Żeńskie zakony - wysiłek poświęcony

Katarzyna Bogucka 25 września 2015

Zakonnica - jak żołnierz - może zostać wysłana w dowolny zakątek globu i - jak żołnierz - musi jechać; kobiety w habitach trafiają na pierwszą linię frontu. W Kujawsko-Pomorskiem jest około ośmiuset sióstr. Zajmują się upośledzonymi dziećmi, kobietami po traumatycznych przejściach, żyją z chorymi i bezdomnymi, prowadzą przedszkola, szkoły i świetlice, a gdy już nie mogą pracować, od rana do nocy się modlą.

Siostry Albertynki z ul. Koronowskiej Karmią codziennie około dwieście osób. Pomagają im wolontariusze.

Fot.: Dariusz Bloch


W Polsce mniszek z roku na rok ubywa, w Anglii jest zupełnie odwrotnie. Do tamtejszych klasztorów zgłosiło się w tym roku podobno trzy razy więcej kobiet niż jeszcze kilka lat temu, a liczba pań, które przyjęły święcenia, jest najwyższa od 25 lat! Jedno się nie zmienia; i w kraju, i za granicą. Przybywa ludzi, którym bezinteresowna pomoc, na przykład sióstr zakonnych, może uratować życie albo ocalić od szaleństwa.

Klaryski


Każde zgromadzenie ma inny charyzmat, to znaczy, mówiąc najprościej, specjalizację. W trzech diecezjach: bydgoskiej, toruńskiej i włocławskiej działa łącznie 48 żeńskich zakonów (najwięcej, bo 22, w Diecezji Włocławskiej, w pozostałych po 13). Sa to zgromaczenia kontemplacyjno-otwarte i kontemplacyjne, tak jak np. Mniszki Klaryski od Wieczystej Adoracji. Z Bydgoszczą związane są od... 90 lat! I od tylu lat modlą się nieustannie (godzina indywidualnej adoracji w dzień i dwie w nocy).


siostra Katarzyna, elżbietanka: (...) idę przez miasto, w ręce trzymam mały różaniec. Nim zdążę obejść cały rynek, wszyscy przechodnie są oddani Bogu w modlitwie. Nawet o tym nie wiedzą.


Szczegółowy plan dnia zakonnic z ulicy Gdańskiej 56 prezentujemy w ramce obok. Zanim nastała era Internetu, prośby napływały do tego klasztoru listownie, telefonicznie albo pocztą pantoflową. Teraz czynna jest dodatkowo skrzynka intencji na stronie internetowej. Klaryski, które w związku z tym przez większą część dnia się modlą, potrzebują wsparcia z zewnątrz. Część sióstr ma wprawdzie niewielkie emerytury i renty, ale tylko dzięki dobrym ludziom klaryski mogą normalnie funkcjonować. W tej chwili przy Gdańskiej 56 mieszka 21 mniszek. Cztery to tak zwane siostry zewnętrzne, kontaktujące się ze światem, reszta żyje w klauzurze. Najstarsza ma 88, najmłodsza 31 lat. Cztery siostry z Bydgoszczy założyły dom w Pawłodarze w Kazachstanie.

Budują kościół, uprawiają ziemię i walczą o przetrwanie w bardzo surowym klimacie, jednocześnie wspierając ludność. Bydgoskie Klaryski, nie dość, że pomagają współsiostrom na wschodzie, próbują zarazem własnymi rękoma utrzymać swój klasztor: przepięknie haftują, robią pocztówki. Czasami niespodziewanie pojawia się ktoś z owocami (na okładce Magazynu siostry obierają brzoskwinie przyniesione przez darczyńcę) albo wpadnie kilka groszy na konto (numer można znaleźć na stronie: www.bydgoszcz.klaryski.org). Bez względu na sytuację domu, głodny człowiek nie jest nigdy stąd odsyłany z pustymi rękami. Siostry czuwają także przy „Oknie życia”, otwartym na niechciane maluchy już od 2009 roku. Pierwsze dziecko, dziewczynka, pojawiło się w klasztornym „Oknie życia” w maju 2011 roku. Uratowano tu także chłopca.

