Zadowolenie Polaków rośnie szybciej niż ich zamożność

rozmawiał Przemysław Łuczak 27 grudnia 2015

- Ci, którzy twierdzą, że miniony rok był dla nich udany, źródeł tego sukcesu upatrują w swoich działaniach, natomiast ci, którym się nie wiodło, chętniej dzielą się swoją porażką z władzą, ale zdecydowanie rzadziej niż kilka lat temu - mówi prof. Janusz Czapiński.

Prof. Janusz Czapiński: „Diagnoza” jest największym projektem badań społecznych w Europie, w którym bierze udział 12 tys. gospodarstw domowych i 20 tys. indywidualnych osób.

Fot.: Bartek Syta /Polskapress


Czy na podstawie najnowszej „Diagnozy społecznej” można powiedzieć, że Polska jest krajem ludzi szczęśliwych i zadowolonych ze swojego życia? Deklaruje to ponad 80 proc. badanych osób.


Tak. Jeśli chodzi o zadowolenie z życia, poczucie szczęścia, zadowolenie z minionego roku, Polska weszła już do klubu zachodnioeuropejskiego. Zdystansowała wszystkich swoich wschodnich sąsiadów, a także wiele krajów Europy Zachodniej, zwłaszcza Grecję, gdzie jest o połowę mniej szczęśliwych ludzi niż w Polsce, także Portugalię i Hiszpanię. Zbliżyliśmy się do strefy krajów skandynawskich. Co ciekawe, pod względem dobrostanu psychicznego jesteśmy na górze Unii Europejskiej, a pod względem zamożności na dole.

Polacy rzeczywiście są zadowoleni ze swojego życia czy raczej nadrabiają miną?
Jeśli rzeczywiście nadrabiają miną, to równie skutecznie robili to 10 czy 15 lat temu. Porównując tegoroczne dane z danymi z poprzednich edycji „Diagnozy”, można dostrzec wielki postęp w kondycji psychicznej Polaków, przewyższający tempo rozwoju naszej gospodarki. Ale nawet gdyby część badanych na wyrost mówiła, że żyje się jej świetnie, to w dalszym ciągu mamy do czynienia z pozytywnym trendem.

Z czego jesteśmy najbardziej zadowoleni?
Jesteśmy zadowoleni z większości aspektów mających wpływ na nasze życie. Największy procentowo wzrost zadowolenia dotyczył ogólnej sytuacji w kraju, co mnie zdziwiło, ponieważ badanie było robione od marca do maja, w gorącym okresie prezydenckiej kampanii wyborczej. Poza tym, jeszcze nigdy w kilkunastoletniej historii naszych badań Polacy nie byli tak bardzo zadowoleni ze swoich finansów. I nic dziwnego, bo głównie dzięki deflacji w ciągu niespełna 2 lat o ponad 10 proc. wzrosły pieniądze, które mamy do dyspozycji.

A co wiemy o tej niespełna 20-procentowej grupie niezadowolonych Polaków?
To zależy od bardzo wielu czynników, wyznaczających pozycję tych ludzi w strukturze społecznej. Zdecydowanie mniej szczęśliwych i zadowolonych jest wśród osób w podeszłym wieku, gorzej wykształconych, bezrobotnych, mieszkańców wsi i małych miasteczek, gdzie ochrona zdrowia, edukacja i kultura są na niższym poziomie. Te różnice w stopie zadowolenia zależą również od sytuacji ekonomicznej poszczególnych osób i ich perspektyw na przyszłość.

Dlaczego Polacy rzadziej niż kiedyś skłonni są obwiniać za swoje niepowodzenia władzę, a sukcesy przypisują własnej zaradności?
Polacy doszli do wniosku, że nie ma specjalnie istotnego związku między decyzjami podejmowanymi przez władzę a tym, czy powodzi im się, czy nie. Chociaż realnie taki związek, oczywiście, istnieje. Ci, którzy twierdzą, że miniony rok był dla nich udany, źródeł tego sukcesu upatrują w swoich działaniach, natomiast ci, którym się nie wiodło, chętniej dzielą się swoją porażką z władzą, ale zdecydowanie rzadziej niż kilka lat temu. O ile w 2007 r. ponad 50 proc. Polaków zwalało winę za niepowodzenia życiowe na władzę, to dzisiaj robi tak dwa razy mniej osób. Otóż Polacy coraz powszechniej przyjmują założenie, że jeśli władza działa wbrew ich interesom, to zawsze da się znaleźć jakiś wytrych, który sprawi, że te negatywne konsekwencje zostaną zminimalizowane albo wykluczone.

Dlaczego ci zadowoleni Polacy tak mocno poparli w wyborach PiS, które szło po władzę pod hasłem „Polska w ruinie”?
Moim zdaniem, to było jedno z największych nieporozumień w dyskursie publicznym. Liderzy PiS, głosząc hasło „Polska w ruinie”, tak naprawdę mieli na myśli, że państwo jest niewydolne. Tak zresztą zrozumiała to znaczna większość zwolenników tej partii. Tego rodzaju myślenie zaczęło się po katastrofie w Smoleńsku w 2010 r., od tego momentu coraz więcej Polaków deklaruje konserwatywne czy wręcz ksenofobiczne postawy. Gra szła więc o to, kto będzie odpowiedzialny za przebudowę państwa, a nie o portfele Polaków i ich rodziny. Tymczasem PiS trochę źle odczytał źródła rosnącego poparcia dla siebie i zaczął szermować hasłami wzbogacenia różnych grup społecznych. Od 500 zł na drugie i kolejne dzieci, po zwiększenie kwoty wolnej od podatku. Moim zdaniem, to nie dzięki temu PiS wygrało.

