Pedofil wyszedł z więzienia i zgwałcił chłopca. Dorośli zawinili. Teraz mówią: „Współczujemy”

Małgorzata Oberlan 9 października 2015

Adaś z Grudziądza ma 9 lat. Tydzień temu na jego drodze stanął pedofil, który właśnie opuścił więzienie w Sztumie. Uderzył kamieniem, wciągnął do klatki i zgwałcił. - Też mamy dzieci. Po ludzku współczujemy - mówi rzeczni k służby więziennej.

Doprowadzenie Bartosza K. do Sądu Rejonowego w Grudziądzu. Tu orzeczono areszt.

Fot.: materiały policji


Dla Adasia nic już nie będzie takie samo. Świat dorosłych zgotował mu piekło, z którego teraz będzie próbował go wydostać. Ale żaden terapeuta nie da dziś gwarancji powodzenia tej pomocy.


- Trzeba zrobić wszystko, by nigdy więcej nie doszło już do podobnych błędów i tragedii - mówi major Robert Witkowski, rzecznik dyrektora okręgowego Służby Więziennej w Gdańsku. Tego, któremu podlega zakład karny w Sztumie.

Pismo dotarło w środę!


Do tragedii doszło w piątek, 2 października, pod wieczór. W okolicach ul. Kalinkowej pedofil Bartosz K. zaczaił się na Adasia.Był pod wpływem alkoholu. Uderzył kamieniem w głowę, wciągnął do klatki schodowej jednego z budynków i zgwałcił.

Chłopiec z licznymi obrażeniami trafił do szpitala. Policja sprawcę ujęła szybko, już po kilkudziesięciu minutach od zdarzenia. Nazajutrz, w sobotę, doprowadziła do prokuratury. Tu 31-latek usłyszał zarzut gwałtu na nieletnim. W niedzielę sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Po kilku dniach Bartosza K. wywieziono jednak z grudziądzkiego aresztu do Potulic. Możliwe, że ze względu na zagrożenie buntem osadzonych.

Okrutnym paradoksem pozostaje fakt, że w piątek rano K. był jeszcze w Sztumie.

Tego dnia opuszczał więzienie po 4,5 roku odsiadki, między innymi za czyny pedofilskie. Pierwsze swoje kroki skierował na dworzec. Wystarczy godzina i kwadrans, by pociągiem pokonać trasę Sztum-Grudziądz i 15 zł na bilet. Tak Bartosz K. uczynił - wrócił do rodzinnego miasta.

major Robert Witkowski: Jesteśmy oskarżani o brak informacji, a możemy zagwarantować, że pismo ze Sztumu do grudziądzkiej policji wyszło w piątek, 2 października


- Gdybyśmy tylko wiedzieli, że przyjeżdża, odpowiednio powitalibyśmy go na dworcu. Można było z nim przeprowadzić rozmowę prewencyjną - mówią dziś grudziądzcy policjanci.

Nie wiedzieli, bo pismo z więzienia w Sztumie do nich nie dotarło. Ani w piątek, ani w weekend, ani nawet w poniedziałek czy wtorek... Doszło 7 października.

Rewolucyjna zmiana: telefaks


- Bzdura! Jesteśmy teraz oskarżani o brak informacji, podczas gdy możemy zagwarantować, że 2 października (piątek) około godziny 14.20 pismo z zakładu w Sztumie wyszło, za pośrednictwem jednego z operatorów pocztowych - mówi major Robert Witkowski. Gdy pytamy, czy chodzi o In Post, nie potwierdza, ani nie zaprzecza.

Czy w sytuacji zwalniania osadzonego z taką kartoteką administracja więzienna nie mogła po prostu wykonać telefonu do Komendy Miejskiej Policji w Grudziądzu? Czy narzędzia takie, jak komputer i poczta elektroniczna nie są administracji znane? Pytania wydają się oczywiste, ale major Witkowski nice chce być w ten sposób atakowany. - Na pewno konieczna jest próba szukania równoległych kanałów przepływu informacji - mówi. I zaraz dodaje, że próbę już wykonano.

policjanci z Grudziądza: Gdybyśmy tylko wiedzieli, że K. przyjeżdża do Grudziądza, odpowiednio powitalibyśmy go na dworcu. Można było przeprowadzić rozmowę prewencyjną.


