Steve Liebich: kliniczny przypadek miłości do medycyny i literatury

Katarzyna Bogucka 18 grudnia 2015

Jest mistrzem w realizowaniu marzeń. I w pasji. Podręcznik akademickiej „interny” przeczytał - i pojął - w wieku 10 lat! W gimnazjum, dzięki prof. Małgorzacie Tafil-Klawe, rok studiował fizjologię w Collegium Medicum. Sesję zdał za pierwszym razem! Wydaje książkę! Wybiera się na Harvard!

O tym, jaką siłę mają marzenia, wiele może powiedzieć Steve Liebich. Pisze książki, walczy o miejsce na Harvardzie, założył w szkole kółko medyczne, żeby inni także mieli swoją szansę...

Fot.: Tomasz Czachorowski


Gdyby skupić się tylko na zdrowotnych problemach 17-letniego Steve’a, miejsca by nie wystarczyło na ich opisanie. Od przeciwności ważniejsze są jednak w tej historii możliwości! Choroby absolutnie nie są ani treścią, ani sensem życia Steve’a i nie ograniczają go, choć wielomiesięczne pobyty w szpitalu, i to od najmłodszych lat, niejednego zniechęciłyby do aktywności. W przypadku Steve’a stało się odwrotnie. - Byłem chyba najbardziej dociekliwym i, co tu dużo kryć, upierdliwym pacjentem - wspomina. - Wszystkim się interesowałem, byłem świadomy, dużo wiedziałem - jako pięciolatek sam podkręcałem aparat na nodze. I stale miałem pytania. Zakochałem się w medycynie na dobre.


Dziecięce książki poświęcone medycynie szybko stawały się dla ambitnego chłopca za proste. Przełomowym momentem w jego życiu stał się ważny prezent od mamy, która dla Steve’a jest autorytetem i motorem w drodze na szczyt. Był to sążnisty podręcznik interny dla studentów II roku medycyny. Profesjonalna publikacja, słynne wydawnictwo lekarskie PZWL w rękach bez mała jedenastolatka. Jak to się mogło skończyć? - Zacząłem czytać i... nic nie rozumiałem! Pierwszym tematem, który mnie zafrapował, była polaryzacja komórek, powstawanie prądu w sercu, w mózgu. Im mniej rozumiałem, tym bardziej ciągnęło mnie do tego świata. To była książka - wyzwanie. Z czasem przetłumaczyłem ją z języka medycznego na polski - śmieje się nasz rozmówca. - Nie minęło pół roku, a internę pojąłem. Zamknąłem książkę z przekonaniem: wiem, potrafię, pamiętam.

Steve Liebich, uczeń II klasy IX LO w Bydgoszczy: Wiedząc, że moja nauczycielka fizyki wykłada biofizykę na Collegium Medicum, zapytałem: „Czy pomoże mi pani dostać się na studia medyczne?”


Biblioteczka Steve’a szybko zapełniała się kolejnymi pozycjami: z każdego roku i działu medycyny: od immunologii, po neurologię klinicystyczną. Słowem, wiedzy przybywało, ale i, paradoksalnie, brakowało. - Dusiłem się, nie wystarczało mi to, czego uczyłem się w liceum (ZS nr 9 w Bydgoszczy). Jestem w klasie z międzynarodową maturą. Zaryzykowałem. Wiedząc, że moja nauczycielka fizyki wykłada biofizykę na Collegium Medicum, zapytałem ją wprost: „Czy pomoże mi pani dostać się na studia medyczne?”. Pomogła. Dała numer do prof. Małgorzaty Tafil-Klawe, mojej wielkiej mentorki.

Pani profesor nie wypytywała, nie zleciła merytorycznych testów. Zaprosiła na rozmowę i dostrzegła w oczach młodego człowieka pasję. Kilka miesięcy później Steve miał drzwi otwarte na zajęcia na II roku fizjologii. Był w III klasie gimnazjum. Sesję zdał za pierwszym razem, choć miał trzy miesiące przerwy z powodu choroby. Nadrobił. Aż 30 proc. studentów oblało za pierwszym razem...