PiS wygrało wybory, bo potrafiło przekonać, że jest jedyną partią, która będzie budowało państwo dla Polaków. Tym hasłem wstrzeliło się w ten prawicowy skręt w postawach dużej części obywateli. Z badań, które przeprowadziliśmy wiosną, jeszcze przed wybuchem kryzysu migracyjnego w Europie, wynika, że już wtedy postawy konserwatywne prezentowało ponad 40 proc. obywateli. Dzisiaj jest ich grubo więcej niż połowa. I to gwarantuje PiS utrzymanie poparcia społecznego niezależnie od tego, co będzie robiło z Trybunałem Konstytucyjnym, jak bardzo będzie próbowało iść na skróty czy będzie krzywdzić konstytucję.

Czy to ostatnia „Diagnoza społeczna”?
Na to wygląda, choć nie straciłem apetytu na badania. Są one dosyć kosztowne, a wszelkie możliwości znajdowania na nie pieniędzy zostały wyczerpane. Po wyborach nie możemy już liczyć na wsparcie ze strony głównego sponsora, jakim było Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Więc w tym sensie psychicznie pożegnałem się z tym projektem, aczkolwiek moi współpracownicy ciągle żyją nadzieją, że da się go jakoś uratować. Moim zdaniem, mogłoby to być z korzyścią dla nowej władzy. „Diagnoza” jest bowiem największym projektem badań społecznych w Europie, w którym bierze udział 12 tys. gospodarstw domowych i 20 tys. indywidualnych osób.

Czy poprzednie rządy korzystały z danych zawartych w kolejnych edycjach „Diagnozy społecznej”?
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, oprócz raportu głównego, dostawało także raporty tematyczne poświęcone np. rynkowi pracy, a w 2013 r. poświęcone problemowi dzietności, czyli analizie powodów ogromnej rezerwy Polaków wobec posiadania dzieci. Wiem, że z wyników naszych badań korzystało również wielu polityków, nie tylko z rządzącej koalicji. „Diagnoza” jest jednym z najbardziej rzetelnych badań społecznych, która w dodatku daje odpowiedź na wiele pytań mniej więcej po 3 miesiącach od ich ukończenia.

Jest to więc gorąca wiedza, która pozwala tym, którzy podejmują w imieniu jakiejkolwiek grupy społecznej decyzje, zorientować się, czy ich pomysły są trafne, czy nie. Gdybyśmy np. opublikowali dane dotyczące radykalnego skrętu w prawo polskiego społeczeństwa już w trakcie kampanii wyborczej, być może politycy PiS nie rozdawaliby na lewo i prawo ekonomicznych słodyczy, ograniczając się do haseł związanych z Polską dla Polaków. Tak naprawdę to jest głównym celem Jarosława Kaczyńskiego, bo przecież nie zlikwiduje on kapitalizmu czy gospodarki wolnorynkowej. Wręcz przeciwnie, wynajął jednego z najlepszych fachowców od ekonomii, czyli Mateusza Morawieckiego, żeby polska gospodarka obciążona dodatkowymi wydatkami na realizację obietnic wyborczych, nie runęła jednocześnie ze zburzeniem dotychczasowej konstrukcji państwa.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 30-12-2015 15:17

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Mer: Panie Prof. chyba Panu...

    Odpowiedz

  2. 28-12-2015 07:16

    Oceniono 1 raz 1 0

    - numi: Nie bój , nie bój, jak Chinageddon wywali do góry nogami światową gospodarkę to ci wszyscy zadowoleńcy inaczej będą ćwierkać jak nie dostaną pensji od państwa bo budżet będzie puściutki.

    Odpowiedz

  3. 28-12-2015 06:45

    Oceniono 2 razy 1 1

    - do fghsdgds: ...tym bardziej, że paranoiczne umysły Polaków karmią się myśleniem typu: komuchy, mafijne interesy, wolny rynek kontra komuna, prawdziwi Polacy kontra żydostwo, itp, itd... Tu już nawet psychiatra nie pomoże...bo sam skończy w psychiatryku. Przecież chodzi o to, aby wszystko było proste, łatwe do zrozumienia i bardzo oczywiste. Jak to bywa w umyśle totaliarnym

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 27-12-2015 23:01

      Oceniono 2 razy 0 2

      - fghsdgds: Trudno o większą aberrację niż doszukiwanie się u prawicy chęci powściągania wolnego rynku, a szukania warunków jego rozwoju u lewicy, czyli komuchów. Komuchom niekontrolowany rynek potrzebny jest o tyle, że łatwo w nim robią swoje lewe mafijne interesy. Prawica chce mieć wolny rynek dający zyski własnemu krajowi, a nie wszelkiej maści gie'szefciarzom.

      Odpowiedz

    2. 27-12-2015 12:01

      Oceniono 5 razy 2 3

      - Emeryt 67: A czemu redaktor tego artykułu jest taki zakłamany! Przecież to nie PiS rozpoczęło wojenkę z T.K. To rozpoczęła poprzednia ekipa rządowa łącznie z sędziami T.K. poprzez wybranie niesłusznie pięciu nowych sędziów, zamiast tylko trzech. O dziwo T.K. nie widział w tym przekręcie nic niezgodnego z przepisami prawa. Pytam się o co jest ta trwająca awantura? To był duży przekręt i dlatego popieram słusznie podjętą przez pana Prezydenta decyzję o przyjęciu ślubowania od nowo wybranych pięciu sędziów do T.K. Uważam, że czas skończyć tą szopkę polityczną i nie przeszkadzać w rządzeniu przez nową ekipę, wybraną przez Polaków!!!!!

      Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz