Koszmar rodzicielskich porwań. Gdzie w tym wszystkim jest dziecko? Znika...

Małgorzata Oberlan 4 grudnia 2015, aktualizowano: 04-12-2015 09:26

Sprawą 3-letniego Fabianka z Radomia żyje cała Polska. Jednak podobnych dramatów, polegających na wyrywaniu sobie dzieci przez najbliższe mu osoby , jest wiele więcej. Sprawy w sądach wloką się latami, o czym wiedzą także rodzice z naszego regionu.

Sprawą Fabiana żyje cała Polska. Ale podobne historie, po cichu, dzieją się prawie wszędzie. Także u nas...

Fot.: 123rf


Przyjmuje się, że porwanie rodzicielskie jest sytuacją, w której jeden z rodziców, wbrew woli i wiedzy drugiego, pod pretekstem krótkotrwałego pobytu, wywozi lub zatrzymuje dziecko, pozbawiając tym samym drugiego rodzica, mającego pełną władzę rodzicielską, możliwości utrzymywania kontaktu z dzieckiem. W Polsce porwanie rodzicielskie nie jest przestępstwem, a jedynie formą zaginięcia. Natomiast instrumenty prawa cywilnego okazują się mało skuteczne. Procedury są przewlekłe, a gdy wreszcie dojdzie do prawomocnego zakończenia sprawy przed sądem, próby odebrania dziecka przez kuratora nierzadko spalają na panewce.

Nowa miłość, nowe problemy


- Niestety, ale dziecko w tej całej walce rodziców i sądowniczej machinie najczęściej ginie. Nie na skutek uprowadzenia, ale w wyniku ambicji i wrogości walczących stron oraz postawy sądów - mówi Adam Tusch, toruński adwokat, specjalizujący się w sprawach rozwodowych i rodzinnych. Nie zliczy, ilu rodziców, pozbawionych należnych im kontaktów z dziećmi, przewinęło się przez jego kancelarię. Są jednak sprawy, o których nie da się zapomnieć. Choćby dlatego, że ciągną się latami i towarzyszy im niesamowicie ciężki ładunek emocjonalny. Tak jest w przypadku pana Tomasza, ojca 5-letniej dziś Malwinki. W tej historii, która nieprzerwanie od kilku lat nie schodzi z wokand sądowych, rodzicem kidnaperem można by nazwać matkę dziewczynki. Choć - dla jasności - ona nigdy z takim stawianiem sprawy nie zgodziłaby sięa i o to samo oskarżyłaby ojca.


pani Monika spod Bydgoszczy: Odchodziłam od zmysłów. Dzwoniłam na policję i słyszałam, że jeśli ojciec dziecka ma pełne prawa rodzicielskie, to nic nie mogą zrobić.


Kim jest ta para? On - zamożny biznesmen z Torunia. Ona - atrakcyjna kobieta z miejscowości X. Malwinka to dziecko z ich nieformalnego związku. - Gdy rodzice się rozstali, przez rok wręcz wzorowo naprzemiennie opiekowali się córką. Problemy zaczęły się, gdy matka poznała nowego partnera - relacjonuje Adam Tusch.

Policja, detektyw, jasnowidz


Kobieta, która zaczęła budować nowy związek, oświadczyła panu Tomaszowi, że wyprowadza się do Warszawy. Ojciec, przerażony wizją utraty kontaktu z dzieckiem, wystąpił do sądu z wnioskiem o wyznaczenie miejsca jego pobytu. Sędzia, standardowo, polecił kuratorowi sprawdzić warunki obu rodziców. A wtedy... Matka wywiozła Malwinkę do domu dziadków w X., w którym dziecko strzeżone było niczym w fortecy. Pan Tomasz pokonał mury tej twierdzy i po przepychance z babcią dziewczynki zabrał ją do Torunia. Zaraz po tym sam zgłosił to policji. Ta zadzwoniła do matki, która zgodziła na wypracowanie wspólnego planu opieki nad dzieckiem.

- Sprawy zdawały się wreszcie lepiej układać. Pan Tomasz zafundował matce i córce wakacje nad morzem. Zawiózł je tam, a sam wrócił do pracy. Kobieta zadzwoniła po swojego konkubenta, zabrali dziecko i po prostu rozpłynęli się w powietrzu. Ukrywali się przez 4 miesiące - ciągnie adwokat. - Mój klient w tym czasie odchodził od zmysłów. Szukając córki zjeździł pół Polski. Zaginięcie zgłosił policji. Wynajął detektywa Rutkowskiego. W akcie ostatecznej rozpaczy prosił o pomoc jasnowidza z Człuchowa... Były chwile, że płakał jak małe dziecko.

