Wyścigi po władzę

Krzysztof Błażejewski 9 października 2015

Już za dwa tygodnie odbędą się ósme wybory do Sejmu III RP. W Kujawsko-Pomorskiem jak dotąd w ciągu niespełna ćwierć wieku o mandat ubiegało się prawie dwa tysiące chętnych.

Długie listy kandydatów, pospinane karty do głosowania... Obywatele III RP zdążyli się już do prawdziwie demokratycznych wyborów przyzwyczaić.

Fot.: Jacek Smarz


Analizując kolejne wybory na przestrzeni 24 lat, można zaobserwować ewolucję - od pełnych entuzjazmu, spontanicznych poczynań komitetów wyborczych po ścisłe podporządkowanie się regułom gry i mierzenie zamiarów na siły, do czego dołączyły w ostatnich latach próby „przy okazji” zdobycia popularności.


Zasady wyborów do Sejmu III RP zmieniały się. Dwa razy, w 1993 i 1997 roku, Toruń i Włocławek stanowiły osobne okręgi wyborcze. Bydgoskie miało wówczas 11 miejsc, Toruń 7, Włocławek 4. Trzykrotnie obowiązywała w XX stuleciu lista krajowa, dzięki której udało się wejść do parlamentu dodatkowym osobom z regionu. Od 2001 roku, od powstania 16 województw, okręg bydgoski ma 12 miejsc, toruńsko-włocławski - 13.

Pierwsze w pełni wolne wybory po II wojnie odbyły się w Polsce 27 października 1991 roku. Ich cechą była, jak w każdej młodej demokracji, oszałamiająca liczba komitetów wyborczych. W okręgu bydgoskim zarejestrowało się ich 20. Zgłosiły one 148 kandydatów. W okręgu toruńsko-włocławskim 190 chętnych kandydowało z 23 list.

Indywidualnymi zwycięzcami byli w Bydgoszczy niedawni liderzy opozycji: Jan Rulewski (ponad 33 tys. głosów) i Antoni Tokarczuk (18410), których przedzielił Janusz Zemke z SdRP (22192). W okręgu toruńsko-włocławskim sytuacja była niemal identyczna. Najwięcej głosów dostał Jan Wyrowiński (15561) przed Kazimierzem Nowakiem (SdRP).

Nieoczekiwana zamiana miejsc, czyli powrót lewicy



Kolejne wybory, przyspieszone, odbyły się w połowie planowanej kadencji, 19 września 1993 roku. Liczba ugrupowań wystawiających kandydatów była mniejsze niż dwa lata wcześniej, ale przybyło chętnych do zasiadania w sejmowych ławach. Z okręgu bydgoskiego do Sejmu kandydowało 217 osób z 18 list, a w toruńskim i włocławskim - aż 260 z 16.

Wygranym tym razem była lewica. W Bydgoszczy najwięcej głosów zebrała Anna Bańkowska (40936) przed Januszem Zemkem (33234), a honoru „Solidarności” bronił tylko Jan Rulewski (31270). W Toruniu i Włocławku najwięcej głosów padło na działaczy SdRP Mariana Żenkiewicza (20803), Kazimierza Nowaka (13298) i Stanisława Pawlaka (13283), a jedynym z centroprawicy w czołówce ponownie okazał się Jan Wyrowiński.

Kolejne wybory, 21 września 1997 roku, odbyły się według nowej ordynacji, mającej zapobiec zbyt dużemu rozbiciu w Sejmie. Efektem było drastyczne ograniczenie zarówno list, jak i liczby chętnych.

Bydgoska czerwona twierdza znana w całym kraju



Tym razem okazało się, jak wierny i zwarty jest elektorat postkomunistyczny. Choć wybory wygrała Akcja Wyborcza Solidarność, trójka byłych działaczy PZPR zebrała w Bydgoskiem najwięcej głosów (Anna Bańkowska 45547, Grzegorz Gruszka 36261 i Janusz Zemke 26913). To wówczas w Polskę poszło powiedzenie o bydgoskiej twierdzy lewicy. W Toruniu prawica wygrała, ale indywidualnie też nie miała się czym poszczycić. Michał Wojtczak był drugi (12236), a Anna Sobecka czwarta (11585). Wygrał Jerzy Wenderlich (38356).

