Cyberochroniarz i robot operujący skalpelem nie biorą urlopów. Komputery wyślą nas na bezrobocie

Dorota Witt 3 stycznia 2016

Człowiek to najsłabszy element linii produkcyjnej: zawodny, nieprzewidywalny. Robot pracuje zawsze tak, jak się go zaprogramuje. To jedna prawda. Druga jest taka, że maszyny odwalają za nas czarną robotę.

Rafał Michalski z CM UMK brał udział w pokazie niezwykłych możliwości robota Da Vinci podczas zabiegu na świni

Fot.: Rafał Michalski


Automatyzacja firm generuje bezrobocie - to realne zagrożenie. Przedsiębiorcy jednak chętnie zbroją się w roboty, bo ich praca poprawia wydajność firmy, niejednokrotnie też jakość produktów i usług. - Oczywiście przedsiębiorcy chcieliby maksymalnie zautomatyzować proces produkcji i to się powoli dzieje, choćby w firmach motoryzacyjnych - mówi prof. Marek Zieliński, kierownik Zakładu Fizyki Technicznej i Zastosowań Fizyki na UMK w Toruniu. - Nowoczesne technologie, wysoko wyspecjalizowane maszyny i roboty bezpardonowo przejmują obowiązki pracowników. Gdybyśmy mogli bez ograniczeń wykorzystać potencjał robotów w firmach, stopa bezrobocia szybko by wzrosła.


Wiedzą o tym przedsiębiorstwa, które budują zautomatyzowane linie produkcyjne, jak choćby Pesa czy bydgoski zakład spółdzielni Mlekpol. Firmy, które nie inwestują w nowe technologie, stają się nieefektywne, mało wydajne i mało konkurencyjne w swojej branży. Przy okazji traci cała gospodarka, bo z Polski wcale nie wyjeżdżają tylko nisko wykwalifikowani pracownicy. Emigrują lekarze, inżynierowie, którzy widzą, że brakuje u nas miejsc pracy uzbrojonych w nowoczesny sprzęt, zapewniający firmom efektywność, a przez to im pensję odpowiadającą wykształceniu i umiejętnościom. Wniosek może być tylko jeden: zaangażowanie firm w rozwój nowoczesnych technologii dla przemysłu powinno być coraz większe. - Trzeba też odbudować zdegradowaną w regionie mikroelektronikę - podkreśla prof. Zieliński. - Robotyzacja w połączeniu z ofertami kształcenia nieprzystającymi do wymogów dynamicznego rynku pracy to jednak duże zagrożenie dla młodych ludzi, ale nie tylko, bo w zautomatyzowanym świecie dokształcać powinni się wszyscy. Wyraźnie widać, jak bardzo brakuje nam w regionie politechniki.

Pospawają, wywiercą i przeniosą


Ponad połowa polskich firm, które planują zautomatyzowanie produkcji czy usług, przyznaje, że konsekwencją będą zwolnienia pracowników - wynika z badania firmy Grant Thornton.

W naszym regionie komputery głównie wykonują roboty pomiarowe (często dokładniej niż ludzie), na taśmach produkcyjnych sprawdzają się m.in. przy montowaniu elektroniki. Jeszcze parę lat temu czytaliśmy w gazetach ogłoszenia typu „Szukamy pań do montowania małych części”. Bo panie mają drobne dłonie. Dziś takich ogłoszeń nie ma. Roboty te kobiece dłonie zastępują doskonale: są sprawne, szybkie, nie cierpną i nie potrzebują urlopów.

- Człowiek to najsłabszy element linii produkcyjnej: zawodny, kapryśny. Każdy przedsiębiorca chciałby się uniezależnić od nieprzewidywalnych pracowników, a to po części możliwe jest dzięki robotom - przyznaje Marek Wiśniewski z toruńskiej firmy Laserstar. - Mamy kilka stanowisk do tradycyjnego spawania, ale duża część produkcji przeniesiona jest na roboty. Oczywiście nie mogą w pełni zastąpić ludzi, ale zmienił się typ pracownika, jakiego potrzebujemy: zatrudniamy przy tym stanowisku już nie spawacza, a operatora, kogoś, kto obsługuje maszynę, kontroluje proces, steruje nim. Co ważne, nie pracuje już w warunkach, które szkodzą jego zdrowiu jak przy tradycyjnym spawaniu, bo maszyny są wyposażone w system wentylacyjny. Z jednej strony roboty przejęły obowiązki spawaczy, ale z drugiej rozwiązały problem braku chętnych do wykonywania tego zawodu, bo to trudna praca w szkodliwych warunkach.

