Żona i Kryształowa Kula w Pucharze Świata - jego największe trofea

Rozmawiał: Janusz Bąkowski 27 listopada 2015, aktualizowano: 27-11-2015 13:56

„Uwielbiam to, co robię - być w powietrzu, czuć bezgraniczną wolność; i że w tym momencie zależy to tylko ode mnie” - mówi Kamil Stoch, dwukrotny mistrz olimpijski, zdobywca Pucharu Świata, były mistrz świata w skokach narciarskich.

Kamil Stoch: - W ostatnich sześciu tygodniach oddałem kilkadziesiąt bardzo dobrych skoków; dały mi poczucie stabilizacji i pewności siebie.

Fot.: Ewa Bilan-Stoch



Ma Pan lub miał w przeszłości jakiegoś idola sportowego?
Idola jako takiego jednego nigdy nie miałem. Jednak zawsze imponowali mi Ci najlepsi. W dzieciństwie oglądałem wyścigi motocyklowe, w których dominował Valentino Rossi. Oczywiście lubiłem też skoczków narciarskich takich, jak Matti Nykänen, Janne Ahonen, Kazuyoshi Funaki czy później Adam Małysz. Staram się czerpać dla siebie coś przydatnego od tych właśnie najlepszych.

Gdy siedzi Pan tam u góry na belce startowej, a przed Panem kilkadziesiąt metrów przepaści, to pojawia się mimo woli strach, czy też rutyna go niweluje?
Strachu jako takiego nie odczuwam, gdyż ważna jest wiara w swoje umiejętności. Zawodnik, który uprawia ten sport już kila lat, wie, jak to zrobić. Jednak respekt, zwyczajną odrobinę niepewności odczuwam, co się głównie wiąże ze zmiennymi warunkami atmosferycznymi. Na nie nie ma się, niestety, nigdy wpływu.

Mimo jeszcze młodego wieku ma Pan już sporo bardzo znaczących sukcesów sportowych na swoim koncie. Który z nich ceni sobie Pan najbardziej?
Nie selekcjonuję w zasadzie tych sukcesów, bo każdy jest dla mnie bardzo ważny. Jest ukoronowaniem lat ciężkiej pracy, wyrzeczeń i poświęceń, także moich najbliższych. Ale chyba cenię najbardziej zdobycie Kryształowej Kuli w Pucharze Świata. Aby tutaj móc zwyciężyć, trzeba umieć utrzymywać wysoką formę przez prawie 4 miesiące sezonu zimowego, to niełatwe.


Kamil Stoch: Udział w wyborach to obowiązek każdego obywatela. O polityce jako takiej się nie wypowiadam. Uważam, że sport powinien się od niej trzymać z daleka.



Co stanowi z kolei Pana największy sukces życiowy?
Moje małżeństwo. Zdecydowanie. Uważam, że moja żona to największe trofeum, jakie w życiu zdobyłem. Chociaż chodziliśmy kiedyś do tej samej szkoły i mieszkaliśmy niedaleko od siebie, to tak naprawdę poznaliśmy się w Słowenii podczas skoków narciarskich. Widocznie los tak chciał!

Pańska małżonka jest z zawodu fotografem. Czy Pan również sięga po aparat fotograficzny?
Nie, prawie w ogóle. Staram się stawać po drugiej stronie obiektywu. Jako laik uważam, że żona robi świetne zdjęcia, z czego jestem dumny. Miała swoją wystawę w Instytucie Polskim w Wiedniu.

Oddał Pan wiele wspaniałych skoków. Który z nich zapamiętał Pan szczególnie?
Wierzę, że te najlepsze są jeszcze przede mną. Takich, które mi utkwiły w pamięci, jest sporo. Jednym z nich jest ten oddany na mamuciej skoczni w słoweńskiej Planicy pod koniec ostatniego sezonu. Odległością 238 m pobiłem wtedy rekord Polski. Przyniósł mi ten skok wiele satysfakcji i radości. Utwierdził mnie w przekonaniu, że uwielbiam to, co robię - być w powietrzu, czuć bezgraniczną wolność; i że to w tym momencie zależy tylko ode mnie.

Był Pan podczas swojej kariery szkolony przez różnych trenerów. Byli to między innymi Heniz Kuttin, Hannu Lepistö, Łukasz Kruczek. Którego z nich metody treningowe uważa Pan za najskuteczniejsze?
Począwszy od mojego pierwszego trenera, nieżyjącego już Mieczysława Marduły, poprzez tu wymienionych, a skończywszy na Łukaszu Kruczku, każdy miał swój wkład w moje sukcesy. Bardzo cenię współpracę z Łukaszem Kruczkiem; daje mi poczucie stabilizacji, zrozumienia i bardzo pozytywne nastawienie do pracy.

Co chciałby Pan jeszcze u siebie udoskonalić jako skoczek narciarski?
Cieszę się z tego pytania, bo rzadko pada. Czuje, że mogę coś jeszcze zmienić w swoim stylu, że mogę się nadal rozwijać. Są to w zasadzie detale, które trudno opisać. Nadal pracuję nad sobą, nad tym, aby skakać ładniej, dalej.

Swoje lubiane lub nielubiane tory mają żużlowcy. Podobnie jest ze skoczniami u skoczków narciarskich. Od czego zależy to upodobanie?
Ja najbardziej lubię duże obiekty. Uwielbiam latanie, obcowanie z samym sobą w powietrzu. Wyzwala to u mnie zdecydowanie więcej adrenaliny.

Trener Łukasz Kruczek mówi o Panu „pracowity, konsekwentny, ma świetne warunki fizyczne”. Proszę na chwilę odłożyć skromność na bok i powiedzieć, które swoje cechy ceni Pan najwyżej?
Skoro mam być nieskromny, to powtórzę za swoim trenerem: pracowitość i konsekwencję.

Mówi się o Panu: gdy forma latem była niespecjalna, to oznacza, że zimą będzie o wiele lepsza. Zgadza się Pan z tą opinią?
Nie jest to regułą. Zależy to od przygotowania mentalnego i fizycznego. Skoki narciarskie są nieprzewidywalne.

Pozycja najazdowa, odpowiedni kierunek skoku. To podobno najbardziej Panu nie wychodziło podczas letnich konkursów. Czy zdołał Pan już te błędy naprawić?
Myślę, że to, co miałem zrobić podczas przygotowań, wykonałem jak najlepiej. Najważniejsze, że czuję się fizycznie bardzo dobrze, czuję się zdrowy. W ostatnich 6 tygodniach oddałem kilkadziesiąt bardzo dobrych skoków; dały mi poczucie stabilizacji i pewności siebie.

Podobno przejął Pan od naszego mistrza olimpijskiego w gimnastyce Leszka Blanika zasadę, że olimpiadę czy mistrzostwa świata należy po prostu traktować tak, jak każde inne zawody pucharu świata. Czy to podejście pomaga?
To faktycznie pogląd Leszka Blanika. Ale wynika on również z mojego doświadczenia i ze współpracy z psychologami. Chodzi o to, aby nie próbować robić czegoś więcej, niż potrafimy w danym momencie. Pozytywna energia, którą czerpiemy podczas zawodów, powinna nam dodać sił do uzyskania lepszych wyników niż podczas treningu.

Bywa nieraz, że o wyniku konkursu decyduje nie sam zawodnik, lecz przypadek, np. silny wiatr. Czy takie okoliczności bardzo Pana denerwują?
Skoro nie mamy na coś wpływu, to nie warto się tym przejmować. Trzeba mieć zaufanie do sędziów, którzy dają zielone światło, oni mają na bieżąco ogląd sytuacji.

Gdy się jest u góry na rozbiegu, a trener macha chorągiewką na znak startu na pomoście, który jest znacznie niżej, to widać to wyraźnie?
Tak. Nieraz widać nawet minę trenera!

Słynna była kiedyś dieta Adama Małysza w postaci suchej bułki i banana . Czy u Pana z dietą jest podobnie, na granicy głodówki?
Na szczęście nie, nie mam problemów z wagą. Ale oczywiście nie mogę jeść wszystkiego, co chcę, są jednak dni pewnych odstępstw. Generalnie chodzi o taką dietę, aby wystarczało energii podczas treningu i zawodów. I często dotyczy to bardziej wysiłku psychicznego niż fizycznego.

Ostatnio nastąpiła zmiana regulaminu. FIS wprowadził zasadę sprawdzania prawidłowości sprzętu u zawodników już przed samym skokiem. Jest Pan za tą zmianą?
Jak najbardziej. Ograniczy to znacząco liczbę prób manipulacji, gdy chodzi o kombinezony narciarskie. To idzie w dobrym kierunku, po to, aby zawody odbywały się fair.

Co z Pana planami uzyskania licencji pilota szybowca?
Gdy kiedyś znajdę wolny czas, wówczas podejmę się realizacji tego planu.

Czy brał Pan udział w ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych?
Oczywiście, to obowiązek każdego obywatela. O polityce jako takiej się nie wypowiadam. Uważam, że sport powinien się od niej trzymać z daleka.

Jakie ma Pan hobby?
Bardzo lubię czytać książki. Zwłaszcza fantastyczne (mam bujną wyobraźnię, mogę ją dzięki temu pobudzać, rozszerzać). Lubię też kryminały, biografie, książki historyczne. Czytam w domu, w samolocie w kilkugodzinnej przerwie podczas zawodów. Słucham chętnie muzyki. Jest to pop, jazz, rock, muzyka klasyczna.

Kamil Stoch


Polski skoczek narciarski, dwukrotny mistrz olimpijski z 2014 r., indywidualny mistrz świata z 2013 r. i dwukrotny drużynowy brązowy medalista mistrzostw świata (z 2013 i z 2015 r.), zdobywca Pucharu Świata w sezonie 2013/2014. Dwukrotnie sklasyfikowany na drugim miejscu w Letniej Grand Prix (w 2010 i 2011 r.), zdobywca Letniego Pucharu Kontynentalnego w sezonie 2010. Ośmiokrotny indywidualny mistrz Polski. Reprezentant Polski, trzykrotny olimpijczyk. (źródło: Wikipedia)

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.