Moje dziecko miało życie przed sobą...

Paulina Błaszkiewicz 31 października 2015

Żałoba po śmierci dziecka nigdy się nie kończy. To, co mogą zrobić rodzice, to przede wszystkim zaakceptować fakt, że ta śmierć się wydarzyła. Sukcesem będzie, jeśli po pewnym czasie zaczną normalnie funkcjonować, ale nie zapomną, że byli rodzicami.

Na cmentarzach nie tylko 1 listopada można spotkać przystrojone groby małych dzieci. Pomniki zdobią nie tylko kwiaty i znicze, ale też ulubione zabawki

Fot.: Grzegorz Olkowski


- Moja tragedia jest inna - tak mówi każdy rodzic po stracie swojego dziecka i ma rację, bo nie ma tu żadnej skali porównawczej. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich rodziców jest to, że znajdują się w wyjątkowo trudnej sytuacji, kiedy to zostaje zachwiany pewien naturalny porządek.


„A gdyby mnie ktoś porównał do mamy, która pochowała dziesięciolatka? To co, moja strata będzie mniej ważyć? Ja zazdrościłam mamom, które straciły kilkuletnie dzieci, bo mogły je przytulić, zdążyły poznać, wąchały, całowały. Miały ulubione misie i piżamki przesiąknięte zapachem dziecka. Mnóstwo wspomnień. Moja znajoma, która straciła trzyipółletnie dziecko, przez rok nie umyła monitora od komputera, bo były na nim ślady paluszków jej córeczki. Jak ja jej zazdrościłam tych śladów. Z drugiej strony, cierpienie matek, które mają dłużej dzieci przy sobie, jest większe. Strata jest bardziej widoczna. Ja tęskniłam za tym, co nie zostało mi dane, ale co ma powiedzieć mama po poronieniu, która by chciała dostać te dziesięć dni, które ja dostałam? Każdy ma swoją skalę” - powiedziała w jednym z wywiadów Agnieszka Kaluga, która po śmierci dziesięciodniowej córeczki została wolontariuszką hospicyjną.

To był jeden ze sposobów na poradzenie sobie z bólem, ale czy też sposób na wyjście z żałoby? Agnieszka Kaluga, która dziś ma kilkuletniego syna, podkreśla, podobnie jak inni rodzice po stracie, że jest mamą dwójki dzieci. I wcale nie chodzi tu o epatowanie żałobą, jak to kiedyś usłyszała 57-letnia pani Irena, mama czworga dzieci, chociaż wszyscy są przekonani, że tylko 29-letniej Kamili i 24-letniego Jacka.

- Pamiętam, jak na spotkaniu z koleżanką, której urodziła się wnuczka, powiedziałam, że gdyby Magda i Ania żyły, to ja też pewnie byłabym dziś babcią. Na co ona odpowiedziała: „I po co ty to wszystko rozpamiętujesz? Przecież masz dwoje dzieci, to i wnuków się doczekasz.” Zrobiło mi się zwyczajnie przykro, bo przecież mam prawo do wspomnień - mówi kobieta.

Żałoba do końca życia?


Pani Irena Dzień Wszystkich Świętych spędzi przy rodzinnym grobie - z mężem, dziećmi i swoją siostrą. Pod koniec października zawsze ma w domu piękne białe lilie, które wstawia do wazonu, i znicze w jasnym kolorze. Chce, żeby tego dnia wszystko wyglądało idealnie. Podobnie jest z 81-letnią panią Marią, która dziesięć lat temu pochowała córkę. Od tamtej pory listopadowe święto ma dla niej zupełnie inne znaczenie.

- Myślałam, że będzie odwrotnie. Pamiętam, jak z córkami chodziłyśmy wieczorem po cmentarzu i widziałyśmy opuszczone groby - wspomina pani Maria. - Mówiłam dziewczynom, żeby nie zapomniały mi zapalić świeczki, gdy już umrę. W tym roku po raz dziesiąty to ja, razem z mężem, zapalę znicz na grobie naszej Oli. Zmarła na raka piersi, osierociła dwoje dzieci. Miała tylko 42 lata i całe życie przed sobą. Gdybym tylko mogła, to bez wahania oddałabym jej swoje życie. Dla rodzica nie ma nic gorszego niż przeżyć własne dziecko.

Małgorzata Rębiałkowska-Stankiewicz, psycholog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, która od kilku tygodni prowadzi w Toruniu grupę wsparcia dla rodziców po stracie, zgadza się z tezą postawioną przez brytyjskich psychologów, że żałoba po śmierci dziecka nigdy się nie kończy. Na spotkania, które prowadzi, przychodzą różni rodzice. Jedni stracili dziecko przed miesiącem, inni kilka czy kilkanaście lat temu. Wszyscy cierpią tak samo.

dr Małgorzata Rębiałkowska-Stankiewicz : Zdarzają się osoby, które na grób dziecka idą dopiero wieczorem.


- Problemy rodziców są związane ze śmiercią dzieci w okresie okołoporodowym, nastoletnim, jak i dorosłym, ale najważniejsze jest to, że rodzice chcą o tym mówić, nawet po latach - uważa dr Małgorzta Rębiałkowska-Stankiewicz. - To, co mogą osiągnąć po śmierci dziecka, to przede wszystkim zaakceptować fakt, że ta śmierć się wydarzyła. Sukcesem będzie, jeśli po upływie pewnego czasu zaczną normalnie funkcjonować, ale nie zapomną o tym, że byli rodzicami.

To, z czym muszą się zmierzyć rodzice po stracie, jest w społeczeństwie tematem tabu. Mamy nawet problem z nazewnictwem. Wiemy, jak określić osoby, które straciły męża, żonę czy rodzica. Mówimy: wdowa, wdowiec, sierota, ale jak nazwać rodzica, któremu umiera dziecko? Dla tej grupy nie ma osobnej nazwy. W związku z tym mamy problem, bo bardzo często nie wiemy, jak o tym mówić.

Co mam powiedzieć?


Dr Małgorzata Rębiałkowska-Stankiewicz zauważa, że dla większości ludzi rozmowa z rodzicami po stracie jest trudna, bo po prostu nie wiemy, co mamy powiedzieć. Nie zapytamy przecież: „Jak będziesz spędzał Dzień Wszystkich Świętych?”.

- Najlepiej rozmawiać naturalnie, po swojemu - dodaje dr Małgorzata Rębiałkowska-Stankiewicz. - Są rodzice, którzy 1 listopada w ogóle nie pójdą na cmentarz, ponieważ będzie im brakowało intymności i nie będą chcieli spotkań z innymi, a inni wręcz przeciwnie - pójdą i chętnie porozmawiają na przykład z przyjaciółmi swoich zmarłych dzieci. Są też tacy, dla których 1 listopada jest świętem ich dziecka i do tego święta przygotowują się bardzo starannie. Zdarzają się osoby, które idą na grób dopiero wieczorem. Każdy przeżywa to na swój sposób i ma do tego prawo. Nie ma tu żadnych reguł. Tak samo jest przy okazji innych świąt - Bożego Narodzenia czy urodzin.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.