Runął 80-metrowy maszt. Jedni eksperci twierdzą, że to sabotaż, inni dopatrują się poważnych błędów w konstrukcji

Grażyna Ostropolska 9 października 2015

- Ktoś celowo poluzował zaciski na linach! - twierdzi Tomasz Drążkowski z firmy Retis w Białych Błotach, wykonawcy masztu, który padł w Daleszycach. Sprawa jest ważka społecznie, bo takich konstrukcji powstaje co niemiara i powinny być bezpieczne.

Fot.: archiwum Retis


Największym echem odbiła się katastrofa liczącego 646 metrów masztu radiowego w Gąbinie. Doszło do niej w 1991 roku podczas wymiany lin. Protesty mieszkańców uniemożliwiły odbudowę masztu w miejscu katastrofy, więc nowy powstał... pod Solcem Kujawskim.


W styczniu 2015 roku wskutek silnego wiatru i wad wykonawczych runął 60-metrowy maszt w Rekowie Górnym koło Redy. Połamał się i rozsypał na drobne części. W przeciwieństwie do tego w Daleszycach, który w marcu ubiegłego roku w całości się położył. Daleszyce leżą w województwie świętokrzyskim, gdzie rok wcześniej doszło do podobnej katastrofy w Grodowicach. Przewrócił się tam 99-metrowy maszt, służący do pomiarów siły wiatru pod planowaną farmę wiatrakową. Śledztwo wykazało, że był to

sabotaż.


Przeciwny tej inwestycji mieszkaniec przeciął nocą kilkanaście lin odciągowych i konstrukcja runęła.

- Nasze maszty są bezpieczne - zapewnia Tomasz Drążkowski. Stworzył w Białych Błotach prężną firmę, której autorskie maszty i wieże podbijają polski rynek. - Sami projektujemy, wykonujemy i stawiamy nasze konstrukcje, a takich masztów, jak ten, który runął w Daleszycach, wyprodukowaliśmy 150. Niektóre z nich są znacznie wyższe i przetrwały wiatry, wiejące z szybkością 160 km na godzinę, więc dlaczego ten miałby runąć przy byle podmuchu?

Tomasz Drążkowski był na miejscu cztery godziny po katastrofie. - Wiem, jak wyglądają maszty, które przegrały z wiatrem. Są połamane, mają zerwane liny, a ten po prostu się położył i na dodatek prostopadle do kierunku wiatru - wspomina. Przypomniały mu się protesty w położonym nieopodal Daleszyc Sierakowie, którego mieszkańcy zablokowali budowę masztu przy szkole. Ten, który wykonał Retis, stanął w lesie, na nielegalnym wysypisku śmieci. - Gmina zobowiązała się zabezpieczyć teren szlabanem, ale przez 1,5 roku nic nie zrobiła - twierdzi Drążkowski. Ma zdjęcia, na których widać puszki po piwie tuż przy maszcie i śmieci na całej polanie.

Sądził, że inwestor, czyli gmina Daleszyce, w porozumieniu z wykonawcą - firmą Wasko SA, która wygrała przetarg na postawienie masztów (Retis został podwykonawcą Wasko) zwrócą się do prokuratury o ustalenie przyczyn i sprawców katastrofy, ale sprawa przybrała inny obrót. - Firma Wasko odrzuciła moją propozycję odbudowy masztu po kosztach własnych i zaczęły się dziwne zagrywki - twierdzi Drążkowski. Był w szoku, gdy dowiedział się, że gmina i Wasko zamówiły prywatne ekspertyzy, których autorzy winą za katastrofę obarczyli Retis.

- Wasko zamówiło też w tej samej gliwickiej pracowni projektowej ekspertyzę techniczną masztu telekomunikacyjnego w Cisowie (Retis postawił w gminie kilkanaście masztów), która wykazała, że jego stan jest awaryjny, co grozi katastrofą budowlaną, a gmina natychmiast wystąpiła do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Kielcach o uchylenie pozwolenia na użytkowanie tego obiektu - relacjonuje Drążkowski.

PINB wydaje decyzję o rozbiórce masztu w Cisowie, a firma Wasko daje firmie Retis dobę na ustosunkowanie się do zarzutów. - Robię to, ale moja odpowiedź nie trafia do gminy i ta nie składa do PINB zażalenia - wspomina Tomasz Drążkowski. Nie może się z tym pogodzić, więc zleca ekspertyzę masztu rzeczoznawcy budowlanemu i biegłemu sądowemu Władysławowi Anklewiczowi z Bydgoszczy, który ocenia, że obiekt w Cisowie „jest w dobrym stanie technicznym, nie jest zagrożony awarią ani katastrofą i w związku z tym całkowicie nieuzasadnionym jest wycofanie go z eksploatacji i demontaż”.

W świetle tych dowodów gmina składa zażalenie na decyzję PINB i wojewódzki inspektor ją uchyla. Kolejną ekspertyzę w sprawie masztu w Cisowie wykonują Jarosław Gajewski i dr Jan Lorkowski z bydgoskiego UTP, rzeczoznawca i biegły sądowy, który potwierdza bezzasadność rozbiórki.

