Zapach goździków i spotkanie z... upiorem. Torunianin na Molukach

Krzysztof Błażejewski 13 listopada 2015, aktualizowano: 13-11-2015 12:54

Birdwatching to coraz bardziej popularna forma bezkrwawych łowów na ptaki, odmiana znanego od dawna i lubianego safari na grubego zwierza z obiektywami aparatów w dłoniach.

W miejscowych wioskach indonezyjskie dzieci zwykle pierwszy raz miały okazję zobaczyć lunetę.

Fot.: nadesłane


Birdwatching wymaga poświęcenia, wiedzy i cierpliwości. O wiele bardziej niż w przypadku podglądania ssaków czy owadów. A także dobrego sprzętu: lornetki lub lunety i aparatu fotograficznego. Bo wytropienie i wypatrzenie w leśnej gęstwinie rzadko występującego śpiewaka jest sztuką, ale zrobienie mu dobrego, wyraźnego zdjęcia, to dopiero jest coś! Skrzydlate zwierzaki mają bowiem, niestety, zasadniczą wadę: lubią się ruszać. I najczęściej „złośliwie” odlatują w chwili, gdy akurat udało się odpowiednio nastawić ostrość obrazu w wizjerze aparatu.


Lech Niesłuchowski: Udało się nam zaobserwować dokładnie dwieście cztery gatunki ptaków, z tego aż trzy czwarte to były miejscowe endemity.


Birdwatcher, czyli obserwator ptaków, leśnik i wielki miłośnik podglądania przyrody z Torunia, Lech Niesłuchowski, ostatnio wrócił, jak zwykle pełen wrażeń, z Indonezji. Był już wcześniej w dwóch innych fascynujących przyrodników i ornitologów regionach świata - na Kostaryce i w Indiach. Teraz wybrał się na wyspę Sulawesi, dawniej zwaną Celebes oraz sławne już od chwili ich odkrycia Wyspy Korzenne, czyli Moluki. Spośród licznego ich archipelagu torunianin do swoich obserwacji wybrał dwie wyspy: Ternate i Halmahera.

Trzy tygodnie na wyspach


- W Indonezji - mówi Niesłuchowski - kraju leżącym na 17 tysiącach wysp, ujrzeć można ogromne bogactwo przyrodnicze, pochodzące z dwóch różnych biogeograficznych światów - z Azji i Australii. Wiele gatunków, tzw. endemitów, żyje wyłącznie tam, na tych wyspach i nigdzie indziej ich nie spotkamy. Dlatego też przyrodnicy jeżdżą tam tak licznie.

Grupa przyrodników z Polski, wśród których znalazł się Lech Niesłuchowski, na wspomnianych wyspach spędziła trzy tygodnie.

Toruński przyrodnik i leśnik Lech Niesłuchowski podczas podglądania ptaków w Indonezji.

fot. nadesłane

Toruński przyrodnik i leśnik Lech Niesłuchowski podczas podglądania ptaków w Indonezji.



- Jestem pod wielkim wrażeniem bogactwa tamtego świata ptaków - opowiada Niesłuchowski - bo udało się nam zaobserwować dokładnie 204 gatunki ptaków, z tego aż trzy czwarte to były miejscowe endemity. Do naszych największych trofeów należały nogal hełmiasty, zwany tam po prostu maleo, i nogal rdzawolicy. Ptaki te obserwowałem przed wschodem słońca na piaszczystych wydmach w pobliżu plaży nad Morzem Celebes. Drugim bardzo ciekawym gatunkiem był flagowiec, ptak rajski zamieszkujący Halmaherę, należący do rodziny cudowronek, czyli do ptaków rajskich. Trzecim rodzajem, który szczególnie mnie zadziwił, był dzioborożec. Ciekawostką jest, że ich samice na czas wysiadywania i karmienia piskląt są... „zamurowywane” w dziuplach przez samce zaprawą, składającą się z błota, nadtrawionych owoców i odchodów.

Zajrzeć w oczy upiorowi


Na odwiedzonych wyspach obserwatorzy ptaków nie napotkali „grubego zwierza”, aczkolwiek udało im się zobaczyć w naturalnym środowisku należące do gatunków zagrożonych małpy - makaki endemicznych gatunków, kuskusa niedźwiedziego - nadrzewnego torbacza australijskiego, poruszającego się powoli po gałęziach jak leniwiec oraz 1,5-metrowego warana leśnego, któremu podróżnicy woleli na wszelki wypadek zejść z drogi. Były też spotkania z jadowitą kobrą, wielką jaszczurką agamą, endemicznymi wiewiórkami i małpiatką o przyrodniczej nazwie wyrak upiór.

Lech Niesłuchowski: Wśród bezkręgowców na uwagę zasługiwały przepiękne, wielkie i wielobarwne motyle. W runie leśnym - mierzące ponad 20 cm krocionogi.


- Wśród bezkręgowców na uwagę zasługiwały szybujące jak ptaki na niebie, przepiękne, wielkie i wielobarwne motyle - dodaje zafascynowany światem przyrody Lech Niesłuchowski . - W runie leśnym zwracały uwagę duże, mierzące ponad 20 cm krocionogi, a w poszyciu niezwykłe pająki.

Do najważniejszych wrażeń, niezwiązanych z obserwowaniem indonezyjskiej przyrody, Niesłuchowski zalicza to, że udało mu się skosztować takich nieznanych u nas owoców, jak rambutan, salak czy jambolan. Wszystkie je przebił jednak durian - z powodu niesamowitych wrażeń nie tylko smakowych, ale i... zapachowych.

Na Molukach o odpoczynku pod palmami w przerwach między wyprawami w głąb lasu raczej nie było mowy - plaże pokryte były gorącym czarnym pyłem wulkanicznym, za to na Sulawesi korzystać można było do woli z dużych piaszczystych plaż i podglądać życie na pobliskich rafach koralowych.

Legenda osnuta wokół Wysp Korzennych, na których rosły droższe niż złoto przyprawy, niewystępujące nigdzie indziej na świecie, dawno już minęła. Wszechobecny zapach goździków jednak pozostał.

Polandia znaczy Europa


- Widzieliśmy dużo suszących się przypraw na płachtach położonych na poboczach dróg asfaltowych - relacjonuje przyrodnik. - Były tam na pewno goździki, w różnych kolorach, w zależności od stopnia ich wysuszenia. Ponadto widzieliśmy pachnące gaje goździkowe, porosłe kilkunastometrowej wysokości drzewami o liściach podobnych do fikusa beniamina.

Swoistym znakiem firmowym tego rejonu świata są trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów i fale tsunami. Polscy podróżnicy przeżyli chwile niepokoju, czy uda im się w terminie wrócić do kraju. Na jednej z Wysp Korzennych wybuchł wulkan i wszystkie loty samolotów zostały wstrzymane. Na szczęście już po 3 dniach je wznowiono, choć zwykle takie operacje trwają co najmniej tydzień.

- Indonezyjska nazwa Polski, Polandia, niewiele miejscowym mówiła - wspomina Niesłuchowski. - Trzeba było dodawać „Europa”, gdyż człowiek biały kojarzy im się albo z Ameryką albo z Europą. Prawie każdy chciał zrobić sobie z nami zdjęcie (komórkę wszyscy mają w kieszeni). Dużą sensację wzbudzaliśmy we wsiach, kiedy z lornetkami i aparatami fotograficznymi w rękach rozstawialiśmy na statywach teleskopy. Wówczas zewsząd zbiegali się mieszkańcy, głównie dzieci, i z zaciekawieniem nas obserwowali. Dla wielu z nich był to pierwszy kontakt w życiu z obcokrajowcem.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.