Kolejna jesień mija, a ja wciąż niczyja

Paulina Błaszkiewicz 17 października 2015

- Skoro jestem sama, to znaczy, że coś ze mną nie tak - tak myśli większość kobiet, dla których źródłem cierpienia jest brak drugiej osoby i - tym samym - możliwości stworzenia stałego związku. Jak radzić sobie z presją otoczenia i jak polubić singlowanie?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego jest tak dużo singielek. Są kobiety, które mają bardzo wysokie wymagania, stawiają na karierę zawodową i rozwijanie pasji lub mają złe doświadczenia w relacji z mężczyzną

Fot.: 123rf


"Singielka” - to tytuł jednego z nowych seriali jesiennego sezonu w telewizji. To historia trzydziestokilkuletniej Elki, która zmotywowana tym, że zbliża się ślub młodszej siostry, a ona nie ma partnera, postanawia w 274 dni znaleźć miłość swojego życia.

Długa lista oczekiwań


Takich kobiet jak Elka, czyli singielek, jest w Polsce coraz więcej, ale o ile jeszcze kilka lat temu „panowała moda na życie w pojedynkę”, to teraz nadszedł czas parowania. Z każdej strony jesteśmy bombardowani programami typu „Rolnik szuka żony”, „Kto poślubi mojego syna” albo filmami, w których bohaterka zastanawia się nad swoim samotnym losem. Komediodramat „Facet (nie)potrzebny od zaraz” z Katarzyną Maciąg w roli głównej to też historia singielki, która po kolejnym nieudanym związku zaczyna przepytywać swoich byłych, dlaczego ją zostawili.


- Skoro jestem sama, to znaczy, że coś jest ze mną nie tak - w ten sposób myśli o sobie zdecydowana większość kobiet, dla których źródłem cierpienia jest brak drugiej osoby i - tym samym - możliwości stworzenia stałego związku - mówi Joanna Powichrowska, psychoterapeutka. W przyszłą środę pod hasłem: „Wiosna mija, a ja niczyja” poprowadzi ona warsztaty dla osób po 25. roku życia, podczas których uczestniczki będą mogły m.in. poszukać odpowiedzi na pytanie: „dlaczego są same?”. Czy dzisiejsze singielki faktycznie oczekują księcia na białym koniu, chociaż same nie robią nic w kierunku zmiany swojej sytuacji matrymonialnej? A może wcale nie chcą być w związku, tylko ulegają presji otoczenia?

Gabinet Joanny Powichrowskiej bardzo często odwiedzają młode i ambitne kobiety, które jednak mają wyidealizowany obraz i wysokie wymagania, jeśli chodzi o mężczyzn. Dawniej lista oczekiwań wobec potencjalnych kandydatów na męża była zdecydowanie krótsza. Generalnie chodziło o to, żeby nie pił i nie bił. Dziś to nie wystarcza, bo panie we wszystkich sferach życia starają się wycisnąć cytrynę do końca.

- To bardzo ważna przemiana. Wystarczy spojrzeć na pokolenie dzisiejszych babć i wnuczek. Poszukiwane przez nie cechy u partnerów to dwa zupełnie różne światy. Babcie szukały mężczyzn pracowitych i zaradnych, to wystarczyło. Współczesne młode kobiety, oprócz wymienionych cech, oczekują poczucia humoru, opiekuńczości i wielu innych zalet. Wiąże się to z tym, że mają wydłużoną ścieżkę edukacyjną, same zarabiają, stają się samowystarczalne i zdecydowanie wzrosły ich wymogi związane z wykształceniem i z zarobkami - mówił prof. Tomasz Szlendak, socjolog z UMK, kilka lat temu w wywiadzie dla naszej gazety.

Dlaczego się nie udaje?


Trudno stwierdzić, co by było w sytuacji, kiedy kobiety obniżyłyby poprzeczkę wobec mężczyzn, bo jeśli potencjalny kandydat nie nadaje się do wspólnego życia już na samym początku, to co dopiero będzie później?

30-letnia dziś Justyna dwa lata temu, po tym, gdy usłyszała od swojej cioci, że biją jej ostatnie dzwony, związała się z żonatym mężczyzną, który po swoim rozwodzie planował z nią wspólne życie. Ani z jednego, ani z drugiego nic nie wyszło. Dziewczyna straciła tylko czas i energię.

Joanna Powichrowska twierdzi, że w tego typu związki wchodzą kobiety, które nie miały dobrej relacji z ojcem. Z jednej strony, mówią, że chcą być w związku, a z drugiej, nieświadomie uciekają, wybierając mężczyzn niedostępnych.

- Taka postawa wynika z lęku przed bliskością i braku poczucia własnej wartości. Kobietom, które same siebie nie kochają, wydaje się, że jeśli ich partner będzie ekstra, to one też się takimi staną. Dominuje przekonanie, że „będę szczęśliwa, gdy zbuduję dobry związek”. Chciałabym odczarować to myślenie, bo w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie - „gdy będę szczęśliwa, to zbuduję dobry związek”- tłumaczy psychoterapeutka.

Anna, 27-latka z kilkuletnim stażem jako singielka, twierdzi, że nigdy nie była szczęśliwsza niż obecnie, chociaż u jej boku nie ma żadnego mężczyzny.

- Mam pracę, pasję, przyjaciół. Nie wiem, czy będąc w związku miałabym czas na to, żeby dodatkowo chodzić na hiszpański czy biegać z koleżankami po sklepach. To prozaiczne kwestie, ale większość moich koleżanek, które są w związkach, całkiem zapomina o sobie i swoich potrzebach. Ja tak nie chcę. No, może chcę - dwa razy do roku, na święta, bo wtedy słyszę: „a ty cały czas jesteś sama?” - opowiada Anna.

Święta, śluby, chrzciny, imieniny i inne uroczystości rodzinne to wydarzenia, za którymi single nie przepadają. Można jednak złagodzić przykre objawy, które towarzyszą tego typu spotkaniom.

- Tak naprawdę wszystko zależy od nas samych. Jasne, że w sytuacji, kiedy po raz kolejny kobieta słyszy, że znowu nie przyjechała do domu z narzeczonym, to nie jest jej przyjemnie, ale to boli trochę mniej, jeśli sama o sobie ma dobre zdanie. Jeśli kiepsko o sobie myślimy, to ocena innych będzie miała dla nas duże znaczenie - podkreśla Joanna Powichrowska.

Życie w pojedynkę, tak samo jak życie w związku, ma swoje wady i zalety, ale nie warto się nad tym specjalnie rozczulać. Warto jednak zastanowić się, co z tym zrobić, jak wykorzystać to, co jest tu i teraz i cieszyć się singlowaniem.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.