Kobiety do Sejmu - w drugiej kolejności

Dorota Witt 13 września 2015, aktualizowano: 18-09-2015 14:28

Tylko jednej kobiecie w województwie, Joannie Scheuring-Wielgus, przypadła "jedynka" na liście w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Nawet minister Teresa Piotrowska dostała od swojej partii dopiero drugie miejsce. Są i takie listy, na których kobieta pojawia się dopiero w… czwartej kolejności.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych pierwszy raz wybieraliśmy posłanki i posłów z niemal parytetowych list wyborczych (ustawą nakazano 35-procentową reprezentację kobiet). Wtedy wszystkie partie obsadziły paniami ponad 40 proc. miejsc. Efekt? Mamy w Sejmie 23 proc. posłanek, niewiele więcej niż w kadencji 2007-2011. Z naszego regionu dostało się ich sześć, reprezentowały nas w Sejmie razem z dziewiętnastoma mężczyznami. I choć od niedawna rządowi szefuje kobieta, choć w poselskich ławach zasiada pierwsza w historii osoba transseksualna, a bój o stołek premiera stoczą niebawem dwie kobiety, trzeba jeszcze czegoś, poza ustawowym przykazem, by wyborca postawił krzyżyk przy nazwisku kobiety.

Nie garną się do polityki?


- Nasz umysł jest tak skonstruowany, że postrzegamy świat przez pryzmat stereotypów. To z jednej strony pozytywna prawidłowość, bo pozwala odnaleźć się w społeczeństwie, ale z drugiej może prowadzić do dyskryminacji jakiejś grupy, choćby kobiet w życiu politycznym - mówi dr Wojciech Peszyński, adiunkt na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK w Toruniu. - Wybory, i w ogóle polityka, przestały być sferą racjonalną, a stały się emocjonalną, dlatego kierowanie się przy urnie względami personalnymi, w tym płcią kandydata, jest częstsze, ale ciągle w pierwszej kolejności wybieramy tych, których barwy partyjne nam odpowiadają, lub tych, którzy mieszkają blisko nas, a dopiero w dalszej kolejności kierujemy się osobistymi cechami wizerunku.
Kwoty przyniosły pozytywną zmianę, bo kobiet w polityce mamy coraz więcej, ale… - Trzeba pamiętać, że wiele pań znajduje się na listach nie po to, żeby realnie walczyć o mandat, a tylko po to, by komitety sprostały ustawowym wymogom. Taki już jest urok naszego systemu wyborczego - przypomina dr Wojciech Peszyński.


Nauczycielki, radne, działaczki społeczne, dyrektorki, szefowe, biznesmenki - na listach wyborczych przed zbliżającymi się wyborami zaroiło się od kobiet - tak każe ustawa kwotowa. W regionie w pierwszych dziesiątkach mamy ciekawe, silne i przebojowe kobiety. Dalej, w drugiej dziesiątce, skromniej: studentki, asystentki. Tylko kujawsko-pomorskie PSL otwarcie przyznaje, że miało problem z zapełnieniem list nazwiskami kobiet. Bo te "nie garną się do polityki".

Wejście w męski świat


Wśród "jedynek" na listach mamy w regionie jedną panią. Tę samą, która jako pierwsza kobieta odważyła się powalczyć o fotel prezydenta Torunia. Joanna Scheuring-Wielgus startuje z ramienia Nowoczesnej Ryszarda Petru. Szefuje toruńskiej Fundacji Win-Win, wspierającej działania kulturalne i lokalnych artystów. Jest współzałożycielką Stowarzyszenia Wyborcy, upowszechniającego ochronę wolności i praw człowieka oraz wiceprezesem Stowarzyszenia Rzeczpospolita Babska.
- Zawsze zależało mi na tym, by mieć wpływ na funkcjonowanie miasta i życie mieszkańców - mówi. - Przez lata moich działań w Toruniu miałam wrażenie, że biję głową w mur i to nie tylko w sprawach związanych z kulturą, ale we wszystkich dziedzinach. Teraz wiem już, że tylko od środka można zmienić myślenie o polityce. Start w wyborach to wynik mojej kilkuletniej pracy w wielu organizacjach i w Ruchu Miejskim. Mamy już ich w Polsce kilkanaście.

