Pianistyczne emocje i kontrowersje. Kto z regionu pójdzie w ślady Rafała Blechacza?

Krzysztof Błażejewski 16 października 2015

W konkursach chopinowskich występowało i po laury w nich sięgało wielu wykonawców pochodzących z Kujawsko-Pomorskiego albo tutaj się kształcących. Teraz do finału ma szanse wejść kolejna trójka: Szymon Nehring, Krzysztof Książek i... Xu Zi.

Pianista, który jako interpretator muzyki Chopina 10 lat temu przyćmił wszystkich. Rafał Blechacz

Fot.: Archiwum


Niezależnie od tego, czy któryś z polskich uczestników będzie laureatem tegorocznego konkursu chopinowskiego, wiadomo już, że ta tradycyjna impreza, korzeniami sięgająca lat 20. ubiegłego stulecia, wciąż żyje w świadomości społeczeństwa. Bilety, nawet na początkowy etap przesłuchań, rozeszły się błyskawicznie, a ludzie związani z muzyką komentują dzień w dzień przebieg konkursu w mediach, przede wszystkim w Internecie.


Jednak najważniejsze jest to, że zmaganiami na scenie warszawskiej filharmonii - w określonym rzecz jasna stopniu - interesują się nawet ci, którzy z muzyką sprzed ery Beatlesów niewiele mają na co dzień wspólnego, lub wręcz zupełnie ją ignorują.

Są tego dwie zasadnicze przyczyny: po pierwsze doskonałe dopasowanie się rywalizacji konkursowej do zasad jakże dziś popularnych widowisk sportowych, co powoduje możliwość emocjonowania się przebiegiem warszawskiej chopiniady, po drugie - ponadczasowy urok muzyki Fryderyka Chopina, która świetnie radzi sobie z próbą czasu, dużo lepiej niż większość utworów z epoki Chopinowi współczesnej. Bogactwo melodyczne w twórczości najwybitniejszego polskiego kompozytora, osadzone często w polskim folklorze, otulone legendą wygnańca z gnębionego kraju, składa się na sekwencje dźwięków i kompozycje, które wciąż, i to nie tylko Polaków, poruszają do głębi.

Do Szafarni płyń muzyko, pod wiejskie strzechy...


Konkursom warszawskim od początku towarzyszyły głośne wydarzenia pozamuzyczne, a także kontrowersje w ocenie gry laureatów. W okresie międzywojennym zdominowali go pianiści z ZSRR, którzy wręcz palili się do tego, by móc wyjechać z Kraju Rad do Polski, będącej wówczas dla nich „Zachodem”, mimo iż mieli problemy z wizami, bo otrzymywali je w ostatniej chwili. Niektórzy zgłaszali się do konkursu w celach... turystycznych. Podczas przesłuchań grali tak, że jury przerywało ich występy.

Zarówno wśród gości z ZSRR, jak i wśród polskich pianistów wiele było w okresie międzywojennym osób pochodzenia żydowskiego, stąd na zdominowanym przez endecję Pomorzu, w Toruniu i Bydgoszczy, o konkursie mówiono wówczas z niechęcią, że jest to „zabawa dla żydokomuny”.

Już pierwszy konkurs wywołał kontrowersje w ocenie, kto gra najlepiej. Wielu znawców uważało, że główną nagrodę powinien dostać czwarty Grigorij Ginzburg zamiast triumfatora Lwa Oborina.

W 1932 roku dwaj najlepsi pianiści zebrali od sędziów równą liczbę punktów. W wyniku... losowania pierwszą nagrodę otrzymał Rosjanin z polskimi korzeniami, mieszkający w Paryżu Alexander Uninski, podający się za bezpaństwowca, wyprzedzając niewidomego (!) Węgra Imre Ungara.

W latach powojennych do historii przeszło umieszczanie jury za kotarą (1949 rok), żeby nie mogło widzieć grających i było maksymalnie obiektywne. Niektórzy pianiści dogadali się i „dyskretnie” dawali klawiszami znaki „swoim” arbitrom. Tuż przed konkursem grupa uczestników przybyła do Szafarni pod Toruniem, gdzie w byłym dworku rodziny Chopina dała koncert dla przodowników pracy w okolicznych PGR-ach w ramach „trafiania wielkiej muzyki pod strzechy”.

W 1965 roku też oceny był skrajnie rozbieżne. Janina Wyrzykowska, pianistka z Torunia, dyrektor tamtejszej średniej szkoły muzycznej, uważała np., że główna nagroda należała się Brazylijczykowi Arturo Moreirze Limie za wyjątkową błyskotliwość i śpiewność dźwięku. Zwyciężczynię, Marthę Argerich z Argentyny, określała jako pianistkę świetnie wyszkoloną technicznie, ale pozbawioną niezbędnego błysku.

Konkurs w roku 1980 przeszedł do historii z racji występu Chorwata Ivo Pogorelicia, którego gra przyjmowana była entuzjastycznie, zwłaszcza przez młodzież. Grający w dżinsach, w koszuli ze stójką, w kolorowych kamizelkach młody pianista porywał słuchaczy swoją swobodną, bardzo oryginalną interpretacją. Jury wolało jednak, mimo wielu protestów, do finału dopuścić wyłącznie graczy „konwencjonalnych”.

