4o miliardów dolarów w spadku! Ale nie wiadomo dokładnie po kim

Krzysztof Błażejewski 18 grudnia 2015

Takie gigantyczne dziedzictwo po polskim emigrancie musi poruszać wyobraźnię u każdego. Najprawdopodobniej w amerykańskim stanie Teksas wciąż czekają na polskich prawowitych spadkobierców dwa tysiące hektarów ziemi, spod której tryska ropa. Dziś ta fortuna warta jest grube miliardy dolarów.

William Henry Huddle przedstawia na swoim obrazie poddanie się oddziału gen. Santa Anna po przegranej bitwie pod San Jacinto w Teksasie w 1836 r.

Fot.: repr. wikimedia


W międzywojniu pomorska prasa stosunkowo często zamieszczała anonse o poszukiwaniu spadkobierców po Polakach zmarłych w Ameryce. Wielokrotnie zdarzało się, że zamerykanizowany zapis nazwiska wywoływał zamieszanie, wprowadzał w błąd, budził niepotrzebne nadzieje i rozczarowania, wywoływał zapiekłe spory i kłótnie. Tak też stało się w przypadku bodaj największej fortuny pozostawionej przez Polaka w Stanach Zjednoczonych.

Powstańcy za oceanem


Po upadku powstania listopadowego wielu biorących w nim udział Polaków udało się na emigrację do Stanów Zjednoczonych. Ich droga wiodła przez Prusy i Francję, skąd statkami płynęli do kraju, który był dla nich symbolem wolności - do USA.


Znaczna ich część na wieść o toczącej się wojnie o niepodległość Teksasu, dotychczas należącego do Meksyku, udała się na te ziemie i zaciągnęła do powstańczej armii. Walki te w 1837 roku zakończyły się zwycięstwem rebeliantów.

W czasie tej wojny doszło do głośnego zdarzenia. Z rozkazu meksykańskiego generała de Santa Anna pojmani do niewoli obrońcy fortu Goliathe zostali rozstrzelani. Było ich około 400, a w liczbie tej znalazło się co najmniej czterech byłych polskich oficerów. Ludzie ci zostali po latach uznani za bohaterów. Rząd Teksasu postanowił nagrodzić ich spadkobierców. Nadał im po 2000 hektarów bezpańskiej ziemi. Po nią jednak nikt się nie zgłosił.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych, 1929 r.: Majątek po majorze Dembińskim jest największym bodaj w Ameryce kompleksem dóbr ziemskich, składającym się z setek kopalń.


Wszystko zmieniło się po... odkryciu złóż ropy naftowej na podarowanej ziemi. Jej wartość gwałtownie skoczyła do góry. Po działkę zapisaną „M. Dembryskiemu” zgłosiło się mieszkające w Stanach małżeństwo Petrowicz. Udało im się przekonać teksański stanowy sąd, że pola naftowe na skutek błędnego zapisu (M. miało znaczyć „major”) należą się spadkobiercom po Ludwiku Napoleonie Dębickim, pochodzącym z miejscowości Grzymałkowo na Kielecczyźnie, który urodził się w 1807 roku. Petrowiczom udało się przekonać sąd, że rodzice Dębickiego po jego śmierci właśnie im przekazali prawo do spadku po synu, a także, że sześcioro sióstr i braci Ludwika zmarło bezpotomnie.

Minęło kilkadziesiąt lat. Wieść o fortunie, wartej wówczas 150 milionów dolarów, pozostałej po „M. Dembryskim” dotarła do Polski. Fakt odnalezienia się spadkobierców w USA wywołał zdziwienie w rodzinie Dębickich. Ustalili oni ponad wszelką wątpliwość, że rodzice Ludwika Napoleona zmarli jeszcze przed wyemigrowaniem syna do USA, nie mogli zatem na nikogo scedować praw spadkowych po swoim dziecku.

Dembiński czy Dębicki?


Jednocześnie sprawą zaczęła interesować się inna polska rodzina. Nie Dębickich, lecz Dembińskich. Było pewne, że Michał Dembiński, który urodził się w 1800 roku pod Wąbrzeźnem i był w powstaniu listopadowym majorem, wyemigrował do USA i walczył o niepodległość Teksasu. Czy zginął rozstrzelany jako obrońca fortu Goliathe, tego już krewni nie wiedzieli. Ale wiele na to wskazywało. „Dembiński” łatwo pasowało do zapisu „M. Dembryski”.

