Afera w inowrocławskim szpitalu. Odsunięty od przetargów pracownik wzywa na pomoc CBA, a dyrektor powiadamia prokuraturę

Grażyna Ostropolska 4 grudnia 2015

O tej sprawie jest głośno, bo strony konfliktu to działacze samorządowi; szef lecznicy, Eligiusz Patalas, jest radnym wojewódzkim, a jego przeciwnik, Ireneusz Beśka, sprawuje mandat radnego powiatu inowrocławskiego. Obaj z ramienia PSL.

Fot.: rys. Łukasz Ciaciuch


Do niedawna Eligiusz Patalas, dyrektor Szpitala Wielospecjalistycznego im. dr. Ludwika Błażka w Inowrocławiu, i jego podwładny Ireneusz Beśka, główny specjalista ds. techniczno-administracyjnych uchodzili za przyjaciół z jednej politycznej opcji: PSL, a dziś to zacięci wrogowie.


Beśka oskarża Patalasa o działanie na szkodę szpitala i poświadczanie nieprawdy w dokumentach. Patalas twierdzi, że to pomówienia, wnioskuje do rady powiatu inowrocławskiego o zgodę na zwolnienie radnego Beśki ze szpitala i zawiadamia prokuraturę o zniesławieniu.

Zaczęło się od zmian organizacyjnych w szpitalu. Dyrektor odebrał Beśce nadzór nad działami: zaopatrzenia i zamówień publicznych, przekazując te obowiązki Ludmile Strachanowskiej, zastępcy dyrektora ds. ekonomiczno-finansowych. Powód?

- Pan Beśka nie potrafił współdziałać z działem ekono-miczno-finansowym, czego skutkiem były nieprawidłowe zapisy księgowe, spóźnione faktury i zbyt późno wszczynane postępowania przetargowe. To wyszło po kontroli NIK - tłumaczy dyrektor Patalas. Twierdzi, że próbuje te błędy naprawić, ale Beśka broni się przed wdrożeniem profesjonalnego programu zamówień publicznych. - Poprosiłem, by przedstawił mi plan współpracy z działem ekonomiczno-finansowym ale nie dostałem od pana Beśki odpowiedzi, więc zdecydowałem o zmianie regulaminu organizacyjnego szpitala, bo dla mnie jako kierującego szpitalem ta

sytuacja stawała się niebezpieczna


- wyjaśnia dyrektor. Zaznacza, że odbierając Beśce część obowiązków, nie zmienił mu stanowiska ani wynagrodzenia, więc nie rozumie, co go tak oburza.

- Zostałem odsunięty od nadzoru nad zamówieniami publicznymi podczas urlopu, co świadczy o braku odwagi cywilnej ze strony dyrektora, z którym współpracowałem 14 lat - tłumaczy Beśka. Zanim publicznie oskarżył dyrektora Patalasa o domniemane nadużycia, próbował zainteresować tym jego przełożonych: starostę inowrocławskiego i zarząd powiatu. - Postanowili zamieść sprawę pod dywan, skoro odpowiedzią na moje pismo z 24 listopada była zgoda na usunięcie mnie ze szpitala - ocenia Beśka.

„Działalność i decyzje dyr. Patalasa narażają szpital na straty: dochodzi do naruszeń Prawa zamówień publicznych i nadużywania stanowiska służbowego. Polityka dyrektora powoduje też sytuacje, w których narażane jest w sposób ewidentny zdrowie i życie pacjentów. Część tych działań i decyzji wg mnie wyczerpuje znamiona przestępstw, określonych w art.231 kk i art.271 kk, zagrożonych karą do 8 lat”- to fragment pisma radnego Beśki do zarządu powiatu inowrocławskiego, w którym prosi o spotkanie. Reakcji przełożonych nie ma, więc Beśka wysyła w kierunku Patalasa

kule armatnie.


Umieszcza je w „Interpelacji”, skierowanej do dyrektora inowrocławskiego szpitala, którą przekazuje przewodniczącemu rady powiatu Ryszardowi Jagodzińskiemu i kilku radnym. Zarzuca dyrektorowi Patalasowi wykorzystywanie służbowego auta do prywatnych celów, chodzi m.in. o dojazdy na posiedzenia komisji i sesje sejmiku wojewódzkiego.

„W ramach nadzoru nad działem transportu pozwoliłem sobie przeprowadzić wyrywkową kontrolę wykorzystania samochodu służbowego (…) i jestem pod ogromnym wrażeniem pana zdolności do teleportacji, bo jak nazwać sytuację z 7 września, gdy był pan w dwóch miejscach jednocześnie; na sesji sejmiku w Toruniu i samochodem służbowym z kierowcą w Krakowie?” - zapytuje w „Interpelacji”, która po odczytaniu na sesji rady powiatu w ubiegły piątek stała się informacją publiczną.