Elżbietanki


Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety prowadzi w Diecezji Toruńskiej sześć domów: dwa w Toruniu (19 sióstr), dwa w Grudziądzu (28 sióstr), po jednym w Kowalewie Pomorskim (2 siostry) i w Grabiu (5 sióstr).

Na terenie Diecezji Bydgoskiej siostry elżbietanki spotkać można w Bydgoszczy przy ul. S. Grzmota-Skotnickiego 7, przy Leszczyńskiego 40 i w Złotowie, przy ul. Panny Marii 7. Jest także dom w Brześciu Kujawskim (Diecezja Włocławska). - Jesteśmy zgromadzeniem kontemplacyjno-czynnym. Pierwsza część tej nazwy wyjaśnia, że naszym zadaniem jest uwielbiać Boga, oddawać Mu cześć w mszy świętej i modlitwie liturgicznej. Boga trzeba wychwalać, ufać Mu, prosić Go o potrzebne łaski i błogosławieństwo także w imieniu tych osób, które tego nie robią.

Druga część nazwy wskazuje na powołanie do pracy dla drugiego człowieka - tłumaczy siostra Katarzyna z Torunia, w klasztorze od 1978 roku, jak sama o sobie mówi, szczęśliwa zakonnica. - Czujemy, że coraz więcej ludzi, starszych i młodszych, zapomina o modlitwie, o tym, że Boga trzeba wychwalać. Nasze najstarsze siostry, które z racji wieku nie mogą już prowadzić aktywnej działalności apostolskiej ani intensywnie pracować (a i tak pomagają, np. przygotowując chleb dla ubogich), modlą się nieustannie. Czasami mówią: „My chyba po to tak długo żyjemy, żeby się modlić za innych”.

Najstarszą siostrą elżbietanką i zarazem najstarszą siostrą zakonna w Polsce jest s. Malwina Zych. Mieszka w Wałczu. W kwietniu skończyła 106 lat. Urodziła się 30 kwietnia 1909 roku w Rudnie (powiat Złotów). Na chrzcie dano jej imię Katarzyna. Do Zgromadzenia w Poznaniu wstąpiła w 1929 roku, mając 20 lat. Na początku pracowała w przedszkolu, ale marzyła o pielęgniarstwie, o szpitalu.

Marzenie się spełniło, dostała dyplom pielęgniarski, który przydał się już w czasie wojny. Po wojnie pracowała w wojskowym szpitalu w Koronowie, później w Szpitalu Miejskim w Toruniu (jako oddziałowa chirurgii dziecięcej) do czasu, aż w 1962 roku 22 siostry dostały wypowiedzenia z pracy. Siostra Malwina trafiła do Zakrzewa, gdzie wspierała ludzi jako rowerowe pogotowie pielęgniarskie. By dotrzeć do chorych, pokonywała dziesiątki kilometrów. Wreszcie osiadła w Wałczu i zajęła się chorymi współsiostrami.

- Nasze siostry pielęgniarki są znane w Toruniu - mówi s. Katarzyna. - Siostra Bertina, Prakseda, Kazimiera. Nieraz ludzie przychodzili do furty prosić je o pomoc, zresztą stale przychodzą. Na tym się jednak nie kończy nasza działalność. Elżbietanki prowadzą duże przedszkole w Bydgoszczy, przedszkole integracyjne w Grudziądzu, mają „Okna życia”, ośrodek szkolno-wychowawczy w Grudziądzu i dom dla głęboko upośledzonych dzieci w Grabiu.

- To naprawdę bardzo ciężko chore dzieci, których rodzice nierzadko nie byli już w stanie się nimi opiekować - mówi siostra Katarzyna. - Oprócz tego pracujemy jako zakrystianki, katechetki. Chciałabym jeszcze wrócić do modlitwy. Zajmuje, jak powiedziałam, centralne miejsce w naszym życiu. Intencji mamy mnóstwo. Coraz częściej ludzie podchodzą do nas na ulicy, zwierzają się ze swoich dramatów i proszą o modlitwę za dziecko albo za całą rodzinę, na przykład ostatnio wysłuchałam ludzi, którzy nie radzą sobie z relacjami rodzinnymi w efekcie emigracji. Tych próśb jest tyle, że zajęcie mamy zapewnione do końca życia. Czasem, gdy idąc ulicą, mijam jakąś osobę i postanawiam westchnąć za nią do Boga. Albo idę przez miasto, w ręce trzymam mały różaniec. Nim zdążę obejść cały toruński rynek, wszyscy przechodnie są oddani Bogu w modlitwie. Nawet sobie z tego nie zdają spraw, że ktoś o nich pomyślał.

Pasterki


Do potrzebujących rękę wyciągają także siostry Pasterki (Zgromadzenie Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej). Działają w Polsce nieprzerwanie od 120 lat. Mają 22 domy. Zakonnice, zgodnie z postulatami swojej założycielki, błogosławionej Matki Marii Karłowskiej, swoją pomoc kierują głównie do kobiet. - Maria Karłowska oddawała się z zapałem działalności dobroczynnej wśród chorych, ubogich i wielodzietnych rodzin oraz rozbitych małżeństw w najnędzniejszych dzielnicach Poznania - mówi s. Gaudiosa Dobrska z Domu Generalnego w Jabłonowie Pomorskim.

- Jednak idea Dobrego Pasterza, szukającego zagubionej „setnej” owieczki tak głęboko przeniknęła jej duszę i tak ją zafascynowała, że usunęła w cień wszelkie perspektywy życiowe. Czekała na znak od Pana Boga. I nadszedł taki dzień. Geneza specyficznego apostolstwa Marii Karłowskiej wiąże się ze spotkaniem z prostytutką, będącą pod kontrolą policji obyczajowej. Po latach wyznała siostrom pasterkom, że gdyby wówczas nie zdecydowała się pomóc tej dziewczynie, lękałaby się o swoje zbawienie wieczne. „Nigdy nie odpychaj tych, których Bóg nie odpycha. - mówiła - Nie potępiaj tych, którym Bóg nie odmawia łaski. Nie odsuwaj tych, których Bóg stara się przyciągnąć!”.

Pasterki prowadzą placówki opiekuńczo-wychowawcze dla dziewcząt niedostosowanych społecznie oraz dla kobiet słabych i zagubionych moralnie. Dziewczyny w wieku gimnazjalnym dostają wsparcie w domach w Poznaniu i w naszym regionie w Pniewitem i w Topolnie. W trosce o ratowanie zagrożonego życia dzieci nienarodzonych siostry zapewniają dach nad głową samotnym matkom w placówce w Żołędowie. Dla dzieci prowadzą świetlicę w Jabłonowie - Zamek. Posługują także jako pielęgniarki i opiekunki chorych w zakładach opiekuńczo-leczniczych i stacjach opieki medycznej (wieś Św. Katarzyna, Toruń - T.C. Caritas), poza tym pracują jako katechetki, organistki, zakrystianki (Jabłonowo Pomorskie), prowadzą przedszkole (Żołędowo), haftują (Jabłonowo). Siostry Pasterki są aktywne w 20 placówkach w Polsce oraz w dwóch placówkach zagranicznych: w Rzymie i w Kazachstanie.

Albertynki


Do bezdomnych i biednych zwracają się zakonnice ze Zgromadzenie Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim, założonego przez św. Brata Alberta. Siostry prowadzą dwa schroniska dla bezdomnych we Włocławku (może w nich mieszkać 180 osób). Jedno przeznaczone jest dla osób ciężko chorych,przypomina nieco dom pomocy społecznej, ale o niższym standardzie. Bezdomni mają tu zapewniony nie tylko dach nad głową, także całodzienne wyżywienie i opiekę, m.in. pomoc pielęgniarki.