Steve’a przygoda z medycyną będzie miała więcej rozdziałów. Chłopak uczy się, czyta, napisał artykuł naukowy poświęcony gerontologii, dziedzinie medycyny zajmującej się przedłużaniem życia. Jego tekst zyskał uznanie naukowców. - Interesuje mnie teoria, według której za starzenie się odpowiadają kurczące się telomery, umiejscowione na końcówkach chromosomów - wyjaśnia.

Jeszcze nie wiadomo, jak się potoczą naukowe drogi młodego pasjonata. Z zainteresowaniem przygląda się medycznym ośrodkom naukowym, od zawsze marzy o Harvardzie. Rozpoczął żmudny proces aplikacji na tę uczelnię, zbieranie rekomendacji, zdawanie testów, przed nim amerykańska matura, a później... być może walka o stypendia. Bez tego za naukę w amerykańskim uniwersytecie zapłacić trzeba kilkaset tys. zł.

Inwestycji wymaga także druga miłość Steve’a, literatura. Pisanie przychodzi mu tak łatwo, jak nauka, i to od najmłodszych lat. - Nikt mnie nie uczył zasad pisania książek, po prostu wiedziałem, jak stopniować napięcie i prowadzić wątki. Pozwalam tym wątkom dojrzewać. Bywa tak, że w ciągu trzech dni napiszę kilkadziesiąt stron, by wrócić do tematu po trzech miesiącach. - zdradza szczegóły warsztatu pisarz.

Pierwszy był średniowieczny romans (napisany w wieku 14 lat). Później powstało dzieło dojrzalsze, merytorycznie głębsze. Chodzi o thriller „Paraliż” . Zainteresowało się tą książką wydawnictwo Novae Res z Gdyni. Dziś Steve ma podpisać umowę. I machina wydawnicza ruszy. - Dzielimy się kosztami wydania po połowie. To będzie dla mnie kolejne wyzwanie. Zrobię wszystko, by podołać - mówi autor. - Wydawnictwo dostrzegło potencjał mojej książki. Doceniło, że rozdziały nie nudzą, wątki biegną wspólnie aż do końca, wywołując w czytelniku wręcz nachalną niecierpliwość oczekiwania na finał - opisuje swoje dzieło Steve. Powstawało rok. Skąd Steve weźmie pieniądze na tę i na kolejne książki, wreszcie na naukę? Wierzy w ludzi. I w cuda.

Opinia


prof. dr hab. Małgorzaty Tafil-Klawe, kierownika Katedry Fizjologii i Zakładu Fizjologii Człowieka CM w Bydgoszczy o Stevie:

- Tak zdolne młode osoby rzadko się spotyka. Od razu zauważyłam u Steve’a niezwykłą pasję i miłość do medycyny. Stwierdziłam, że trzeba mu pomóc. Skontaktowała się z naszą uczelnią jego szkoła, więc uznaliśmy, że możemy uwierzyć w autentyczne zaangażowanie ucznia i zaprosić go na zajęcia w Katedrze Fizjologii .

Jest to pierwszy przypadek w historii naszej uczelni, że gimnazjalista zasiadł obok studentów, z tym, że Steve uczestniczył jedynie w zajęciach teoretycznych, brał udział w ćwiczeniach w formie prezentacji komputerowych, interaktywnych. Są pewne ograniczenia w dostępie młodzieży do zajęć na uczelni medycznej.

Zawsze zwracamy uwagę, żeby zajęcia proponowane uczniom były dostosowane do ich wrażliwości, dojrzałości i percepcji. Na pewno nie mogą mieć do czynienia z pacjentami. Z tego także powodu program nauczania w Polsce nie zakłada przyjmowania na studia nastolatków.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.