Europa - Eldorado dla każdego? Wielka pomyłka imigrantów

Przemysław Łuczak 16 października 2015, aktualizowano: 16-10-2015 11:24

„Poprzez utrzymanie Asada przy władzy Rosja chce pokazać USA i ich sojusznikom oraz mocarstwom regionalnym, że będzie bronić swoich interesów, że również może interweniować zbrojnie nie pytając nikogo o zdanie” - rozmowa z dr. Bartoszem Bojarczykiem, politologiem z UMCS w Lublinie.

Dr Bojarczyk: Niektórym imigrantom w Europie może być lepiej, ale większość z nich zasila biedotę bez przyszłości, co sprzyja radykalizacji postaw społecznych (...).

Fot.: archiwum



Co jest stawką trwającej od kilku lat wojny w Syrii?
Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta ze względu na skomplikowany charakter tego konfliktu. Stronami nie są bowiem tylko rządowe siły syryjskie i opozycja, lecz również transnarodowe organizacje terrorystyczne, zwłaszcza Państwo Islamskie i Front al-Nusra, mocarstwa regionalne - Turcja, Iran czy Arabia Saudyjska oraz światowe - Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Rosja, która ostatnio włączyła się do wojny. Podstawową stawką tej wojny jest przyszłość Syrii.


Jej rozpad byłby katastrofą dla bezpieczeństwa Bliskiego Wschodu. Ale ten proces dezintegracji postępuje, bo Państwo Islamskie tworzy na opanowanych przez siebie obszarach Syrii i Iraku własne struktury społeczno-polityczne.

Czy rząd prezydenta Syrii Baszara el-Asada rzeczywiście jest aż tak krwawy, jak utrzymują Amerykanie, którzy chcą odsunąć go od władzy?
To, czy USA rzeczywiście chcą odsunąć Asada od władzy, nie jest takie jednoznaczne. Przyjęły po prostu obraz Asada jako krwawego dyktatora, nakreślony przez opozycję syryjską oraz mocarstwa regionalne, które uznały, że Asad - podobnie jak wcześniej było to z Saddamem Husseinem w Iraku i Muammarem Kaddafim w Libii, nie jest im już potrzebny. Reżim Asada rzeczywiście był krwawy, ale nie bardziej niż którykolwiek z innych reżimów bliskowschodnich.

Wszystkie rządy na Bliskim Wschodzie oparte są zresztą na surowej opresji. Społeczeństwo syryjskie mocno odczuło skutki globalizacji i pewnej liberalizacji gospodarki. Podpisanie układów handlowych z Turcją oraz zniesienie ceł na niektóre towary spowodowało spadek poziomu życia, co z czasem na fali tzw. arabskiej wiosny doprowadziło do protestów społecznych, które Asad bezwzględnie tłumił.

Kiedy Syryjczycy zaczęli mówić o demokracji, zachwycony tym Zachód poparł pomysł, że dyktator musi odejść. Teraz jednak świat ma na głowie przede wszystkim Państwo Islamskie, a nie Asada.

W jakim stopniu włączenie się Rosji do wojny po stronie Asada zmieniło sytuację w Syrii?
Tego na razie nie wiemy. Ale Rosja angażując się militarnie w Syrii stara się nie tylko utrzymać swoją pozycję na Bliskim Wschodzie, lecz również podkreśla swoje aspiracje do bycia światowym mocarstwem.

Już na początku tego konfliktu Asad, za sprawą Rosji, uniknął interwencji państw zachodnich, kiedy zgodził się na likwidację swojego arsenału broni chemicznej. Ostatnio, dzięki wsparciu Rosji, Iran poradził sobie z izolacją międzynarodową i zawarł porozumienie w sprawie swojego programu atomowego. Teraz Iran, podobnie jak Rosja, popiera Asada, a lądowe siły irańskie działają już w Syrii, koordynując operacje rządowej armii i Hezbollahu.

Poprzez utrzymanie Asada przy władzy Rosja chce pokazać USA i ich sojusznikom oraz mocarstwom regionalnym, że będzie bronić swoich interesów, że również może interweniować zbrojnie nie pytając nikogo o zdanie. Rosjanie podkreślają, że ich działania - w przeciwieństwie do Amerykanów, mają mocną podstawę prawną, ponieważ zostali poproszeni o pomoc przez legalny rząd Syrii.

Dlaczego, mimo ponad rocznych bombardowań prowadzonych przez Zachód, Państwo Islamskie wciąż mocno się trzyma?
Decyduje o tym jeden ważny czynnik, nikt nie ma ochoty wysyłać do Syrii swoich wojsk lądowych i nie zanosi się, by rychło mogło się to zmienić. A z powietrza nie da się wyrządzić Państwu Islamskiemu większych szkód.

Bojownicy nauczyli się bowiem walczyć z lotnictwem, mieszają się ludnością cywilną, używają lekkiego sprzętu, działają na ogół na trudno dostępnej pustyni, gdzie łatwo się ukryć. Poza tym islamiści cały czas budują własne państwo, stosując barbarzyńskie metody zaprowadzania swoich rządów, zbierają podatki od ludności, ale także starają się stworzyć podstawy organizacyjne i funkcjonalne normalnego państwa.

Ponadto oferują znacznie tańszą niż na oficjalnych rynkach ropę naftową, którą kupują od nich właściwie wszyscy. Kwitnie także nielegalny handel zrabowanymi w Syrii starożytnymi zabytkami, które kolekcjonerom na całym świecie dostarczają wyspecjalizowane gangi.

Czy masowy napływ uchodźców do Europy, może coś zmienić w nastawieniu państw zachodnich do Państwa Islamskiego?
Przede wszystkim trzeba rozstrzygnąć, kto przybywa do Europy. Mówi się o uchodźcach, mimo że w większości są to imigranci ekonomiczni spoza obszarów objętych wojną, co jakoś jest rozmywane. UE nie jest przygotowana do napływu tak wielu ludzi, którzy na naszym kontynencie szukają szansy na poprawę bytu.

Dlatego należałoby się zastanowić nad prawnym uregulowaniem tej kwestii i odpowiedzieć na podstawowe pytanie, czego chcemy od imigrantów. Kreowanie wizji Europy przyjaznej dla każdego jest bowiem niebezpieczne, zarówno dla samej Europy, jak i dla imigrantów. Bardzo często ci ludzie porzucają wszystko, żeby dotrzeć do Europy, a tutaj wcale nie jest kolorowo.

Niektórym, jeśli dopisze im szczęście, może być lepiej, ale większość z nich zasila biedotę bez przyszłości, co sprzyja radykalizacji postaw społecznych, gdzie czynnik religijny jest wykorzystywany zarówno przez nich samych, jak polityków i media. Nie sądzę, by ustabilizowanie sytuacji w Syrii w perspektywie roku lub dwóch, mogłoby zastopować napływ imigrantów do Europy.

Skąd przybywają imigranci?
Z dwóch głównych kierunków. Przez Syrię wiedzie szlak zachodnioazjatycki, skąd oprócz Syryjczyków kierują się uciekinierzy z Pakistanu i Afganistanu. Natomiast z kierunku północnoafrykańskiego wędrują imigranci ekonomiczni ze znajdującej się w stanie upadku Libii, ze zdestabilizowanego Egiptu oraz krajów afrykańskich.

Ten temat jest jednak pomijany w mediach. Mówi się głównie o uchodźcach syryjskich, którzy tak naprawdę stanowią tylko jedną trzecią tej ogromnej rzeszy ludzi, a przemilcza się problem imigrantów ekonomicznych, których Europa nie uważa za grupy ryzykowne. Niemniej kraje unijne powinny się zdecydować, czy nadal będzie chaotycznie wpuszczać wszystkich do Europy, co byłoby głupotą, czy też da jasny sygnał, że ta sprawa zostanie uregulowana. W jednym i drugim przypadku będzie to bardzo kosztowne.

Jak Polska powinna się zachowywać wobec wojny w Syrii?
Polska jako kraj średniej wielkości nie ma interesów globalnych na Bliskim Wschodzie. Mamy za to swoje interesy gospodarcze, dotyczące głównie zakupu surowców energetycznych. Dlatego powinniśmy popierać wszelkie inicjatywy, które dążą do stabilizacji tego regionu.

Polska nie powinna się natomiast angażować się na Bliskim Wschodzie militarnie, nawet gdyby Amerykanie próbowali zbudować natowską koalicję do walki z Państwem Islamskim. Co najwyżej moglibyśmy wysłać tam nasze oddziały w ramach pokojowych sił ONZ, które rozdzielałyby strony konfliktu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.