- Systemy zrobotyzowane powoli przejmują każdy etap procesów przemysłowych, są cenione zwłaszcza tam, gdzie bez nich człowiek musiałby się nanosić, nadźwigać, czyli narażałby swoje zdrowie - mówi Karol Wudecki z toruńskiej firmy Integrator-RHC, budującej stanowiska zrobotyzowane. - Przedsiębiorcy potrzebują robotów głównie do spawania, układania produktów na paletach, frezowania, wiercenia i przenoszenia.

Auto bez kierowcy? To nie fikcja


W ciągu ostatnich czterech lat polscy naukowcy i ludzie zajmujący się współpracą nauki z gospodarką brali udział w rządowym programie „Top 500 Innovators” wartym 35 mln zł. Specjaliści uczestniczyli w stażach w najnowocześniejszych światowych firmach i na najbardziej rozwiniętych uczelniach. W bydgoskiej grupie stażystów znalazł się Rafał Michalski z Działu Programów Międzynarodowych i Współpracy z Gospodarką Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. Roboty podglądał i testował m.in. w Dolinie Krzemowej i na Uniwersytecie Kalifornijskim. - Przyglądaliśmy się pracy medycznego robota Da Vinci. Świetnie sprawdza się w tych dziedzinach medycyny, w których potrzeba właśnie dokładności podczas często wielogodzinnych zabiegów, np. w urologii czy ginekologii - mówi.

Prognozy sporządzane w najbardziej rozwiniętych krajach świata wskazują, że wkrótce aż 4 na 5 lekarzy mogą zastąpić maszyny. Tymczasem w Polsce wciąż mamy tylko jednego takiego robota. Są plany by wart ok. 8 mln zł Da Vinci zaczął pracować w toruńskim szpitalu, jednak ciągle na przeszkodzie stają przepisy NFZ.

- Staże w tak nowoczesnych firmach jak Google czy Apple pokazały nam o wiele bardziej zautomatyzowany świat - mówi Rafał Michalski. - Roboty mogą być dużą pomocą dla ludzi, choćby podczas jazdy bezzałogowym autem, które prowadziło się samo i z powodzeniem może zastąpić taksówkarzy, kierowców autobusów, a podobne systemy w przyszłości nawet pilotów samolotów komercyjnych linii lotniczych. Sprawny okazał się także robot ochroniarz wyposażony w najnowocześniejsze kamery, który i u nas mógłby przejąć obowiązki stróżów.

- Roboty będą nas zastępowały w coraz to nowych zadaniach, dzięki temu ludzie będą mogli poświęcić się działaniom twórczym i będą mogli znaleźć pracę właśnie w zawodach wymagających kreatywnego myślenia (mimo zaawansowanych prac nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji) - uspokaja prof. Marek Zieliński.

Tymczasem maszyny wyręczają nawet tych, którym - wydawałoby się - do pracy potrzebna jest kreatywność: - W ciągu 15 lat 90 proc. artykułów prasowych będą pisały komputery - informuje serwis wired.com. Już dziś redagowanie informacji można zautomatyzować. Firma Narrative Science rozwija technologię, która polega na dostarczeniu do programu danych o wynikach zawodów sportowych. Aplikacja przetwarza informacje i tworzy teksty, które nie różnią się od tych napisach przez człowieka.

PS Tego tekstu nie napisał robot.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 04-01-2016 23:36

    Oceniono 1 raz 1 0

    - ahahah: Komputery nie wyślą nas na bezrobocie. Podobnie jak pralki nie wysłały praczek na bezrobocie. Pociągi, samochody, autostrady nie wysłały woźniców na bezrobocie. Szybkie kasy fiskalne i kody kreskowe nie wysłały kasjerek na bezrobocie. Po prostu udział tych ludzi zmniejszył się. Za to zwiększył się podateczek i wzrost zatrudnienia wśród bandy niepotrzebnych urzędasów. I tak będzie zawsze jeśli zezwolimy na wysokie podatki. Ludzie obudźcie się w końcu i zagłosujcie w końcu przeciwko po, pis, psl, sld.

    Odpowiedz