Nikt tak naprawdę nie wie, co jedzą pacjenci polskich szpitali

Piotr Schutta 18 września 2015

Niewyszukany obiad w barze mlecznym kosztuje kilkanaście złotych. Firma cateringowa za tę samą cenę zaserwuje pacjentowi szpitala aż trzy posiłki dziennie. Będzie to chlebburger, kawałek beżowej pasty, kostka masła i "dupka" ogórka.

Kuchnia szpitala im. J. Biziela w Bydgoszczy. Posiłki gotowane są na miejscu

Fot.: Dariusz Bloch


Na białym plastikowym talerzu leżą trzy kupki. Jedna bladożółta, druga ciemnozielona, trzecia brunatna. Właściwie to nie leżą, a pływają w czymś trudnym do określenia. Pierwsza to ziemniaki, dalej jest szpinak, a za nim prawdopodobnie gulasz. A to, w czym pływają, to sos.


Albo coś takiego - tym razem na talerz patrzymy z lotu ptaka. Wypełniony jest po brzegi beżową substancją o urozmaiconej strukturze - ni to grudkowatej, ni to miałkiej. Pierwsze skojarzenie - wymiociny. W rzeczywistości mamy do czynienia z zupą jarzynową.

I jeszcze jedno zdjęcie - na małym talerzyku dwie kromki chleba, obok kosteczka (chyba) masła i grudka czegoś, co może być wszystkim. Gałką lodów truskawkowych, szpachlą gipsową albo pastą rybną. Najprawdopodobniej chodzi o to ostatnie. Tak właśnie wygląda śniadanko w szpitalu w Gorzowie Wielkopolskim.

Człowiek, któremu nie smakuje


Te fantazyjne talerze z tajemniczymi substancjami podbiły serca internautów. Polubiło je już prawie sto tysięcy Polaków. Wciągająca okazała się przede wszystkim zabawa w zgadywanie, co może się na nich znajdować. Zamiast narzekać, ludzie prześcigają się w nadawaniu nazw potrawom serwowanym w polskich szpitalach. Na przykład brunatna papka podana pacjentce w łódzkim Centrum Zdrowia Matki Polski to "zeskrobane pieluchy noworodka". Najsłynniejszej jednak nazwy doczekał się talerzyk, przedstawiający kromkę chleba, zaserwowanego pacjentom z Gónośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach: "chlebburger".

Facebookowy profil o prostej nazwie "Posiłki w szpitalach" uruchomił w marcu 2014 roku 29-letni Tomasz Krzemiński z Tarnobrzega. Tygodniowo odwiedza go około 500 tysięcy ciekawskich.

- Pomysł na stworzenie tej strony zrodził się w mojej głowie ponad trzy lata temu, kiedy w krótkim odstępie czasu byłem dwukrotnie hospitalizowany na dwóch różnych oddziałach Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu. Podawane tam posiłki przyprawiały mnie o zawrót głowy, za to przyszpitalny bufet oblegany był jak najlepsze restauracje w kraju - opowiada mężczyzna. Z ciekawości zajrzał do Internetu, by sprawdzić czy jego przypadek jest odosobniony. Okazało się, że nie. Sieć pełna była wpisów na temat tragicznego szpitalnego jedzenia, rozrzuconych po różnych forach dyskusyjnych. Krzemiński postanowił znaleźć dla nich jedno wspólne miejsce. Pomysł stworzenia profilu na platformie społecznościowej okazał się genialnym posunięciem.

- Codziennie na maila i poprzez wiadomość prywatną na stronie otrzymuję dziesiątki informacji ze zdjęciami posiłków. Na ich podstawie mogę potwierdzić z całą pewnością, że posiłki przygotowywane w polskich szpitalach są tragiczne. Duży, a może i największy wpływ na to mają firmy cateringowe, które wykorzystują chytrość szpitali, a przede wszystkim warunki w przetargach, gdzie najważniejsza jest tylko i wyłącznie cena, bez względu na jakość - dodaje Tomasz Krzemiński.

Publikowaniem zdjęć nadsyłanych przez internautów z całej Polski mężczyzna zdążył się już narazić dyrektorom kilku szpitali. Na pewno jest wrogiem numer jeden dla dyrekcji CZMP w Łodzi.

