Jak kontrolerzy skarbowi z Kujawsko-Pomorskiego budują brak zaufania obywateli do organów podatkowych

Grażyna Ostropolska 20 listopada 2015

- Dowiodę, że inspektorka Urzędu Kontroli Skarbowej zignorowała sądowy wyrok i manipulując dowodami, dopuściła się rażącego naruszenia prawa - zapowiada przedsiębiorca Jacek Kłosowski.

Fot.: Łukasz Ciaciuch


To, że kontrolowany nie podziela stanowiska organu orzekającego, nie oznacza, że w UKS w Bydgoszczy dopuszczono się naruszenia zasady legalizmu - ripostuje Bartosz Stróżyński, rzecznik tej instytucji.


Przebieg kontroli w firmie Kłosowskiego wskazuje na to, że urzędy skarbowe to nadal

państwo w państwie,


a polityczna propaganda w stylu: „frontem do podatnika” nijak się ma do rzeczywistości. Obłudę tego typu haseł obnażył niedawno Ryszard Petru, lider Nowoczesnej, który opublikował w Internecie notatki ze spotkania Jacka Kapicy, byłego wiceministra finansów, z dyrektorami izb skarbowych. „Nie ma kontroli prewencyjnych, kontrola ma przynosić wpływy budżetowe. (…) Urzędy skarbowe, które będą miały najwyższy procent kontroli negatywnych w kraju (czytaj: bez domiaru dla podatnika - przyp. red.), zostaną pozbawione części etatów” - ujawnił Petru. Niewykluczone, że ostrzeżenie ministra miało wpływ na podejście kontrolerów z UKS w Bydgoszczy do przedsiębiorców z naszego regionu.

W firmie „T” Jacka Kłosowskiego inspektorzy pojawili się w marcu. Kontrolowali podatki VAT za 2010 r., bo w grudniu mija 5-letni okres skarbowych roszczeń. Wzięli na tapetę m.in. rachunki dotyczące „budowy boiska do piłki nożnej ze sztuczną trawą wraz z towarzyszącą infrastrukturą”. Firma „T”, która wygrała przetarg na generalne wykonawstwo tej inwestycji, zrobiła projekt, miała się zająć wykonaniem trybun i ciągów pieszych oraz dostawą wyposażenia sportowego, a prace instalacyjno-budowlane na prawie 2,2 mln zł zleciła podwykonawcy, firmie „S”. Kontrolerzy z UKS zrobili tzw. kontrolę krzyżową w obu przedsiębiorstwach i wtedy wpadł im w ręce

sądowy wyrok,


dotyczący sporu między tymi podmiotami. - Firma „S” domagała się od „T” 37 tys. zł odsetek z tytułu opóźnienia w zapłacie należności za wykonane prace i ja ten proces wygrałem, bo sąd uznał, że mogłem sobie tę kwotę (37 tys. zł) potrącić w ramach roszczeń, związanych z nienależytym wykonaniem części zadań przez firmę „S” - tłumaczy Kłosowski. Pokazuje ten wyrok i uzasadnienie, z którego jasno wynika, że spór dotyczył niewielkiego kawałka instalacji kanalizacyjnej.

- Podwykonawca poszedł na łatwiznę i zamiast wykonać na tym odcinku nowe przyłącze, zostawił część starej instalacji, co zakwestionowałem, a wtedy on zszedł z budowy - wyjaśnia Jacek Kłosowski. Wynajął na własny koszt firmę „R”, która wykonała nowe przyłącze.

- Musiałem tak zrobić, bo trzeba było szybko udrożnić kanalizację deszczową, ponieważ zbliżał się termin oddania boiska inwestorowi - tłumaczy. Problemem była wystawiona przez firmę „S” faktura, za którą wcześniej zapłacił. - Miałem do podwykonawcy zaufanie, więc nie czekając na protokoły odbioru poszczególnych prac budowlanych, płaciłem mu za wystawiane faktury zaliczkowo na poczet kolejnych robót - twierdzi przedsiębiorca. Do głowy mu nie przyszło, że inspektor M. z Urzędu Kontroli Skarbowej w Bydgoszczy podważy w całości wiarygodność jednej z takich faktur na sumę ponad miliona złotych, uzna, że firma „S” żadnych prac kanalizacyjnych nie wykonała i zakwestionuje wypłacony firmie „T” podatek VAT od faktury, co poskutkuje domiarem w wysokości kilkuset tys. złotych. - Albo inspektor nie potrafi czytać sądowych wyroków ze zrozumieniem, co go kompromituje, albo celowo manipulował faktami, by z nieznanych mi pobudek, np. czyjejś namowy, zadziałać

na szkodę kontrolowanego,


a to oznacza rażące naruszenie prawa lub wręcz przestępcze działanie - uważa Jacek Kłosowski. Zauważył, że w tzw. protokole badania ksiąg inspektor M. wybiórczo cytuje zeznania świadków, występujących w wygranym przez jego firmę procesie. - Nagina te dowody do swojej absurdalnej tezy, cytując wypowiedzi świadków, dotyczące niewielkiego fragmentu nienależycie wykonanej kanalizacji, w taki sposób, by nieznający treści wyroku czytelnik protokołu nabrał przekonania, że firma „S” nie wykonała żadnych prac objętych umową i nie była upoważniona do wystawienia zakwestionowanej faktury na ponad milion złotych - oburza się przedsiębiorca i przedstawia dokumenty, mające dowieść domniemanej manipulacji. Zaznacza, że zakwestionowana faktura na milion złotych dotyczyła wielu prac budowlanych, wykonanych przez „S”, bo same roboty instalacyjne były wycenione na 300 tys. zł, zaś nienależycie wykonany fragment kanalizacji deszczowej stanowił ich niewielki ułamek, czego UKS celowo nie dostrzega.

Art. 121 Ordynacji Podatkowej zakłada, że „postępowanie podatkowe powinno być prowadzone w sposób budzący zaufanie do prowadzącego je organu”, a w art. 122 czytamy, że organy te „podejmują wszelkie niezbędne działania do wyjaśnienia stanu faktycznego”. Kłosowski twierdzi, że w jego przypadku UKS zaniedbał te ustawowe obowiązki, bo odmówiono mu przeprowadzenia dowodów w postaci przesłuchania prezesa i kierownika robót z firmy „S” na okoliczność wykonania prac i wystawienia kwestionowanej faktury. „Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy jest w ocenie organu kontroli wystarczający do ustalenia stanu faktycznego” - taką odpowiedź otrzymał z UKS, wraz z oświadczeniem, że cytowana w protokole treść zeznań świadków, występujących w procesie między firmami „S” i „T”, jest zgodna z prawdą obiektywną. - Dyrektor UKS odmówił mi też wyłączenia inspektor M. z zespołu kontrolnego, nie przyjmując moich zarzutów o manipulowanie dowodami i brak bezstronności.

Chcemy zapytać dyrektora, dlaczego jego podwładni ustawiają się

plecami do podatnika,


ale w UKS powołują się na ochronę tajemnicy służbowej - Z tego też względu nie ma możliwości przeprowadzenia rozmowy, dotyczącej wskazanego postępowania z inspektorem skarbowym, wykonującym czynności kontrolne - informuje Bartosz Stróżyński, rzecznik tej instytucji i dodaje: - Nie można zgodzić się z sugestią o działaniach niezgodnych z prawem, dokonywanych w ramach tej kontroli skarbowej, bo każdy kontrolowany ma możliwość przedstawiania wszelkich dowodów na okoliczności przez siebie podnoszone i prezentowania własnej ich oceny. Rzecznik przypomina, że „niezadowolony z decyzji podatkowej może zwrócić się o ponowne rozpatrzenie sprawy w ramach kontroli instancyjnej, której wynik może podlegać ocenie sądu administracyjnego”.

- Wezwałem UKS do natychmiastowego usunięcia naruszenia prawa i zamierzam wysłać skargę do nowego ministra finansów, bo nie może być tak, że inspektor nagina prawo do swojego widzimisię lub wedle wskazań przełożonych, którzy, chcąc się wykazać liczbą tzw. pozytywnych kontroli, świadomie niszczą podatnika - zapowiada Kłosowski.

Biznes Center Club ocenia, że skutkiem nieprzyjaznych podatnikowi działań urzędników skarbowych jest upadek ponad 300 firm. Pozwala na to swobodna interpretacja nieprecyzyjnych przepisów, trwające latami procesy i fakt, że obowiązujące od 2011 r. przepisy o odpowiedzialności urzędników za straty budżetu, spowodowane bezprawnymi decyzjami, są tylko na papierze. Wywalczone przez podatników odszkodowania wypłaca skarb państwa. W 2013 r. zasądzono 46 mln zł odszkodowania zniszczonej przez skarbówkę spółce JTT, a w 2014 r. 27,8 mln zł - firmie Ideon.

Do nowego Sejmu wszedł (z ramienia partii Kukiz 2015) Jerzy Jachnik, założyciel Stowarzyszenia Przeciw Bezprawiu, który zapowiada zaostrzenie walki z urzędniczą patologią, niszczącą uczciwych przedsiębiorców.

Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan:

- Przedstawiciele naszej organizacji, zasiadający w Radzie Dialogu Społecznego, będą doradzać nowemu ministrowi finansów zmianę wątpliwych przepisów podatkowych, pozwalających na niekorzystną i wrogą dla przedsiębiorców interpretację, bo takie działanie kontrolerów rujnuje gospodarkę i zniechęca do zakładania firm.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.