Obojętność na nieszczęścia innych narodów wycisza nasze sumienia

Dorota Witt 28 listopada 2015

O tym, że „uchodźca” nie znaczy „terrorysta” i o tym, że kryzys imigracyjny nie rozwiąże się sam, mówi prof. DANIELA SZYMAŃSKA, kierowniczka Katedry Studiów Miejskich i Rozwoju Regionalnego na Wydziale Nauk o Ziemi UMK w Toruniu.

W ciągu ostatnich trzech lat z Syrii i Iraku uciekło 8 milionów osób. Na zdjęciu: uchodźcy w Berlinie.

Fot.: Mariusz Kapala/ Gazeta Lubuska



Poniekąd Europejczycy i uchodźcy mają dziś wspólnego wroga - aktów terroru w Syrii i we Francji dopuszczają się ugrupowania islamistów z tzw. państwa islamskiego, ale mimo to Europa raczej zamyka się przed uchodźcami, niż daje faktyczną pomoc. Słusznie?
Niestety, nie tylko Europejczycy i uchodźcy mają wspólnego wroga - to cały świat ma za wroga terroryzm, zwłaszcza ekstremistyczne ugrupowanie - państwo islamskie. Ekstremiści już od ponad dekady terroryzują ludność na całym świecie. Wystarczy wspomnieć o zamachach na World Trade Center z 11 września 2001 roku, w których zginęły 2602 osoby, a 26 zaginęło. Ten dzień na zawsze zmienił świat. Teraz brutalnych zamachów terrorystycznych doświadcza Europa. Europa, która zatraciła czujność (chociaż pamiętamy zamach w Madrycie), nie wyciągnęła wniosków z przeszłości, zlekceważyła i „przespała” wiele spraw. Niestabilność na Bliskim Wschodzie obserwujemy już prawie 10 lat, ale Unia Europejska nie reagowała skutecznie, zostawiła bez rozwiązania wiele ognisk zapalnych na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. W Syrii od marca 2011 roku trwa wojna domowa, która przerodziła się ludobójstwo i do tego doszedł jeszcze terroryzm ekstremistów tzw. państwa islamskiego.

Do Europy Zachodniej lgnie masa uchodźców. Można było się tego spodziewać, przygotować społeczeństwo do tego, że możemy mieć za sąsiada imigranta z Syrii?
Przywódcy europejscy do niedawna liczyli, że problem rozwiąże się sam. Tymczasem kryzys nie tylko nie rozwiązał się sam, ale pogłębił się i dlatego teraz mamy masową falę uchodźców oraz imigrantów. W Europie nadal w sprawie uchodźców istnieje pewien paraliż decyzyjny, nie ma wypracowanego jednoznacznego stanowiska. Europa została zaskoczona, a akty terroru dokonują się już na jej obszarze. A więc mamy teraz do rozwiązywania problem uchodźców i problem terroryzmu. I niedobrze, gdy te dwa problemy próbujemy z sobą łączyć (do ataków terrorystycznych dochodzi także w krajach, w których nie ma kwestii uchodźców, np. atak w autobusie w Tunisie). Unia Europejska powinna mocno przewartościować politykę imigracyjną, zapobiegać falom imigracji zarobkowej, pomagać uchodźcom syryjskim w Libanie, Jordanii, zwiększać pomoc dla krajów, które przyjęły uchodźców, bo one same znalazły się w kryzysie, pomagać także Grecji, Włochom, Turcji w rozładowaniu tego problemu. Ale najlepiej, by pomagać uchodźcom na miejscu, na Bliskim Wschodzie, bo stamtąd mogą i będą wracać do Syrii. Po ostatnich aktach terroru w Paryżu, Synaju nie dziwmy się, że kraje Unii Europejskiej rewidują swoją politykę w odniesieniu do uchodźców: zmniejszają pomoc socjalną, wprowadzają zakazy łączenia rodzin, deportują imigrantów, którzy nie mają statusu uchodźcy. Nie możemy jednak być obojętni wobec kwestii uchodźców, bo w swoich ojczyznach mogą stracić życie. Przecież ci Syryjczycy, Irakijczycy chcieliby mieszkać w swoich krajach. Tymczasem imigranci stracili nadzieję na rychły powrót do swoich krajów, dlatego uciekają, jedni bliżej, inni dalej, w poszukiwaniu bezpieczniejszego świata.