- Wczoraj (wtorek, 6 października) decyzją naszej centrali wszystkie jednostki penitencjarne w Polsce zobowiązane zostały w podobnych sytuacjach do wysyłania telefaksu policji - oznajmia rzecznik.

Telefaks z zakładu karnego do komendy policji kierowany ma być najpóźniej jeden dzień przez zwolnieniem więźnia. Rzecz dotyczy osób, które dopuściły się przestępstw przeciwko wolności seksualnej. - Można twierdzić, że to anachroniczne urządzenie, ale w kontaktach z policją sprawdza nam się najlepiej - zapewnia major Witkowski.

Tak zdecydował sąd w Grudziądzu


Bartosz K. skazany został za czyny pedofilskie przez Sąd Rejonowy w Grudziądzu w 2011 roku. W Sztumie przebywał na oddziale terapeutycznym dla skazanych z zaburzeniami psychicznymi, gdzie poddany był specjalistycznej terapii. Zgodnie z wyrokiem, miał ją kontynuować także na wolności.

7 miesięcy przed zakończeniem kary grudziądzki sąd przysłał do Sztumu dyspozycję: skierowanie do ośrodka terapeutycznego w Krakowie (najbliższego w danym momencie, gotowego taką terapię w trybie ambulatoryjnym poprowadzić). Co ciekawe, sąd listu wcale nie wysłał do dyrekcji więzienia czy terapeutów. - Z tym listem, mówiącym o Krakowie, Bartosz K.. udał się do więziennego psychologa. I stąd w ogóle zakład karny wiedział o wskazaniu ośrodka - zaznacza Witkowski. - Wtedy zakład podjął współpracę ze służbą kuratoryjną.

Przed zwolnieniem K., sąd nie wystąpił do psychologów o opinię o nim.

Z kolei dyrektor sztumskiego zakładu nie skorzystał z tak zwanej ustawy o bes-tiach. Przypomnijmy, że obowiązuje ona od 2014 roku i daje dyrektorom możliwość wnioskowania do sądu o umieszczenie skazanych za pedofilię w takich ośrodkach, jak ten w Gostyninie, gdzie w warunkach izolacji poddawani są terapii najbardziej niebezpieczni przestępcy.

Kto kwalifikuje się do zamknięcia w ośrodku? W ustawie jest napisane: podlega jej każdy, kto spełnia łącznie trzy warunki. Po pierwsze - ma orzeczoną karę więzienia i odbywa ją w systemie terapeutycznym. Po drugie - w trakcie odbywania kary występowały u niego zaburzenia psychiczne, takie jak upośledzenie umysłowe, zaburzenie osobowości lub preferencji seksualnych. Po trzecie - charakter zaburzenia powoduje „wysokie prawdopodobieństwo” popełnienia czynu zabronionego, z użyciem przemocy lub groźby jej użycia, przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej, zagrożonego karą więzienia, której górna granica wynosi co najmniej dziesięć lat. Czyż to nie obraz Bartosza K.?

Ustawa o bestiach nie dla niego?


Służby więzienne tłumaczą, że wyrok Sądu Rejonowego w Grudziądzu z 2011 roku związał im ręce. Bartosza K. skazano wówczas na karę pozbawienia wolności i orzeczono kontynuację leczenia po opuszczeniu więzienia; w trybie ambulatoryjnym - jak już wspomnieliśmy - choć prawo daje też możliwość orzeczenia trybu zamkniętego (art. 95a par. 1 Kodeksu karnego).

- Trudno zarzucić dyrekcji więzienia w Sztumie, że nie korzysta z ustawy o bestiach. Od czasu jej wprowadzenia aż 13-krotnie występowała na jej mocy z wnioskami do sądu. W przypadku 5 osób sąd zdecydował o skierowaniu ich do Gostyni-na. Kolejne 4 osoby skierował na inną terapię. W 2 przypadkach sąd odrzucił wnioski zakładu karnego, a 2 ostatnie jeszcze rozpatruje. Podsumowując: na 11 rozpatrzonych wniosków 9 sąd uznał za zasadne - zaznacza major Witkowski.

Agnieszka Kucińska-Stanny, wiceprezes Sądu Rejonowego w Grudziądzu nie pojmuje, czym związano ręce dyrekcji więzienia. Podkreśla, że w każdym momencie mogła skierować więźnia na stosowne badania, jeśli jego stan przed wyjściem był niepokojący.

Aresztanci krzyczą: „J...ać pedofila!”


- Bartosz K. w sobotę, 3 października, złożył wyjaśnienia i po części przyznał się do winy - poinformowała media prokurator Agnieszka Reniecka z Prokuratury Rejonowej w Grudziądzu. - Szczegółów, dla dobra postępowania, nie możemy ujawnić.

Śledczy postawili mężczyźnie zarzut gwałtu na małoletnim, za co grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Bartoszowi K. grozi wyższa kara, bo działał w warunkach recydywy. Realne jest 18 lat.

Już po trzech dniach 31-latek przewieziony został z aresztu w Grudziądzu do aresztu w Potulicach. „J...ać pedofila!” - skandowali przez kilkanaście minut osadzeni w Grudziądzu.

Grudziądzkie dzieci skrzywdzone


Nikogo nie dziwi teraz w Grudziądzu strach rodziców i obawy pedagogów. Tym bardziej, że miasto do niedawna jeszcze żyło innym podobnym dramatem, który dotknął chłopców skrzywdzonych przez samozwańczego trenera piłki nożnej. Tragedia Adasia usunęła ją chwilowo w cień, ale nie zmazała przecież krzywd wyrządzonych tamtym dzieciom.

O sprawie szeroko pisaliśmy w reportażu „Podejrzane badania na orlikach” (19 września 2014 rok).

26-letni Paweł Ł., syn katechetki, oskarżony jest o doprowadzanie 5 małoletnich do tak zwanych innych czynności seksualnych i posiadanie plików pornograficznych z udziałem dzieci.

Mężczyzna miał kontakt z chłopcami, bo prowadził z nimi zajęcia piłkarskie, a także organizował wakacyjne wyjazdy. Paweł Ł. zaczynał od szkółki przyparafialnej, ale potem jego drogi z kościołem się rozeszły. Zajęcia prowadził m.in. na przyszkolnych orlikach.

- Paweł Ł. przyznał się do dotykania chłopców w miejscach intymnych, ale zaprzeczył, by jego działanie miało seksualny charakter. Twierdził, że dzieci zgłaszały dolegliwości bólowe i po prostu chciał sprawdzić, co im dolega i ulżyć w bólu - relacjonowała nam prokurator Agnieszka Reniecka.

Proces 26-latka ruszył przed Sądem Rejonowym w Grudziądzu w sierpniu. Mężczyzna odpowiada z wolnej stopy, chociaż sprawa dotyczy ohydnych przestępstw wobec dzieci, zagrożonych karą do 12 lat więzienia. Dlaczego tak się dzieje? Jeszcze w ub.r. prokuratura wnioskowała o aresztowanie Ł, ale i sąd grudziądzki, i Sąd Okręgowy w Toruniu nie uznały tego za konieczne.

Bez zakończenia


Fizyczne urazy Adasia z Grudziądza nie zagrażają jego życiu - stwierdzono w szpitalu. Chłopiec opuścił już lecznicę.Ran w psychice zgwałconego dziecka nie leczy jednak sam czas. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, seksualnie wykorzystany w dzieciństwie został także Bartosz K.

PS. Imię chłopca zostało zmienione.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.