Strzeżcie się tłumu! Masa nie myśli, nie słucha, nie przewiduje. Tra-tu-je! Siadajcie i czytajcie

Katarzyna Bogucka 20 listopada 2015

Do tragedii wcale nie są potrzebni terroryści. Wystarczą: alkohol, poczucie zbiorowego strachu i dwa najpopularniejsze grzechy organizatorów imprez: zamknięcie drzwi ewakuacyjnych plus przepełnienie sali. Czy ktoś to w ogóle kontroluje?

Znak ewakuacyjny: „kierunek do wyjścia ewakuacyjnego schodami w górę, w lewo”


Strach miewa bardzo krótki termin ważności, ale los coraz częściej przypomina nam, że w obliczu zagrożenia jesteśmy bezradni, szczególnie gdy zawodzą najmocniejsze ogniwa systemu.


Bydgoszcz. Karetka pogotowia nie mogła wjechać na nowoczesny dworcowy peron. W największym mieście województwa! Zamknięte drzwi zdecydowały o losie młodych ludzi uwięzionych na otrzęsinach UTP.

Toruń. Na gimnazjalne połowinki sprzedano dzieciakom aż 450 biletów. Tłum kłębił się pod klubem i w klubie, który miejsc siedzących miał tylko 256! Rodzice byli przerażeni. Wciąż są przerażeni.

Tomasz Kozłowski, coach, psycholog: Ktoś, kto był świadkiem strzelaniny, wybuchu, wróci do tamtej sytuacji, gdy obok z hukiem pęknie żarówka, wystrzeli petarda lub gwałtownie błyśnie światło.


Po zajściach na UTP strach wisi w powietrzu na skądinąd spokojnych koncertach filharmonii, która po tragedii na UTP zawiesiła sprzedaż wejściówek. Akademia Muzyczna odmówiła dostawiania dodatkowych krzeseł na koncerty uczestników Konkursu Chopinowskiego. Goście gali Camerimage w Operze Nova głośno skrytykowali zwyczaj, jak im się zdawało, zamykania - od zewnątrz - drzwi na czas trwania uroczystości, którą obsługują młodzi wolontariusze.

Mówi się, że największe europejskie stolice po ataku na Paryż chcą zrezygnować z sylwestrów pod chmurką, pod znakiem zapytania stoi także organizacja największych karnawałowych balów, a nawet katolickich Światowych Dni Młodzieży. Po Nowym Roku zacznie się w Polsce czas studniówek. Wcześniej będzie nam potrzebna zbiorowa psychoterapia, a zaraz po niej solidna powtórka z przysposobienia obronnego i garść podstawowej wiedzy o psychologii tłumu. Tymczasem nie wiemy, jak uciekać, dokąd uciekać i czy w ogóle jest sens uciekać.

Reakcja - akcja


Tomasz Kozłowski, psycholog, coach, (a także m.in. specjalista interwencji kryzysowej, ratownik wysokogórski, instruktor podczas szkoleń Wojska Polskiego, Policji i służb specjalnych, autor projektów szkoleniowych, dotyczących funkcjonowania zespołów w trudnych warunkach), przypomina, że od pierwszej decyzji ,podjętej w momencie potencjalnego zagrożenia, zależeć może nasze życie. - Ludzie po traumie doświadczają mnóstwa trudności, czyli konsekwencji dramatycznych przejść. Przesadnie reagują na dźwięki i obrazy. Na przykład osoba, która uległa wypadkowi samochodowemu, pisk interpretować może jako pisk opon w czasie swojego wypadku.

Jacek Podwolski, naczelnik Wydziału Kontrolno-Rozpoznawczego w KM PSP w Bydgoszczy.: Jeśli zezwolenie jest na pięćdziesiąt osób, niechże wchodzi pięćdziesiąt! Naszym zdaniem, ludzi się nie liczy zbyt dokładnie.


Ktoś, kto był świadkiem strzelaniny albo wybuchu, wróci do tamtej sytuacji, gdy obok z hukiem pęknie żarówka, wystrzeli petarda lub gwałtownie błyśnie światło. Podobnie człowiek porażony prądem; zareaguje na iskrzenie - tłumaczy ekspert. Wskazuje na charakterystyczne reakcje ludzkiego ciała w wymienionych wyżej stanach. Chodzi m.in. o bardzo silne napięcie mięśni, o nagły dreszcz, przeszywający ciało, co związane jest z gwałtownym wyrzutem adrenaliny, towarzyszącym intensywnemu pompowaniu krwi do mózgu. Ten stan może trwać minutę, dwie.

Co będzie się działo dalej? - W kontekście ostatnich zdarzeń, trzask, huk, odgłos pękającej szyby najprawdopodobniej sprowokuje rzucenie się do ucieczki - mówi Tomasz Kozłowski. - Ludzie nie analizują sytuacji. To się staje nagle. Jedna, dwie, trzy osoby zaczynają biec i pociągają za sobą innych. Tłum ma swoją masę, więc niekiedy trzeba mu pozwolić się nieść i płynąć do bezpiecznego miejsca, ale czasem sposobem na uratowanie się przed zadeptaniem jest próba zatrzymania się na dosłownie sekundę, dwie.

Tyle wystarczy, żeby na powrót włączyć myślenie. Na nagraniach zdarzeń paryskich zobaczyliśmy atak paniki i tłum wpadający w znicze. Nie wiem, czy wiele osób zwróciło uwagę, że jedna czy dwie osoby stanęły, wyłączyły się z tego szaleńczego biegu. O ten moment mi chodzi. O świadomość czasu i miejsca. Wiem, że to trudne. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy zaskoczeni . Ufamy. Nie bierzemy pod uwagę, że coś złego może nas spotkać: na stadionie, na koncercie, na studenckich otrzęsinach, jak to się zdarzyło ostatnio w Bydgoszczy.

Bezpieczeństwo na metry


Nie bierzemy pod uwagę, bo powinni to za nas robić inni. Wszystko zostało precyzyjnie obliczone i opisane w stosownych ustawach, rozporządzeniach: od definicji (na przykład co jest imprezą masową, a co nie, a ma to kluczowe znaczenie w czasie gromadzenia dokumentacji i przy tworzeniu zabezpieczeń ), po organizację czy nawet dekorację wnętrz.

Na każde sto osób ma przypadać nie mniej niż 0,6 m szerokości drzwi wyjściowych. Dziesięciu ochroniarzy pilnuje trzystu osób, o jeden więcej czuwa nad każdą kolejną setką. Ściany w klubach, w dyskotekach nie mogą być pokryte materiałami łatwopalnymi, drzwi ewakuacyjnych się nie zamyka (w dużych obiektach powinny mieć tzw. zamki antypanikowe, tzn. takie, które otwierają się pod naporem wybiegających ludzi), uczestników imprezy się liczy, a nadwyżkę bezwzględnie odsyła do domu.

Na papierze wszystko wygląda pięknie, w rzeczywistości bawimy się niekiedy na własne ryzyko. - Pozamykane wyjścia ewakuacyjne - podaje pierwszy grzech główny bryg. mgr inż. Jacek Podwolski, naczelnik Wydziału Kontrolno-Rozpoznawczego Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Bydgoszczy.- Przyjeżdżamy na kontrolę, drzwi oczywiście są otwarte i oczywiście zawsze były otwarte. Szkopuł w tym, że zanim odwiedzimy organizatora rozrywki, zgodnie z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej musimy... co najmniej 7 dni przed tym faktem zawiadomić go - skutecznie - o kontroli, inaczej byłaby podstawa do zaskarżenia naszych czynności. Jest wprawdzie pewien niuans prawny, który pozwala nam wejść do obiektu z upoważnieniem, jeśli mamy doniesienie o możliwości zagrożenia życia, ale pojęcie zagrożenia życia związane jest ściśle z warunkami technicznymi danego budynku.

Kolejna sprawa: liczba uczestników imprezy. - Według organizatorów, zawsze jest ich tylu, ilu powinno być - mówi naczelnik. - Jeśli zezwolenie jest na pięćdziesiąt osób, niechże wchodzi pięćdziesiąt! Naszym zdaniem, ludzi się nie liczy zbyt dokładnie. Kogo wezwać, gdy wiemy, że nasze dziecko bawi się w klubie wypełnionym po brzegi? My, jak powiedziałem, nie mamy uprawnień do tego typu kontroli. Odpowiedzialny za przepełnienie i jego skutki jest organizator, ale, jak wiadomo, wrzawa rozpoczyna się dopiero po fakcie, nie w trakcie.

Nie istnieje już pewien bardzo modny bydgoski klub, w którym na mini parkiecie, zdolnym pomieścić z 200 osób, w sobotnie wieczory nie sposób było wykonać zamaszystego tanecznego ruchu, dało się oddychać, ale niekiedy z trudem. Wydostanie się na zewnątrz także było dość karkołomnym zadaniem. Wyjście ewakuacyjne? Za barem. - Znam ten lokal, kontrolowałem go wielokrotnie. Trzeba przyznać, że organizator dbał o sygnalizację pożarową, o mechanizm oddymiania sali, ale, powiem szczerze, cieszę się, że ludzie już się tam nie bawią...- komentuje naczelnik Podwolski.

Procedury, faktury


I bez tego miejsca strażacy mają co robić. Wróćmy do łatwopalnych materiałów budowlanych. - Bardzo modne są obecnie tak zwane płyty OSB. Niestety, tylko jeden rodzaj tych płyt ma właściwości ognioodporne i, niestety, jak się można domyśleć, nie jest najczęściej wybierany - wymienia kolejną pokontrolną kontrowersję Jacek Podwolski. - Właściciel oświadcza, że pokrył płyty środkiem przeciwpożarowym, tyle że cena tego środka jest znacznie wyższa niż koszt zakupu samej płyty. I najciekawsze, że powłoki ochronnej jakoś nie widać. Uprzedzę następne pytanie. Powinno się w takiej sytuacji pobrać próbkę i wysłać ją do autoryzowanego laboratorium na ekspertyzę. Procedura jest jednak kosztowna, długotrwała, skomplikowana...

Podobnie może się skomplikować kwestia odpowiedzialności. Głównym winowajcą jest właściciel albo osoba, której dzierżawi czy wynajmuje miejsce zgromadzeń, ale i kontrolerzy mogą spodziewać się konsekwencji.

Tylko tłumu prawo nie karze, jak głosi chińskie przysłowie, choć i w tłumie jest zwykle jeden, dwóch prowodyrów zbiorowego amoku. - Wielka w tym rola pracowników ochrony, policji, by tak skutecznie obserwować, żeby wypatrzeć, skąd wyszedł agresywny impuls i go neutralizować - tłumaczy Tomasz Kozłowski. - A później rozbijać tłum na kawałki, tak, jak falochron rozbija wielkie fale. Miejmy świadomość, że nie ma znaczenia, kto stoi obok nas. Tłum profesorów może być tak samo niebezpieczny jak tłum głupków. Masa nie ma indywidualności, jest bezmózgowym bytem poruszanym impulsami i obrazami. Charakteryzuje się wielką prostotą i wielką przesadą zarazem. Wszystko jest razy dziesięć, przerysowane, słowa znaczą coś innego niż fakty...

Fakty są takie, że w Europie trwa antyterrorystyczna mobilizacja. Polska nie jest krajem zagrożonym, ale w terroryzmie nie ma terytorialnych pewników. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Polska Rada Centrów Handlowych przeprowadziły niedawno szkolenie dla zarządców i pracowników ochrony centrów handlowych. Podstawą był poradnik wydany przez Międzyresortowy Zespół do Spraw Zagrożeń Terrorystycznych. Centra handlowe, choćby z uwagi na brak precyzyjnej kontroli dostępu, wcale nie są najbezpieczniejszymi miejscami.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 20-11-2015 12:53

    Brak ocen 0 0

    - Nie trzeba pytać Wyobraźnię należy mieć i : Zdrowy Umysł .....

    Odpowiedz

  2. 20-11-2015 11:05

    Oceniono 1 raz 1 0

    - janet: Wystarczy zapytać wcześnie o opinie bhp owca i strazaka

    Odpowiedz