Wychowanie do starości

Katarzyna Bogucka 15 stycznia 2016, aktualizowano: 15-01-2016 16:37

Ponad 20 Uniwersytetów Trzeciego Wieku w regionie plus filie, setki klubów, domów dziennego pobytu, stowarzyszeń. Czy mówienie o wykluczeniu społecznym starszych ma więc sens? Ma. Poza wymienionymi senioralnymi wyspami szczęścia, rzeczywistość nie wygląda różowo. Chyba, że na zdjęciu albo w projekcie unijnym. To wciąż nie jest kraj dla starych ludzi. Szczególnie tych chorych i biednych.

W Domu Pomocy Społecznej im. Leona Szumana w Toruniu. Tu dba się o to, aby młodzi uczyli się starości poprzez systematyczny kontakt ze starymi ludźmi.

Fot.: Sławomir Kowalski


Gdyby pan Janusz (65 lat) urodził się w Norwegii, historia jego dnia codziennego wyglądałaby zupełnie inaczej. Kraje skandynawskie uchodzą za raj dla ludzi starszych i pod względem szeroko rozumianej opieki, i podejścia ludzi do siebie. Pan Janusz urodził się w Bydgoszczy, w kartotece zdrowia ma wpisanych z dziesięć przewlekłych chorób. Kiepsko chodzi, ma zesztywniałe stawy, źle widzi. Rencista raz dziennie wybiera się po zakupy. Uznaje to za rytuał i jedyny łącznik z dawnym, sprawnym, życiem. Nie chce zrezygnować z tych wyjść. Niestety, niemal za każdym razem jest to wyjście ryzykowne.


- Nie radzę sobie z wyciąganiem drobnych, więc nie raz, nie dwa sprzedawcy sami sobie odliczają kwotę - tłumaczy senior. W domu przeżywa piekło, bo kasa się nigdy nie zgadza. Żona uważa, że męża okradają w sklepach. Poszłaby interweniować, ale nie ma siły, a dzieci wpadają wieczorami, bo w dzień pracują. Kłopot jest też z lekarzem. - Nie potrafię powtórzyć, co mówił, zapominam. Wolałbym, żeby zadzwonił do żony, ale on tego nie praktykuje. Pisze kartki, które giną - mówi pan Janusz. Nie panuje nad sytuacją znacznie częściej.

PRZECZYTAJ: Pokolenie sandwich: dzieci do odchowania, rodzice do dochowania

- To, że z mięsnego przynoszę raz na jakiś czas śmierdzącą wędlinę, nie jest już zaskoczeniem. Pytam: „Świeże?”, odpowiadają: „A jakże!”. Idę do apteki z receptą na ryczałt, zdarza się, że każą mi płacić sto procent. Żona musi odkręcać te, nie powiem, że oszustwa, ale dość dziwne sytuacje. Ostatnio przyczepili się do pana Janusza dwaj mężczyźni. Pod pretekstem pomocy w niesieniu zakupów weszli za nim na klatkę, a później do mieszkania. - Nie umiałem się im przeciwstawić. Najpierw mówili, że są z kościoła, więc zaufałem, później przedstawili się jako sprzedawcy dywanów. Wyszli, gdy przekonali się, że nie mamy kompletnie nic cennego w mieszkaniu...

Co z nimi nie tak?


Nie wszyscy starsi ludzie są (już) w tak ekstremalnej sytuacji, jak pan Janusz, ale niemal wszyscy doświadczyli, w mniejszym lub większym stopniu, ageizmu (czytaj: ejdżyzmu), czyli dyskryminacji ze względu na wiek, a przynajmniej taki wniosek płynie z ulicznej sondy.

dr Andrzej Kobyłecki: Moje pokolenie miało wiele wdzięczności i szacunku dla starszych. Moje pokolenie całowało w rękę babcię i dziadka i to przyklękając na kolano.


- Spotkałam się z zarzutem, że za wolno chodzę - mówi pani Janina z bydgoskiego Śródmieścia (84 lata, była pielęgniarką). - Młody człowiek wręcz przestawił mnie na bok chodnika, dorzucając przy tym kilka soczystych epitetów, bo mu się bardzo spieszyło, a ja tarasowałam przejście - oburza się seniorka.

- Mnie obrywa się za to, że w Biedronce za wolno pakuję zakupy, za wolno odliczam pieniądze, blokuję kasę, kolejka się wścieka - to zarzut wobec pana Mirona z Rynarzewa (75 lat, kierowca konwojent). Raz pewien nerwowy klient zapłacił za pana Mirona („Weź pan te pieniądze, i idź pan już stąd, bo ja się spieszę!”), nie mógł patrzeć, jak emeryt odlicza złotówkę po złotówce.

- Potwierdzam. W autobusie rzucam się na pierwsze wolne miejsce. Dlaczego tak to dziwi? Mam się zabić na zakręcie z moimi endoprotezami? Miewam zawroty głowy, kogoś to obchodzi? - pyta wzburzony pan Wacław (80 lat, dawniej właściciel małej gastronomii), ostatni uczestnik naszej sondy.

Trzy pokolenia miłości


Dr Andrzej Kobyłecki, dyrektor Domu Pomocy Społecznej im. Leona Szumana w Toruniu (ma pod opieką 120 osób, w tym część przewlekle chorych), uważa, że tego typu postawy (a może być gorzej), tzn. brak akceptacji ludzi starych, wynika z braku edukacji ludzi młodych. Sam stara się to zmieniać. Przez toruński DPS, którym zarządza, rocznie przewija się od 80 do 100 młodych praktykantów z toruńskich uczelni, seniorów systematycznie odwiedzają przedszkolaki, dzieci ze szkół podstawowych, muzycznych, z kręgu kościelnego.

Zespół pracowników też jest bardzo zróżnicowany wiekowo. - Ubolewam nad tym, że ucieka się w Polsce od słowa „starość”. Mówimy: „senior”, a nie „stary człowiek” - zauważa dyrektor. - Senior kojarzy sie lepiej, stary - gorzej. Dlaczego? Przecież sama starość jest szlachetnym okresem. Jednocześnie jest, oczywiście, wielkim wyzwaniem dla człowieka i jego otoczenia. Kiedyś napisałem artykuł pt. „Wychowanie do starości”. Poruszyłem w nim właśnie kwestię wprowadzania tematu przygotowania do starości od najmłodszych lat.

Andrzej Kobyłecki pochodzi z rodziny wielopokoleniowej, żyjącej pod jednym dachem. Pewnie dlatego ten temat jest mu tak bliski. - Odczułem piękno i ciepło wspólnego życia trzech pokoleń - wspomina dyrektor. - Nie skakaliśmy sobie do gardeł. Kochaliśmy się, szanowaliśmy się i wspieraliśmy się. Jeśli przeanalizujemy gradację potrzeb człowieka, na starość nasila się potrzeba szacunku, miłości i szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Samotność jest największym cierpieniem. Wynika przede wszystkim z braku akceptacji, za co odpowiadają zaburzone relacje w rodzinach. Te więzi są potrzebne. Mam wnuczkę, która przytula się do mnie, mówiąc: „Dziadku, jaki ty jesteś stareńki”. I nie ma w tym stwierdzeniu ani krzty złośliwości, jedynie szczerość i miłość dziecka. Wszystkim życzę takich więzi.

Zdaniem dr. Kobyłeckiego, tłumaczenie swojej niechęci do seniorów, do unikania ich towarzystwa, koniecznością życia w zabieganym świecie jest iluzją. - Świat wcale nie jest zabiegany - uważa nasz rozmówca. - To my jesteśmy źle zorganizowani. Dlatego nie znajdujemy czasu na miłość do ludzi starszych, którzy nas ukształtowali. Moje pokolenie miało wiele wdzięczności i szacunku dla starszych.

Moje pokolenie całowało w rękę i babcię, i dziadka, i to przyklękając na kolano. Mówiło się do nich: „Kocham cię, babciu, dziadku”, stojąc en face, a nie kątem oka patrząc w telewizor. Co do zmian w zachowaniu starego człowieka, one nie mogą być powodem wykluczenia, trzeba do tego stanu podejść z wielką pokorą, ponieważ wynika on ze stanu zdrowia. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie rozumie świata, czyli także siebie.

Wykluczenie? Nie znam!


Bożena Sałacińska jest siłą napędową Kazimierzowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Bydgoszczy. KUTW pod skrzydłami ma ponad trzystu słuchaczy - tylko tyle jest krzeseł w sali wykładowej bydgoskiego „Copernicanum”... - Pyta pani o wykluczenie ze względu na wiek? Wprawdzie mam 63 lata - jeszcze mogę mówić o wieku, nie wstydzę się - żartuje pani Bożena - za chwilę pędzę do fryzjera, mam wykład, następnego dnia o 5.30 wyjeżdżam do Rabki! Wykluczenie? Nie mam czasu o tym pomyśleć.

Zgadzam się jednak z tym, że dla seniorów tworzy się niszę, w której oni wcale nie chcą być. - Gazeta dla seniora (niejedyna; co z tego, że bezpłatna (płaci za jej wydanie Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej), skoro z przewagą artykułów o chorobach i reklam uzdrowisk!), długopis dla seniora, plac zabaw dla seniora, odzież dla seniora - wylicza Bożena Sałacińska. - Ja tego nie kupuję! Chcę czytać gazety z różnymi tematami, a nie z tymi kierowanymi tylko do starszych ludzi. Moi seniorzy nie życzą sobie nawet wykładów o zdrowiu. Jeśli ktoś jest chory, żadnej nowości nie usłyszy, a ten, kto choroby nie ma, tym bardziej nie chce o niej słuchać.

Bożena Sałacińska wie jednak, że kwestie medyczne w opisywanym środowisku są bardzo drażliwe z punku widzenia relacji lekarz - pacjent. Przytacza własną historię. - Moja mama była po trzeciem wylewie, musiała być pod całodobową opieką medyczną. Zauważyłam zmianę na jej skórze w miejscu wbicia jednej z wielu rurek. Poprosiłam lekarza, by zajął się tym miejscem, żeby mama nie cierpiała.

W odpowiedzi na moją prośbę zapytał, ile mama ma lat. Gdy usłyszał, że 86, odparł, że i tak długo pożyła. Zdębiałam, choć zwykle nie daję się zbić z tropu. Po śmierci mamy planowałam pójść do tego lekarza. Odpuściłam. Już go nikt nie wychowa. Chciałabym jednak wierzyć, że takie sytuacje są jednostkowe, że nie wszyscy tracimy wrażliwość i serce.

Senior na wybiegu


Oprócz choroby ludzi starych wyklucza ze społeczeństwa także postęp cywilizacyjny.

- I ja nie nadążam i pani też nie - zauważa studentka KUTW. - Niekiedy telefonu komórkowego nie da się wykorzystać w stu procentach, bo opcji ma aż za dużo. Seniorzy muszą gonić za postępem, żeby nie wypaść z obiegu i nie wyjść, powiem dosadnie, na głupków. Namawiam do uczestnictwa w kursach komputerowych, szukam bezpłatnych zajęć i je znajduję. Osobiście prowadzę kursy szybkiego czytania i ćwiczenia pamięci. Efekt? Babcia zaimponuje wnukowi umiejętnością, której nikt inny nie ma, zaimponuje też eleganckim wyglądem - mówi Bożena Sałacińska.

Nasza rozmówczyni cieszy się, że udział w wykładach w pewnym sensie wymusza na seniorach dbanie o siebie.

- Nie wiadomo komu strzelę fotkę, a zawsze to robię, więc na wszelki wypadek wszyscy mają piękne fryzury, piękny uśmiech, coraz ciekawszy styl ubierania się. Miałam to szczęście, że razem z naszymi studentkami brałam udział w pokazie mody w Focus Mall. Po zejściu z wybiegu zwróciłam się z publicznym apelem do projektantów, kreatorów mody, do firm, żeby pomyśleli o starszych. Wizerunek seniora się zmienia. My jesteśmy, żyjemy! Chcemy dobrze wyglądać.

Starość nie radość?


Kiedy wiek gra rolę

Ageizm - ten termin znany jest naukowcom od lat 60. ubiegłego wieku, a jako problem istnieje pewnie od setek lat. Chodzi o dyskryminację ludzi starszych.

Po raz pierwszy pojęcie ageizmu wprowadzone zostało w 1969 roku przez Roberta Butlera - amerykańskiego gerontologa, pierwszego dyrektora Narodowego Instytutu ds. Starzenia. Dyskryminację z powodu wieku autor tłumaczył zanikiem więzi identyfikującej młodych i starych jako wspólnotę istot ludzkich. Polega ona także na czerpaniu zadowolenia ze złośliwego wytykania wad seniorów, w ramach zemsty za przymus opieki nad nimi. Dyskryminacja ze względu na wiek to również proces systematycznego tworzenia stereotypów.

Na razie eksperyment


Studenci wchodzą w rolę

Collegium Medicum UMK proponuje ćwiczenia polegające na poznawaniu dysfunkcji ciała i zmysłów ludzi starych i chorych, np. na parkinsona.Służą do tego symulatory.

Zakład Teorii Pielęgniarstwa Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medium UMK kształci pracowników systemu opieki zdrowotnej. Do dyspozycji żaków jest m.in. symulator GERT. Umożliwia doświadczenie dysfunkcji zmysłów: wzroku (zmętnienie widzenia i ograniczenie jego pola ), słuchu (osłabienie i wybiórczość), dotyku (mniejsza zdolność uchwytu i czucia) oraz dysfunkcji ruchu (zużycie stawów, sztywność, bolesność , obrzęki, osłabienie siły mięśniowej).

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.