W skwarze i deszczu, ale zawsze blisko gwiazd, czyli życie statysty

Małgorzata Oberlan 16 października 2015

Mówią o nich „tło”. Bez tego tła nie powstałby jednak żaden film! A ponieważ coraz częściej także Kujawsko-Pomorskie staje się miejscem kręcenia fabuł i seriali, mieszkańcy regionu poznają smak statystowania. I choć to praca nielekka, wspominają ją potem jako prawdziwą życiową przygodę.

Casting do filmu Janusza Majewskiego „Excentrycy”. Kto się spodobał, odbył podróż w czasie do lat 50. ubiegłego wieku w Ciechocinku

Fot.: Sławomir Kowalski


Wstajesz o 4.00 rano, stawiasz się na miejsce zbiórki i poddajesz surowemu oku specjalisty. - Ostatnio, gdy statystowałam w serialu kryminalnym „Belfer”, w Chełmnie kręcone były sceny pogrzebu 17-letnie uczennicy. Zgodnie z poleceniem, stawiłam się cała w czerni, ale pasek musiałam zdjąć, bo nie podobał się naszej opiekunce. Upał był niemiłosierny, ale do wieczora w tych czarnych szatach musieliśmy wytrzymać - opowiada Aldona Murawska z Chełmży. - Zdecydowanie lepiej mieć swoje ubranie. Kolega, który statystował później na filmowej stypie, dostał marynarkę z garderoby. Owszem, najadł się i napił na planie, ale w kieszeni zostawił wszystkie zarobione pieniądze...

Podróż do ubiegłego wieku


Jak zostać statystą? Możliwości jest wiele. Zainteresowani przeglądają ogłoszenia o pracy, rejestrują się w bankach twarzy, oddają się pod opiekę profesjonalnym agentom albo po prostu korzystają ze znajomości. Nieocenionym źródłem informacji stał się i w tej dziedzinie internet. Na Facebooku znajdziemy już liczące po kilkuset członków grypy tematyczne, które wymieniają się informacjami o tym, co, gdzie i kiedy będzie kręcone.


Aldona Murawska, chełmżynianka, lat 50 plus, z niespożytą energią, to już statystka - wyjadaczka. W „Listach gończych” (cykl programów dokumentalnych o tragicznych zagadkach kryminalnych) przypadła jej nawet donioślejsza rola, bo wcielała się powstać Oli Walczak, zaginionej dziennikarki „Nowości”. Typową statystką była we wspomnianym „Belfrze” oraz w „Excentrykach” Janusza Majewskiego. Sceny do tego filmu, którego akcję osadzono w środowisku muzyków jazzowych lat 50. ubiegłego wieku, kręcono m.in. w Ciechocinku.

- Na plan trafiłam z castingu, który odbywał się przez dwa dni w Miejskim Domu Kultury na toruńskiej starówce. Przydzielono nam numery, zrobiono zdjęcia i kazano czekać na wiadomość. W końcu przyszła. Zbiórka o 5.00 rano, panie z wałkami na głowach, panowie ogoleni na błysk i pachnący, stroje stonowane. Tak wyelegantowani o poranku wyjechaliśmy do Ciechocinka - wspomina Aldona Murawska. W uzdrowisku autobus zaparkował przed szkołą.

Pierwsze kroki statystów wiodły do sali gimnastycznej. Tutaj filmowcy zorganizowali wielką garderobę. Czekały w niej sukienki, torebki, buty z lat 50. oraz cały przegląd mundurów (z generalskimi włącznie). Przebrani statyści meldowali się u fryzjera i makijażysty. A później...

- Później odbył się pochód 1-majowy z prawdziwego zdarzenia: flagi, śpiewy, piwo z ciężarówki. Mnie przypadła rola pani z saturatorem. W białym fartuchu i chustce spędziłam na planie blisko dziesięć godzin - chełmżynianka z dumą pokazuje pamiątkowe zdjęcia.

Statystowanie w „Excentrykach” dawało możliwość odbicia się w świetle takich gwiazd, jak Maciej Stuhr. Sonia Bohosiewicz, Anna Dymna czy Wojciech Pszoniak. I o to właśnie w tej przygodzie także chodzi! Oczywiście, nieliczni robiący za tło dostępują zaszczytu poznania znanego aktora. Każdy jednak może potem się pochwalić, że np. „jechał z młodym Stuhrem autobusem” albo „stał krok od Magdaleny Różczki”.

Kolejny zysk z takiej przygody to możliwość obserwacji, a nawet poznania na własnej skórze, „jak wygląda film od drugiej strony”.

Reżyser: kamera musi żyć!


Statysta nie tylko musi być cierpliwy (sceny powtarzane bywają po kilkanaście razy; na planie zdjęciowym jest się 10-12 godzin) i odporny na upał, mróz czy deszcz. Statysta nie może dyskutować ani zadawać pytań, nawet jeśli jest superspecjalistą w dziedzinie, której ujęcia dotyczą.

- „Kamera musi żyć!” - zdecydował krótko reżyser, gdy mieliśmy wątpliwości co do przebiegu czynności medycznych; w praktyce wyglądają one zdecydowanie inaczej. W serialu musiały trwać krócej i należało je przedstawić zdecydowanie bardziej dynamicznie - wspomina Kamil Zielaskowski, który statystował w kręconym w Toruniu serialu „Lekarze”.

To, jak pan Kamil trafił na plan, to osobna historia. Zresztą, dotyczy jego kolegów po fachu. - Jesteśmy ratownikami medycznymi i „Lekarzy” mieliśmy obsługiwać właśnie od tej strony. Życie jednak potoczyło się tak, że przyszło nam statystować (a może zagrać samych siebie?). W serialu można było nas zobaczyć w pięciu odcinkach, gdy interweniowaliśmy jako ekipa karetki ratunkowej, między innymi podczas filmowego wybuchu stacji paliw - opowiada torunianin.

Na pamiątkę zostały zdjęcia i filmowe kadry oraz - nie czarujmy się, to też ważne - ta odrobina popularności.

- Poza tym przemiłym doświadczeniem było wspólne picie kawy czy konsumowanie posiłków z profesjonalnymi aktorami w busie. Tego doświadczyliśmy już jednak nie jako statyści, lecz jako ekipa medyczna. Gdy tylko mogliśmy, służyliśmy też radą w dziedzinie medycznych procedur - dodaje Kamil Zielaskowski.

Stawki różne, ale nie najważniejsze


Czy statystowanie może być sposobem na podreperowanie domowego budżetu? Teoretycznie tak, bo średnio za godzinę płaci się statyście około 50 zł. Dzień na planie zatem, zazwyczaj liczący sobie 10 godzin, oznaczać może 500 zł dniówki. Pieniądz to nie do pogardzenia, ale...

- No, ile takich dniówek człowiekowi może się zdarzyć? - pyta z uśmiechem Aldona Murawska. - Z moich obserwacji wynika, że nawet jeśli ktoś zostaje statystą dla zarobku, to potem i tak wspomina to jako superprzygodę, a nie jakąś intratną fuchę.

Są też opcje statystowania, gdzie stawki są wyższe. Gdyby statystować każdego dnia, to można zarobić nawet 1500 zł na rękę, ale to raczej mrzonka. Dlatego statystowanie trudno uznać za pracę, to raczej coś w rodzaju nietypowego hobby.

Na koniec - uwaga. Przygoda z filmem nie wymaga ani figury Miss Polonii, ani bicepsów Schwarzenegera. Najczęściej poszukiwany jest tzw. szeroki przekrój społeczny, więc statystują nawet osoby osiemdziesięcioletnie. - Niezbędna jest jednak odrobina szaleństwa, bo film to przecież sztuka - instruuje potencjalnych zainteresowanych Aldona Murawska.

Warto wiedzieć:


Za granicą statyści cieszą się zdecydowanie większą popularnością niż w Polsce. Dość wspomnieć popularny serial „Extras” („Statyści”). Takie kraje, jak USA, Wielka Brytania czy Francja, to od lat mekka dla wszystkich, którzy marzą o przygodzie na planie. Mało kto wie, ale Michał Korolko, poważny członek zarządu województwa kujawsko-pomorskiego, za młodu statystował w „Piratach z Karaibów”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-11-2015 22:59

    Brak ocen 0 0

    - kamila: a jak to mu się udało?

    Odpowiedz