Działa także albertyńska jadłodajnia w Bydgoszczy przy ul. Koronowskiej (wydaje ok. 200 posiłków dziennie). W obu punktach, poza materialną, można uzyskać także pomoc duchową. Według relacji sióstr, część mieszkańców schroniska na długie lata zrywa relacje z Bogiem i z najbliższą rodziną. Sakrament Pojednania (spowiedź) sprawia, że te „zerwane więzy” są odbudowywane, podopieczni chcą naprawić swoją poszarpaną historię. I wielu z nich się to udaje.

Szensztatki


Ofertę przeznaczoną szczególnie dla ducha ma Szensztacki Instytut Sióstr Maryi, bodaj najmniej znane zgromadzenie, którego niwą działalności jest rodzina z mocnym akcentem położonym na kobietę.

Wspólnota Sióstr Maryi powstała w 1926 r, w Schönstatt k. Koblencji w Niemczech (założycielem jest o. Józef Kentenich). Ruch Szensztacki rozsławił się na świecie głównie przez prowadzenie kursów dla małżeństw: klasycznych przedmałżeńskich, ale też porad dla par w kryzysie, kursów wychowania dla rodziców, pedagogiki kentenichowskiej, wreszcie porad rodzinnych, które odbywają się jako tygodniowe warsztaty w miejscach wypoczynkowych. Jeden z szensztackich domów działa w Bydgoszczy na Piaskach (ul. Smukalska 113). Przy tamtejszym Sanktuarium Zawierzenia mieszka 7 sióstr.

Pracują z rodzinami, dziewczynami i matkami diecezji: bydgoskiej, toruńskiej oraz archidiecezji gnieźnieńskiej. Szczególnie starają się pomóc współczesnej kobiecie dostrzec jej godność oraz inspirować ją do rozwoju własnej kobiecości - tak to określają. Naśladując Matkę Boską uczą wolności serca, wrażliwości, czystości, duchowego piękna, wielkodusznej służby i duchowego macierzyństwa.

- Chodzi o pielęgowanie więzi małżeńskiej i rodzicielskiej, a może w tym pomóc przymierze miłości z Maryją, wiara w bożą opatrzność i bezgraniczne zaufanie Bogu i Jego matce. Nie jest to jednak takie oczywiste. Problemem współczesnej rodziny, człowieka jest nie tyle brak wiary samej w sobie, ale niewiara w to, że Bóg działa, że zwraca się bezpośrednio do każdego człowieka, i że to, co nam daje, jest najlepsze. Druga sprawa - duchowa bezdomność, szczególnie ludzi młodych - mówi Adriana Majnusz, siostra szensztacka z Bydgoszczy. - Chcemy odwiedzające nas rodziny prowadzić do zadomowienia się w Bogu, w Matce Bożej. Wiele osób posiada mnóstwo dóbr materialnych: wille, samochody, a mimo to odczuwa wewnętrzną bezdomność...

Potrzeb więcej, powołań mniej


Konferencja Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych podała po ostatnich obradach, że z roku na rok spada liczba sióstr, a nowe powołania nie równoważą liczby zakonnic odchodzących do wieczności. Konferencja reprezentuje 101 zgromadzeń zakonnych tzw. czynnych w Polsce, mających 18899 sióstr w 2276 domach zakonnyc,h obecnych we wszystkich diecezjach i 2100 sióstr pracujących poza granicami Polski. W roku 2014 liczba postulantek wyniosła 221.

Pstulantki to dziewczyny, które wstąpiły do zgromadzeń i na wstępnym etapie przeszły próbę powołania. 31 grudnia 2014 r. było: 17595 profesek wieczystych, 807 profesek o ślubach czasowych, 276 nowicjuszek i 221 postulantek.Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego także opracował to zagadnienie, ale podaje dane tylko do 2012 r. Według ISKK, liczba wszystkich zakonnic w Polsce wynosiła w podanym roku 21214, a w trzech diecezjach naszego regionu ma ich obecnie być ok. 800.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.