- Dyrektor szpitala w Łodzi oficjalnie straszył nas prawnikami i sądem z powodu naruszenia jego dobrego imienia. Pan dyrektor nie rozumie, że można publiczną osobę wymienić z imienia i nazwiska w tekście o szpitalnym jedzeniu - mówi Krzemiński. Wie, że jego strony nigdy nie "zalajkuje" również Krystyna Zaleska, dyrektorka Szpitala Miejskiego w Toruniu. Serwowane w jej placówce posiłki gościły na profilu dwukrotnie, w sierpniu i wrześniu tego roku, za każdym razem wywołując żywą dyskusję.

Pacjent powinien dopłacać


Temat żywienia pacjentów to dla dyrektor Zaleskiej bardzo drażliwa kwestia. Zapytana o szansę poprawy jakości pożywienia w jej placówce pani dyrektor odpowiada z nutą irytacji.
- Nie będę składać żadnych deklaracji. Wpis jednej osoby, która nie wiem, czy była w szpitalu... Bo jeśli była, to mogła przecież podejść i powiedzieć. My ten system na bieżąco monitorujemy i ulepszamy. Ale mamy ograniczenia finansowe. Przeznaczenie większych pieniędzy na jedzenie oznaczałoby obniżenie wydatków na leki. Po dwóch wpisach w Internecie nie będę niczego obiecywać. Z własnej kieszeni mam dokładać, żeby była szynka, pomidory i kawior? To jest niepoważne - oburza się dyrektorka, prywatnie żona prezydenta Torunia Michała Zaleskiego. Jej zdaniem, pacjenci przebywający w szpitalu powyżej 3-5 dni powinni dopłacać do żywienia.

Szpital Miejski w Toruniu od 10 lat korzysta z usług firmy cateringowej Impel Catering, która wyłaniana jest w przetargach. Jakość usług kotrolowana jest przez szpitalne dietetyczki. Aktualna, dzienna stawka żywieniowa szpitala wynosi 17 złotych brutto w przeliczeniu na jednego pacjenta. Rocznie na żywienie chorych wydaje się tu 1,5 mln złotych, co stanowi ok. 1,5 proc. wszystkich kosztów utrzymania lecznicy.

Maria Szuda, kierowniczka działu żywienia Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. J. Biziela w Bydgoszczy, o stawkach nie chce rozmawiać.

- Może w przyszłości szpital zechce przejść na catering. Nie wiem. Nie mogę zdradzać takich informacji. W każdym razie karmimy od 400 do 500 pacjentów i mamy średnio 30-50 diet. Jadłospisy układamy na 10 dni i musimy się zmieścić w budżecie naszego działu. Analizujemy je pod kątem kaloryczności, składu substancji odżywczych, urozmaicenia, no i ceny. Trzeba gotować smacznie i tanio - mówi szefowa działu żywienia i podkreśla, że jej pracownicy jako jedni z nielicznych są w stanie zaspokoić każdą dietetyczną zachciankę pacjenta - czy to będzie dieta bez wieprzowiny, wynikająca z uwarunkowań religijnych, czy też wegańska - całkowicie pozbawiona produktów odzwierzęcych. - Na pewno chleba nikomu nie wydzielamy - dodaje Maria Szuda.

Sztuka dogadzania pacjentom szpitalowi im. J. Biziela chyba się udaje. W każdym razie z jedzeniem do Internetu jeszcze nie trafił. Być może dlatego, że od 35 lat działa tu nieprzerwanie kuchnia szpitalna, obsługiwana w sumie przez 29 osób pracujących na dwie zmiany - od poniedziałku do niedzieli.

- Panie gotują jak dla siebie. Wszystko robimy sami ze świeżych produktów. Tu na miejscu, dziś, teraz. Pacjent dostaje wszystko świeże i przyrządzone tak, jak w domu. Nie ma żadnego odgrzewania - zapewnia Maria Szuda. Wkrótce kierowana przez nią kuchnia weźmie na siebie kolejne obciążenie.

- Analizujemy ankiety satysfakcji pacjentów i staramy się na nie reagować. Pojawiały się skargi na to, że nie ma podwieczorków, więc niedługo będą - zdradza pani Maria. W szpitalnych kuchniach pracuje od 35 lat.

