Nie chcą klepać polskiej biedy. Spojrzenie na świat islamu

Krzysztof Błażejewski 6 listopada 2015

Świat muzułmański jest barwny i fascynujący swoją odmiennością od naszego, zaskakujący różnorodnością. Nie znamy go prawie wcale, a raczej znamy niemal wyłącznie od najgorszej strony.

Na ulicach islamskich metropolii, przeważnie zapchanych wiekowymi samochodami, spotkać można „samy” własnej konstrukcji, motorowery oraz jeźdźców na koniach, osłach, a nawet wielbłądach.

Fot.: Krzysztof Błażejewski


Długie kolumny, tysiące wędrujących ludzi. Idących polami, szosami, okupujących dworce kolejowe. Ludzi o obcych nam, dziwnych twarzach, w przypadku kobiet zawsze owiniętych chustą. Ten obraz w niemal wszystkich stacjach telewizyjnych powtarzany był przez całe lato i jesień tego roku. Nic dziwnego, że w Europejczykach widok ten wzbudza przede wszystkim niepokój. Ci wędrowcy to w zdecydowanej większości Arabowie i Afrykanie, pochodzący z różnych stron świata. Łączą ich w zasadzie tylko zbiorowe powtarzanie pięć razy dziennie, że „nie ma Boga prócz Allaha i Mahomet jest jego prorokiem” oraz chęć zamieszkania w Europie Zachodniej, która jest dla nich taką ziemią obiecaną, jaką ponad wiek temu dla Europejczyków była Ameryka Północna.


Muzułmanie do pół chrześcijańskiej, pół laickiej dziś Europy przenikają od dziesiątków lat. Najchętniej przenosili się do byłych państw kolonialnych i tam, gdzie najłatwiej się żyje - do Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Szwecji. W Paryżu, Londynie, Malmoe czy Berlinie są całe dzielnice, w których pięciokrotnie w ciągu dnia rozlega się z minaretów głos muezina. Jednak szacunki wskazują, że tegoroczna fala uchodźców z krajów muzułmańskich, która wciąż wędruje przez Bałkany, będzie trudna do wchłonięcia przez kraje będące od lat tradycyjnymi kierunkami imigracji. Nawet pomimo optymistycznych zapewnień kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Zion Goldberg, Żyd z Jerozolimy: My mamy jedno, najwyżej dwoje dzieci. Palestyńczycy - siedmioro-ośmioro, a i dziesięcioro się zdarza. Nie martwią się, kto te dzieci wyżywi i ubierze...


Mimo liczby miejsc czekających w naszym kraju na uchodźców, które zadeklarował rząd premier Ewy Kopacz w ramach solidarności Polski z Unią Europejską, nie ma na razie powodu, by obawiać się „islamizacji Polski”, czym straszy prawica. Chroni nas, paradoksalnie, nasza bieda. - Do Polski? Nie, tam nie chcę - mówił przed kamerami telewizji jeden z wędrujących przez Węgry emigrantów. - Za słaby macie socjal... Słowa te potwierdzają czynem tysiące emigrantów zmierzających w stronę Niemiec.

Kościoły na meczety?


Zagrożenie wyrażone w zakończeniu „Pana Wołodyjowskiego” Henryka Sienkiewicza: „Kościoły zamienią na meczety i Koran śpiewać będą, gdzieśmy Ewangelię świętą śpiewali”, na razie w Polsce jest bardzo odległą ewentualnością. Potwierdzają to już pierwsze przypadki. W Śremie i paru innych miejscach przyjęto uciekinierów z Syrii, i to nawet nie byli muzułmanie, lecz chrześcijanie. Dostali pracę i mieszkanie. W nocy wszyscy „po angielsku” wyjechali do Niemiec. Polskiej biedy przybysze z Południa klepać najwyraźniej nie chcą. Kto najczęściej mówi o ucieczce z terenów objętych wojną domową w Syrii dla ratowania życia? W zdecydowanej większości młodzi mężczyźni z krajów arabskich, poszukujący lekkiej i dobrze płatnej pracy, a jeszcze lepiej - zasiłku socjalnego. To nas razi, bowiem w naszej kulturze mężczyzna szedł zawsze do wojska, bronił ojczyzny, żony i dzieci, a nie - tak jak obserwujemy w przypadku świata muzułmańskiego - uciekał z kraju, zostawiając wszystko na pastwę losu.

