper (2 lata). Na początku, czyli 20 lat temu, nie było aż tak źle.Jedno dziecko, pensja wykwalifikowanego budowlańca (nawet 3000 zł), mieszkanie razem z mamą Elwirą.

Jednak z roku na rok odcinek wypłaty pana Mateusza wyglądał coraz gorzej, a na świat przychodziły kolejne dzieci. Trzeba było wynająć mieszkanie i walczyć o każdą złotówkę. Dosłownie, walczyć. I zaciskać zęby. Zdaniem pani Elwiry, budowlaniec to najgorsza praca pod słońcem. Ekonomiczne i psychiczne niewolnictwo. - Rodzinę córki dobiły prywatne firmy - jest pewna babcia.

- W jednej zięć przepracował miesiąc bez wypłaty. W kolejnej tak samo. W swoim zawodowym życiorysie ma nawet 4 lata bez opłacanych składek! Nowa praca i nowe problemy: szef nie ma pieniędzy na wypłaty. Były za to wezwania, nawet o godzinie 22.00, i robota w świątek, piątek. Co ma powiedzieć swojej żonie ojciec wielodzietnej rodziny, gdy zamiast pensji (za 12-15-godzinną harówkę) dostaje...24 złote? - Łzy się u nas lały i to ostro - wspomina babcia.

- Serce mi krwawiło, gdy słyszałam w słuchawce: „Mamo, daj chociaż 10 zł na chleb...” Oczywiście, że pomagałam, dwa etaty ciągnęłam, pomagał mój ojciec, kuzynka. I pod pomoc społeczną też się podpięliśmy, ale to nie były regularne pieniądze. Jałmużna. Raz 50 złotych, raz sto. Praca córki nie wchodziła w grę, bo całe pieniądze poszłyby na przedszkola, żłobki. Przez trzy lata córka dostawała zasiłek w wysokości 400 zł na dziecko.

I to tyle. Pewna była jedynie żywność unijna raz w miesiącu. Pewne też było to, że dłużej tak się nie da żyć. Wie pani, co przelało czarę goryczy? Nawet nie te pieniądze... Pewnego dnia wnuka Marcina pytali w szkole o rodziców. Mały wypalił, że on nie ma ojca, bo ojciec jest stale na budowie. Innym razem, na pytanie nauczycielki o jego największe marzenie w życiu,odpowiedział: pobyć trochę z tatą, żeby pograł ze mną w piłkę. A to przecież było marzenie nie do spełnienia - tak nam się wtedy wydawało.

Dwie dekady bez urlopu


Przez 22 lata młodzi Kozłowscy nie byli nigdy na wspólnych wakacjach. Bo przecież do wakacji nie zalicza się chyba weekend w Gdańsku, gdy Janinka miała roczek. Rodzinie nie udawało się też wspólnie wybrać na wypad do Myślęcinka. Raz, że to by kosztowało ok. 300 złotych, dwa, że tata najczęściej całe lato spędzał na budowie. I weekendy. Wolne były tylko niedziele, o ile nic nieprzewidzianego się nie stało.

To „niespodziewane” nadeszło z kierunku, którego nikt w rodzinie Kozłowskich się nie spodziewał, z Birmingham w Wielkiej Brytanii. Kolega pana Mateusza, na emigracji od 10 lat, obiecał zająć się mieszkaniem, ubezpieczeniem i rozpoczął szukanie pracy dla przyjaciela. I zajął się. Przyjaciel miał tylko przyjechać. Mateusz Kozłowski wyleciał do Anglii w czerwcu ubiegłego roku. Sam, żeby zbadać teren. Gdy tylko postawił stopę na obcej ziemi, wiedział, że do kraju nie wróci. W październiku dołączyli do niego żona i dwoje najmłodszych dzieci, na walizkach siedzi już córka Janina.

Bardzo tęskni za rodziną. Babcia żartuje, że gdyby wnuczka mogła, to pieszo poszłaby do Anglii. Wygląda na to, że za chwilę w kraju zostanie najstarszy wnuk pani Elwiry, który o emigracji nie chce słyszeć (ma w Polsce bardzo dobrą pracę i perspektywę kupna mieszkania), no i babcia. Seniorka planuje wylot latem. Jeszcze nie wie, czy na zawsze. Na razie potwornie tęskni, dni spędza z nosem w tablecie. Dzięki niemu przetrwała wigilijną wieczerzę. I chłonie wieści z Wysp.

- Moje dzieci trafiły na Ziemię Obiecaną - jest pewna starsza pani. Jej największa radość: córka nie będzie drżeć o to, co jutro da jeść wnukom. Wylicza pierwsze sukcesy rodziny. Zięć, choć jeszcze nie zna dobrze języka, w mig zaaklimatyzował się w fabryce samochodów. Awansował! Mieszkanie wynajęte, wnioski o zasiłki złożone. Talenty wnuka Marcinka eksplodowały w angielskiej wielonarodowoś-ciowej szkole. Mały już świetnie mówi po angielsku, płynnie wchodzi w język francuski.

Okazało się, że zdolności ma znacznie więcej. Angielscy nauczyciele zaproponowali mu naukę gry na klarnecie. Brytyjska szkoła to zaskoczenie dla całej rodziny. - Darmowe podręczniki, przybory szkolne, mundurek, symboliczna opłata za obiad - nachwalić się nie może babcia. - Nauka od 9.15 do 15.15 i żadnych zadań domowych. Dzieciaki wszystko robią w szkole, to znaczy uczą się, bawiąc. Najmłodsza, dwuletnia pociecha babci, Kacperek, też już łączy dwa języki.

Kolejny szok: godziny pracy. Pan Mateusz pracuje na trzy zmiany (wybrał nocki), ale weekendy ma wolne. Kolejny szok: urlop, który zaczął się przed Wigilią, a skończył po święcie Trzech Króli.

- Oni jeszcze nigdy nie spędzali ze sobą aż tyle czasu - cieszy się babcia. - Zwariowali ze szczęścia. Seniorka ucieszyła się jeszcze bardziej, gdy rodzina zaplanowała pierwsze wakacje z prawdziwego zdarzenia.Kozłowscy polecą do ciepłych krajów! Chcieliby co jakiś czas się uszczypnąć. Nie wyobrażali sobie, że tak może wyglądać rodzinne życie. Normalne życie. PS Personalia zmieniono.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 04-03-2016 17:06

    Brak ocen 0 0

    - januszi: to niech babcia tez emigruje za resztą i już! Po co ma przeszukiwać bank pracy dla nauczycieli język francuski Bydgoszcz z Preply http://preply.com/pl/bydgoszcz/oferty-pr acy-dla-nauczycieli-języka-francuskiego

    Odpowiedz

  2. 22-01-2016 16:54

    Oceniono 6 razy 3 3

    - Anonim: To niech babcia tez emigruje za resztą i już!

    Odpowiedz