Podejrzany testament podzielił siostrę i brata. Pazerność na ojcowiznę silniejsza niż więzy krwi

Grażyna Ostropolska 11 września 2015

Mieszkańcy wsi pod Koronowem sekundują walce pana Kazimierza o unieważnienie testamentu matki, która dwa miesiące przed śmiercią wydziedziczyła go, przekazując cały majątek córce.

Fot.: Tomasz Czachorowski


Wielka krzywda Kazika spotkała, bo chłop od dziecka na tej ziemi harował i ojcowizna jak psu buda mu się należy - komentują sąsiedzi rolnika. Pamiętają czasy, gdy Kazimierz sam obrabiał 12 ha ziemi, hodował sto świń, miał samochód, maszyny rolnicze, a z dochodów w gospodarstwie wybudował sobie i siostrze dom w mieście. Spotkała go za to

czarna niewdzięczność


Siostra podstępem z ojcowizny mnie okradła. Sprzedała ziemię, maszyny, a teraz każe mi się wynosić z domu - skarży się zrozpaczony rolnik. Ma 64 lata, połowę żołądka i niewielką rentę, na którą wszedł komornik, więc rodzinnego domu dobrowolnie opuszczać nie zamierza. - To moja współwłasność! - mówi twardo, choć sąd przeprowadził postępowanie spadkowe, o które wnioskowała jego siostra i przyklepał korzystny dla niej testament.


-Ja o testamencie matki nic nie wiedziałem ani nie byłem na rozprawie spadkowej. Wiem jedno: albo testament jest fałszywy, albo siostra siłą zaprowadziła mamę do notariusza i podstępem skłoniła do podpisu! - sugeruje pan Kazimierz, bo w głowie mu się nie mieści, by matka mogła świadomie podpisać oświadczenie, że go wydziedzicza, ponieważ "uporczywie i w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego nie opiekuje się nią i nie przebywa we wspólnym miejscu zamieszkania, przez co nie zapewnia jej pomocy i opieki" (taka jest treść testamentu)

- To wierutne kłamstwo!- zarzeka się pan Kazimierz. - Matka miała wtedy 75 lat, była inwalidką I grupy, a ja byłem jej jedynym opiekunem i żywicielem rodziny, bo siostra nie zajmowała się gospodarstwem, ponieważ pracowała i mieszkała w mieście - tłumaczy.
Faktem jest, że do spisania testamentu doszło, gdy pan Kazimierz odbywał w zakładzie karnym w Potulicach

półroczny wyrok


za uchylanie się od alimentów. - To też sprawka siostry, bo mnie buntowała. Nie kazała płacić na dziecko, dopóki jego matka nie zgodzi się na badania, potwierdzające moje ojcostwo - tłumaczy. Zdenerwował się, gdy siostra, miast zaopiekować się niepełnosprawną matką, pozwoliła, by ta samodzielnie przyjechała do niego (do Potulic) na widzenie.

- Napisała mamie na kartce godziny połączeń autobusowych i dyspozycję, by wzięła ode mnie pisemną zgodę na sprzedaż gospodarstwa, którą ona poprowadzi - pokazuje odręczne instrukcje siostry, znalezione w torebce zmarłej matki.

Inwalidka wpadła pod samochód 400 metrów od domu, gdy wracała z widzenia z synem. - Rozmawiałem z mamą w Potulicach trzy godziny; skarżyła się na siostrę i ani słowem nie wspomniała o testamencie, więc nie wierzę, że świadomie go podpisała - uważa pan Kazimierz.

Dowiedział się o jego istnieniu, gdy dostał przepustkę na pogrzeb matki i przerwę w odbyciu kary na uporządkowanie spraw gospodarskich. "Zastrzegam dokonywanie jakichkolwiek czynności na mej posiadłości bez wyrażenia mej zgody" - ten list od siostry zszokował pana Kazimierza, bo informacji o tym jakoby matka go wydziedziczyła nie traktował wcześniej poważnie.

- Myślałem, że ona zmyśla - tłumaczy. Zrozumiał, że jest inaczej, gdy zawiózł na skup trzodę chlewną, a siostra oskarżyła go o kradzież.

- Doniosła, że przywłaszczyłem sobie 25 świń, 20 ton zboża, imadło i drewno opałowe z należącego do niej gospodarstwa, a prokuratura przedstawiła mi akt oskarżenia - pan Kazimierz pokazuje ten dokument i kolejne, w których adwokat siostry wzywa go do opuszczenia nieruchomości.

- Wiosną sprzedała ciągnik z pługiem, więc nie mogłem prowadzić prac polowych. Próbowałem korzystać z pomocy sąsiadów, ale siostra ich zastraszyła. Zakazała wjeżdżać na jej pole, dzwoniła po policję i groziła sądem, więc ziemia stała odłogiem - opowiada pan Kazimierz.

