Z Syrii do Polski, czyli szybka i przymusowa propozycja od życia

Paulina Błaszkiewicz 12 grudnia 2015

- Wielu ludzi, którzy wyjeżdżali z Syrii albo się przesiedlali, a mówimy o milionach, miało nadzieję, że to na jakiś czas. Ja z taką samą nadzieją przyjechałam do Polski - mówi dr LIDIA CHYLEWSKA-BARAKAT, psycholog i terapeuta, żona Syryjczyka.

- W Polsce prawie każdy podejrzewa mnie o to, że przeszłam na islam albo zastanawia się, dlaczego nie noszę chustki - mówi dr Lidia Chylewska-Barakat, żona Syryjczyka, mieszkająca przez dziesięć lat w Syrii

Fot.: Archiwum



Od dawna jest Pani w Polsce?
Od trzech lat. Mój mąż przewidywał, że w Syrii zacznie się krwawa rewolucja, dlatego starał się, bym jak najszybciej wyjechała. Zrobiłam to w 2012 roku, czyli rok po rozpoczęciu wojny domowej. Między innymi dzięki mężowi zapamiętałam inną Syrię. Nie byłam świadkiem strzelaniny ani bombardowania. Nie mam żadnej traumy.

Czy to prawda, że w Syrii pracowała Pani z uchodźcami z Iraku?
Tak, to była praca z osobami poszkodowanymi przez wojnę i jej skutki. Pracowałam m.in. z kobietami, które były gwałcone na różne sposoby i przez wiele dni i tygodni żyły historią porwania. Pamiętam, że po powrocie do Polski przyszła do mnie kobieta, która była w traumie z powodu próby gwałtu. Byłam zszokowana. Z tyłu głowy pojawiła się myśl: „ale o co chodzi?!”. Z kolei dziś ogromnym zdumieniem napawa mnie to, ile nienawiści mogą mieć ludzie w stosunku do tych, którzy muszą uciekać ze swojego kraju. Jako psycholog widzę różne powody, które sprawiły, że my, Polacy, tak bardzo zaczęliśmy bać się uchodźców.

Jakie to powody?
Przede wszystkim brak informacji i wiedzy. Nie wiemy, co się teraz dzieje w Syrii. Poza tym w ogóle nie bierzemy pod uwagę, że coś takiego jak Syryjczykom nam też może się przydarzyć. To typowy mechanizm obronny - „wszyscy tam mogą być, ale mnie to nie dotyczy”. Tak samo jak nigdy nie myślimy, że możemy stać się ofiarą gwałtu. Ktoś już to wykorzystał, mówiąc, że teraz przyjdą muzułmanie i będą nas gwałcić. Gwałt nie zależy jednak od religii. Sprytnie to wykorzystano po to, by nas zniechęcić i znaleźć bardzo łatwą ofiarę, która jest niby naszym prześladowcą. To nasze strachy i lęki są naszym prześladowcą. 13 listopada wydarzyła się w Europie wielka tragedia. W Paryżu zginęło 136 osób, a średnia dzienna w Syrii to 150 osób - 30 proc. z nich stanowią dzieci. Czy ktoś się tym przejmuje i ogłasza żałobę? Nasz humanitaryzm jest podzielny. Tam codziennie są ofiary, ale ponieważ zginęli Europejczycy, wydaje nam się, że jesteśmy lepszą częścią świata. My zasługujemy na to, by nas żałować, gdy umrzemy. A w innych częściach świata ludzie mogą umierać? To nas nie obchodzi ani nie boli? Takie podejście jest klęską, bo przestajemy myśleć, a to jest charakterystyczne dla sytuacji zagrożenia.

Pani mąż nadal jest profesorem na uniwersytecie w Damaszku?
Mój mąż pracuje w tej chwili jako profesor na uniwersytecie w Omanie, ponieważ w swoim kraju byłby co najmniej uwięziony jako jeden z 600 więźniów politycznych. Mąż jest przeciwny temu, co robi prezydent Syrii. Mówi, że trzeba poczekać od dziesięciu do dwudziestu lat zanim ten kraj się odbuduje i przestanie być krajem wojny. Wielu ludzi, którzy wyjeżdżali z Syrii albo się przesiedlali, a mówimy teraz o milionach, miało nadzieję, że to tylko na jakiś czas. Ja z taką samą nadzieją przyjechałam do Polski, do Torunia. Też myślałam, że spędzę tu trzy-cztery miesiące i wrócę do swojej pracy, do swojego mieszkania i będziemy żyć normalnie. Od trzech lat jestem w Polsce, ale mąż przyjeżdża. Teraz ja jadę do niego na święta z dziećmi. Radzimy sobie, ale dalekie jest to od naszych marzeń. Dziś bycie Syryjczykiem nie jest proste, zwłaszcza jak się jest po pięćdziesiątce i trzeba zaczynać od nowa, na nowo budować swoją pozycję. Poza tym to przymusowa propozycja od życia, niechciana, związana z bardzo dużymi stratami. Wszyscy ludzie, którzy przyjeżdżają do Europy, tracą swoje dotychczasowe życie, nie tylko materialne. Tracą ludzi, więzi, swoją tożsamość społeczną. Dlatego jest to takie trudne.

Myślała Pani o tym, by wrócić do Damaszku?
Oczywiście. Nadal marzę o tym, by tam wrócić. Zakres tolerancji dla różnych religii jest tam niezwykły. My tego nie jesteśmy w stanie pojąć. W Polsce prawie każdy podejrzewa mnie o to, że przeszłam na islam albo zastanawia się nad tym, dlaczego nie noszę chustki. (śmiech) W Syrii nikt na mnie nie naciskał i nie wywierał żadnej presji poza świętej pamięci teściową, która modliła się o to, bym przeszła na islam. Wiem o tym, ale nie od niej.

A święta? Jak je Pani wspomina
W grudniu dostawałam mnóstwo drobiazgów i różnych upominków tylko dlatego, że muzułmanie chcieli uczcić to, iż ja obchodzę święta. Nikomu nie przeszkadzało, że mamy pasterkę albo chcemy postawić choinkę, bo tam bardzo szanuje się inne religie i tradycje. Nie wiem, jak jest teraz, kiedy trwa wojna.

Syria chyba nigdy nie była spokojnym miejscem...
Od zawsze było wiadomo, że to region zapalny, ale jak człowiek jest zakochany, to chyba nie widzi tych wszystkich czarnych scenariuszy. Niech mi pani wierzy, że nie chciałabym wiedzieć o człowieku tego, co dziś wiem. Bez względu na to jakiej jest religii i wyznania, bo to drugorzędna rzecz wobec tego, czy jesteśmy i jakimi jesteśmy ludźmi. Te religie zasadnicze mają bardzo podobne wartości, które na wojnie giną. Nie ma ich.


Teczka osobowa: dr Lidia Chylewska-Barakat


Doktor psychologii, psychoterapeutka rodzinna.

Jej mąż Mouta Barakat jest profesorem Uniwersytetu w Damaszku (Syria). Przed wybuchem wojny wspólnie zaangażowani byli między innymi w pomoc dla uchodźców z Iraku.

Dr Lidia Chylewska-Barakat ma ponad 20-letnią praktykę szkoleniowo-edukacyjną oraz psychologiczno-terapeutyczną w pracy z osobami potrzebującymi wsparcia i pomocy psychologicznej.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 26-04-2016 19:08

    Oceniono 4 razy 3 1

    - Krystyna111: Wspaniały odważny czlowiek z Pani , szkoda ze tak dużo złego robi ten rząd bo pewnie chciała by Pani przyjąć do Polski biednych uchodzców a to z tym rzadem będzie raczej niemożliwe chyba że UE ich zmusi

    Odpowiedz