Pod koniec minionego stulecia, w latach 90. na konkursach brakowało wybitnych postaci, jaką niezaprzeczalnie stał się w 1975 roku Polak Krystian Zimmermann, dwukrotnie nie przyznano nawet pierwszej nagrody, choć w 1995 roku ogólnym faworytem był Rosjanin Aleksiej Sułtanow. Sklasyfikowanie go niżej doprowadziło do wygwizdania jury i... odmowy udziału oburzonego pianisty w koncercie laureatów. Dopiero w 2005 roku bezkonkurencyjnym zwycięzcą, bez cienia kontrowersji, został Rafał Blechacz, pochodzący z Nakła student bydgoskiej Akademii Muzycznej, który jako jedyny w historii zgarnął także wszystkie dodatkowe nagrody. To pierwszy zwycięzca konkursu chopinowskiego pochodzący z naszego regionu, ale nie pierwszy i nie jedyny „nasz” laureat.

Mistrz „od mazurków” przenosi się do Torunia


Pierwszym uczestnikiem konkursu z naszego regionu był w 1932 roku Stanisław Niedzielski. Pochodził z Warszawy, w 1920 roku jego rodzice przenieśli się do Bydgoszczy. Utalentowany chłopak po skończeniu konserwatorium wyjechał do Londynu, gdzie zrobił oszałamiającą międzynarodową karierę. Na konkursie chopinowskim odpadł jednak z powodu „nie-polskiej interpretacji Chopina”.

Pochodząca z Torunia wybitna pianistka Regina Smendzianka wystąpiła na konkursie chopinowskim w 1949 roku i zajęła XI miejsce

Pochodząca z Torunia wybitna pianistka Regina Smendzianka wystąpiła na konkursie chopinowskim w 1949 roku i zajęła XI miejsce


W 1936 r. w toruńskim konserwatorium Pomorskiego Towarzystwa Muzycznego zatrudniono jako nauczyciela Henryka Sztompkę, laureata nagrody za najlepsze wykonanie mazurków na chopinowskim konkursie w 1927 r. To pod jego okiem zaczął rozwijać się talent torunianki, Reginy Smendzianki, która po wojnie przeniosła się ze swoim mistrzem do Krakowa. Podczas konkursu w 1949 r. Smendzianka zajęła wysokie XI miejsce.

Brazylijski wnuk bydgoskiej aktorskiej sławy


W 1960 roku finalistą i zdobywcą II wyróżnienia był Jerzy Godziszewski, kolejny wychowanek muzycznej szkoły toruńskiej. Potem jednak przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie został wykładowcą na Akademii Muzycznej. W tym samym roku, ale bez powodzenia, w warszawskiej filharmonii zagrał Zbigniew Morozowicz reprezentujący... Brazylię. Był on wnukiem słynnej aktorki bydgoskich scen, Natalii Morozowiczowej. Jak się okazało, syn artystki, Tadeusz, wyemigrował do Brazylii, do Kurytyby, gdzie ożenił się z poznańską pianistką Wandą Lachowską. Z małżeństwa tego zrodził się kolejny uczestnik konkursu z „naszymi” korzeniami.

Zapewne nikt nie przypuszczał, kiedy w 1975 roku zasiadła do gry na kolejnym konkursie pochodząca z Bułgarii Jekaterina Popowa (otrzymała wyróżnienie), że będą kiedyś spod jej ręki seryjnie wychodzili wybitni młodzi polscy pianiści, a ona sama w przyszłości, tak jak w tym roku, jako Katarzyna Popowa-Zydroń, będzie przewodzić jury podczas kolejnego konkursu.

Pięć lat później drugą nagrodę w konkursie otrzymała Rosjanka Tatiana Szebanowa, która w 1988 r. przeniosła się do Bydgoszczy i aż do śmierci w 2011 r. wykładała na Akademii Muzycznej. W tym samym 1980 r. do finału dotarła pochodząca z Chełmna, kształcąca się jednak w Gdańsku, Ewa Pobłocka.

W 2005 r. cieszyliśmy się w regionie z bezprecedensowego triumfu Rafała Blechacza z Nakła, wychowanka prof. Katarzyny Popowej-Zydroń, a w 2010 r.z finałowego miejsca i wyróżnienia Pawła Wakarecego (również ucznia tej samej pedagog) pochodzącego z Torunia, jednocześnie studenta bydgoskiej akademii.

W tym roku mamy trzech uczestników trzeciego etapu studiujących w bydgoskiej szkole muzycznej. Czy któryś z nich pójdzie w ślady Blechacza i zwycięży?

Warto wiedzieć:


Cztery razy Polacy zdobywali główne nagrody na konkursach chopinowskich.

Byli to: Halina Czerny-Stefańska (1949) - nagroda dzielona z Bellą Dawidowicz z ZSRR, Adam Harasiewicz (1955), Krystian Zimmermann (1975) i Rafał Blechacz (2005).

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.