By kot mógł umrzeć w godnych warunkach

Maciej Koprowicz 28 listopada 2015

„Musiałam się zdecydować - albo pracuję na etacie i w domu pozostawiam możliwą do „obsłużenia” liczbę kotów, albo poświęcam cały swój czas zwierzakom. Wybrałam to drugie i nie żałuję - mówi AGNIESZKA SZUBERT, prezes Fundacji Hospicjum dla Kotów Bezdomnych.

Agnieszka Szubert: - Nie jesteśmy schroniskiem, które szuka domów gotowych zaadoptować zwierzaka - to my dajemy tym kotom dom

Fot.: Grzegorz Olkowski



Czym różni się kocie hospicjum w Toruniu od innych placówek pomagających zwierzętom?
Idea hospicjum polega na tym, że zapewnia całodobową opiekę nad przewlekle chorymi zwierzętami. To bezdomne koty powypadkowe, stare, z wadami genetycznymi albo będące nosicielami ciężkich chorób. Trafiają do mnie, by spędzić w godnych warunkach swoje ostatnie chwile. Nie jesteśmy schroniskiem, które szuka domów gotowych zaadoptować zwierzaka - to my dajemy tym kotom dom.

Dom w sensie dosłownym, bo mieszka Pani z kilkudziesięcioma kotami. ..
Mam w domu około 40 kotów. Osoby, dla których zwierzę to dodatek, nie potrafią tego pojąć. I nie wytłumaczę im tego - to jak rozmowa ze ślepym o kolorach. Z każdym z kotów mam jakąś relację.

Zawsze była Pani tak zżyta z tymi czworonogami?
Na początku wcale tak nie było. Koty wydawały mi się obce. Właściwie nie powinnam ich mieć, bo jestem alergikiem. Ale kiedyś znalazłam się w sytuacji, że spotkałam kotkę, której poza mną nikt nie mógł pomóc. Kot w naprawdę kiepskim stanie, a schronisko wypełnione po sufit. I trzeba wybrać - albo „selekcja naturalna”, albo wizyta u weterynarza i kombinacje, co dalej. A potem zaczęłam dostrzegać inne koty, które potrzebowały pomocy. I tak to się kula od 2001 roku. Początkowo działałam we współpracy z fundacjami, ale w pewnym momencie, siedem lat temu, musiałam się zdecydować na uruchomienie hospicjum.

Można powiedzieć, że postawiła Pani wszystko na kocią kartę...
Kotów przybywało i musiałam się zdecydować - albo funkcjonuję normalnie, pracuję na etacie i w domu pozostawiam możliwą do „obsłużenia” liczbę kotów, albo poświęcam cały swój czas zwierzakom, które tego potrzebują. Wybrałam to drugie i nie żałuję. Jestem z kotami non stop. Nie mogę sobie wyjść na kilka godzin, bo trzeba im dać jeść, podać lekarstwa, sprzątnąć, zawieźć do weterynarza. Zajmuję się też działalnością fundacji.

Jak reaguje Pani, gdy ktoś zadaje pytanie: „Po co ratować koty, których dni i tak są policzone?”.
W ogóle nie chce mi się z takimi osobami dyskutować. Zwierzaki, które ich zdaniem się męczą i są nie do uratowania, dzięki medycynie mogą niekiedy otrzymać szansę na znaczne przedłużenie swojego życia. Jeśli kot jest w stanie jeść, przyswajać i wydalać bez bólu, to znaczy, że może godnie żyć i trzeba mu to umożliwić. Nawet jeśli został mu tylko miesiąc.

W swojej pracy często musi się Pani zmierzyć ze śmiercią podopiecznego. Trzeba być silną osobą, by prowadzić takie hospicjum?
Nie lubię robić z siebie jakiejś heroiny, która sobie dzielnie radzi. Mam doświadczenia związane z odchodzeniem bliskich osób i inaczej podchodzę do tematu śmierci. Najważniejsze dla mnie jest, by każdy mógł umierać w godnych warunkach - a bezdomne koty nie zawsze mają taką możliwość. Nie znaczy to jednak, że nie wzrusza mnie, gdy umiera któryś z kotów. Przeciwnie, chcę się rozryczeć na cały głos. Ale wiem, że nie mogę sobie na to pozwolić, bo tego kota już nie ma, ale jest kilkadziesiąt innych, żywych, które potrzebują pomocy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-12-2015 17:00

    Oceniono 4 razy 4 0

    - Ewa: Brawo Pani Agnieszko ! Ma Pani wielkie serce dla naszych braci mniejszych. Doceniam to, podziwiam i życzę wszystkiego dobrego. Koty są wspaniałymi towarzyszami wspólnego życia i zasługują na opiekę w chorobie.

    Odpowiedz