To nieformalne grupy ludzi, którzy chcą dbać i rozwijać miejsca, w których żyją od drogi po kulturę. Po ostatnich wyborach samorządowych wielu z nich zasiadło w radach miast, wśród nich Joanna Scheuring-Wielgus. Teraz przyszła pora na politykę ogólnopolską. - A to, niestety, ciągle męski świat - zauważa. - Feministki zrobiły już wiele, ale ciągle bardzo dużo jest do zrobienia. Statystyki pokazują, że jest nas nie tylko więcej od mężczyzn, jesteśmy też lepiej wykształcone. A rzeczywistość? Aż 85 proc. gości zapraszanych jako eksperci do programów publicystycznych to mężczyźni.

Choć przybywa kobiet na wysokich stanowiskach, to w zarządach największych polskich firm zasiada jedynie 10,3 proc. kobiet. Każdy z nas staje się politykiem, kiedy dostaje do ręki dowód osobisty, więc kobiety nie muszą się na nic oglądać, jeśli chcą w tę politykę czynnie wejść. Partiom często nadal szefują mężczyźni, wysokie miejsca na listach są zarezerwowane dla panów właśnie. Gdyby w polityce było więcej kobiet (tyle samo co mężczyzn), nie byłoby poważnych konfliktów czy wojen, bo my inaczej patrzymy na świat, negocjujemy, szukamy wyjścia dobrego dla wszystkich, nie bijemy się o zabawki w piaskownicy.

Na bydgoskiej liście ugrupowania Nowoczesna najwyżej znalazła się Ilona Batog, prawniczka (miejsce 2).

Elżbieta Olszewska, dyrektorka programowa Fundacji "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom", laureatka Orderu Uśmiechu, właścicielka Muzeum Piernika, startuje w wyborach parlamentarnych z czwartego miejsca w okręgu toruńskim na liście Lewicy Razem - pierwsze trzy od razu zostały przypisane aktualnym posłom. Od roku włącza się w prace Toruńskiego Sejmiku Kobiet.

- W Sejmie chciałabym się zająć problemami społecznymi, w tym ochroną praw pracowników oraz edukacją, która jest podstawą budowania nie tylko dobrobytu, ale też dobrostanu społeczeństwa, a także działaniami na rzecz zrównania możliwości wszystkich obywateli - kobiet, mężczyzn, osób niepełnosprawnych i wykluczonych - mówi Elżbieta Olszewska. - W polityce wciąż brakuje kobiet. Ta dysproporcja szkodzi polskiej scenie politycznej. Kobiety nie są ozdobnikami polityki, wnoszą do niej swoje kompetencje, umiejętności, wiedzę, doświadczenie, szerszą perspektywę, a to bardzo cenne.

Bydgoską listę lewicy otwiera mężczyzna, ale na drugim miejscu jest Anna Mackiewicz, zastępczyni prezydenta Bydgoszczy, radna SLD, która wspiera lokalne organizacje równościowe, bierze udział m.in. w akcjach Bydgoskiej Grupy Inicjatywnej, takich jak pierwsza bydgoska Manifa czy One Billion Rising, czyli światowej akcji przeciwko przemocy wobec kobiet. Zawodowo uczy matematyki.

