Po 800 gramach jedwabiu i wełny z merynosa poznasz gentlemana. Elegancja szyta na miarę.

Piotr Schutta 16 października 2015

Król Edward VII nie zapiął dolnego guzika kamizelki i po godzinie już cały męski Londyn odpinał guziki. Dziś wybryk króla to wyzwanie dla krawców, którzy muszą znaleźć właściwą linię marynarki.

Od ponad 20 lat Karol Włodarski wspiera mężczyzn, dla których ubiór jest przekazem ważnych wartości

Fot.: Filip Kowalkowski


Prawdziwy krawiec męski, kiedy zabiera się za szycie marynarki na miarę, zawsze szuka okna. Przy czym oknem nie jest otwór w ścianie, lecz przestrzeń, która tworzy się pomiędzy rękawem a talią marynarki. Im wyższe i szersze jest okno, tym zgrabniej wygląda sylwetka mężczyzny.


- Po tym też poznajemy klasę garnituru. Jeśli dobrze poprowadzę linię, to każda sylwetka będzie prezentowała się dobrze. Nieważne, czy będzie to człowiek szczupły, wysoki, niski czy otyły. Szukamy właściwych proporcji oraz balansu i zawsze je znajdujemy - zapewnia Karol Włodarski, bydgoski krawiec, który od przeszło 20 lat prowadzi pracownię krawiectwa męskiego.

Krawiec będzie pytał


Ubierają się u niego prezydenci miast, pianiści, biznesmeni, siatkarze, kierowcy, przedsiębiorcy budowlani. Ludzie różnych zawodów i o różnej zasobności portfela. Przyjeżdżają też klienci z Anglii, Niemiec i Francji. Nie dlatego, że marka „Charles Tailor” stała się nagle modna i powszechnie znana w Polsce i Europie. Prawda jest bardziej przyziemna- przeważnie przyjeżdżają z zazdrości.

- Tak trafił do nas na przykład kulturysta Robert Burneika. Podczas którejś z imprez kulturystycznych w Stanach zobaczył, jak jest ubrany nasz mistrz Arek Szyderski z Torunia i po prostu mu pozazdrościł. Bo niełatwo jest potężnie zbudowanemu mężczyźnie znaleźć dobrze leżący garnitur konfekcyjny. Niestety, wielu panów wygląda tak, jakby ubrali namiot z otworem na głowę - mówi Karol Włodarski. Rozmawiamy w jego nowej pracowni, w której w centralnym punkcie króluje stół bilardowy. Na nim, zamiast bil, ciasno ułożone próbniki z tkaninami z najlepszych na świecie przędzalni z Włoch i Anglii. Blisko dziesięć tysięcy wzorów tkanin ubraniowych ośmiu znanych kolekcji. Można z nich uszyć marynarkę, garnitur, spodnie, koszulę, płaszcz, bonżurkę albo... marynarkę kasynową, którą założy się tylko raz w życiu, podczas balu kapitańskiego na pokładzie statku przekraczającego równik.

- Proszę dotknąć tego. To tkanina najdelikatniejsza na świecie. Ma trzy składniki: wełnę z merynosa, naturalny jedwab i wełnę kaszmirską. Marynarka z niej uszyta waży 800 gramów. Czy marynarka, której prawie się na sobie nie czuje, może się źle nosić? - uśmiecha się Włodarski.

Klient, który znajdzie się w jego atelier, szybko zrozumie, że porządnie skrojony garnitur to nie uniform krępujący ruchy, który zostanie wyjęty z szafy dwa razy w roku, lecz oznaka siły mężczyzny, jego atut. W przeciwieństwie do garnituru konfekcyjnego, czyli takiego, jaki możemy kupić w sklepie odzieżowym, ubranie szyte na miarę podkreśli to, co w sylwetce człowieka piękne i proporcjonalne, a ukryje to, co powinno się ukryć. Wpływ na to będzie miał nie tylko dobór odpowiedniej tkaniny, ale przede wszystkim właściwe rozłożenie proporcji. Zanim krawiec przystąpi do zdjęcia miary z klienta, najpierw zarzuci go niewyobrażalną liczbą pytań: o zawód, przyzwyczajenia, styl życia, upodobania, ulubiony kolor itd.

- Garnitur szyty na miarę składa się z 300 elementów i trzeba być gotowym na to, że prawdziwy krawiec męski zada klientowi tyle właśnie pytań. Kiedy ktoś staje w mojej pracowni, mówiąc, że ma piętnaście minut, proponuję, żeby kupił sobie tylko skarpetki, bo tylko tyle możemy zrobić w tym czasie - mówi Karol Włodarski.

Nagminny problem większości mężczyzn to otyłość. Gotowy garnitur ze sklepu może mieć odpowiedni rozmiar, ale wszystkie elementy będą w nim proporcjonalne. Jeśli więc uda się ukryć brzuch, może się okazać z kolei, że marynarka jest za duża w ramionach i człowiek wydaje się być większym niż jest w istocie. Z odzieżą szytą na miarę nie ma tego problemu.

Guziki tylko z orzecha


- Bawimy się szerokością wyłogu, zwanego popularnie klapą, kombinujemy z długością marynarki, szukamy odpowiedniej talii, dajemy wysoką pachę i wąski, odpowiednio długi rękaw. Oczywiście, kształtujemy też ramię, wszywając ręcznie sześć warstw włókniny, a każdą pod innym kątem. Ważne są też spodnie, a zwłaszcza wysokość stanu. Źle dobrane potrafią niskiego mężczyznę uczynić jeszcze niższym. Dzięki tym wszystkim sztuczkom jesteśmy w stanie wizualnie odchudzić każdego otyłego mężczyznę, ale też nadać atletyczny wygląd temu, który jest za szczupły - opowiada mistrz krawiectwa.

Problemem współczesnego mężczyzny jest brak znajomości dress codu, czyli podstawowych zasad elegancji, i ślepe podążanie za modą. Jedna z tych zasad mówi, że dolny guzik marynarki zawsze pozostaje odpięty. Podporządkowuje się temu każdy gentleman i każdy krawiec, szukając właściwej linii marynarki przy odpiętym guziku, co nie jest łatwą sztuką.

- Elegancja i klasyka są nieśmiertelne. Moda zawsze z nimi przegra. Gwarantuję, że za pół roku jasnobłękitny garnitur będzie synonimem kiczu. Za to ciemnogranatowy klasyk z dobrej neapolitańskiej wełny z guzikami z orzecha corozo z Ekwadoru z pewnością posłuży mężczyźnie około 10 lat. Albo weźmy garnitur z brytyjskiej gabardyny. Cały naturalny, wszystkie wkłady ręcznie pikowane, na ramionach wata wełniana, która nigdy się nie zdeformuje. Konstrukcja klatki piersiowej ukształtowana za pomocą sprężystego końskiego włosia. Tak ubranych przeze mnie mężczyzn uwielbiam wysyłać na ulicę - śmieje się krawiec. - Ulica wtedy pięknieją.

Żałuje jedynie, że połowa z nich uatrakcyjnia swoim wyglądem ulice zagranicznych miast - włoskich, niemieckich, francuskich, angielskich. Zaledwie co drugi klient pracowni „Charles Tailor” jest Polakiem.

Uszycie garnituru w fabryce zajmuje dziesięć godzin. Duża szwalnia jest w stanie wytworzyć kilkanaście tysięcy sztuk miesięcznie. Krawiec miarowy potrzebuje około 80 godzin, by stworzyć ubranie, a nie przebranie.

- Odbiór każdej szytej u mnie sztuki jest jak premiera w teatrze. Mimo tego że uszyłem setki garniturów, marynarek i płaszczy, zawsze czuję lekkie zaniepokojenie - wyznaje Karol Włodarski.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-10-2015 21:48

    Brak ocen 0 0

    - PS: A kogo stać, chyba tylko tych gości od ośmiorniczek

    Odpowiedz

  2. 22-10-2015 20:10

    Brak ocen 0 0

    - zz: Nie szata czyni człowieka, a tym bardziej gentlemana.

    Odpowiedz