Życie wykute z pasji

Piotr Schutta 6 listopada 2015

Nie robi tego dla pieniędzy ani rozgłosu. Nie reklamuje się. Jego płatnerską pracownię trudno znaleźć nawet w Internecie. Stukanie młotów rozbrzmiewa tu jednak od świtu do nocy.

- Tutaj na wariata niczego się nie da zrobić. Trzeba wytyczyć sobie cel, a potem mozolnie stukać, i tyle - mówi Adam Maziarka, bydgoski płatnerz.

Fot.: Filip Kowalkowski


Pierwszy hełm wykonał własnoręcznie w wieku 14 lat. Uzbrojony w najprostsze narzędzia, kierował się wiedzą wchłoniętą z książek i chłopięcą pasją. To, co wyszło spod młotka nastolatka, nie było wprawdzie - jak dzisiaj sam przyznaje - arcydziełem sztuki płatnerskiej, trzeba jednak oddać, że przerobiony na rycerski, współczesny hełm wojskowy przynajmniej wytrzymywał ciosy i wyglądał niesamowicie.


Adam Maziarka pasji z dzieciństwa nie zgubił. Dzięki niej ten 34-letni plastyk z wykształcenia, płatnerz z zawodu, realizuje dziś swoje marzenia, wyczarowując w kuźni na peryferiach miasta elementy antycznego uzbrojenia. Jego kunszt doceniają kolekcjonerzy i twórcy rekonstrukcji historycznych na całym świecie, od Australii po Rosję. Do drzwi skromnej pracowni płatnerskiej, schowanej pośród fabrycznych hal byłego Zachemu pukają też europejskie muzea, chcąc mieć w swoich ekspozycjach artefakty, które wyszły spod ręki bydgoskiego rzemieślnika.

Antyk na głowie


W duńskim Muzeum Prehistorii „Moesgaard” można oglądać choćby wykonany z brązu carnyx, celtycki instrument bojowy z wystylizowaną głową dzika oraz hełm zdobiony sylwetką ptaka. Wytwory Adama Maziarki znajdziemy też w muzeach we Francji, ale również w Polsce, najbliżej w zbiorach archeologicznych Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy. Na wystawie poświęconej najdawniejszym dziejom naszego regionu można zobaczyć kopię miecza z Białośliwia (oryginał zaginął po II wojnie światowej) oraz replikę hełmu z Siemiechowa. To jedyny antyczny hełm znaleziony na ziemiach polskich.

- Wysoko cenię sobie współpracę zwłaszcza z lokalnymi muzeami. Zależy mi na tym, by pokazywać ludziom, że w tej częśći Europy w czasach antycznych również kwitło życie - opowiada płatnerz. W swojej twórczości i prywatnych zainteresowaniach skupia się przede wszystkim na okresie lateńskim, obejmującym czasy od V w. p.n.e. do przełomu er.

Adam Maziarka, płatnerz: Próba naśladowania nieudolności artysty sprzed wieków mija się z celem. Trzeba robić po swojemu, od ręki, bez trasowania.


- Większość przedmiotów pochodzących z tego okresu w ten czy inny sposób związana jest z kulturą celtycką. Warto pamiętać, że Celtowie podbili Rzym, byli w Grecji, na terenach dzisiejszej Francji, Niemiec, Włoch, Ukrainy, Rumunii i Polski. Przez czterysta lat zajmowali większą część Europy, która prawie idealnie pokrywa się z granicami dzisiejszej Unii Europejskiej. Celtom zawdzięczamy sztukę bogatą w rozmaite formy plastyczne oraz umiejętność obróbki żelaza. Trzeba przyznać, że, jak na lud barbarzyński, metalurgię mieli opanowaną na bardzo wysokim poziomie - mówi Adam Maziarka.

