Dyskryminacja kosztuje firmy miliardy euro

Dorota Witt 19 września 2015

Wiele uczennic świetnie radzi sobie z fizyką czy matematyką, ale niewiele z nich wybiera studia techniczne. Większość studentek politechnik ma doskonałe wyniki, ale nieliczne dostają pracę na kluczowych stanowiskach w firmach technologicznych.

Kobiece zespoły w firmach technologicznych to ciągle rzadkość. Tylko co piąty zatrudniony to kobieta, a na wysokich stanowiskach jest ich bardzo niewiele

Fot.: 123rf.com


Na niedopuszczaniu kobiet do pracy nad innowacyjnymi rozwiązaniami technicznymi tracimy wszyscy, a straty łatwo podliczyć. Z badań Europejskiej Agendy Cyfrowej wynika, że gdyby kobiety były reprezentowane w tym sektorze tak samo jak mężczyźni, PKB Unii Europejskiej zwiększyłby się rocznie o około 9 mld euro. I jeszcze słowo od ekspertów: tylko zróżnicowane zespoły są w stanie tworzyć nowe rozwiązania, innowacyjne technologie i przyspieszać rozwój ekonomii, przemysłu, nauki i gospodarki. W praktyce

mamy "pełzającą rewolucję".


Tak zjawisko przenikania kobiet do pracy nad innowacjami nazwali twórcy raportu badawczego "Potencjał kobiet dla branży technologicznej" - Fundacja Edukacyjna Perspektywy i firma Siemens.


- Doświadczenie naszej firmy jasno pokazuje, że im bardziej zróżnicowany skład zespołu, tym większa jest jego skuteczność - mówi Kinga Jabłonowska-Hieronimczuk z firmy Siemens. - Różnorodność dotyczy każdej płaszczyzny. Mówimy o angażowaniu kobiet i mężczyzn, osób o różnych doświadczeniach i kompetencjach, z różnych kręgów kulturowych. Kluczowe jest właśnie optymalne wykorzystanie tych doświadczeń i umiejętności, tak by członkowie zespołu współpracowali ze sobą, wymieniali się informacjami, proponowali rozwiązania i inspirowali się wzajemnie.

Ciągle wśród inżynierów i naukowców przeważają mężczyźni, ale młode kobiety z technicznym wykształceniem nie boją się już szukać pracy marzeń nawet w stereotypowo męskich zawodach. - Chociaż branża informatyczna kojarzy się z typowo męskimi zespołami, nasz jest mieszany, dokładnie połowa zatrudnionych to kobiety - mówi Marlena Adamska, prezeska bydgoskiej firmy KRD Solutions. - Frontem do klientów stoi właśnie żeńska część zespołu, odpowiadając m.in. za sprzedaż, konsulting, szkolenia, ale również opracowywanie projektów funkcjonalnych i wdrażanie rozwiązań informatycznych. Choć zespołem kieruje kobieta, to mężczyźni stanowią istotny trzon firmy, przekładając to, co ustalimy z klientami, na język informatyczny. Z kolei poprzez testowanie oprogramowania żeński zespół dba o ergonomię, optymalizację i funkcjonalność pisanych przez nas systemów.

Kobiet w branży technologicznej przybywa. Średnio co piąty zatrudniony to kobieta, ale nie ma się z czego cieszyć:
na stanowiskach merytorycznych i zarządczych
jest ich znacznie mniej: 5-15 proc. Nie lepiej jest na uczelniach wyższych, na kierunkach technicznych i ścisłych na dziewięciu rektorów przypada jedna rektorka.

- Pracując na wysokich stanowiskach menadżerskich obserwuję, że kobiety zdecydowane ciężej muszą pracować na swój sukces. Pomimo wyższego wykształcenia, lepszej i dogłębnej wiedzy, zdecydowanie rzadziej zasiadają na stanowiskach dyrektorskich czy pełnią funkcje zarządcze - mówi Marlena Adamska. - Wielka szkoda, bo - zapewniam - potrafimy stawiać wymierne cele, rozliczać je, delegować zadania, skutecznie zarządzać zespołami, wydobywając z nich to, co najlepsze.

Coraz więcej kobiet pracuje w branży technologicznej, co roku przybywa ich około jednego procenta (w ciągu ostatnich 8 lat udział dziewczyn na politechnikach wzrósł z 29 do 37 proc.) - Jeśli to rewolucja, to rewolucja pełzająca, bo ciągle w firmach wypracowujących innowacyjne rozwiązania w różnych dziedzinach jest znacznie mniej kobiet niż mężczyzn - zauważa dr Bianka Siwińska z Fundacji Edukacyjnej Perspektywy. - Na uczelniach technicznych studiuje coraz więcej dziewcząt (zwykle takich, które miały w rodzinie naukowczynię czy inżynierkę, albo których znajoma wybrała taki kierunek). Choć uczennice szkół średnich czują się dobre z przedmiotów ścisłych, na studiach inżynierskich mamy ich ok. 37 proc. Tu tracimy najwięcej zdolnych dziewczyn, które po prostu nie myślą o politechnice, choćby dlatego, że

nie mają odpowiednich wzorów


i że od przedszkola próbowano je zainteresować innymi dziedzinami niż chłopców. Studentki politechnik w większości są wybitne, to właściwie elity. Świetnie, bo dzięki temu absolwentki

są wybitnymi specjalistkami,


ale chodzi o to, aby na politechniki szły także zwykłe uczennice. Kobiety tracimy też tuż po studiach inżynierskich - uczelnie kończy 37 proc. kobiet, ale w firmach technologicznych stanowią już 15-25 proc. zatrudnionych. Rezygnują na rzecz innych zainteresowań albo po prostu nie mogą znaleźć pracy w wyuczonej branży. Mimo swojej wybitności… Tracimy przez to wszyscy, nieróżnorodne zespoły, w których mamy niemal 100 proc. mężczyzn, nie opracują takiego innowacyjnego rozwiązania, które będzie optymalne także dla kobiet. Mamy wiele takich przykładów. - Oto pierwszy z brzegu: każdy ma chyba w pamięci obraz symulacji wypadku samochodowego, która ma pokazać, co dzieje się z ciałem człowieka w momencie uderzenia. I pokazuje: co się dzieje z ciałem mężczyzny, kompletnie pomijając to, że ciało kobiety jednak nieco się różni, choćby zawartością tkanki tłuszczowej, przez to inaczej układa się w czasie wypadku. Takich przykładów jest mnóstwo - przekonuje dr Bianka Siwińska.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.