Potrzeba determinacji


Iwona Michałek, nauczycielka biologii, kierowniczka Pracowni Zarządzania, Diagnozy i Wychowania KPCKN w Toruniu kandyduje z drugiego miejsca toruńskiej listy PiS, ale związana jest z partią Jarosława Gowina od 4 lat, kiedy to startowała po raz pierwszy. - Wtedy się nie udało, widać to nie był jeszcze ten czas - uważa. - Powoli kobiety wchodzą do polityki, oj, powoli to idzie. Potrzeba determinacji. Jestem jedną z nielicznych, która kandyduje z wysokiego miejsca, ale nie tylko układanie list jest problemem. Polityce trzeba się poświęcić, mieć na nią czas.

Najwyżej na bydgoskiej liście PiS znajdzie się Ewa Kozanecka (drugie miejsce), wybrana w ubiegłym roku na radną miejską. Jest ekonomistką, członkinią Stowarzyszenia Bydgoski Ośrodek Solidarności Społecznej. Od 1998 roku pracuje w spółce Miejskie Wodociągi i Kanalizacja w Bydgoszczy.

W Bydgoszczy PSL pierwszą kobietę wystawia na miejscu drugim - przypadło wojewodzie Ewie Mes. W Toruniu związana z Bydgoszczą Edyta Zakrzewska, absolwentka zootechniki na dawnej ATR w Bydgoszczy, dyrektorka bydgoskiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych, ustępuje miejsca na liście trzem mężczyznom.

Trzecie miejsce na toruńskiej liście PO zajęła Barbara Moraczewska, zastępczyni prezydenta Włocławka do spraw edukacji i społecznych, dotychczas w ogóle nie kojarzona z polityką. W Sejmie, jak wiele kandydatek z regionu, chciałaby zająć się sprawami społecznymi, edukacją.

Żadnym zaskoczeniem nie jest z kolei najwyższe miejsce dla kobiety na bydgoskiej liście PO. "Dwójką" jest tu Teresa Piotrowska, minister spraw wewnętrznych. I ona pierwsze zawodowe kroki stawiała w szkole. Łączy w sobie stereotypowo kobiece i męskie zainteresowania: - Jestem miłośniczką doskonale parzonej kawy. Parzę ją zgodnie z recepturą mojej babci i nikomu nie zdradzam. Napój najlepiej smakuje podczas czytania ulubionych książek, a te dotyczą przede wszystkim okresu średniowiecza. Od czytania mogą mnie oderwać jedynie transmisje meczów siatkówki i piłki ręcznej - opowiada.

Rządzić twardą ręką


Secjaliści podkreślają, że w polityce ważne jest właśnie to, by - nawet mając miękkie serce - rządzić twardą ręką. I przypominają, jak Ewie Kopacz oberwało się od opinii publicznej za te słowa wypowiedziane w kontekście trudnej sytuacji politycznej na Ukrainie: "Ja sobie wyobrażam, co bym zrobiła, gdyby na ulicy pokazał się człowiek wymachujący ostrym narzędziem albo trzymający w ręku pistolet. Pierwsza moja myśl: tam, za moimi plecami, jest mój dom i moje dzieci. Więc wpadam do domu, zamykam się i opiekuję się moimi dziećmi".

- Właściwie premier Kopacz pokazała swoją siłę, zdecydowanie, umiejętności przywódcze dopiero teraz, kiedy wywróciła do góry nogami listy wyborcze PO, zaproponowane przez lokalnych działaczy - uważa dr Wojciech Peszyński. - Polityka to sfera twarda, brutalna, nie chcę powiedzieć: stereotypowo męska, ale żeby być szanowanym w świecie polityki, trzeba być konsekwentnym, stanowczym. Nikt nie zaufałby Angeli Merkel czy Hilary Clinton, gdyby mówiły o trosce, dzieciach, domowym cieple.

Nie wszystkie listy są zamknięte. Nie udało nam się dotrzeć do pań, kandydujących z list ruchu Pawła Kukiza. Zgodnie z zapowiedziami, nie będą one lokomotywami ani w Bydgoszczy, ani w Toruniu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 22-09-2015 23:01

    Brak ocen 0 0

    - analog: Świetny artykuł

    Odpowiedz