Macierewicz, Kamiński i Ziobro w rządzie, ale bez powrotu do IV RP

Przemysław Łuczak 13 listopada 2015

„W większym stopniu postrzegamy dziś politykę z perspektywy własnej kieszeni, bezpieczeństwa socjalnego niż przez pryzmat personalnych konfiguracji czy ideologii. Jeśli PiS spełni choć część obietnic, to mniej ważne będzie to, kto jest ministrem jakiegoś resortu” - mówi RAFAŁ CHWEDORUK, politolog.

Rafał Chwedoruk: - W przypadku Mariusza Kamińskiego powierzenie mu służb specjalnych to próba pokazania, że padł ofiarą zemsty politycznej

Fot.: Wojciech Kusiński



PiS podał skład swojego rządu. Czy jakieś nominacje były dla Pana zaskakujące?
Politycy PiS i koalicyjnych ugrupowań przez kilka tygodni, głównie z marketingowych powodów, zaserwowali festiwal przecieków i spekulacji, przygotowując opinię publiczną do akceptacji decyzji dotyczących obsady stanowisk ministerialnych. Jeśli coś mnie zaskoczyło, to obecność Jarosława Gowina w rządzie jako wicepremiera i ministra szkolnictwa wyższego.

Dlaczego Gowin, który miał być ministrem obrony narodowej, ostatecznie wylądował w szkolnictwie wyższym?
Równie mocno byłbym zaskoczony, gdyby Gowin został ministrem obrony narodowej. W ostatnich latach kojarzony był z przedmiotem działalności innych resortów. Prestiżowe stanowisko dla Gowina stanowi sygnał, że Prawo i Sprawiedliwość jest poważnym partnerem i dotrzymuje zobowiązań wobec swoich sojuszników. Ponadto obecność Gowina czy Piotra Glińskiego w rządzie ma pokazywać, że PiS ma zdolność przyciągania polityków z innych środowisk. Mają oni być gwarantami umiaru w sprawowaniu władzy przez nowy rząd.

Ale ministrami zostali również radykałowie?
Rzeczywiście, są też w tym gabinecie politycy utożsamiani z bardziej radykalnym obliczem PiS. Mam na myśli Antoniego Macierewicza i Mariusza Kamińskiego, jak również należącego do grupy najbardziej lojalnych polityków wobec lidera PiS, Mariusza Błaszczaka, który obejmuje eksponowane stanowisko ministra spraw wewnętrznych. Takie nominacje są rodzajem zadośćuczynienia dla setek tysięcy wyborców PiS, którzy nie porzucili partii przez 8 lat, kiedy została ona zepchnięta do opozycji. Teraz Jarosław Kaczyński mówi do nich, popatrzcie, warto było wytrwać.

Zgadza się Pan z tymi, którzy twierdzą, że wraca IV Rzeczpospolita?
Dziesięć lat temu PiS w istocie nie miało spójnej koncepcji IV Rzeczpospolitej. Jednak szczególnie politycy PO chętnie mówią teraz o powrocie IV RP. Myślę, że jeżeli np. Antoniemu Macierewiczowi coś się nie uda i straci kierownictwo resortu obrony narodowej, to utraci je za swoje obecne działania, a nie za to, co robił kiedyś. Tych 10 lat od poprzednich rządów PiS mocno przeorało naszą świadomość. W tym czasie wokół Polski szalał kryzys gospodarczy, a obecnie mamy niezwykle skomplikowaną sytuację międzynarodową, chyba najbardziej niebezpieczną, patrząc na to, co się dzieje w Syrii i Jemenie, być może nawet od kryzysu rakietowego na Kubie w 1962 r. Dlatego dzisiaj ani opozycja nie będzie w stanie działać tak, jak wtedy, ani PiS nie będzie mogło powtórzyć swojej ówczesnej drogi.

Ale obecność kilku kontrowersyjnych polityków w rządzie może nasuwać takie skojarzenia?
Ich obecność w rządzie jest ukłonem wobec twardego elektoratu PiS. Kaczyński wie, że opozycja wobec PiS będzie miała charakter zasadniczy, choćby dlatego, że PO i Nowoczesna będą się ze sobą licytować, ponieważ walczą o podobnego wyborcę. A to będzie radykalizowało opozycję. PiS zdaje sobie sprawę, że w razie potrzeby bez mobilizacji tego żelaznego elektoratu nie będzie miało szansy obronić się przed ofensywą przeciwników. W przypadku Mariusza Kamińskiego powierzenie mu służb specjalnych to próba pokazania, że padł ofiarą zemsty politycznej. Z kolei stanowisko Zbigniewa Ziobro wynika ze zobowiązań koalicyjnych i z jego dobrego indywidualnego wyniku wyborczego. Jego pozycja jest jednak słabsza niż dziesięć lat temu, bo zawiódł, odchodząc w decydującym momencie z PiS. Niemniej z ocenami powinniśmy poczekać do expose premier Beaty Szydło. Wówczas być może na tle konkretnych celów, poszczególni politycy mogą jawić się w zupełnie innym świetle.

Jak na takich ministrów mogą zareagować ci, którzy głosowali na PiS tylko dlatego, że rozczarowali się rządami PO?
Myślę, że dla większości wyborców nie jest to duży problem. Na PiS głosowali przede wszystkim ci, którzy popierają tę partię od lat. Mają oni tendencję, skądinąd większą niż zwolennicy innych partii, do przyjmowania tego, co ich ugrupowanie im przedstawia. Natomiast ci, którzy zagłosowali na PiS bardziej pod wpływem kampanii wyborczych 2014 i 2015 roku, będą rozliczali tę partię zupełnie z czegoś innego. Zauważmy, że wielki kryzys gospodarczy lat 2007-2009, który docierał do Polski poboczami, zmienił nasze myślenie o polityce. W większym stopniu postrzegamy dziś politykę z perspektywy własnej kieszeni, bezpieczeństwa socjalnego, bezpieczeństwa zatrudnienia niż przez pryzmat personalnych konfiguracji czy wielkich ideologii. Jeśli PiS spełni choć część swoich obietnic, zaczynając od powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego, to mniej ważne będzie to, kto jest ministrem jakiegoś resortu.

Szefem dyplomacji zostanie Witold Waszczykowski. Co to może oznaczać dla naszej polityki zagranicznej?
Nie ulega wątpliwości, że to będzie dla PiS najtrudniejszy resort. Sytuacja międzynarodowa jest zupełnie inna niż dziesięć lat temu, a PiS nie ma adekwatnego do swojej popularności w kraju zakorzenienia międzynarodowego. Owszem jest w grupie parlamentarnej z poważnym partnerem, jakim są brytyjscy torysi, ale dla partii prawicowych w UE najważniejszym podmiotem jest Europejska Partia Ludowa, w której są PO i PSL. Partia Jarosława Kaczyńskiego będzie musiała np. przemyśleć swoją dotychczasową politykę wobec kryzysu na Ukrainie. W 2014 r. PiS nie wygrało wyborów Parlamentu Europejskiego, choć było ich faworytem. Powodem było rozminięcie się entuzjastycznej polityki PiS wobec nowych władz na Ukrainie z oczekiwaniami części elektoratu z Polski południowo-wschodniej, przechowującego pamięć historyczną o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich na Polakach w czasie II wojny światowej. PiS będzie dążyło do wzmocnienia pozycji Polski wobec głównego nurtu w Unii Europejskiej, zwłaszcza - Berlina. Inna wątpliwość dotyczy proamerykańskiej orientacji tej partii, która w wielu aspektach może oznaczać dla Polski niełatwe do przyjęcia decyzje. Wtedy trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie, czy ważniejsze są dobre relacje z USA.

Dlaczego prezydent Andrzej Duda zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu 12 listopada, akurat w dniu, w którym odbywał się unijny szczyt na Malcie w sprawie uchodźców?
Warto tu przypomnieć refleksję byłego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza z nagranej jego rozmowy w restauracji „Sowa i przyjaciele”, który powiedział, że państwo działa teoretycznie. Mało kto jednak zwrócił uwagę, jak dalej rozwijał tę myśl. Otóż teoretyczne działanie państwa miało polegać na tym, że nie ma czynnika koordynującego. Tak działa prywatna korporacja, w której każdy ma swój zakres obowiązków i tylko tym się zajmuje. No i być może - bez względu na to, kto był winny tej sytuacji, właśnie tak zadziałało polskie państwo w sprawie szczytu na Malcie.


Teczka osobowa: Politologia, historia socjalizmu i piłka nożna


Dr hab., prof. UW, Rafał Chwedoruk jest adiunktem w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego i sekretarzem Zakładu Najnowszej Historii Politycznej.
Jego zainteresowania badawcze koncentrują się na historii myśli politycznej i ruchów społecznych i historii myśli socjalistycznej w Polsce i Europie. Jest komentatorem bieżących wydarzeń politycznych w mediach. Kibic piłki nożnej.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.