Pokolenie sandwich: dzieci do odchowania, rodzice do dochowania

Rozmawiała Katarzyna Bogucka 15 stycznia 2016, aktualizowano: 15-01-2016 16:37

O tym, że starość nie najlepiej przeżywa się zbiorowo, i że potrzebna jest młodym mówi JOANA NICOLE-URBANOWICZ, terapeutka w dziennym domu pomocy w Warszawie, koordynatorka UTW w Fundacji Aktywni Całe Życie, socjolog, gerontolog.

Fot.: 123rf



Jest takie popularne powiedzenie, że starość się Panu Bogu nie udała. Skąd się, Pani zdaniem, ono wzięło?
Żeby się nam starość udała, musimy mieć się jej od kogoś nauczyć, podpatrzeć, żeby wiedzieć, jak sobie z tym stanem radzić. Czasem nawet nie wyobrażamy sobie, jak ważni są w społeczeństwie seniorzy. Pokonując swoje trudności, dają nam piękną lekcję znoszenia przeciwności losu, pogody ducha, przekraczania barier własnych słabości. Serdeczny uśmiech ponad 90-letniej podopiecznej to dla mnie potężny zastrzyk energii. Przetrwała wojnę, straciła syna, córkę, męża, ma prawo wycofać się, a docenia każdy dzień, jest wdzięczna za każdego człowieka, do którego może zagadać, od 50 lat codziennie ćwiczy. Natychmiast dystansuję się od swoich problemów.

Zaciekawiło mnie sformułowanie„podpatrywanie starości”...
Czytałam kiedyś o bardzo ciekawym spostrzeżeniu cudzoziemca, bodajże Amerykanina, który przyjechał do Warszawy. Mówił mniej więcej tak: Mój Boże, ale u was jest wspaniale. Wszystkie grupy społeczne w jednym miejscu, młodzi i starzy razem. U nas starsi często nie dają sobie rady z utrzymywaniem apartamentów w centrum miasta, więc przenoszą się na obrzeża, brakuje ich, miasto wygląda tak, jakby starszych ludzi nigdy w nim ni e było...Podobnie dzieje się, gdy seniorzy żyją w swego rodzaju gettach. Nie do końca akceptują zjawisko zbiorowego starzenia się, nie zawsze dobrze znoszą tak duże nagromadzenie żalu, samotności, schorzeń, itp.


PRZECZYTAJ: Wychowanie do starości

Jeśli mówimy o wykluczeniu, to umieszczenie w takiej zbiorowości może być dla wielu z nich wykluczeniem do potęgi entej. Pamiętajmy, że wspólne życie nie zawsze przebiega bezkonfliktowo. Podopieczni bywają wobec siebie nietolerancyjni (co może wynikać z choroby, ze zmian w mózgu, z otępienia, itp.), nie akceptują cudzej słabości. Ktoś ma zaburzenia pamięci i pyta sto razy o to samo albo za każdym razem hałaśliwie odstawia krzesło czy trzaska drzwiami. Innych to drażni. Rzadko pomaga tłumaczenie, że to nie złośliwość, lecz choroba. Zadaniem pracowników domu opieki społecznej jest nieustanne rozładowywanie tych napięć rozmową, żartem, łagodną perswazją, odwracaniem uwagi.

Ci pracownicy muszą mieć i cierpliwość, i poczucie humoru, i nerwy ze stali.
Zawsze powtarzam, że do bycia opiekunem trzeba naprawdę mieć predyspozycje. Dlatego rozumiem dzieci, które opiekują się starszymi rodzicami i narzekają, że jest im ciężko. Bo jest ciężko. Podwójnie.

Wydaje się, że z obcymi ludźmi bywa lżej...
To prawda! Seniorzy gorzej chodzą, mówią, stale czegoś zapominają, wydają się śmieszni ze swoimi zwyczajami, irytują, a bardziej irytują ci najbliżsi. Bo pamiętamy, jacy byli inteligentni, ile mieli możliwości, siły, wigoru i zawsze można było na nich polegać. A teraz wszystko się zmieniło. Patrzymy na naszych rodziców oczami dziecka, mając w pamięci ich stan sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu lat.

O naszym pokoleniu mówi się „pokolenie sandwich”. Z jednej strony, mamy do odchowania własne dzieci, z drugiej, do dochowania rodziców, w środku jest jeszcze praca i własne życie. Role się odwracają: dziecko musi niekiedy być rodzicem dla mamy, taty.

Jak w tym wszystkim nie zwariować?
Opiekowałam się starszymi ludźmi za granicą - kulturowe różnice w podejściu do życia to temat na osobną rozmowę - i zwracano tam uwagę na autonomię podopiecznych. I co z tego, że ktoś robi coś bardzo wolno, np. przez godzinę myje się, obiera ziemniaki albo ubiera się. Ważne, że robi to sam. Czasami to ostatnia radość, gdy coś można przy sobie samemu zrobić. Wiele jednak zależy od charakteru seniora. Jeśli całe życie był bardzo samodzielny, a nawet apodyktyczny, i nagle staje się zależny, może być to ciężkie doświadczenie dla opiekuna; w dodatku gdy stale słyszy, że jakiś Iksińskie wie lepiej albo, że syn czy córka na niczym się nie znają i nic nie potrafią... Nie każdy senior jest w stanie przyjąć swoją niemoc. To trudna lekcja pokory.

Ale coraz więcej emerytów póki jeszcze ma siłę i ochotę...
...żyje pełnią życia! Polskie seniorki z generacji powojennego boomu nie miały możliwości wyszaleć się tak, jak np. amerykańskie kobiety w dobie „dzieci kwiatów”. Dlatego w trzecim wieku panie bardzo chętnie się dokształcają, jeżdżą na wycieczki, dbają o siebie, chodzą na tańce, na jogę, tai - chi , na wszystko, co tylko sobie wymyślą, bo rynek podąża za ich oczekiwaniami. Mówię „panie”, ponieważ seniorek jest więcej niż panów. Z drugiej strony, w każdym pokoleniu są ludzie mniej aktywni, bierni, wykształceni, niewykształceni, po prostu różni. Wiem jedno: największa bieda bierze się tylko z naszych ograniczeń.

Patrzę czasem na panie w domu dziennego pobytu. Są takie jakieś zabiedzone, smutne. Proponuję rozmowę o postanowieniach noworocznych, np. o zdrowym odżywianiu, zachęcam do zmiany menu i zaraz wpadam na mur: „Ale to kosztuje!”. Starsi w podobnym duchu zamykają się na wiele spraw. Nie chcą lub nie potrafią przełamać tego sposobu myślenia. Wiele swoich niepowodzeń zrzucają na karb wieku, wysokości emerytury, mniej lub bardziej udanej rodziny. To temat rzeka, a starzeć się można na wiele sposobów. Sama nie wiem, jaką ja będę staruszką. Mimo wszystko, ten etap życia warto przeżywać razem, wielopokoleniowo, i czerpać z siebie to, co mamy najlepszego.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.