- Tak było - potwierdzają okoliczni rolnicy, prosząc o ukrycie ich nazwisk przed krewką sąsiadką.
"Proszę o odszukanie testamentu i powołanie biegłego grafologa w celu stwierdzenia autentyczności podpisu mojej mamy na tym dokumencie" - pisze pan Kazimierz do sądu, a ponieważ nie stać go na adwokata i popełnia proceduralne błędy, sprawa domniemanego fałszerstwa nie trafia na wokandę.

Skuteczniejsza w działaniach jest jego siostra. Wytacza bratu proces o wydanie nieruchomości i go wygrywa, a sąd obciąża pana Kazimierza kosztami procesowymi w wysokości 10 tysięcy złotych.

Jakby tego było mało, o swoje upomina się bank, który skredytował rolnikowi i jego matce zakup samochodu. - Nie spłacałem rat, odsiadując wyrok w Potulicach, a siostra się o to nie zatroszczyła, więc nie dość, że trzeba było oddać samochód, bo bank miał na nim zastaw, to jeszcze został

do spłacenia dług


i karne odsetki - wspomina pan Kazimierz. Miał go spłacać do spółki z siostrą, która odziedziczyła spadek po zmarłej matce, więc zgodził się, by to ona prowadziła korespondencję i sądowy spór z bankiem.

"To są długi banków i wobec nas nie mają szans. Nie daj się w coś wrobić i nie podpisuj nic nikomu" - tak siostra instruuje brata, a potem w swoim i jego imieniu pisze doniesienia i skargi na sędziego, komornika, biegłego i urzędników bankowych do sądu, rzecznika praw obywatelskich i prezydenta RP.

"Wszcząć sankcje karne i dyscyplinarne, ujawnić wszystkich winnych (...) Wmanewrowali mnie w aferę, mafię samochodową (…) Po jaką nędzę włamali się do mnie komornik, dwóch cywili i 5 policjantów i brutalnie pobili. Drugi raz zostałam pobita w komisariacie w Koronowie, okaleczona kajdanami i osadzona w celi, a trzecim razem przyjechali z aparatem do wykrycia przestępstw oraz kamerą i wywieźli mnie na badania psychiatryczne do Bydgoszczy" - pisze w skardze do prezydenta Komorowskiego.

- Siostra pisała te pisma również w moim imieniu, więc prokuratura zdecydowała, że powinien nas zbadać biegły psychiatra i psycholog, a po uzyskaniu ich opinii zawnioskowała do sądu o nasze

częściowe ubezwłasnowolnienie


tłumaczy pan Kazimierz i nie kryje oburzenia, że po jednorazowym badaniu uznano go za osobę z urojeniami.
"Badany od śmierci matki pozostawał pod silnym wpływem starszej siostry, która inicjowała pisanie pism do różnych instytucji. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że badany bezkrytycznie przyjął urojeniowe przekonania siostry, a sytuacja przewlekłego stresu psychologicznego i tragiczna śmierć matki, z którą był silnie związany, stanowiła czynnik sprzyjający powstaniu u niego zaburzeń" - to fragment opinii psychiatry, którą udostępnił nam pan Kazimierz.

- Nie wiem, co sąd postanowił, bo adwokat, którego mi przydzielono z urzędu, nie odpowiada na moje telefony, a w międzyczasie sąsiad wszedł na moje pola i twierdzi, że siostra mu je sprzedała - denerwuje się pan Kazimierz.

- Kupiłem tę ziemię od siostry pana Kazimierza legalnie, zasięgając wcześniej porady adwokata i jeśli brat tej pani będzie mnie o coś oskarżał, oddam go do sądu. Mam dowód na to, że rzucił się na mnie, obrażał i chciał bić - słyszymy od kupca.

Próbujemy też porozmawiać z siostrą pana Kazimierza. Odwiedzamy ją w domu (w mieście), zbudowanym przez brata. Żąda legitymacji prasowej, a potem chwyta za telefon i dzwoni na policję. - Zgłaszam napad! - krzyczy.

Ustalamy, że w lipcu pan Kazimierz został częściowo ubezwłasnowolniony i otrzyma kuratora, a sprawa ubezwłasnowolnienia jego siostry trafiła do odrębnego postępowania.- Mam nadzieję, że kurator pomoże mi unieważnić umowę sprzedaży ziemi, jeśli się okaże, że siostra wymaga leczenia psychiatrycznego i podpisując umowę nie wiedziała, co czyni - mówi pan Kazimierz.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-09-2015 20:01

    Oceniono 1 raz 0 1

    - Może nie był godny dziedziczenia spadku : i dlatego taka zmiana w testamencie

    Odpowiedz