Słuszność tego domysłu potwierdzili pracownicy konsulatu polskiego w Nowym Jorku. Ustalili oni, że aktualni posiadacze ziemi twierdzili, iż „Dembryski” pochodził z Pomorza. Wszczęto w tej sytuacji za sprawą Ministerstwa Spraw Zagranicznych starania o podważenie legalności przejęcia spadku przez małżeństwo Petrowiczów. Szansą na pozytywne rozwiązanie było to, że poszkodowanym w tej sytuacji był także rząd Teksasu, powinien on zatem wszcząć z urzędu ponownie postępowanie spadkowe.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych powiadomiło o tym w 1929 roku Pomorski Urząd Wojewódzki w Toruniu i zleciło jego urzędnikom odszukanie spadkobierców majora Dembińskiego.

Osób spokrewnionych z Michałem Dembińskim zaleziono kilka, wśród nich trzy mieszkające w Polsce. Jednym z nich był wojewoda nowogródzki, gen. Marian Januszajtis. Reprezentowania polskich spadkobierców przed sądem Teksasu podjął się adwokat Jan Malewicz, a siedziba ad hoc utworzonego komitetu mieściła się w mieszkaniu Truszczyń-skiego w Grudziądzu. Członkowie komitetu wysłali do USA jednego z potencjalnych spadkobierców, Paszotę, który miał przed teksańskimi sądami wywalczyć unieważnienie poprzednio rozdzielonego spadku i przyznanie fortuny członkom komitetu działającego w Grudziądzu. Jak się te starania skończyły, nie wiadomo. W aktach, przechowywanych dziś w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy, nie ma już żadnej późniejszej wzmianki o tej sprawie.

W latach 50. ubiegłego stulecia spadkiem po „M. Dembryskim” zainteresowali się dwaj bydgoscy adwokaci, Jan Ziółkowski i Edmund Raszeja. I oni ustalili, jak twierdzili, że chodzi o Dembińskiego, a nie Dębickiego. Ich starania jednak ugrzęzły w kancelariach prawniczych w Teksasie.

Czy rząd PRL się dogadał?


Mniej więcej w tym samym czasie swoje prywatne śledztwo rozpoczął warszawski adwokat Władysław Ryńca. Według niego, owym nagrodzonym Polakiem w Teksasie był jednak Ludwik Napoleon Dębicki. Prawnikowi udało się odtworzyć drzewo genealogiczne Dębickich. Wynikało z niego, że prawo do do spadku ma... kilkaset osób mieszkających w Polsce.

Dokumenty zebrane przez Ryńcę skonfiskowała jednak... Służba Bezpieczeństwa. Jak twierdzili warszawscy prawnicy, władze PRL-u, chcąc „położyć łapę” na teksańskiej fortunie, postanowiły prywatnemu dochodzeniu ukręcić łeb i dogadać się z Amerykanami, by część fortuny przekazano Polsce. Czy tak się stało, nie wiadomo.

Na początku naszego stulecia sprawą spadku po „Dembryskim” zainteresowała się kancelaria prawna z Poznania. Według jej szacunków, wartość terenów zapisanych spadkobiercom bohatera, użytkowanych dziś przez amerykańskie koncerny naftowe, wynosi około 40 miliardów dolarów. Do współpracy z nimi przystąpili prawnicy z Niemiec, specjalizujący się w skomplikownych sprawach spadkowych, pomoc zadeklarowali też adwokaci amerykańscy. Sprawa jest w toku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 07-02-2016 19:49

    Oceniono 4 razy 0 4

    - dawid: Witam. Moja rodzina ma sondowe postanowienie ze ten spadek im się należy ale sprawa ucichla,jeżeli ma ktoś jakieś wieści proszę o kontakt

    Pokaż odpowiedzi (3) Odpowiedz

    1. 06-02-2016 12:33

      Oceniono 3 razy 1 2

      - Piotr: Posiadam ksero pisma powiadomienia o spadku z kancelarii od prawnikow z Bydgoszczy ktorzy w tamtym czasie sie zajmowali ta sprawa, pismo bylo do mojego Dziadka, nie moge znalezc oryginalu ale mam ksero, czy jest wiadomo cos kto sie tym w Polsce teraz zajmuje ta sprawa ?

      Pokaż odpowiedzi (3) Odpowiedz

      1. 27-01-2016 17:53

        Oceniono 3 razy 0 3

        - Roman: prosźe o kontakt

        Odpowiedz

      2. 14-01-2016 11:23

        Oceniono 3 razy 0 3

        - Pola Łangowska: Krzysztof Błażejewski, poproszę o kontakt do Ciebie !! Mail ? Pozdrawiam, Pola

        Odpowiedz