Polacy, którzy wykrzykują rasistowskie hasła i ci, którzy pod znakiem drogowym przy wjeździe do Torunia ustawili tablicę z przekreślonym symbolem miasta islamskiego, bezpośrednio łączą uchodźców z aktami terroru. Czy rzeczywiście coś nam grozi po przyjęciu wszystkich tych, którym udało się przepłynąć Morze Śródziemne?
Musimy być solidarni z uchodźcami, ale musimy też wprowadzać mechanizmy kontroli, by móc rozróżnić, kto jest uchodźcą, a kto imigrantem lub potencjalnym terrorystą. Te mechanizmy kontroli zawiodły we Francji. Terroryści często rekrutują się spośród ludności zamieszkałej w krajach europejskich, nie płyną przez Morze Śródziemne, narażając się na dekonspirację. Także koszty opieki socjalnej nad uchodźcami nie zrujnują europejskiej gospodarki: rozłożą się na duże, zamożne państwa Unii. Uchodźcy kierują się najczęściej do Niemiec, Holandii, Austrii i do państw skandynawskich. Unia Europejska jest jedną z największych gospodarek na świecie i przyjęcie nawet miliona uchodźców nie powinno stanowić większego problemu. Historia pokazuje, że ludzie potrafili i potrafią żyć razem z innymi narodami na jednym terenie, ale musimy uczyć się tego wspólnego życia.

Dziś na sile zyskują argumenty narodowców. Strach robi z Polaków rasistów...
Jeśli będzie taka potrzeba, powinniśmy przyjąć uchodźców, tak jak nas przyjmowano w innych krajach, kiedy tego potrzebowaliśmy. Fala uchodźców nas nie zalewa, ale powinniśmy być otwarci na przyjęcie Polaków i uchodźców z Ukrainy jak i Syrii. Nie zbiedniejemy od tego, bo Unia Europejska daje fundusze na utrzymanie uchodźców. Trzeba jednak wypracować politykę imigracyjną, by przybysze stawali się w jak najszybszym czasie samodzielni ekonomicznie. Nie możemy być obojętni wobec nieszczęścia innych narodów, bo obojętność wycisza nasze sumienia. Idzie zima, obozy w Turcji czy Libanie są przepełnione, ludzie żyją w namiotach. Przecież Polska jako jedna z pierwszych podpisała konwencję genewską. A dziś są, niestety, Polacy, którzy myślą o uchodźcach jak o terrorystach.

Pracowała Pani w wielokulturowej grupie naukowców. Czy w takich zespołach ma znaczenie narodowość współpracowników?
Nie zwracałam wtedy uwagi na narodowość czy religię moich kolegów, traktowałam to jako rozszerzanie mojej wiedzy o różnorodności i wieloetniczności mieszkańców naszej planety. W różnorodności tkwi siła nauki, siła badań naukowych, dlatego tak liczne spektakularne osiągnięcia są dokonywane przez międzynarodowe zespoły badawcze. Prawdziwa nauka nie powinna mieć odcienia politycznego.


Teczka osobowa: Prof. Daniela Szymańska


Jest kierowniczką Katedry Studiów Miejskich i Rozwoju Regionalnego na Wydziale Nauk o Ziemi UMK oraz członkinią Prezydium Komitetu Nauk Demograficznych PAN, Komitetu Prognoz „Polska 2000 plus” PAN oraz Komitetu Nauk Geograficznych PAN.

Prof. Szymańska specjalizuje się w badaniach procesów i struktur osadnictwa miejskiego w Polsce oraz na świecie, a także zagadnień ludnościowych i zrównoważonego rozwoju miast i regionów. Jest autorką wielu książek i artykułów naukowych oraz ekspertyz społeczno-gospodarczych i członkinią rad naukowych czasopism krajowych i zagranicznych. Redaktorka „Bulletin of Geography. Socio-economic Series” oraz organizatorka cyklicznych międzynarodowych konferencji Man-City-Nature.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.