- Jan Lorkowski podważa rzetelność ekspertyzy gliwickiej Pracowni Projektowej M. Skwarek i J. Hulimka, zleconej przez Wasko, stwierdzając, że przedstawione w niej obliczenia zostały wykonane w sposób niewłaściwy, a nawet niezrozumiały, a wnioski na temat stanu tej konstrukcji są nieprawdziwe - twierdzi Tomasz Drążkowski.

Jan Lorkowski wykluczył stawianą przez gliwickich ekspertów hipotezę, jakoby przyczyną runięcia masztu w Daleszycach był zły projekt i wykonanie. Potwierdzenia tej opinii, szukamy

u źródła.


„Deformacje na konstrukcji oraz sposób, w jaki maszt położył się na ziemię, wyraźnie wskazują na możliwość świadomego poluzowania śrub, przynajmniej na kilku połączeniach pętlowych w cięgnach leżących w płaszczyźnie upadku masztu, a biorąc pod uwagę lokalizację masztu z daleka od skupisk ludzkich a także fakt, że poluzowaniu uległy odciągi, znajdujące się najbliżej drogi dojazdowej do masztu, należy uznać możliwość działania osób trzecich za wysoce prawdopodobną”- takim wnioskiem kończy się licząca kilkadziesiąt stron ekspertyza autorstwa Jana Lorkowskiego i Jarosława Gajewskiego.

- Tak wynika z naszych obliczeń i analiz - potwierdza dr Lorkowski. Podobne wnioski wysuwa bydgoski rzeczoznawca i biegły sądowy Władysław Anklewicz: - Dowodem na ingerencję osób świadomie czyniących szkodę poprzez rozkręcenie nakrętek jest ześlizgnięcie się nacisków w układ ściśle do siebie przylegający, bez zerwania liny. Również przewrócenie się masztu prostopadle do siły wiatru, którego szybkość wynosiła wtedy 18 m na sekundę, świadczy jednoznacznie o tym, że utrata statyczności nastąpiła wyłącznie z braku skutecznego odciągu ze strony tej kotwy gruntowej, do której prowadzi jedyna droga dojazdowa do masztu - tłumaczy Anklewicz i dodaje: - Nie mam wątpliwości, że tu chodzi o

czyn karalny.


Innego zdania są eksperci z gliwickiej Pracowni Projektowej M. Skwarek, J. Hulimka. „Do wyślizgnięcia się lin odciągów z zacisków, w efekcie czego maszt uległ katastrofie, doszło na skutek utraty statyczności trzonu na kierunku poprzecznym do linii działania wiatru, czego bezpośrednią przyczyną było błędne dobranie przekrojów lin i zaprojektowanie ich zakotwiczenia” - piszą.

Zarząd Wasko, powołując się na tę ekspertyzę, składa w Świętokrzyskiej Izbie Inżynierów Budownictwa wniosek o ukaranie projektantów i architektów masztu w Daleszycach, ale ta uznaje zarzuty za bezpodstawne. - Nie bez znaczenia jest fakt, że ta sama firma, która wykonała niekorzystną dla nas ekspertyzę, otrzymała od Wasko SA zlecenie wykonania projektu wież telekomunikacyjnych. Stanęły one w miejsce masztów w Cisowie i Daleszycach, co wskazuje na to, że mogła mieć interes w zdyskredytowaniu naszych konstrukcji - zauważa Drążkowski.

Marcin Skwarek, współautor niekorzystnej dla Retisu ekspertyzy, stanowczo temu zaprzecza, tłumacząc, że najpierw Wasko zleciło projekt odbudowy masztów pewnej warszawskiej firmie i dopiero, gdy ta nie wywiązała się z zadania, zwróciła się z ofertą do ich pracowni.

Dariusz Meresiński, burmistrz Daleszyc, potwierdza, że nowe wieże w gminie już są, a na pytania: czy zna ekspertyzy biegłych, wskazujące na sabotaż i czy powiadomił prokuraturę odpowiada: - Nie mam dowodów na przestępstwo, a na temat ekspertyz nie będę się wypowiadał, bo się na tym nie znam. Poza tym uważam, że to są sprawy między Wasko i podwykonawcą.

Podobne pytania zadaliśmy we wtorek zarządowi firmy Wasko SA, ale odpowiedź do czwartku nie nadeszła.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-09-2016 21:52

    Oceniono 1 raz 0 1

    - DuzyKot: Czy Pan Jarosław Gajewski ma uprawnienia budowlane? Czy ekspertyza, gdzie współautorem jest osoba bez uprawnień moze być brana pod uwagę? Czy ktoś może podać przykład prawidłowo zaprojektowanego masztu firmy RETIS np. zapięcie lin odciągów - patrz węzły? Chętnie zobaczę. Co to za ludzi, którzy mówią że wszytko jest OK!?

    Odpowiedz

  2. 13-10-2015 22:56

    Oceniono 4 razy 2 2

    - obiektywny: A może kretyni zasponsorowali ten artykuł?

    Odpowiedz

  3. 10-10-2015 01:05

    Oceniono 10 razy 4 6

    - symast: A moze pracownicy za słabo zacisneli te zaciski?.Bo im sie nie chcialo!.Najpierw sprawdz u siebie a potem szukaj gdzie indziej!.

    Odpowiedz