Jak posłankę widzą, tak posłankę piszą

Lucyna Budniewska 28 listopada 2015

Podczas sejmowego szkolenia dla wybranych po raz pierwszy posłanek i posłów mówi się też o odpowiednim ubiorze. W przypadku pań wskazane są eleganckie garsonki w stonowanych kolorach. Nie wszystkim odpowiada jednak taki uniform.

Poprzednia premier Ewa Kopacz z Platformy Obywatelskiej i obecna, Beata Szydło z Prawa i Sprawiedliwości ubierają się ostatnio w podobnym stylu. Złośliwi twierdzą, że obie panie wyglądają w swoich granatowych uniformach jak konduktorki PKP

Fot.: Grzegorz Jakubowski/ Polska Press


Czy luźna bluzka w kwiaty ze średniej głębokości dekoltem godzi w powagę Sejmu RP? Z brawurowego wystąpienia posłanki Nowoczesnej, Joanny Scheuring-Wielgus, po expose premier Beaty Szydło, część obserwatorów zapamiętała nie ostrą krytykę polityki kulturalnej nowego gabinetu, ale właśnie strój pani poseł. Sprawę bluzki komentowały media. Joanna Scheuring-Wielgus nie zamierza się jednak tłumaczyć ani zmieniać stylu.

Co się nosi, co się mówi


- Jestem człowiekiem kultury, karygodne byłoby właśnie to, gdybym teraz się zmieniła. Oszustwem wobec wyborców byłoby, gdybym zaczęła nosić garsonki, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Poza tym, nie byłam przecież w stroju kąpielowym, nikt nie zauważył, że oprócz bluzki w kwiaty miałam na sobie eleganckie spodnie i szpilki. To prawicowe media zrobiły z tego temat - podkreśla Joanna Scheuring-Wielgus. Jej zdaniem, to niektórym posłom przydałaby się pomoc stylisty, bo noszą źle dopasowane garnitury, ale kobiety ciągle ocenia się bardziej krytycznie. - Nie zamierzam się zmieniać ani publicznie dyskutować o swoim stylu. Ważniejsze jest poza tym to, co się mówi, a nie co się nosi, najlepszym przykładem był Jacek Kuroń - kwituje posłanka Nowoczesnej.


Joanna Scheuring-Wielgus: Nie byłam przecież w stroju kąpielowym. Oprócz bluzki w kwiaty miałam eleganckie spodnie i szpilki.


- Szkoda, że pani Joanna Scheuring-Wielgus nie skorzystała ze szkolenia organizowanego w Sejmie dla nowych posłów, podczas którego mówi się także o stosownym ubiorze na różne okoliczności - komentuje Anna Sobecka, znana parlamentarzystka Prawa i Sprawiedliwości. - Ja nie mam wątpliwości, że jej strój kłócił się z powagą Sejmu. Kiedy zostałam wybrana po raz pierwszy i brałam udział w takim szkoleniu, powiedziano nam, jaki ubiór jest stosowny podczas obrad i na różnych uroczystościach, zgodnie z protokołem dyplomatycznym. Gdyby były jakieś problemy, są też przecież w księgarni sejmowej publikacje na ten temat.

Jak więc powinna prezentować się posłanka? Ciemny kostium, najbardziej popularne są granatowe, ciemnoniebieskie i czarne, biała lub pastelowa bluzka, ewentualnie elegancka sukienka w stonowanym kolorze. Preferowane są spódnice, oczywiście o stosownej długości, ale dopuszczalne są też komplety ze spodniami. Latem kostium może być w jaśniejszych barwach, ale buty zawsze z pełnym przodem. Co do wysokości obcasów, panuje dowolność. No i wskazane są, nawet latem, cienkie rajstopy, chociaż niektóre młodsze posłanki przychodzą na obrady z gołymi nogami.

- Ja osobiście preferuję zestawy żakiet plus spódnica. Kiedyś chodziłam na wyższych obcasach, teraz najważniejsza jest wygoda - podkreśla Anna Sobecka. Według posłanki, w tej kadencji do najbardziej eleganckich pań w jej klubie, oprócz premier Beaty Szydło, należą minister Elżbieta Witek, rzeczniczka prasowa rządu i poseł Jolanta Szczypińska.

Moda z prawa i lewa


Zdaniem Anny Sobeckiej, politycy prawicy wykazują się większą troską o właściwy wizerunek. - Lewica i liberałowie domagają się wolności w każdej sferze, łącznie z ubiorem, trochę w myśl zasady „róbta co chceta”. Pamiętam z poprzednich kadencji, że posłanka Sojuszu Lewicy Demokratycznej Joanna Senyszyn nosiła bardzo obcisłe stroje, przypominające dresy. Nikt z klubu chyba nie zwrócił jej uwagi, chociaż sam Leszek Miller ubierał się zawsze elegancko. Chodzi tu także o szacunek dla wyborców, którzy, przynajmniej w moim przypadku, życzą sobie, aby reprezentowała ich osoba ubrana stosownie do okoliczności.

Nasza rozmówczyni podkreśla, że nie wymaga to astronomicznych kwot. Nawet za 400-500 złotych można już kupić garsonkę z dodatkami, oczywiście nie od znanych projektantów, z najwyższej półki, ale dobrze uszytą i z porządnego materiału.

Dżinsy niewskazane


Wicemarszałek Sejmu minionej kadencji, Jerzy Wenderlich z SLD, nie do końca zgadza się ze spostrzeżeniami poseł Anny Sobeckiej. - Swego czasu Aleksander Kwaśniewski bardzo dbał o to, żeby posłanki i posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej dobrze się prezentowali. Pamiętam jak kiedyś w mojej obecności zwrócił uwagę jednemu z kolegów, że na salę sejmową nie powinien wchodzić w dżinsach. Co do Joanny Senyszyn, to nie mam tyle odwagi, żeby się o niej wypowiadać - śmieje się Jerzy Wenderlich. Jak mówi, wprowadzenie regulaminu dotyczącego ubioru w Sejmie byłoby przesadą, chociaż nie wszystkich można określić jako osoby dobrze ubrane. - Wiele pań posłanek zaopatruje się w kreacje w sejmowym sklepiku, ale ma to z modą tyle wspólnego, co golonka z dietą.

Faktem jest, że w każdej partii można znaleźć osoby ubrane szczególnie elegancko oraz ich przeciwieństwa. Do najlepiej ubranych przedstawicielek Platformy Obywatelskiej należą z pewnością obecna wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska oraz poseł Joanna Mucha. W naszym regionie wyróżnia się wojewoda Ewa Mes z Polskiego Stronnictwa Ludowego, która podczas publicznych wystąpień zawsze wygląda nienagannie i potrafi nadać klasycznym ubiorom indywidualny charakter.

Trudno jednak nie przyznać racji Joannie Scheuring-Wielgus, że najważniejsze jest to, co ma się do powiedzenia. Niestety, w dzisiejszych czasach czasem to opakowanie przesądza o życiowym sukcesie lub porażce.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.