Na kłopoty żużlowców Muszalski. Czy materace zastąpią dmuchane bandy?

Krzysztof Błażejewski 15 stycznia 2016, aktualizowano: 15-01-2016 16:41

Nadmuchiwane poduszki na łukach na żużlowym torze uratowały już życie i zdrowie kilkudziesięciu zawodnikom. Ale nie chronią od kontaktu z dolną częścią twardego ogrodzenia. Bydgoski konstruktor Tomasz Muszalski chce to zmienić.

Alarm na torze! Za chwilę Tomasz Gollob i Michael Jensen mogą wpaść pod dmuchaną bandę.

Fot.: Łukasz Trzeszczkowski


W pierwszych latach istnienia sportu żużlowego band wokół toru nie było. Zawodnicy, upadając, lądowali na płaskim, zwykle piaszczystym pasie bezpieczeństwa. Potem, dla ochrony widzów i dla zbliżenia ich do toru, co sprzyjało jakości oglądania zawodów, zaczęto budować ograniczające tor bandy, najczęściej lekkie, drewniane. Kiedy upadający zawodnicy rozbijali je i naprawa ogrodzenia przedłużała znacząco zawody, zaczęto bandy wzmacniać, były solidniejsze. Od tej pory stały się powodem śmierci i trwałych kalectw wielu zawodników, czyniąc tę dyscyplinę sportu rzeczywiście niebezpieczną.


W połowie lat 60. ub. wieku drewniane bandy zaczęto zastępować siatką. W Polsce najpierw tego rodzaju osłona pojawiła się we Wrocławiu, następne były w Bydgoszczy i Toruniu. Elastyczne tworzywo miało zminimalizować skutki zetknięcia ciała żużlowca z bandą, pochłonąć siłę uderzenia. Jednak sprężynowanie siatki i w konsekwencji odrzucanie ciała na tor okazało się także mieć swoją złą stronę. Poszukiwanie rozwiązania, które zminimalizowałoby skutki kontaktu człowieka z ogrodzeniem toru zajęło żużlowemu środowisku kilka dekad.

W połowie lat 90. Nowozelandczyk Tony Briggs, syn jednego z najlepszych żużlowców w historii, Barry’ego, wymyślił dmuchane poduszki powietrzne dla osłony band. Musiała jednak minąć jeszcze jedna dekada, zanim opracowano system montażu i zmniejszono koszty zaproponowanych osłon, zoptymalizowano techniczne niuanse, co pozwoliło na upowszechnienie się wynalazku, a w konsekwencji doprowadziło do obowiązku montażu tego zabezpieczenia na wszystkich torach. Dziś szacuje się, że wynalazek Briggsa, który sam zakończył karierę w młodym wieku na skutek groźnego upadku, ocalił życie i zdrowie co najmniej kilkudziesięciu zawodnikom.

Upadek Hampela inspiracją


Dmuchane bandy zakłada się jednak tylko na łukach. Gdyby osłony te zakładano także na prostych, pewnie nie zginąłby we Wrocławiu Lee Richardsson, nie przegrałby swojej kariery kilka miesięcy temu Darcy Ward. Z drugiej strony jednak, jak twierdzą specjaliści, brak poduszek powietrznych na całym obwodzie toru także uratował wiele istnień, gdyż zawodnicy w trakcie testów, kiedy osłony były montowane na całym obwodzie toru, jadąc torem przy samym ogrodzeniu, wielokrotnie zahaczali o powietrzne osłony i groźnie upadali.
Inżynier konstruktor z bydgoskiej Pesy, Tomasz Muszalski, jest, jak sam mówi, wiernym kibicem i pasjonatem żużla od dzieciństwa.

fot. Filip Kowalkowski

Inżynier konstruktor z bydgoskiej Pesy, Tomasz Muszalski, jest, jak sam mówi, wiernym kibicem i pasjonatem żużla od dzieciństwa.


Dmuchane poduszki na wirażach uratowały przed śmiercią lub kalectwem wielu upadających zawodników, ale nie wszystkich. Szczególnie okazywały się tracić swoje znaczenie przy uślizgu zawodników, którzy, po upadku na tor, rozpędzeni, sunęli po podłożu w stronę „płotu” i wjeżdżali dosłownie pod poduszki, wciągani właściwie przez nie. Na początku czerwca 2015 r. podczas półfinału Drużynowego Pucharu Świata w Gnieźnie w ten sposób groźnego urazu doznał reprezentant Polski, Jarosław Hampel. Ten właśnie wypadek zmotywował do działania młodego konstruktora z bydgoskiej Pesy, Tomasza Muszalskiego.

- Jestem kibicem żużla od dzieciństwa. Zawsze zastanawiałem się, co powinno się zrobić, żeby zminimalizować ryzyko groźnych urazów, jakże często odnoszonych w tym sporcie. O rozwiązaniach konstrukcyjnych, wprowadzających dodatkowe zabezpieczenia band, myślałem już wcześniej, mniej więcej od dwóch i pół roku. Trzymałem jednak moje pomysły w szufladzie, nie śmiałem wychodzić z tym na zewnątrz. Jestem młodym człowiekiem i uważałem, że nie powinienem się wtrącać do tego, nad czym zastanawia się tyle mądrych, doświadczonych głów. Myślałem w ten sposób: gdyby to rzeczywiście było tak proste, jak mnie się wydawało, dawno już ktoś by na to wpadł - mówi Muszalski.

Cegielski mówi: tak


Do działania zmobilizował go wypadek Hampela. To wówczas bydgoszczanin uznał, że nadszedł czas, by przystąpić do działania. Kiedy miał już swój projekt gotowy, pod koniec minionego sezonu

skontaktował się z Krzysztofem Cegielskim, działaczem stowarzyszenia, działającego na rzecz poszkodowanych w wypadkach na torze zawodników i podniesienia bezpieczeństwa wyścigów żużlowych. Cegielski, ongiś czołowy polski zawodnik, sam zakończył przedwcześnie karierę na skutek upadku i paraliżu. Od niedawna, po latach rehabilitacji, porusza się na własnych nogach.

- Byłem pełen obaw, ale uzyskałem od Cegielskiego poparcie i akceptację dla swoich działań - wspomina Tomasz Muszalski. - Skontaktowałem się z prezesem Polonii, Andrzejem Polkowskim, myśląc o wypróbowaniu pomysłu na bydgoskim torze. Zanim jednak udało mi się rozwiązać sprawy patentowe mojego wynalazku, właścicielem Polonii był już Władysław Gollob. On również przyjął mój pomysł pozytywnie i zapewnił, że jeśli tylko idea dostanie zielone światło od Międzynarodowej Federacji Motocyklowej (FIM), udostępni obiekt Polonii do prób.

Osłony w wyżłobionym kanale


Pomysł Muszalskiego polega, w największym skrócie, na zamontowaniu na bandzie, a dokładnie na całej dmuchanej bandzie, osłon. Byłyby one umocowane do betonowego podłoża, wpuszczonego w tor w wyżłobiony kanał na głębokość ok. 30 centymetrów i mającego szerokość ok. 20 cm. Całość utrzymywałyby sprężyny, ulokowane już za bandą w pasie bezpieczeństwa, które zapewniałyby odpowiednią odkształcalność osłony w momencie uderzenia w nią. W chwili upadku zawodnika i wjechaniu w osłony nie dochodziłoby do wsunięcia się zawodnika pod panele dmuchanych band, a tym samym do kontaktu ze stałą bandą. Istotną zaletą jest również koszt założenia tej ochrony. Wynosiłby on, w zależności od toru, od 10 do 15 tys. złotych. To mniej więcej odpowiada kosztowi zakupu jednej ramy do motocykla. Przy gigantycznych kwotach, krążących w polskim żużlu, to prawdziwy drobiazg.

Na początku grudnia minionego roku bydgoski inżynier, dzięki inicjatywie Cegielskiego, mógł swój pomysł z dokładnym opisem i symulacjami wizualnymi przedstawić na posiedzeniu Głównej Komisji Sportu Żużlowego w Grudzią-dzu. Przyjęty został z zainteresowaniem i życzliwością, ale również asekuracją. Główny problem tkwi w tym, że zgodę na ingerencję w tor żużlowy, czego wymaga wyżłobienie kanału w celu zamocowania osłon, musi wydać FIM. Muszalski usłyszał na koniec obietnicę, że areopag polskiego żużla usilnie będzie się o to starał.

Było, minęło?


Od tamtego czasu minęły jednak dwa miesiące. Jak mówi Muszalski, nikt od tej pory z żużlowych władz ani z żadnego klubu nie odezwał się do niego ani razu. Tymczasem bydgoski konstruktor posunął się dalej ze swoimi pracami. Ma już teraz gotową koncepcję ochrony band na łukach poprzez warstwę trzech materaców nakładanych na siebie. Trzymetrowe odcinki co metr łączone byłyby ze sobą za pomocą bardzo silnych rzepów. Pierwszy materac miałby gęstość dobraną w ten sposób, żeby nie odbijał motocyklisty i pochłaniał jak największą energię kinetyczną, wyłapując jakby lecącego w bandę zawodnika. Drugi materac ma mieć większą gęstość i odbierać nadmiar energii kinetycznej, tyle, ile jej nie odebrał pierwszy materac. Trzecia warstwa, jeszcze twardsza, wygaszałaby do końca siłę uderzenia. W tej sytuacji przestałyby być potrzebne poduszki powietrzne, kosztowne tak przy zakładaniu, jak i utrzymaniu. Cena ich zakupu waha się obecnie od 250 do 350 tys. złotych.

Co będzie dalej? Muszalski ma nadzieję, że uda się testy przeprowadzić wczesną wiosną, co umożliwiłoby zakładanie jego osłon na poduszki powietrzne na bandy na łukach w trakcie sezonu 2016. Do tego jednak wymagana jest zgoda motocyklowej centrali w Genewie. A to z pewnością wymagało przyspieszenia starań polskiej strony.

Na nasze pytanie, skierowane do Głównej Komisji Sportu Żużlowego przy Polskim Związku Motorowym, jakie kroki zostały uczynione w celu wprowadzenia na polskie tory wynalazku Muszalskiego, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.