- To pomówienia,


bo pan Beśka, zarzucając mi rzekome przestępstwa, posługuje się kserokopiami karty wyjazdowej, a to są druki z lat 70., które podpisuje „korzystający lub jadący”, więc to, że jest tam moje nazwisko znaczy tylko tyle, że potwierdziłem wyjazd kierowcy, który nie po raz pierwszy wozi autem różne dokumenty - oświadcza Patalas. Przyznaje, że był 7 września na sesji sejmiku, więc zlecił kierowcy odebranie materiałów z Krakowa. - Chyba były to broszury, dotyczące standardów jakości leczenia - wyjaśnia.

- Na karcie drogowej, którą dołączyłem do interpelacji, jest tylko rubryka: „Nazwisko jadącego” i tam się dyrektor podpisał, a jeśli doda się do tego fakt, że kierowca jechał wtedy do Centrum Monitorowania Jakości, gdzie dyrektor Patalas też pracuje, ale nie z ramienia szpitala, tylko prywatnie, to wspomagania się służbowym autem nie można uznać za przejaw troski o finanse inowrocławskiej lecznicy - zauważa Beśka. Ma też kopię karty wyjazdowej z 17 kwietnia, która dowodzi, że służbowe auto zawiozło dyrektora do szpitala w Elblągu, a 3 dni później kierowca go stamtąd odebrał.

- Dziwnym trafem dyrektor Patalas brał wtedy udział w trzydniowej akredytacji szpitala w Elblągu, za którą Centrum Monitorowania Jakości płaci ponad 4 tys. zł - mówi Beśka. Dyrektor tłumaczy, że przy okazji obejrzał blok operacyjny w elbląskim szpitalu, co i tak miał uczynić, bo planuje podobny obiekt w inowrocławskiej lecznicy, więc wykorzystanie służbowego auta było zasadne. Kolejny zarzut, przedstawiony przez Beśkę na piątkowej sesji, brzmiał tak: - Dyrektor Patalas, jako kierownik ratownictwa medycznego i osoba zatwierdzająca grafik dyżurów, notorycznie wpisuje siebie jako osobę pełniącą... dwa dyżury jednocześnie, czyli w specjalistycznym zespole, transportującym pacjentów w ciężkim stanie do innych szpitali, i jako pełniącego w tym samym czasie dyżur pod telefonem na oddziale laryngologii.

Beśka podparł ten zarzut kserokopią grafiku z września br. i postawił tezę, że ustawianie podwójnych dyżurów stwarza zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów, ponieważ w nagłych przypadkach lekarz staje przed wyborem, któremu z nich pomóc.

- To ma być przestępstwo, że dyżur na oddziale ratunkowym łączę z dyżurem pod telefonem? - dziwi się dyrektor Patalas i zaznacza, że nie bierze za łączony dyżur podwójnego wynagrodzenia. - A zagrożenia dla pacjentów nie ma, bo zgodnie z umową z NFZ oddział laryngologii zabezpiecza nam chirurg - dodaje. Na odsunięcie Beśki od przetargów zdecydował się po obejrzeniu specyfikacji kilkumilionowego zamówienia na usługi utrzymania porządku, czystości i dezynfekcji w szpitalu. - W przeddzień swego urlopu Beśka zostawił mi do zatwierdzenia dokument, w którym przeczytałem, że szpital zamawia nowe myjki do basenów na sumę ok. 350 tys. zł. Spotkałem się z członkami komisji przetargowej i ustaliśmy, że to niegospodarność, bo używane w szpitalu 4-letnie myjki są sprawne, a ich serwis kosztował w ub.r. zaledwie 1800 zł, więc zakup nowych się nie kalkuluje - tak dyrektor wyjaśnia utratę zaufania do kierującego przetargami Beśki . - CBA i prokuratura bez trudu ustalą, że większość specyfikacji powstawała na biurku pana Beśki - sugeruje.

- To nieprawda! - zaprzecza Beśka i zapowiada walkę do upadłego. Zainteresował CBA zamówieniem na świadczenie usług administrowania systemem informatycznym szpitala. - Dostał je z wolnej ręki krewny dyrektora Patalasa z Gdańska. Świadczy te usługi za 4920 zł miesięcznie i tylko raz w tygodniu bywa w szpitalu - twierdzi Beśka.

- Ze spokojem czekam na wizytę CBA i prokuratury, bo działałem zgodnie z prawem i mam na to dowody - oświadcza Patalas.

W piątek radni przegłosowali zgodę na zwolnienie Beśki ze szpitala, ale ten zapowiada zaskarżenie uchwały. Do tematu wrócimy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 05-12-2015 20:43

    Oceniono 2 razy 2 0

    - tabar: Bardzo wnikliwy reportaż Pani Redaktor, jak zawsze. Dobrze, że jest jeszcze redaktor w Bydgoszczy, który nie boi się trudnych spraw!

    Odpowiedz