Krzysztof Błażejewski: Można zaobserwować ewolucję - od pełnych entuzjazmu, spontanicznych poczynań komitetów wyborczych po ścisłe podporządkowanie się regułom gry,


W 2001 roku już na długo przed wyborami wiadomo było, że lewica znów wygra. Komitetów nie przybyło, ale „spuchły” listy kandydatów (zlikwidowano listę krajową). W Bydgoszczy startowało 212 pretendentów, a w okręgu toruńsko-włocławskim 225. Jak można było oczekiwać, trzy najlepsze wyniki w Bydgoskiem uzyskali dokładnie ci sami kandydaci, co 4 lata wcześniej. Toruńsko-włocławskie okazało się mniej skore do głosowania na lewicę. Najwięcej wyborców zaufało Jerzemu Wenderlichowi (52392), ale po nim największe poparcie otrzymali Anna Sobecka (18467) i Leszek Sułek z Samoobrony - 10634. W tej i następnej kadencji właśnie Samoobrona była przez wyborców wysoko ceniona.

Wyborczy „rekordzista” z jednym tylko głosem



W 2001 r. liczby kandydatów, którzy nie zebrali nawet stu głosów, poszły w dziesiątki. Wyborcy przestawali wierzyć, że głośne egzotyczne partie lub doraźne wyborcze ugrupowania mają jakikolwiek sens. Rekordzistą został w Toruńsko-Włocławskiem Alfred Tworek z KW Alternatywa Ruch Społeczny - 4 głosy.

Cztery lata później w Bydgoskiem wystartowało aż 350 kandydatów reprezentujących 18 komitetów, w Toruńsko-Włocławskiem 338 z 17. Indywidualnie w Bydgoszczy wygrał „ostoja lewicy” Janusz Zemke (33672), ale na kilku kolejnych miejscach uplasowali się jego polityczni przeciwnicy, jak Tomasz Markowski (17097) czy Teresa Piotrowska (16716). W okręgu toruńsko-włocławskim za to miał miejsce zdecydowany triumf prawicy: najwięcej głosów zebrał Antoni Mężydło (16229) przed Anną Sobecką i Janem Wyrowińskim.

Komitety, które powstały przed wyborami wyłącznie w celach marketingowych, nie mając szans na choćby „przyzwoity” wynik, zebrały plon w postaci kuriozalnych rezultatów. Niekiedy nikt z kilkunastoosobowej listy nie zdobył nawet stu głosów. W Bydgoszczy Włodzimierz Marnocha z Inicjatywy RP miał tylko jeden głos. W Toruńsko-Włocławskiem rekordzistą stał się Robert Pencak - 3.

Przyspieszone wybory sprzed 8 lat przyniosły ogromny sukces centroprawicy. Spodziewano się wówczas wielkiej koalicji PO-PiS, ale wyszła z tego „wielka wojna ojczyźniana”, trwająca do dziś. W 2007 roku Platforma Obywatelska pokonała Prawo i Sprawiedliwość w okręgu bydgoskim wynikiem 44:24 (mierzonym w procentach oddanych głosów), w toruńsko-włocławskim rezultat ten brzmiał 39:27.

Przed czterema laty, podczas wyborów do Sejmu RP, wyniki rywalizacji pomiędzy Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością, wyrażone w procentach uzyskanych głosów, wyglądały następująco: Bydgoskie 43:22, Toruńsko-Włocławskie 40:26. Wyraźnie widać zatem, że notowania partii Jarosława Kaczyńskiego we wschodniej części naszego regionu są wyższe, jakby kroił się tam... bastion prawicy. Czy tak będzie i tym razem, za dwa tygodnie?

