Najpierw wynajmę chlew i ubikacje, a potem kupię sobie na biurko biust

Krzysztof Błażejewski 2 października 2015, aktualizowano: 02-10-2015 14:03

Tak, jak wyżej mogłoby brzmieć ogłoszenie zamieszczone w prasie około 100 lat temu. Nikt wówczas nie miałby - w przeciwieństwie do dzisiejszego czytelnika - żadnych wątpliwości, co te słowa znaczą.

Mniej więcej 100 lat temu tak wyglądało biuro drukarni. Przygotowywano tu do druku m.in. prasowe ogłoszenia.

Fot.: ze zbiorów WIMBP w Bydgoszczy


Język polski wiek temu w niewielkim tylko stopniu różnił się od dzisiejszego. Największe zmiany zaszły na przestrzeni ostatniego stulecia w leksyce i semantyce. Zniknęły bezpowrotnie setki powszechnie używanych słów, inne uległy przekształceniu, kolejne zmieniły - niekiedy diametralnie - swoje znaczenie.


Dlatego stosunkowo łatwo nam zrozumieć dziś zarówno publicystykę, literaturę piękną, jak i mowę codzienną z początków XX wieku z uwagi na określony kontekst używanych słów. Im mniej tych ostatnich, tym jest trudniej. Dlatego największe zdziwienie i liczne nieporozumienia - przy odczytywaniu obecnie - budzi suchy, oszczędny, lakoniczny język np. prasowych ogłoszeń sprzed stulecia.

Wielu starszych mieszkańców naszego regionu zapewne pamięta jeszcze, że lokalne tradycje, oparte w dużej mierze na germanizmach, długo jeszcze po odzyskaniu niepodległości kazały używać w mowie potocznej słów „skład” zamiast „sklep”, „rychtyk” zamiast „dobrze”, czy używać nieobecnego w polszczyźnie czasu zaprzeszłego: „on miał to zrobione”. Setki innych zwrotów i znaczeń słów wyszły z użycia, zastąpione przez nowe. Nie mogło być inaczej. Polszczyzna używana pod trzema zaborami wymagała ujednolicenia i to się dokonało, choć trwało stosunkowo długo.

„Dziennik Kujawski”: Dzielną i energiczną dyrektryzę do wydawania i odbioru bielizny damskiej oraz dyrektryzy na francuskie toalety tylko dla pierwszorzędnej siły poszukuję.


Dziś lektura prasowych inseratów sprzed stu mniej więcej lat budzi często uśmiech, a używane wówczas zwroty potrafią budzić różne skojarzenia, choć nie brak i takich, których za nic pojąć i zrozumieć się nie da. Przytaczamy ich sporą porcję, bo warto samemu sprawdzić, co się stało z naszym językiem w ciągu trzech-czterech pokoleń i jaką musiał przejść drogę, by stać się współczesną polszczyzną. Wszystkie cytaty pochodzą z ogłoszeń sprzed mniej więcej stu lat, zamieszczonych w „Dzienniku Bydgoskim”, „Dzienniku Kujawskim” i „Gazecie Toruńskiej”.

„Kowale do ognia będą natychmiast wstawieni”
Kogo poszukiwano wówczas do pracy i jak określano niektóre zawody? No, kto zgadnie?

„Poszukujemy zaraz lub później podróżującego z branży żelaznej, ze szczegółową znajomością towarów krótkich”. „Książkowa znająca pojedyńczą i podwójną książkowość (...) z lepszem wykształceniem szkólnym poszukuje miejsca. Zgłoszenia do ekspedycyi (...)”. „Polecam wyręczycielki, pokojówki, dziewczyny do wszelkiej pracy”. „Dzielny robotnik do maszyny do ćwiekowania znajdzie zajęcie za wysoką zapłatą”. „Sumiennych zastępców (także panie) poszukujemy wszędzie. Zajęcie może być główne albo poboczne. Księgarnia wydawnicza”. „Dzielną i energiczną dyrektryzę do wydawania i odbioru bielizny damskiej poszukuję”. „Dyrektryzy na francuskie toalety tylko pierwszorzędnej siły poszukuje się”. „Egzystencya dla pań i panów przy sprzedaży kawy wojennej za wysoką prowizyą ewentl. pensyą wszędzie do oddania”. „Potrzebne dziewczynki do nauki pończoch”. „Kowale do ognia będą natychmiast wstawieni”. „Majster do fabrykacji środków dożywczych poszukiwany”. „Poszukuję ogrodowczyka na naukę”. „Stolarzy na meble i trumny przyjmę zaraz”. „Poszukuje się samodzielnego werkmistrza do tartaku”. „Wykonywam zakładanie kanalizacyjne”.

Producenci wyrobów używanych na co dzień tak nazywali swoje towary i w taki sposób je zachwalali: „Mydło konik z kijkiem jest najlepszem mydłem liliowo-mlecnem dla uzyskania miłej białej skóry i zachwycająco pięknej płci”. „Pieczenie i bicie zwierząt załatwiaj sam (to reklama gotowych pieców do pieczenia, wędzenia i gotowania)”. „Warkocze sprzedaję teraz po bardzo nizkich cenach, stare warkocze biorę jako wpłatę”. „Papier listowy z wierszykami na sprzedaż”. „Świeże szwedzkie borówie znakomitej dobroci funt po 45 fen”. „Stołowiznę na 6 i 12 osób bardzo tanio ”. „Wierciarkę, miech i narzędzia do rznięcia gwintów sprzedam”.

Kupowano z kolei... „każdą ilość kartofli fabrycznych”, „kozę bez rogów”, „każdą ilość szmelcu żelaznego”, a poszukiwano... „Pani potrzebuje dyskretny przytułek”. „Poszukuje się jednego psa luksusowego i jednego do strzeżenia”.

Popularna przed wiekiem była sprzedaż medykamentów leczących każdą dolegliwość. Nawet taką, której odpowiednika dziś naprawdę trudno się domyślić: „środek ten należy się stosować na zimne nogi, wyprysk sączący, zachorzenie goleni, słoniowaciznę i podobne cierpienia chroniczne”. „Zaleca się na próchnienie kości, gdy się palec storzy i kościki wychodzą”.

A tak wyglądała reklama wielkiej posezonowej wyprzedaży: „4 tanie dni na obuwie brunatne celem wyprzątnięcia naszego składu”.

Garnitury i podstaniczki dla każdej pani oferujemy
Zrozumiałe zakłopotanie budzić musi powszechne używanie słowa „ubikacja” w zupełnie innym znaczeniu („Ubikacje na sklep i magazyn wynajmę”, „Ubikacje biurowe oddam wspólnikowi” albo „Poszukuję domu z siedmioma ubikacjami”). Podobnie było z... wyrazem „chlew” („Chlewu na warsztat poszukuję”). Chodziło, jak niełatwo się domyśleć, o pomieszczenia.

Z prasowych ogłoszeń dowiedzieć też się można, że popiersie nazywano wówczas... biustem („Biust Marji Konopnickiej do gimnazjum kupię”). A tak nazywały się elementy damskiej bielizny: koszule, pantalony, kaftaniki, kombinaże, garnitury i podstaniczki.

W Bydgoszczy przez jakiś czas istniał „Urząd pieczołowitości miejskiej”, później przemianowany na opiekę społeczną.

Jednak chyba nic nie przebije w śmieszności treści jednego z rzadkich jeszcze wówczas prasowych ogłoszeń matrymonialnych „Kawalera z dobrym interesem panna poszukuje...”

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.