Młodzi żyją „na zewnątrz”, a w małych mieszkaniach tylko śpią

Dorota Witt 3 października 2015

O tym, gdzie schować płaszcz zimowy i deskę do prasowania w mieszkanku o powierzchni małego salonu, a także o tym, komu potrzebne są ciasne apartamenty, opowiada Sylwia Lashmann, projektantka wnętrz.

Sylwia Lashmann projektowała już kilkunastometrowe mieszkania. Na lokalnym rynku nieruchomości nie brakuje ofert wynajmu i sprzedaży małych, ale dobrze urządzonych lokali

Fot.: Filip Kowalkowski


W ciągu ostatnich siedmiu lat, od czasu, kiedy banki przestały tak chętnie udzielać kredytów mieszkaniowych, średni metraż kupowanych lokali spadł o ponad 9 metrów. Teraz statystyczny klient szuka około 60-metrowego mieszkania - tak wyliczył Główny Urząd Statystyczny. Kryzys minął, ale moda na coraz mniejsze mieszkania chyba nie minęła?
Zdecydowanie nie i właśnie małe mieszkania cieszą się coraz większą popularnością, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Z jednej strony, można to tłumaczyć polityką bankowców - stawiają coraz większe wymagania tym, którzy starają się o kredyt na mieszkanie. Z drugiej strony, jest to chyba odzwierciedlenie zmian społecznych (bo małe mieszkania wcale nie muszą być tak tanie, by wystarczył na nie niewielki kredyt…), bo to, jak mieszkamy, mówi o tym, jak żyjemy. Młodzi ludzie spędzają swój czas inaczej niż spędzali go ich rodzice. Dzisiejsi 20-, 30-latkowie żyją „na zewnątrz”. Mnóstwo czasu spędzają na robieniu kariery, obiad jedzą w knajpce niedaleko pracy, a w barze - blisko domu - spotykają się ze znajomymi. W mieszkaniu właściwie tylko śpią. Mówię o tych, którzy zdecydowali się, by nie zakładać rodziny, a takich osób jest coraz więcej. W Stanach Zjednoczonych buduje się domy, w których do kilku malutkich mieszkań przypisana jest jedna wspólna kuchnia. I u nas zaczyna się tak myśleć i tak budować: we Wrocławiu powstają domy z niewielkimi mieszkaniami, których użytkownicy korzystają ze wspólnych przestrzeni.
Wybór takiego życia wiecznego studenta, w komunie, to może jakiś sposób na ucieczkę przed dorosłością, przed odpowiedzialnością...
To znak naszych czasów. Bardzo modna postawa wśród osób urodzonych w latach 90., ale nie tylko. Na świecie ludzie rywalizują ze sobą, próbując urządzić się na jak najmniejszym metrażu. Ale spójrzmy na to praktycznie: tym, którzy kupują tak małe, kilkunastometrowe mieszkania (a według polskiego prawa najmniejszy lokal mieszkalny może mieć 16 metrów kwadratowych), zwyczajnie to wystarcza. Zdeklarowany singiel, nastawiony na osiąganie sukcesów zawodowych, nie potrzebuje osiemdziesięcio- czy stumetrowego mieszkania, a taki metraż był poszukiwany jeszcze klika lat temu. Urządzenie się w maleńkim mieszkaniu to nie jest wcale rozwiązanie na chwilę, na kilka lat - na czas studiów czy do czasu znalezienia wymarzonego partnera. Znam takich, którzy wprowadzili się do M1 lata temu i do dziś im w nim dobrze.
A jak dobrze można żyć na tak małej przestrzeni? Czy z kawalerki można zrobić apartament?
Oczywiście. Ceny małych apartamentów w Warszawie czy Wrocławiu to nawet 9 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Takie mieszkanka są nie tylko nowocześnie urządzone, ale znajdują się w luksusowych budynkach - z basenami, tarasami na dachach, jednak ze wspólną przestrzenią. Wpisuje się w to idea wymiany usług (share economy): ja zjem u kogoś obiad, w zamian, zaoferuję coś, co umiem, np. zrobię zdjęcia. Założenia hasła „Big city, small flat” czy nawet „Big city, tiny apartament” (tłum. duże miasto, małe mieszkanie; duże miasto, malutki apartament), to powoli także wizytówka polskiego rynku mieszkaniowego. Nasza pracownia urządzała ostatnio dwa maleńkie mieszkania w Bydgoszczy, w całym regionie takich przybywa - i to nie tylko w nowoczesnym budownictwie. Właściciele starych kamienic z jednego dużego mieszkania robią kilka maleńkich, przeznaczają je na wynajem.
16 metrów kwadratowych to niewielka powierzchnia. Co się na niej zmieści?
Trzeba w takim mieszkaniu zmieścić wszystko, co potrzebne. Malutkie mieszkanie ma prosty układ: pokój, aneks kuchenny i łazienka jako jedyne wydzielone, ograniczone ściankami działowymi, miejsce. Małe ścianki mogą także rozgraniczać określone miejsce w pokoju, np. część, w której odpoczywamy od tej, w której pracujemy, ale takie zabiegi stosuje się z powodzeniem jedynie w mieszkaniach w kształcie prostokąta. Z drugiej strony, w „załamanych” przestrzeniach, gdzie mamy np. wnęki, łatwiej jest coś schować czy przechować. Problemem w takich mieszkaniach jest często właśnie przechowywanie odzieży, choćby kurtek, płaszczy i butów zimowych, ale i innych często używanych przedmiotów - np. desek do prasowania. Przy urządzaniu małych wnętrz trzeba wykazać się kreatywnością, właściciel może zdecydować o zaprojektowaniu specjalnych mebli, ale można wykorzystać gotowe elementy, pamiętając jednak, że na tak małej przestrzeni sprzęty i przedmioty nabywają dodatkowych funkcji. Śpimy i siedzimy ze znajomymi na tej samej kanapie czy jemy obiad i pracujemy przy jednym biurko-stoliku.


Teczka osobowa:


Sylwia Lashmann - jest projektantką wnętrz Pracowni Duży Pokój, gdzie od roku pracuje z projektantem Markiem Lewandowskim.
Kreują wspólnie małe i duże przestrzenie. Specjalizują się w projektowaniu „trudnych” łazienek, niedużych kuchni, rodzinnych domów i wysublimowanych apartamentów. Lubią projektować nietuzinkowe biura. Właśnie realizują projekt powierzchni biurowej dla Grupy Allegro w Toruniu o powierzchni przeszło 1600 mkw.
Pierwsze indywidualne projekty Sylwii Lashmann powstały pod koniec lat 90. Jest miłośniczką prostych form, trudnych do aranżacji przestrzeni i azjatyckich wojaży. Uwielbia wszystko, co żółte. Skończyła Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu i marketing na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.