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-10-2015 16:50

    Oceniono 1 raz 1 0

    - asad: wszyscy wszystkim wszystko obiecują - a w RPA z tej głębokości nie opłaca sie wyobycie diamentów i złota ale w Polsce wydobywa sie wegiel a jakze - i kost wydobycia jednej tony - to 2 tony wegla przewiezionego i wyfdobytego w chille , australli - i to cena z marżą w porcie Antweria albo Rotterdam coal Port !!! - i tak ze wszystkim - tuz przed wyborami bezrobocie spadło na papierze do 9,9% tylko pracujacych jest mniej niz przy 16 % stopie bezrobocia - dziwne co ? dlatego trzeba glosowac tylko na tych co jeszcze nie rzadzili - reszta juz mogła sie wykazac czyli Korwin - poparty przez Kowalskiego i Szczesc boze Brauna reszta i tak juz zniszczyla wszystko - wegiel 3 razy drozszy niz na skladzie w Rottrdamie w argentynie byla TVP - chwalili jak super po przrmianach i reformach a na drugi dzien Argentyna zbankrutowała teraz tu tak bedzie dzieki swiatłym ludziom co rzadza w Polsce od 1989 roku po wyborach obiecuja stawke 12 złotych - to tyle ile wynosi najnizsza dpuszczalna stawka dla ucznia lat 15 w holandii - i z tego POlszewik ma utrzymac rodzine , dom i dzieci mieć ? tyle ze w holandii od tej stawki nie zaplaci podatku i np za tone wegla w polskiej cenie - ma 3 tony wegla na skladzie w Rotterdamie - i tak ze wszystkim Budżet na 2015 rok zakłada przychody na poziomie 297,2 mld zł i wydatki sięgające 343,25 mld zł. Deficyt planowany na ten rok to ponad 46 mld zł (15,5 proc. ogółu przychodów budżetu). Projekt ustawy budżetowej na przyszły rok zakłada dalsze zwiększenie luki budżetowej. Różnica między centralnymi przychodami a wydatkami ma sięgnąć 55 mld zł.

    Odpowiedz

  2. 09-10-2015 06:53

    Oceniono 3 razy 2 1

    - Jan III: To, że od lat mamy kretyńskie rządy dobrze wszyscy wiemy. Rząd, którego podstawowym celem jest dobro partii i jej członków, a nie dobro mieszkańców kraju, jest rządem parszywym. Oni to rozumieją inaczej. Władza, to dobrobyt dla swoich i ciepłe posadki , nawet wysokie i odpowiedzialne, dla amatorów i przygłupów. Dziś "Nowości" donoszą o skazaniu kilku osób za zawieranie zakładów przez internet. Korea Północna już blisko, za chwilę wyłącza nam internet w ogóle. Niejaki Kapica, wiceminister, szef służby celnej, to dla mnie jeden z największych szkodników okresu transformacji, to twór trudny nawet do skatalogowania przez psychiatrów. Ale przecież jest sejm, z którego wybiera się najczęściej członków rządu. To wybrani przez nas posłowie mogą i powinni postawić tamę bandyckiej - rabunkowej działalności szefów resortów. Dziś MUSIMY pokazać starym wygom wała, wybrać nowych posłów, którzy - być może - postawią się szefom partii i zmienią główne nurty zafajdanej doszczętnie polityki. Możemy żyć lepiej, ale - przede wszystkim - oni nie mogą nam przeszkadzać, zakazywać, karać...dziś Polska, to dziki kraju, a jego kolejne rządy zupełnie oderwały się od rzeczywistości. Powiedzmy im STOP, tak dalej już nie będzie, od nas to tylko zależy. Stare partie na out, niech nowi pokażą co potrafią...szansę trzeba dać każdemu, kto jeszcze jej nie miał...do wyborów bardzo blisko, czas poważnie się zastanowić, bardzo poważnie...

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz