Debiutować miała z Eltonem Johnem

Mirosława Kruczkiewicz 6 września 2015, aktualizowano: 18-09-2015 15:08

Anna Łęcka, śpiewaczka, torunianka, absolwentka Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, tegoroczna stypendystka Miasta Torunia, mówi o swoim nowym programie z piosenkami Anny German, "dziurawieniu" arii , swojej rodzinie i śląskim debiucie

Anna Łęcka podczas jednego z koncertów w Ośrodku Chopinowskim w Szafarni. Na fortepianie akompaniuje jej Marcin Łęcki, pianista i organista.

Fot.: archiwum artystki


Nie może Pani pamiętać czasów popularności Anny German...
A jednak z jej piosenkami zetknęłam się bardzo wcześnie, bo moja babcia jej była wielką wielbicielką.

Ma Pani wśród nich ulubione? Stara się Pani śpiewać je inaczej niż Anna German?
"Chcę być kochaną" to zdecydowanie moja ulubiona piosenka. Na koncertach wyjaśniam, dlaczego. Bardzo lubię też "Śnieżną piosenkę". Anna German miała niepowtarzalną osobowość. Wprawdzie słyszałam od niektórych gości moich koncertów, że gdy zamykali oczy, to wydawało im się, że śpiewa sama Anna German. Rzeczywiście mam trochę podobną barwę głosu, ale interpretacja jest zdecydowanie moja własna. Nie towarzyszy mi też rozbudowany zespół, a jedynie fortepian.

"Roztańczone Eurydyki" nie są pierwszym programem, w którym Pani, wykształcona klasycznie śpiewaczka, porusza się na obrzeżach klasyki. Występowała Pani też z kolegami w muzycznym kabarecie "Poważni niepoważni".
Tam z kolei klasyczną muzykę przedstawialiśmy w lekki, kabaretowy sposób. Przy czym bawiliśmy się gestem, kostiumem, grą aktorską, dowcipem sytuacyjnym, muzykę pozostawiając nienaruszoną. Tylko w jednej arii pozwoliłam sobie na odstępstwo od tej zasady- trochę "podziurawiłam" ją wymownymi pauzami.

Przygodę ze śpiewem zaczynała Pani w toruńskim zespole dziecięcym Mała Rewia...
Pierwsze były Kiepurki, dziecięcy zespół ze Śląska. Trafiłam do niego zrządzeniem losu. Byłam na wakacjach. Moje podśpiewywanie usłyszała przebywająca w tej samej miejscowości założycielka tego zespołu. Zapytała moich rodziców, czy zgodziliby się na mój udział w nagraniu płyty. W Polsce, dla Telewizji Katowice, miał nagrywać Elton John z towarzyszeniem grupy Kiepurki. Zgodzili się i zapomnieli o sprawie. Tymczasem nagranie się odbyło. Wprawdzie nie przyjechał Elton John, ale plejada innych gwiazd. Zostałam na miesiąc zwolniona ze szkoły. Potem był zespół Śpiewające Słoneczko i wreszcie Mała Rewia.

Wtedy pomyślała Pani o zawodowym śpiewaniu?
Ależ nie. Muzyką klasyczną zainteresowałam się dzięki starszej siostrze, uczennicy szkoły muzycznej. Pomógł też przypadek. Dostałam w prezencie płytę znakomitej śpiewaczki, sopranu koloraturowego, Kathleen Battle - w zamian za wymarzoną płytę Edyty Górniak, którą wykupiono. I zachwyciłam się. Potem pracowałam w zupełnie innych miejscach, próbując dostać się na studia wokalne. Dostałam się, akurat będąc w ciąży.

Studia kończyła Pani już jako mama dwóch synów. Mąż też jest muzykiem, gra na organach i fortepianie. Często występują Państwo, m.in. z piosenkami Anny German i w repertuarze klasycznym, razem. To dla życia rodzinnego lepiej czy gorzej?
Cóż, zdarza się nam zabierać dzieci na koncerty. Ostatnio nawet starszy syn, który uczy się gry na fortepianie, wystąpił z nami. Młodszy właśnie idzie do szkoły muzycznej. Wybrał skrzypce. Staraliśmy się nie narzucać im muzyki, ale jeżdżąc z nami na koncerty i słuchając naszych prób w domu, sami nią przesiąkli.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.