Większość oryginalnych hełmów antycznych nie pasowałaby na dzisiejsze głowy. Okazuje się, że okrycia głowy wojowników z czasów starożytnych były mniejsze i ważyły mniej niż dzisiejsze hełmy, używane przez współczesnych rekonstruktorów do walk, ponieważ wykonywano je z cieńszego surowca.

- Tu mamy kopię hełmu wschodnioceltyckiego znalezionego na Ukrainie. Waży 1,8 kilograma i wykonany jest z kilku segmentów. Jest dzwon, czyli gówna część hełmu okrywająca czaszkę, z tyłu nakarczek, z przodu daszek, po bokach ruchome policzki z guzami. Połączenia nitowe sprytnie maskowane wzorami. Dokładnie taki hełm miał na sobie wojownik, który żył dwa tysiące lat temu - dodaje Adam Maziarka, demonstrując niedawno ukończony wyrób.

Każde zlecenie zaczyna się od zgromadzenia dokumentacji, która posłuży do opracowania projektu. Fotografie, szkice, przerysy archeologiczne, ryciny, obrazy. Przydaje się wszystko. Szuka się w artykułach i książkach, pisze się do muzeów, uruchamia się siatkę przyjaciół rozsianych po całym świecie, by jak najwięcej dowiedzieć się o konkretnym hełmie, tarczy czy mieczu. Czasem czeka się tygodniami na zdjęcie pożądanego egzemplarza, które „pstryknie” ktoś na drugim końcu Europy, mieszkający akurat w pobliżu muzeum posiadającego w zbiorach dany artefakt.

Rysownik, historyk, kowal


- To, co wykonam, ma być jak najbardziej zbliżone do oryginału. Celuję w wagę, grubość ścianek, dobieram też materiał, zwracając uwage na jego udarność i twardosć. Korzystam, oczywiście, najczęściej ze współczesnych materiałów, które są inne niż żelazo otrzymywane w antyku. Tamten surowiec był bardziej włóknisty, przypominający strukturą drewno - twierdzi płatnerz.

Gdy przyjrzeć się dokładnie historycznym hełmom, pierwsze, co odkrywa wnikliwy badacz, to masa błędów. Okazuje się, że dawni wojowie nosili hełmy często asymetryczne, wykańczane bez zbytniego przykładania wagi do detali zdobniczych i staranności.

- Próba naśladowania nieudolności artysty sprzed wieków mija się z celem. Trzeba robić po swojemu, od ręki, bez trasowania - uważa Adam Maziarka.

Kiedy projekt jest już narysowany i wyskalowany, przychodzi czas na właściwy proces produkcji, czyli ciężką robotę w kuźni. Zaczyna się od formowania kształtów na gorąco. Mozolna praca wymagająca cierpliwości i pokory. Potem gładzenie i kucie na zimno na dwurogu, prostym urządzeniu znanym płatnerzom od setek lat. Czasem trzeba wykonać na potrzeby jednego wyrobu kilka dodatkowych narzędzi. Najlepiej, jeśli płatnerz potrafi je zrobić własnoręcznie.

- Na przykład tak zwane punce do wybijania rozmaitych elementów w hełmie. Wszystko wykonuję sam na tej starej tokarce - mężczyzna wskazuje na zieloną maszynę w rogu warsztatu. Jej obsługę opanował sam, czytając odpowiednie książki. Fachowa literatura i głód wiedzy towarzysza mu bez przerwy. Książki historyczne, podręczniki o metaloznawstwie, materiały źródłowe, artykuły w branżowych pismach, doniesienia o najnowszych odkryciach, zmieniających nasze spojrzenie na życie w dawnych wiekach. Wszystko to przydaje się, gdy trzeba pokonać opór materiału lub odtworzyć element, który w oryginale nie przetrwał do naszych czasów.

- Są dni, kiedy nic nie idzie. Wtedy chwytam za miotłę i sprzątam. Ale bywa, że wstaję o czwartej rano i jadę do pracowni, bo coś nowego mi przyszło do głowy - przyznaje rzemieślnik.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.