Oskarżony o stalking


Rodzina ze strony matki dziecka konsekwentnie odmawiała pomocy. Pan Tomasz prosił więc, by przynajmniej przekazali Malwince od niego paczkę. Odmówili. W końcu przesyłkę wysłał na adres pewnej warszawskiej kancelarii prawnej, której adres - jako kontaktowy - przekazała mu policja. Sądy w Toruniu i miejscowości X. regularnie zasypywane były wnioskami. Pan Tomasz złożył m.in. ten o ustalenie kontaktów dzieckiem oraz ściganie matki za psychiczne znęcanie się nad nim i córką. Dołączył stosowną opinię psychologa. W tym czasie kobieta wróciła z dzieckiem do miejscowości X. Pan Tomasz wystawał pod blokiem, by przynajmniej zobaczyć Malwinkę. Reakcją matki było oskarżenie go o stalking.

- Sąd Rejonowy w X. skazał ojca za stalking, ale już Sąd Okręgowy w Toruniu uniewinnił go. Wskazał też jasno, że gdyby nie opieszałość sądów rodzinnych, do takiej sytuacji by nie doszło - podkreśla adwokat Adam Tusch.

adwokat Adam Tusch: Ojciec zaginięcie zgłosił policji. Wynajął detektywa Rutkowskiego. W akcie ostatecznej rozpaczy prosił o pomoc jasnowidza z Człuchowa


Sytuację nieco unormowało wyczekiwane orzeczenie sądu rodzinnego w X., zabezpieczające kontakty ojca z córką. Czas rodziców podzielono prawie po połowie. Po jakimś czasie jednak okazało się, że matka i tę decyzję zażaliła do sądu okręgowego. Ten po raz drugi w historii uchylił postanowienie o kontaktach sądu z X. z przyczyn formalnych (brak badań z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego; co w świetle październikowego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego wydaje się już wątpliwym argumentem). Matce udało się jeszcze, na drodze sądowej, nieprawomocnie ograniczyć panu Tomaszowi władzę rodzicielską. Sprawy toczą się dalej i końca ich nie widać...

A Malwinka? Rośnie. - Jej interes tu zatracono - podsumowuje Adam Tusch. - To nic, że ojciec składał matce dziesiątki propozycji. Na przykład oferował wynajęcie jej w Toruniu mieszkania i załatwienia pracy (cel: łatwiejsza opieka naprzemienna). Kobieta odmówiła. Zaproponował więc, że kupi mieszkanie córce, w którym na przemian przebywać będą rodzice. Odmówiła. To klasyczne wyrywanie sobie dziecka. Mam wrażenie, że dorośli zapominają tu o podstawowej sprawie: to przede wszystkim dziecko ma prawo do opieki obojga rodziców, a nie - rodzice mają prawa do dziecka.

Nie ma czarno-białych sytuacji


Każdy rodzic, któremu przyszło wypracowywać z byłym już partnerem model opieki nad wspólnym dzieckiem, wie, że nie ma historii prostych. Wbrew pozorom, tworzonym najczęściej przez posługujące się skrótami media, czarno-biała nie jest też sprawa 3-letniego Fabianka z Radomia.

PRZECZYTAJ: Jak ukarać byłego partnera? Znikając z córką lub synem

Przypomnijmy, że początkowo relacjonowana była ona tylko jako porwanie chłopca. A to głównie za sprawą skorzystania przez matkę z programu Child Alert (jest to międzynarodowa platforma, stworzona dla wsparcia poszukiwań porwanych dzieci). Użycie Child Alertu przez radomiankę było drugim przypadkiem w polskiej historii. Stąd pewnie i błyskawiczne medialne nagłośnienie tematu.

Śledzący historię Fabiana wiedzą, że dzień po dniu do opinii publicznej przebijały się nowe informacje. O tym, że ojciec Sebastain Nadolski przyznał się do zabrania syna. O tym, że dysponuje nagraniami (część pojawiła się w sieci), mającymi świadczyć, że matka biła trzylatka. O tym, że walka w sądzie między rodzicami Fabiana trwa od kilku lat, akta liczą sobie już 11 tomów, a wśród wielu dopuszczonych dowodów znalazły się m.in. nagrania wideo, opinie pedagogów, psychologów, lekarzy psychiatrów.

Przeciętnemu Kowalskiemu trudno już się połapać, kto tak naprawdę krzywdzi Fabiana: ojciec porywacz, matka, sędziowie, kuratorzy czy wszyscy razem? Bo akurat to, że dziecko krzywdy doznaje, pozostaje bezsporne.

Z matczynej perspektywy


Pani Monika, obecnie mieszkająca pod Bydgoszczą, nigdy nie zapomni wakacji sprzed pięciu lat. Z ojcem Szymona nie była wówczas jeszcze rozwiedziona, ale już mieszkali osobno. Ona w Polsce, on w Holandii.

- Na syna łożył nieregularnie. Bywały okresy, że przez kilka miesięcy nie przysłał ani grosza. Nie widział go rok, ale nagle w lipcu zapowiedział, że za tydzień przyjeżdża i zabiera syna na wakacje - wspomina. - My tymczasem mieliśmy już inne plany, opłacony domek na Mazurach. Poza tym, przyznam szczerze, po prostu bałam się 5-letniego wtedy syna „wydać” ojcu. Złożyło się na to wiele powodów, które zresztą przyczyniły się do naszego rozstania.

Ojciec Szymka wykazał się jednak sprytem. Przez pierwsze trzy dni pobytu w Polsce zachowywał się wzorowo, współpracując z matką. Czwartego dnia jednak nie wrócił ze spaceru z dzieckiem. Pani Monice przysłał SMS: „Wyjeżdżamy” i wyłączył telefon.

- Do dziś ciężko mi wracać do tamtych dni. Odchodziłam od zmysłów. Kilkakrotnie dzwoniłam na policję. Słyszałam, że jeśli ojciec dziecka ma pełne prawa rodzicielskie, to nic nie mogą zrobić. Zlitowała się nade mną teściowa; przekazała mi tylko, że Szymek jest w Polsce i mam cierpliwie czekać - relacjonuje pani Monika. - Po trzech tygodniach, wieczorem, otworzyłam drzwi wejściowe po dzwonku. Stał w nich Szymek, zostawiony przez ojca, który „musiał już biec na pociąg”. Do dziś nie wiem, gdzie był z naszym synem tamtego lata.

Tysiące problemów co roku


Liczba rozwodów w Polsce systematycznie rośnie - co roku rozstaje się 70 tysięcy par. Większość z nich staje przed wyzwaniem: opieka nad dzieckiem.

Systematycznie rośnie też liczba porwań rodzicielskich. Fundacja „Itaka” w zeszłym roku udzieliła ponad 350 porad w takich sprawach, podczas gdy jeszcze przed czterema laty trafiło do niej kilkanaście takich spraw. Policja najczęściej traktuje takie sytuacje jako zaginięcie, ponieważ w myśl prawa rodzic, cieszący się pełnią praw rodzicielskich, nie może popełnić przestępstwa porwania własnego dziecka. Sprawy mają się inaczej, gdy rodzic ową władzę ma ograniczoną. Można wówczas mówić o czynie z art. 211 Kk, ale i tak korzysta się z niego w Polsce rzadko.

PS. Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione.

Porwanie rodzicielskie


Fundacja „Itaka” wyjaśnia

Porwanie rodzicielskie jest sytuacją, w której jedno z rodziców lub opiekunów bez woli i wiedzy drugiego z nich wywozi lub zatrzymuje dziecko na stałe, pozbawiając tym samym drugiego rodzica lub opiekuna możliwości utrzymywania kontaktu z dzieckiem.

Dlaczego nie jest to dobre rozwiązanie? Izolowanie dziecka od drugiego rodzica wyrządza mu ogromną krzywdę. Rodzice porywający własne dziecko bardzo często uciekają się do działań, które będą miały ogromny wpływ na ich późniejsze życie. Nierzadko zdarza się, że dziecko zmuszane jest do posługiwania się nieprawdziwym imieniem i nazwiskiem, słyszy, że drugi rodzic go nie kocha, że nie chce utrzymywać z nim kontaktu, że nie żyje. Dzieci nie chodzą do przedszkoli i szkół, nie mogą spotykać się z dziadkami, dalszą rodziną i innymi dziećmi. Zdarza się, że w wyniku porwania rodzicielskiego dochodzi do rozdzielenia rodzeństwa. Częste są też przypadki ukrywania dziecka w nieodpowiednich warunkach, takich jak opuszczony dom, piwnica.

Aspekt prawny


To nie jest stricte porwanie

Policja nie traktuje tego typu spraw jako porwania, lecz jako zaginięcie, ponieważ w myśl prawa rodzic cieszący się pełnią praw rodzicielskich nie może popełnić przestępstwa porwania własnego dziecka.

- To się zmienia, jeśli rodzic ma choćby częściowo ograniczone prawa rodzicielskie. W takiej sytuacji prędzej można mówić o popełnieniu przestępstwa z art. 211 Kodeksu karnego, ale nawet wówczas w większości przypadków traktuje się to jako sytuację o znikomej szkodliwości społecznej i nie korzysta się z tego przepisu - tłumaczył Grzegorz Kostka, szef zespołu prawnego fundacji „Itaka”, na łamach „Dziennika Gazeta Prawna”. - Poza tym zdaniem części sędziów, takie postępowanie prokuratury stanowi przyzwolenie do porwań rodzicielskich. Tym bardziej w przypadku osób z nieograniczoną władzą rodzicielską policja prowadzi poszukiwanie dziecka nie w celu jego odzyskania z rąk rodzica, lecz w celu ustalenia miejsca jego przybywania i upewnienia się, że nie zagraża mu niebezpieczeństwo. To rodzi ogromną frustrację u rodziców, którym dziecko odebrano - dodaje prawnik „Itaki”. Zwłaszcza że nawet gdy już policja ustali miejsce pobytu dziecka, to rodzic, który je zabrał, może zastrzec, że nie godzi się na podawanie miejsca jego pobytu drugiej stronie.

Warto wiedzieć


Co robić po porwaniu?

Najpierw należy spróbować skontaktować się z rodzicem, a jeżeli się to nie uda - z dalszymi członkami rodziny lub znajomymi, którzy mogliby coś wiedzieć.

Jeżeli porwanie rodzicielskie cechują okoliczności zaginięcia, tzn. drugi rodzic nagle i bez powiadomienia wywozi dziecko w nieznane miejsce, należy niezwłocznie zgłosić to na najbliższym posterunku policji. Przyjęcie zgłoszenia przez policję nie jest uzależnione od upływu określonego czasu. Do dyspozycji rodziców, którzy chcą zgłosić zaginięcie dziecka, uzyskać poradę prawną lub wsparcie psychologiczne pozostaje bezpłatny numer 116 000 - 24 godziny na dobę. Tu też uzyskają więcej informacji.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-12-2015 22:30

    Brak ocen 0 0

    - Tata 2chlopcow: takich przypakow tylko z naszego wojewodztwa jest mnostwo...

    Odpowiedz

  2. 13-12-2015 21:51

    Oceniono 7 razy 4 3

    - nazir: Niestetydziecko w tym kraju jest wlasnoscia matki. Sady to jedna bajka, ale jest cala armia psychologow tworzaca lewe opinie i piszaca na zamowienie to co chce matka. W ten sposob uwiarygadnia sie oskarzenia o pedofilie. Co gorsza biora w tym udzial placowki wychowawcze jak np. w Krakowie ktore przygotowuja wraz z matka i psychologami oskarzenia. Przy takim postrzeganiu dziecka przez pedagogow i psychologow nie dziwi nic ze ojcom zostaje ostatecznosc czyli porwanie w przyplywie desperacji. To jak w sprawie Fabianka zachowaly sie organy scigania tylko to potwierdza. To kraj feminazistowski gdzie ojciec w starciu z matka w walce o prawa dziecka do obojga rodzicow jest podczlowiekiem

    Odpowiedz

  3. 05-12-2015 11:09

    Oceniono 2 razy 1 1

    - Maria: Myślę, że nie byłoby porwań, gdyby się rodzice dogadali dla dobra dziecka. A najczęściej to jest tak: zrobię na złość żonie , mężowi i nie pozwolę widywać się z dzieckiem. Prawdopodobnie Ci ludzie - małżeństwa nie dorośli do roli rodziców. A dzieci cierpią i żal mi dzieci.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz