[PO TRAGEDII W PNIEWITEM] Kolej i śmierć dzieci

Małgorzata Oberlan 8 stycznia 2016

Raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych obarcza PKP PLK w Bydgoszczy odpowiedzialnością za wypadek w Pniewitem. Na tutejszym przejeździe zginęło dwoje dzieci.

Członkowie komisji na niestrzeżonym przejeździe w Pniewitem. Za nimi - rodzinny dom Zosi i Mateusza, którzy zginęli na torach 3 czerwca 2015 roku

Fot.: Jacek Smarz


Wzrok kobiety z samochodu wbity w pociąg - tyle zapamiętał z ostatniej chwili maszynista Arrivy. Chwilę potem pociąg uderzył w volkswagena sharana, prowadzonego przez panią Kamilę. Maszynista zauważył auto jakieś 75 m przed niestrzeżonym przejazdem. Przy prędkości szynobusa 93 km/h oznaczało to kilka sekund do zderzenia. Dał sygnał „Baczność”, wdrożył nagłe hamowanie i... Ciało Mateusza znaleziono 20 metrów dalej, w rowie. Nie żył. Tak samo Martwą Zosię miejscowi wyciągnęli z tego, co zostało z volkswagena. Pani Kamila i jej mąż Filip przeżyli.

Komisja: kierowca bez zarzutu


Matce Prokuratura Rejonowa w Chełmnie dość szybko po tragedii postawiła zarzut przyczynienia się do wypadku. Od razu wzbudziło to wielkie oburzenie. Bo nie kto inny, tylko ona biegała wcześniej po wsi z petycją, zbierając podpisy pod wnioskiem do Zakładu Linii Kolejowych w Bydgoszczy o zabezpieczenie przejazdu choćby sygnalizacją świetlną. Zresztą, wszyscy - od sołtysa Pniewitego po wójta gminy Lisewo podkreślali, że ten przejazd był jak „ruska ruletka”. Widoczność była tu prawie zerowa, podczas gdy prędkość pociągów na torach wzrosła tu do 100 km/h.


Po kilku miesiącach pracy Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych opublikowała raport na temat tej tragedii. Dokładnie 103 strony udostępniono do wglądu ostatniego dnia minionego roku. Raport zdejmuje odpowiedzialność z kierującej autem pani Kamili, mocno obciążając PKP Polskie Linie Kolejowe, a dokładnie - Zakład Linii Kolejowych w Bydgoszczy.

Komisja, trzymając się swej fachowej nomenklatury, wyróżniła trzy grupy przyczyn wypadku: pierwotne, pośrednie i systemowe. Wśród pierwszych znalazła się widoczność na przejeździe, a w zasadzie - jej brak. Tor przed przejazdem znajdował się w przekopie, roślinność przy torze sięgała aż 1,2 metra, a pochylenie drogi dodatkowo uniemożliwiało kierowcy obserwację nadjeżdżającego pojazdu.

Uczeń maszynisty, który kierował szynobusem: Samochód zobaczyłem w ostatniej chwili, kiedy już wjeżdżał na przejazd. Z uwagi na roślinność i ukształtowanie terenu wcześniej był niewidoczny.


Raport mówi też o braku reakcji ZLK na zgłoszenie przez mieszkańców Pniewitego dużego zagrożenia (nie przeprowadzono kontroli) oraz o niezwołaniu tzw. kolejowej komisji przejazdowej w związku z podniesieniem prędkości pociągów do 100 km/h. Taką komisję zarządca infrastruktury winien powołać, zapraszając doń przedstawicieli policji i gminy, by zająć się zabezpieczeniem przejazdu.

Objazdy pseudo kontrolne


W grupie przyczyn pierwotnych komisja umieściła „niepodjęcie przez zarządcę infrastruktury (ZLK - przyp. red.) środków ograniczających ryzyko, w tym nieograniczenie prędkości dla pociągu wskutek wymaganej widoczności oraz niedokonanie wycięcia roślinności”.

W tym miejscu raportu mowa też jest o nieskutecznym nadzorze ze strony ZLK. Dokładniej - o niewłaściwym wykonywaniu objazdów i obchodów linii kolejowej: ni identyfikujących problemu braku widoczności” oraz o braku przeglądu rocznego przejazdu w 2014 roku, wymaganego prawem budowlanym.

Tutaj też, dodajmy uczciwie, dostaje się autorom projektu modernizacji przejazdu w Pniewitem (w ramach rewitalizacji całej linii 207) i tym, którzy niewłaściwie dokonali odbioru prac. Zaniedbano bowiem sprawę drogi wiodącej do przejazdu. Tak jej nachylenia, jak i nawierzchni - szutrowej, powodującej utratę przyczepności podczas ruszania auta przed przejazdem.

W grupie przyczyn systemowych raport wymienia m.in. dwukrotne zaniechanie przeprowadzenia procesu zarządzania zmianą w procedurze SMS-PR-03. Najprościej mówiąc, chodzi tu o brak reakcji ZLK w Bydgoszczy na zmianę widoczności po zwiększeniu prędkości pociągów. Najpierw z 50 do 80 km/h, później - do 100 km/h.

„Czynniki opisane w podrozdziale, dotyczącym przyczyn bezpośrednich, pośrednich i systemowych, oraz niestosowanie się do przyjętych procedur Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem (SMS), obowiązującego u tego zarządcy infrastruktury kolejowej oraz brak audytu wewnętrznego w zakresie bezpieczeństwa na przejazdach kolejowo-drogowych na terenie Zakładu Linii Kolejowych PKP PLK S.A w Bydgoszczy, miały kluczowy wpływ na zaistnienie poważnego wypadku kolejowego” - podsumowuje komisja.

Jednym z najbardziej bulwersujących wątków w raporcie jest ten dotyczący zlekceważenia przez ZLK w Bydgoszczy wniosku mieszkańców Pniewitego o zabezpieczenie przejazdu. Chodzi o petycję, pod którą podpisy zbierała pani Kamila w maju 2014 r. Odpowiedź dostała. Kolej twierdziła, że przejazd w Pniewitem jest bezpieczny, mało uczęszczany i że wystarczy dostosowanie się do podstawowych zasad ruchu drogowego. Sygnalizacji świetlnej odmówiono.

Odpowiedzialnych brak?


Raport przytacza wywiady, przeprowadzone na tę okoliczność z funkcyjnymi pracownikami ZLK w Bydgoszczy.

„Pismo będące odpowiedzią podpisałam w zastępstwie zastępcy dyrektora ds. technicznych, pod jego nieobecność” - wyjaśnia z-ca dyrektora ds. eksploatacyjnych PKP PLK Bydgoszcz.

„Według mojej wiedzy nie zostały one wdrożone” - tak na pytanie komisji o wdrożenie jakichkolwiek procedur bezpieczeństwa na skutek petycji odpowiada z-ca dyrektora ds. technicznych PKP PLK Bydgoszcz.

„Nie wiedziałem o informacji o zagrożeniu bezpieczeństwa ruchu na przejeździe przed wypadkiem” - zeznaje naczelnik Działu Inwestycji PKP PLK Bydgoszcz.

„Nie wiedziałem o piśmie, nie wpłynęło ono do mnie” - tłumaczy główny inżynier PKP PLK Bydgoszcz.

Opublikowana 31 grudnia ub.r. treść raportu PKBWK jest jego wersja ostateczną. Wcześniej strony, w tym kolej, zapoznała się z projektem raportu i miała prawo wnieść do niego uwagi. Uczyniła to, podnosząc okoliczności m.in. związane ze stanem nawierzchni drogi wiodącej do przejazdu. Nie zmienia to jednak faktu, że raport ostatecznie obarcza odpowiedzialnością za dramat głównie PKP PLK. Co z tym zrobi prokuratura, czas pokaże.


Fakty:Wypadek w Pniewitem



Do tragedii na niestrzeżonym przejeździe w Pniewitem (gm. Lisewo, pow. chełmiński) doszło 3 czerwca ubiegłego roku około godz. 15.45. Volkswagen sharan został dosłownie rozniesiony w proch na skutek uderzenia szynobusa Arrivy.

Pojazd jechał z prędkością 93 km/h. Autem kierowała pani Kamila, obok siedział jej mąż. Z tyłu - ich dwoje dzieci, które zginęły na miejscu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-01-2016 18:05

    Brak ocen 0 0

    - Było do przewidzenia ze tak się skończy Spraw: Zarządca Toru tez ponosi swoją odpowiedzialność Wyszło jak wyszło Nie bezpieczny i nie widoczny Przejazd Skończył sie Tragedią

    Odpowiedz

  2. 08-01-2016 20:15

    Oceniono 3 razy 2 1

    - zdziwiony : to ich mama nie wiedziala ze tu pociagi kursuja chyba ze w PLK nie ma rozkladow jazdy

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz