Książek nie czytamy w samotności. Dzicy lokatorzy podgryzają strony i nasze zdrowie

Katarzyna Bogucka 23 października 2015, aktualizowano: 23-10-2015 12:43

Naukowcy widzą więcej niż przeciętny czytelnik. Liczba mikroorganizmów na stronę przyprawić może o zawrót głowy, dlatego przed lekturą - zwłaszcza podniszczonych ksiąg - skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą, załóż rękawiczki...

Zbiory Archiwum Państwowego w Bydgoszczy wymagają szczególnej troski. Na zdjęciu Anna Dymarek

Fot.: Dariusz Bloch


Czy książka może zabić? - Nie sądzę, chyba że w kryminalnej powieści - uspokaja dr Joanna Karbowska-Berent z Zakładu Konserwacji Papieru i Skóry UMK w Toruniu, biolog zajmująca się badaniem zniszczeń zabytków spowodowanych przez bakterie, grzyby i owady. Potwierdza jednak, że dzicy lokatorzy książek mogą się niekiedy dać we znaki właścicielom bibliotek, głównie zaniedbanych.


Państwo Królikowscy z Bydgoszczy są pasjonatami czytelnictwa i ciekawych okazów bibliotecznych. Od lat wzbogacają kolekcję, pozyskując poszczególne egzemplarzez z różnych, czasem zaskakujących źródeł. Dziś, jak sądzą, biblioteczka odpowiada po części za ich problemy ze zdrowiem. I winią siebie za lekkomyślność.- Pokój, w którym przechowujemy książki, od kilku miesięcy jest dla mnie strefą zamkniętą, choć wcześniej była w nim sypialnia - mówi Maria Królikowska. - Doszłam do wniosku, że poranne sekwencyjne kichanie, kaszel, wyciek z nosa i z oczu mogą być spowodowane pleśnią, która unosi się w powietrzu razem z cząsteczkami kruszącego się papieru i kurzu. To bardzo stare książki, w większości podniszczone, porzucone przez poprzednich właścicieli, niektóre zalane wodą.

- Nasze skarby (w tym egzemplarze z drugiej połowy XIX wieku) pochodzą z piwnic, spod ławek parkowych, z kontenerów i domów przeznaczonych do rozbiórki - wylicza pan Paweł Królikowski. Podejrzenia właściciela budzi chociażby pokryty rdzawymi plamkami niemiecki słownik Konrada Dudena z 1908 roku (specjaliści nazywają takie uszkodzenie papieru foxingiem - przyp. red. ) oraz pisany gotykiem egzemplarz „Pogan z Kumerowa” Welka z 1937 roku z rozwarstwiającymi się brzegami kart (być może to początek tzw. puszystej destrukcji, za którą prawdopodobnie odpowiadają grzyby podstawczaki - przyp. red.). Kiepsko wyglądają także sterty gazet, niektóre z lat 70. i 80. - pożółkłe, kruszące się, z zaciekami niewiadomego pochodzenia. - Pewnie, że nasza biblioteczka potrzebuje konserwacji! Może w niej być wszystko, a teraz to wszystko zaczyna szkodzić mojej żonie...

Papierowa stołówka


Dr Karbowska-Berent dzikich lokatorów książek i rozmaitych dokumentów ma pod lupą od 1989 roku.

- Niebezpiecznych mikroorganizmów jest mnóstwo. Walczymy między innymi z kropidlakiem czarnym (Aspergillus niger) i kropidlakiem popielatym (Aspergillus fumigatus). Nie byłoby tej wojny, gdyby nie wilgoć - zauważa dr Karbowska-Berent. - Możliwość rozwoju mikroorganizmów w książce wzrasta, gdy wydawnictwo zawiera 8 do 10 proc. wody i więcej. To idealne warunki dla grzybów strzępkowych. Kropidlaki, pędzlaki czują się w takim mikroklimacie świetnie. Zabójców papieru jest oczywiście znacznie więcej, poszczególne grupy specjalizują się nawet w niszczeniu, na przykład Chaetomium całkowicie rozkłada celulozę. Grzyb ten wydziela bardzo dużo enzymów, pod których wpływem książka zaczyna się kruszyć, papier staje się coraz cieńszy, niekiedy ciemnieje, przebarwia się na żółtawo albo na brązowo, aż wreszcie zanika.

Książkożercami są także owady, np. rybiki cukrowe, dla których nie tylko celuloza, ale i niektóre związki (np. żelatyna) zawarte w zdjęciach są źródłem pożywienia. W starszych książkach konserwatorzy znajdują korytarze albo otwory szerokości ok. 2 mm. To ślady po chrząszczach z rodziny kołatkowatych - żywia-kach chlebowcach. „Bibliofilami” są również pustosze wypuklaki. Gdy książka ma skórzaną oprawę, pojawiają się amatorzy skóry, czyli owady z rodziny skórnikowatych. Z kolei drewno, używane niegdyś jako oprawa, znajduje się w menu kołatka domowego.

Mróz z każdej strony


Czas na bakterie. Mnożą się szczególnie po powodziach i po zalaniach. - Nie tylko ludzie mają, jak widać, kłopot z bakteriami, tyle że książkom nie aplikuje się antybiotyków. Leczenie musi być szybkie i radykalne - podkreśla nasza rozmówczyni. - Działania konserwatorskie faktycznie przypominają medyczną operację albo akcję na ostrym dyżurze, z tym że ja jestem tylko diagnostą, konkretną pracę wykonują moi koledzy i koleżanki konserwatorzy zabytków - zaznacza specjalistka z UMK i zdradza kilka warsztatowych tajemnic.

Książki wydobyte np. z zalanej piwnicy natychmiast, i na krótko, zamraża się do temperatury minus 30 stopni Celsjusza. Skąd ten pośpiech? Żeby nie dopuścić do powstania dużych kryształów lodu, które mogą zniszczyć papier. Zamrożenie powstrzymuje rozwój i bakterii i grzybów. Można spokojnie przystąpić do dalszych działań. „Mrożonkę” przenosi się do liofilizatora, który jest rodzajem suszarki. Woda zamknięta w książce w postaci lodu natychmiast zamienia się w parę wodną, która odprowadzana jest do kondensorów, gdzie na powrót zamienia się ją w lód, a później usuwa. Po tym zabiegu książka jest idealnie wysuszona, i - co ważne - niezniszczona.

Podobno metodę tę wymyślono w Grenlandii. W tamtejszej bibliotece doszło do awarii, książki z naturalnych przyczyn zamarzły. Bibliotekarze wiedzieli, że w Kopenhadze jest liofilizator. Wysuszyli książki w warunkach próżni i zbiór udało się uratować. Po powodzi na Dolnym Śląsku w 1997 roku UMK brał udział w ratowaniu tamtejszych książek i archiwaliów, część była w w Zakładzie Konserwacji Papieru i Skóry UMK poddawana wstępnej konserwacji, myciu i właśnie liofilizowaniu, a później dezynfekcji.

- Dezynfekcja jest najbardziej skuteczną metodą pozbywania się mikroorganizmów z książek - tłumaczy dr Joanna Karbowska-Berent. - Używa się do tego między innymi tlenku etylenu - mówiąc wprost, obiekty są gazowane w specjalnych komorach. W tym procesie giną pasożyty, bakterie, grzyby. Największe zastrzeżenia budzi jednak tlenek etylenu, który jest substancją rakotwórczą. Wprawdzie gaz usuwa się specjalnym kominem do atmosfery, gdzie się rozkłada, ale sam fakt tak wysokiej toksyczności substancji skłania specjalistów do odchodzenia od tej metody, na rzecz mechanicznego czyszczenia książek. Czyścimy je z grzybów, z resztek owadów, z siedlisk owadów, bo książki, jak wspomniałam, są dla nich i domem i stołówką. Stosuje się także przekładanie kart przekładkami bibułowymi nasączonymi środkami dezynfekującymi ...

Skarb za szkłem


Sprawa jest, jak widać, poważniejsza niż właścicielom domowej biblioteczki mogłoby się wydawać. Co zrobić z prywatnymi zbiorami, których stan budzi wątpliwości? Wyrzucić? Wyleczyć? Anna Dymarek, konserwator archiwalny z Archiwum Państwowego w Bydgoszczy, wskazuje na co najmniej kilka możliwości.

- Albo książki są po prostu brudne, zakurzone i z tego powodu drażnią drogi oddechowe, być może także skórę, albo rzeczywiście są zakażone - zastanawia się specjalistka.

- Należałoby przeprowadzić badanie i dopiero na podstawie wyników podjąć najlepszą decyzję. Natomiast pierwszą rzeczą w ochronie obiektów zabytkowych jest prewencja. Warto skorzystać z naszych sposobów i spakować książki, o ile są „zdrowe”, do kartonów, do teczek. W ten sposób zabezpieczymy zbiory przed niekorzystnym wpływem otoczenia.

W tym przypadku tracimy jednak z oczu skarb. Można także umieścić książki za szkłem. Jeśli jednak istnieje podejrzenie, że wydawnictwa są zakażone, zalecam kontakt z konserwatorem. W żadnym wypadku nie polecam trzymania skażonych obiektów w domu, ani także dezynfekowania ich przez amatorów. Oferowane w sprzedaży środki chemiczne to bardzo silnie działające substancje. Specjaliści, którzy ich używają, pracują w fartuchach, zabezpieczają ręce gumowymi rękawicami, maskami chronią drogi oddechowe, specjalnymi okularami oczy, a zabieg wykonują w dobrze wentylowanym pomieszczeniu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.