Nie rozumiemy języka urzędniczego!

Katarzyna Bogucka 11 grudnia 2015

Sprawdziliśmy za pomocą aplikacji „Jasnopis” - do przeczytania poniższego tekstu nie potrzeba doktoratu. Jest zrozumiały. I bardzo przydatny w czasie lektury pism urzędowych.

Najprościej skołować seniora. Piorunujące wrażenie robią słowa: świadczeniobiorca, środki, wykonywać czynności, przeplatane numerami ustaw, paragrafami

Fot.: 123rf.com


Każdy z nas to przeżył. Najpierw męka przedzierania się przez gąszcz pustosłowia, wyłuskiwanie spomiędzy linijek podstawy prawnej sensu urzędniczej prozy. A później? Niedowierzanie i śmiech. Wiesław Kaczmarek z Bydgoszczy już się nie śmieje. Zawzięcie koresponduje. Od bodaj roku negocjuje z Urzędem Miasta i z firmami wywożącymi odpady kwestię odbioru jego śmieci. Firma każe wystawiać pojemnik na ulicę, klient upiera się, by to jej pracownicy wystawiali pojemnik. Sprawa jest tak absurdalna, że pan Wiesław w jednym z kolejnych pism do prezydenta pozwolił sobie na ironię. Zaproponował, by urząd także wystawiał pojemniki przed okazałym ratuszem. Niestety, w ratuszu panuje skrajny formalizm.


- „Boże, kto im to pisze!” - taka była moja reakcja na treść listu, podpisanego przez jednego z zastępców prezydenta miasta - wspomina pan Wiesław. Do sprawy wystawienia pojemnika przed ratuszem urzędnicy odnieśli się ze śmiertelną powagą. I tak było aż do końca. - Tego się nie da opisać jednym zdaniem, to trzeba przeczytać, choćby niewielki fragment, o, może ten: „Mając powyższe na uwadze, i w związku z odmownym załatwieniem pana wniosku, pouczam pana, że na podstawie artykułu 238, paragrafu 1, w związku z art. 247 KPK o treści art. 239 art. 1 KPK, w przypadku, gdy wniosek w wyniku jego rozpatrzenia został uznany za bezzasadny i jego bezzasadność wykazano w odpowiedzi na wniosek, a skarżący ponownie złoży wniosek bez wskazania nowych okoliczności, organ właściwy do jego rozpatrzenia może podtrzymywać swoje poprzednie stanowisko z odpowiednią adnotacją w aktach sprawy bez zawiadomienia wnioskującego”.

Wzywa się do wykonania...


Takie listy wychodzą niemal z wszystkich urzędów w Polsce. Wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski bodajże jako pierwszy w Polsce odważył się powalczyć o polszczyznę swoich urzędników. Zaczął od przeanalizowania dokumentów wysyłanych przez swój urząd. Raport, który powstał w 2012 roku, był porażający: błędy ortograficzne, leksykalne, składniowe, nadużywanie niektórych wyrazów, zaburzona kolejność podawania informacji: najważniejsza na końcu, tuż po milionie prawnych odnośników. Pracownicy mazowieckiego urzędu przeszli kurs poprawnej polszczyzny. Nową metodę komunikacji z podatnikami testowały latem tego roku izby skarbowe w Poznaniu i Zielonej Górze. Pisały: „Proszę zapłacić podatek dochodowy” zamiast „Wzywa się do wykonania obowiązku objętego niniejszym upomnieniem” albo „Jeśli nie zapłaci pan/i należnego podatku, może pan/i podlegać egzekucji administracyjnej” zamiast: „Niewykonanie obowiązku we wskazanym terminie spowoduje skierowanie sprawy na drogę postępowania egzekucyjnego”. Poskutkowało. Ludzie zapłacili.

Wiesław Kaczmarek o urzędowej korespondencji: „Boże, kto im to pisze!” - taka była moja reakcja na treść listu, podpisanego przez jednego z zastępców prezydenta miasta.


Ameryki nikt jednak tym posunięciem nie odkrył. Już w latach 60. Walery Pisarek (językoznawca i prasoznawca) stworzył wzór na obliczanie współczynnika trudności tekstu polskiego. Korzystali z jego odkrycia dziennikarze. Podobne próby podejmował w latach 90. Stanisław Gajda. W ostatnich latach powstał program „Logios”, badający tzw. indeks mglistości dla polskiego tekstu. Najnowszym tego typu narzędziem jest aplikacja „Jasnopis”, stworzona przez grupę naukowców z Uniwersytetu SWPS i PAN, pracujących pod kierunkiem prof. Włodzimierza Gruszczyńskiego z Uniwersytetu SWPS (projekt finansowało Narodowe Centrum Nauki). - Wklejamy tekst. Aplikacja wskazuje jego poziom trudności, za długie zdania, za trudne słowa. Sugeruje ich zmianę. Pamiętajmy jednak, że to nie mózg, więc na werdykt aplikacji patrzymy z rozsądkiem. Im bardziej oficjalny tekst, tym trudniejszy - podkreśla prof. Gruszczyński. - W urzędach nikt niczego nie zrobił, tylko „zrobiono”, „wykonano”. Brakuje zwrotów do adresata (pan, pani, państwo), ale i nadawcy w tekście (ja, my, nasz), za dużo jest rzeczowników abstrakcyjnych. „Jasnopis” jest wyczulony na stosunek liczby czasowników do reszty zdania. Źle, gdy na jeden czasownik przypadają tylko cztery inne inne części mowy. Tymczasem w języku urzędowym to norma. Może być gorzej. Znalazłem zdanie, w którym jest sześć czasowników na sto wyrazów! W innym zdaniu autorowi udało się zmieścić 8 dopełniaczy, jeden po drugim!

Język pod zaborem


Jak do tego doszło, że język oficjalny prowadzi nas na komunikacyjne manowce? - Poszczególne grupy zawodowe przez lata specjalizowały swój język, co jest naturalne - tłumaczy ekspert. - U podstaw tworzenia się języka leżą potrzeby jego użytkowników, ale szybko na pierwszy plan wybiło się specjalistyczne słownictwo. Piętno na języku odcisnęły później: ambicja, snobizm, chęć zaakcentowania swojej wyższości, próba perswazji. Środowiskowa presja jest silna. Prawnik nie zrezygnuje z branżowego języka. Bałby się posądzenia o to, że jest nieukiem.

Profesor przypomina, że środowiska prawnicze i urzędnicze w Polsce od czasu zaborów było zdominowane przez cudzoziemców - najeźdźców. - Przejęliśmy od zaborców po części zwyczaje językowe i społeczne. Urzędnik w Austrii Franciszka Józefa był ważny, trzeba się było z nim liczyć. O Rosji carskiej nie wspomnę, znamy przecież „Rewizora”. Zbieramy negatywny plon zaborów. Dodajmy do tego czasy PRL. Nie byliśmy wtedy klientami, lecz petentami. Język wciąż to odzwierciedla.

Prof. Gruszczyński marzy o odgórnym nakazie kontrolowania skomplikowania treści dokumentów, jak to się dzieje w USA, Szwecji, po części w Wielkiej Brytanii. - Potrzebna jest nam wspólna polityka językowa i wręcz nakaz upraszczania zawsze, nie tylko eksperymentalnie, okazyjnie - mówi profesor. We wtorek swoją ideę przekazywał na konferencji pt. „Urząd, który rozumieją obywatele”, organizowanej przez Departament Służby Cywilnej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Liczy, że lobbing w środowisku polityków przyniesie wkrótce efekty.

„Jasnopis” ocenił, że nasza publikacja jest „nieco trudniejsza”, będzie zrozumiała dla osób z wykształceniem średnim. Jest w niej 26 (na 822) słów trudnych i dwa trudniejsze fragmenty. Z kolei „Logios” wyliczył, że nasz tekst zrozumie osoba po zaledwie 9-10 latach edukacji, a forma i słownictwo są zalecane w komunikacji publicznej.

Jaśniej proszę!


FOG to indeks , który określa stopnień przystępności tekstu. Jego wartość oznacza liczbę lat edukacji potrzebnych do zrozumienia tekstu. Przykład: wartość FOG=9 jakiegoś tekstu oznacza, że tekst ten będzie zrozumiały dla absolwentów gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych. Dziennik Fakt ma FOG na poziomie ok. 7, Newsweek ok. 12, teksty prawne na poziomie 20.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.