Tunezyjczyk Youssef: Z kilkudziesięciu ludzi kilku tu przyjdzie. Paru zamówi herbatę. Na życie mi wystarczy. Po co mam robić coś więcej? Wszystko i tak jest w rękach Allaha.


Ten, kto się w Europie „zaczepi”, zwykle sprowadza do siebie rodzinę. A to jest inne pojęcie niż znamy je z europejskiej rzeczywistości. To rodzina zwyczajowo nadal bardzo liczna. I młoda. Całkowicie spatriarchizowana, żyjąca zawsze razem. Dlatego domy w arabskich miastach rosną „na raty”, kolejne pokolenia dobudowują następne piętra. Starsi opiekują się dziećmi, dzieci odpłacają się opieką staruszkom. Tam prawie nikt nie ma ubezpieczeń na życie czy emerytury. Nie są potrzebne. Ten model rodziny w krajach arabskich doskonale się sprawdza. Także... politycznie. Doskonale widać to na przykładzie Izraela.

Bałagan na ulicach miast muzułmańskich to relikt koczowniczej przeszłości. Śmieci wyrzuca się po prostu za próg domu.

fot. Krzysztof Błażejewski

Bałagan na ulicach miast muzułmańskich to relikt koczowniczej przeszłości. Śmieci wyrzuca się po prostu za próg domu.



- My mamy, tak jak Europejczycy, jedno, najwyżej dwoje dzieci - mówił mi Żyd, mieszkaniec Jerozolimy, Zion Goldberg. - Palestyńczycy - siedmioro-ośmioro, a i dziesięcioro się zdarza. Nie martwią się, kto te dzieci wyżywi i ubierze, a potem wyedukuje. Allah chyba... Islamiści mają bardzo rygorystyczny patriarchat, dlatego są tak silni.

To dzięki szybkiemu przyrostowi naturalnemu islam jest religią, której wyznawców na świecie najszybciej przybywa. To tempo jeszcze wzrośnie.

Kompleksy wobec Zachodu


O świecie muzułmańskim Europejczycy wiedzą dziś wciąż niewiele. Cywilizacje europejska i islamska nie mieszają się i nie przenikają nawet tam, gdzie obcują ze sobą od wielu dekad, np. w Berlinie czy Paryżu. Tam obie te grupy obce sobie pod względem religijnym, światopoglądowym, obyczajowym, pozostają obce kulturowo i w życiu codziennym. Przybysze mieszkają w swoich gettach i nie mają zamiaru się europeizować, przeciwnie, w skrajny sposób demonstrują przywiązanie do własnego świata wartości. Zapewne instynktownie boją się przewagi cywilizacyjnej świata zachodniego, wobec którego mają wielki kompleks. I może dlatego są mu na co dzień wrodzy. To kompleksy i poczucie krzywdy leżą u podłoża zamachów terrorystycznych, nierówności płci, wprowadzania dziwacznych surowych praw i niszczenia zabytków, z którymi to cechami najczęściej kojarzymy świat islamu.

My, Polacy, także bardzo mało o tym świecie wiemy. Przeważnie tyle, ile obejrzymy w telewizji i ile zobaczymy z okien hotelu przy plaży w Egipcie czy na Riwerze Tureckiej... A jest to świat niezwykle zróżnicowany. Tak barwny jak stosy kolorowych przypraw na orientalnych straganach, jak ażurowe zdobienia meczetów i medres, jak kobiece stroje i chusty. Czasem to świat wesoły i zabawny, czasem ponury. Tak, jak i nasz. Tyle że... nieco „młodszy”. Śmiem twierdzić, że wojny w krajach muzułmańskich, zamachy i prowadzona przez nie polityka wewnętrzna dobitnie wskazują na to, iż mimo sztafażu typu Dubaj i niezmierzonego bogactwa, kulturowo i cywilizacyjne większość świata islamu żyje jeszcze w czasie, który jest odpowiednikiem wieku XIX w Europie. A że jednocześnie mają do dyspozycji najdoskonalszy arsenał broni sprzedawanej im przez Zachód i Wschód, że mają na co dzień, nawet tam, gdzie bieda aż piszczy, w skleconych z byle czego i byle jak beduińskich osiedlach na pustyni - telewizory, anteny satelitarne, komórki i zdezelowane, wiekowe samochody, wiedzą, jak żyją inni. Wiek XX, wiek szybkiego rozwoju, ale i wiek tragicznych konfliktów, jeszcze świat islamu czeka. Próby uszczęśliwiania go demokracją w zachodnim stylu poprzez wiecznych optymistów, przyniosły, co dobrze teraz widać, więcej szkody niż pożytku.

Wszystko w rękach Allaha


Przejechałem kraje islamskie od Casablanki po Teheran. Zajrzałem do dziesiątek miast i pustynnych osiedli. Rozmawiałem z wieloma miejscowymi - bo są oni na ogół przyjaźnie nastawieni do obcych. Czasem oszukają albo coś wyłudzą, wyciągną bakszysz, ale zawsze zrobią to pod przykrywką uśmiechu. Uścisną rękę, zatytułują „monsieur” albo „sir”, zaproponują przy brudnym stoliku herbacianą lurę za cenę jak w „Marriotcie” i już robi się miło.

W islamie kobieta służy mężczyźnie. To ona często za niego pracuje, a na ulicy nosi nawet najcięższe zakupy.

fot. Krzysztof Błażejewski

W islamie kobieta służy mężczyźnie. To ona często za niego pracuje, a na ulicy nosi nawet najcięższe zakupy.



- To całe moje życie - filozoficznie wyznał mi kiedyś w jednym z tunezyjskich miasteczek siedzący przy stoliku starszy Arab, Youssef. - To jest szosa prowadząca do Kairouanu - mówił. - Kilkanaście razy dziennie przejeżdża tędy autokar. Kilka się zatrzymuje. Z kilkudziesięciu ludzi kilku tu przyjdzie. Paru zamówi herbatę. Na życie mi wystarczy. Po co mam robić coś więcej? Wszystko i tak jest w rękach Allaha.

Twarzy islamu jest co najmniej tyle, ile ma chrześcijaństwo. Co prawda jest on podzielony tylko na dwa główne nurty - zwalczające się aktywnie szyityzm i sunnityzm, jednak i w obrębie każdego z tych kierunków istnieją dalsze różnice, wynikające głównie z odmienności lokalnych i terytorialnych, a także regionalnego dziedzictwa. Doprawdy modlący się pięć razy dziennie Berber z gór Atlasu, sunnita, ma tyle wspólnego z irackim szyitą, co... Kazach z Irlandczykiem.

Kraje na zachodnim skraju ziem zislamizowanych są najbardziej „ucywilizowane”, jak mówimy w Europie, czyli bardziej zlaicyzowane, bardziej przesiąknięte kulturą Zachodu. Tak jest w Maroku, Tunezji czy zachodniej Turcji, tak jest też w Libanie i Palestynie. Im dalej na wschód, tym robi się mroczniej w naszym pojęciu, czyli wzrasta wpływ religii na codzienne życie mieszkańców. Doskonale widać to na przykładzie ubioru kobiet. O ile w północnej Afryce, szczególnie w miastach, mniej więcej tylko połowa z nich nosi nakrycia głowy, podobnie w Stambule, to już przy granicy Turcji z Syrią i Irakiem, w okolicach góry Ararat czy jeziora Wan, nie sposób dojrzeć nieosłoniętej kobiety, często mają tam zakryte nawet twarze.

Najgorzej pod tym względem jest w niektórych krajach Półwyspu Arabskiego, gdzie kobiety nie mogą same wychodzić z domu, muszą być dokładnie okryte, oczy wyglądają tylko przez wąską szparę, nie mogą prowadzić samochodów, nie mają praw wyborczych. To tam zobaczyć można specjalne skórzane maski, zakładane na twarz pod chustę. Dalej na wschód znów jest luźniej, a w Iranie, pomimo iż jest to republika islamska, chustka na głowie, zsunięta daleko do tyłu, jak się powszechnie ją zakłada, jest raczej dekoracją niż zasłoną. I choć prawo tam zabrania kobietom podróżować autobusem miejskim razem z mężczyznami, wchodzić do kawiarni czy do głównej części parku, nie sprawiają one wrażenia nieszczęśliwych.

Wielu znawców islamu twierdzi, że nie ma w Koranie obligatoryjnego nakazu zasłaniania twarzy przez kobiety, a przyjęło się to stosować w większości państw muzułmańskich ze względów... praktycznych. Narzuta na ciało chroni w pustynnych warunkach przed upałem, słońcem, kurzem i pyłem niesionym przez wiatr.

- U nas nie ma nakazu noszenia chust przez kobiety - przekonywał mnie długo Irańczyk Rashid, z którym podróżowałem po tym kraju. - To tylko powszechny zwyczaj, związany z naturalnym wstydem, jaki ludzie Orientu noszą w sobie. Po prostu nie lubimy pokazywać się obcym i nie chcemy, aby nas oglądali.

Marzenia o lepszym życiu


Słowa Rashida nie znajdują jednak pokrycia w rzeczywistości. Każdy Europejczyk w Iranie jest zaczepiany przez miejscowych, którzy chętnie fotografują się z przybyszami. Ich „ukrywanie” kobiet pod zasłonami, jest wyrazem bezradności wobec nieradzenia sobie z grą męskich hormonów...

Czadory, podobnie jak i inne obyczaje muzułmańskie, np. zakaz spożywania wieprzowiny, picia alkoholu czy trzymania psów w domu, wzięły się z potrzeby radzenia sobie w surowych, niebezpiecznych pod względem higienicznym warunkach. Choć pierwsze cywilizacje powstały w Mezopotamii, to jednak warunki klimatyczne spowodowały, że dziś na świecie w rozwoju cywilizacyjnym dominują Europa i Ameryka Północna. Tereny zdominowane przez ludność muzułmańską „dojrzewają” wolniej.

Bez wątpienia siłą islamu są natomiast silna i liczna rodzina, stanowczo przestrzegany obowiązek jałmużny i kategoryczny zakaz spożywania alkoholu. Dlatego na ulicach Kairu, Stambułu czy Teheranu, nie mówiąc już o mniejszych ośrodkach, żebracy i bezdomni należą do rzadkości. I choć piwo w sklepach można spotkać, zwłaszcza tam, gdzie docierają licznie turyści, to muzułmanina „pod wpływem” nie sposób zobaczyć. Ilu ludzkich dramatów dzięki temu udało się uniknąć...

Życie na ziemiach zdominowanych przez religię muzułmańską jest dużo trudniejsze niż w Europie. Zmagać się tam trzeba przede wszystkim z brakiem wody, ziemi uprawnej, pracy. Niemożliwe byłoby zbudowanie na pustyni takich fabryk, wytwórni, które popchnęły Europę do przodu, wydobywanie kopalin, budowa tartaków etc. Jedyny skarb tego rejonu świata to ropa naftowa, na której wydobyciu fortunę zbijają jednak wyłącznie najbogatsi - szejkowie i sprowadzeni tu z Zachodu specjaliści. Na Południu żyje się na co dzień naprawdę ciężko. Dlaczego zatem mieszkańcy tych ubogich krain nie mieliby marzyć o przeniesieniu się tam, gdzie infrastruktura jest już odpowiednio urządzona i gdzie można korzystać z licznych udogodnień życiowych, czyli do Europy? Chyba każdy, z nami włącznie, wolałby pójść na gotowe niż w pocie czoła przez lata urządzać świat. I jak teraz Europa ma stawić czoła fali emigracji, nie zapominając o ustanowionych przez samą siebie prawach człowieka? Oto jest prawdziwe wyzwanie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.