Sami pchają się do szpitali


Szpitalni dietetycy, mogący pochwalić się tak długim stażem, z niechęcią wspominają lata 70. i 80. ubiegłego wieku, kiedy podstawowe produkty były objęte reglamentacją. Towary takie jak mięso trzeba było zdobywać sprytem i kontaktami. Obecnie dostawcy produktów pchają się do szpitali sami, prześcigając się w ofertach jak najniższych cen i problemem staje się jakość usług i towarów. Zdarza się, że szpitale odmawiają przyjęcia towaru lub zmieniają usługodawcę. - Dzisiaj na rynku wszystko można dostać. Walczymy za to z dostawcami, którzy myślą, że jak wygrali przetarg najniższą ceną, to mogą dostarczyć podlejszy towar - mówią w szpitalu im. J. Biziela.

- W sierpniu zgłosiliśmy firmie Impel Catering uwagi pacjentów i otrzymaliśmy zapewnienie, że sytuacja ulegnie poprawie. Skarżono się m.in. na małe urozmaicenie jadłospisów - mówi dyr. Krystyna Zaleska. Jeszcze nie wiadomo, czy spółka wywiązała się z obietnicy.

Jak się okazuje, słaba jakość szpitalnych posiłków w Polsce to nie tylko kwestia ograniczonych finansów. To także, a może przede wszystkim, brak obowiązku wypełniania norm żywieniowych.

- Kiedyś szpitale były ustawowo zobowiązane do przestrzegania zaleceń Instytutu Żywności i Żywienia, określających kaloryczność i wartość odżywczą posiłków szpitalnych. Oczywiście, wytyczne instytutu nadal są publikowane i my się do nich stosujemy, ale nie jest to już wymóg ustawowy - mówi Barbara Bielicka, kierująca od 15 lat działem żywienia w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 im. dr. A. Jurasza w Bydgoszczy. Jej placówka wydaje rocznie 1,5 mln zł tylko na zakup artykułów żywnościowych. Do tego trzeba doliczyć jeszcze koszty utrzymania kuchni.

- Oczywiście, że catering jest dla szpitala tańszy i nic dziwnego, że coraz więcej placówek będzie z niego korzystać. Ale jeśli chodzi o jakość, to niektóre firmy cateringowe w żywieniu szpitalnym się nie sprawdzają. Nie mają wystarczającego doświadczenia, są za bardzo nastawione na zysk, a przy tym brakuje im odpowiednich fachowców. W naszej kuchni pracują ludzie z 25-letnim doświadczeniem. W tej branży to duży atut - uważa Barbara Bielicka.

Na profilu "Posiłki w szpitalach" od czasu do czasu, pojawiają się też talerze z kolorowymi kompozycjami potraw, proszących się o zjedzenie. Niestety, większość z nich to posiłki podawane w szpitalach niemieckich, angielskich, duńskich, norweskich...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-09-2015 22:15

    Oceniono 2 razy 2 0

    - mmx: To sa owoce socjalizmu i "sprawiedliwosci spolecznej" (zwykla "sprawiedliwosc" jest juz niemodna) -- tego chcielismy, to mamy, wiec czemu niby jestesmy niezadowoleni? Bo nie umiemy powiazac przyczyn i skutkow?

    Odpowiedz

  2. 18-09-2015 21:45

    Oceniono 2 razy 2 0

    - pacjent szpitali: Za PO to muszę przyznać że posiłki są niesamowite. Przykład: szpital wojskowy dzień 1: śniadanie: parówka gruba chleb kosteczka masła obiad: kiełbasa smażona ziemniaki duszone z mąką ziemniaczaną (mocno wyczuwalna ta mąka) odrobina buraczków tartych kolacja: chleb kosteczka masła mielonka (plastry)

    Odpowiedz

  3. 18-09-2015 06:21

    Oceniono 11 razy 7 4

    - awizo : Tak jak powiedzial kiedys tow. Gomułka- chcesz miec luksus, to płać....PIS ludziom gruszek z wierzby nie ufunduje, najpierw musi obdarowac hojnie wspierajacy go kler i zbudowac pomnik katastrofy smolenskiej i " Zolnierzy Wykletych" w kazdej wsi.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz