Młodzież i styl potoczny, czyli deficyt językowej kindersztuby

Dorota Witt 9 stycznia 2016

O tym, dlaczego „starszym paniom” przeszkadza włączona na lekcji komórka i o tym, dlaczego student pisze do wykładowczyni „Pani Aniu”, mówi prof. MAŁGORZATA ŚWIĘCICKA, członkini Komitetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk.

Prof. Małgorzata Święcicka: - Studenci poruszają w mailach do wykładowców takie tematy, na które z wykładowcą rozmawiać nie przystoi. Zwyczajnie: nie mają świadomości, co wypada, a co nie

Fot.: Dariusz Bloch



Badania pokazują, że coraz młodszym dzieciom włączamy tablet czy telewizor i klikamy zamiast z nimi rozmawiać. Czy wpływa to na naukę mówienia?
Człowiek niezmiennie rodzi się ze zdolnością do tego, by nauczyć się języka. Od zawsze uczy się go, naśladując zachowania innych. Oczywiście najważniejszym i pierwszym wzorem są rodzice i sytuacje komunikacyjne, w jakich znajdzie się dziecko w domowych warunkach. I mechanizm nauki przez naśladownictwo, i kreatywność języka dziecka pozostają takie same. To, co się zmienia, to wzorce. Dziś już najmłodsi o wiele częściej naśladują język z telewizyjnych seriali animowanych czy zasłyszany w mediach oraz słownictwo związane z informatyką. Zresztą po 1989 roku język w ogóle zaczął się bardzo zmieniać pod wpływem czynników zewnętrznych, także kultury masowej. W języku dzieci i młodzieży, ale nie tylko, ważną rolę zaczął odgrywać styl potoczny.

Czy to znaczy, że młodzi ludzie nie umieją już posługiwać się oficjalną polszczyzną?
Nie chcę narzekać. We wspomnianych zjawiskach nie widzę zagrożeń, po prostu zauważam, co wpływa na język naszych dzieci i nastolatków. Rzeczywiście młodym ludziom coraz trudniej odnaleźć się w oficjalnych sytuacjach. Ale czy to ich wina? Może raczej wina tego, że nikt im nie powiedział, co wypada, a co nie w określonych sytuacjach komunikacyjnych. Jakiś czas temu internauci krytykowali Michała Rusinka, asystenta Wisławy Szymborskiej, który ogłosił, że nie będzie odpowiadał studentom na maile, które rozpoczyna słowo „Witam”. Oburzeni nie rozumieli, o co chodzi. A chodzi o to, że „witam” zakłada nadrzędność tego, kto rozpoczyna w ten sposób wypowiedź. Tymczasem w relacji student-nauczyciel akademicki relacja jest zgoła odwrotna. W mailach od studentów mnóstwo jest tych rozpoczynających się od problematycznego „Witam”, są i takie, w których student zwraca się do profesora po imieniu: jest „Panie Janie”, ba, nawet: „Pani Aniu”. Studenci poruszają też w mailach do wykładowców takie tematy, na które z wykładowcą rozmawiać nie przystoi. Zwyczajnie: nie mają świadomości, co wypada, a co nie. Brakuje im domowej, językowej kindersztuby. Moi studenci opracowują uniwersytecki savoir vivre. Jeszcze kilka lat temu byłoby to zupełnie niepotrzebne…

Z wykładowcą wita się student, który wcześniej witał się z nauczycielem. Szkoła nie uczy kultury wypowiedzi?
Szkoła uczy kultury języka, co więcej: to jedna z ostatnich ostoi języka pisanego. Proszę spojrzeć, jak bardzo skurczyła się liczba osób, które na co dzień piszą. Nauczyciele, uczniowie obligowani do redagowania rozprawek, studenci, dziennikarze. Pozostali używają przede wszystkim języka mówionego, a ten charakteryzuje właśnie potoczność. Mówiąc, możemy pozwolić sobie na więcej niż pisząc. Wracając do szkół: i nauczyciele, i uczniowie coraz częściej zauważają, że potrzeba lekcji kultury języka. Jestem zapraszana do takich miejsc. Interaktywna Poradnia Języka Polskiego działa w bydgoskim Pałacu Młodzieży. W grudniu uczestniczyłam w spotkaniu w bydgoskim V Liceum Ogólnokształcącym. Poruszyliśmy temat włączonych telefonów komórkowych podczas lekcji. Po zajęciach przyszła do mnie przejęta nauczycielka: „Pani Profesor, jeden z moich uczniów skwitował rozmowę, mówiąc: włączone telefony na lekcji przeszkadzają starszym paniom…”. Uczniów wiele zasad po prostu dziwi, bo nikt nie mówi im, co i gdzie wolno, a czego nie.

Co więc powinni zrobić rodzice, którzy chcą, by ich dziecko, wiedziało, jak się odezwać i kiedy się nie odzywać? Przecież młodzi muszą uczyć się języka, który opisuje ich rzeczywistość, a nie kuć na pamięć prozę Żeromskiego…
Oczywiście. Rodzice powinni mieć świadomość, że są bardzo ważnym wzorcem zachowań językowych. Tak jak mówiłam: nie wskazuję na zjawiska zmian w języku młodzieży jako na zagrożenia, raczej rejestruję te zmiany. Na pewno trzeba dbać o rozwój czytelnictwa. Bajki, i te czytane, i te słuchane, rozwijają słownictwo i dają dziecku okazję do poznania nowych sytuacji komunikacyjnych. Na rynku wydawniczym jest jednak tyle pozycji, które nie zawsze proponują wartościowe wzorce zachowań językowych czy pozajęzykowych… Bywa, że ich język jest… nieelegancki, pełen potocyzmów, niepotrzebnych ekspresywizmów. Rodzice muszą być czujni i dobrze wybierać literaturę dla młodych ludzi. Jakiś czas temu, kiedy panowała moda na wysokonakładowe czasopisma dla młodzieży, takie jak „Bravo” czy „Popcorn”, przyglądałam się ich językowi. I okazało się, że w języku prasy utrwalano takie określenia jak „być cool”, „być na luzie”, „odlotowy”, „odjazdowy”. Autorzy tych pism, dorośli przecież ludzie, świadomie nasycali język określeniami ekspresywnymi, a - gdy przyjrzeć się tekstom bliżej - za pomocą języka przedstawiali uproszczony system wartości, promowali relatywizm moralny.


Teczka osobowa: Małgorzata Święcicka


Profesor Małgorzata Święcicka jest prodziekanem ds. nauki Wydziału Humanistycznego UKW w Bydgoszczy.

Z uczelnią tą związana jest od 1984 roku. W połowie lat 90. wypracowała autorską koncepcję badań języka bydgoszczan. Jest autorką pięciotomowej serii „Polszczyzna bydgoszczan. Historia i współczesność”.

Do jej naukowych zainteresowań zaliczają się: stylistyka i pragmatyka językowa, socjolingwistyka, polszczyzna mieszkańców miast, polszczyzna dzieci i młodzieży oraz kultura języka.

Pod koniec ubiegłego roku została członkinią Komitetu Językoznawstwa PAN na kadencję 2015-2018. Do 30-osobowego komitetu naukowego wybrano ją spośród 952 kandydatów.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.