Dla Senegalczyka Europa wydaje się być rajem. Dopiero gdy do niej przyjedzie, otwiera oczy

Piotr Schutta 4 września 2015, aktualizowano: 04-09-2015 15:09

"Nie zapomnę rozmowy z człowiekiem, którego córka wyciągała wodę ze studni, a on patrzył bezczynnie. Jako pyszny i wyedukowany Europejczyk zacząłem go pouczać, ale szybko tego pożałowałem" - mówi o. dr Marek Walkusz, misjonarz.

Typowa senegalska wioska w głębi kraju, region kedougou.

Fot.: Marek Walkusz



Miejsce na łodzi przemycającej ludzi, płynącej z Afryki lub krajów arabskich do Europy, kosztuje podobno od 2 do 4 tysięcy dolarów. To prawda?
O szczegółach nigdy nie rozmawialiśmy, bo ten temat był owiany tajemnicą. Ale faktycznie, pamiętam z rozmów z Senegalczykami, że były to naprawdę duże pieniądze. Mimo że byłem ich duszpasterzem, nawet przede mną ukrywano te sprawy. Pamiętam natomiast rozmowę z matką chłopaka, który nie dotarł do "ziemi obiecanej". Szczegółów nie mogę zdradzić. To bardzo bolesne kwestie.

W Senegalu, mimo że nie jest najuboższym krajem Afryki, panuje niewyobrażalna dla nas, Europejczyków, bieda. Uzbieranie 2 tysięcy dolarów wydaje się nierealne...
Afrykańskie rodziny są bardzo solidarne. Trzeba pamiętać, że sporo Afrykańczyków pracuje w różnych stronach świata, zwłaszcza w krajach francuskojęzycznych, gdzie mają lepszy start ze względu na język. Więzy rodzinne są bardzo silne. Senegalczycy bardzo sobie pomagają. Nam trudno jednak zrozumieć niektóre sytuacje. Zdarza się, że ktoś posiadający pieniądze ukrywa to przed krewnymi. Bo wie, że gdyby zwrócili się do niego o pomoc, trudno byłoby mu odmówić.

Krążą opowieści, że czasem cała wioska zbiera się na opłacenie przejazdu jednego swojego mieszańca...
Tego nie wiem, ale na pewno składają się całe rodziny. Potem jednak oczekują, że ten, który wyjechał, ściągnie następnych albo przynajmniej będzie przysyłał stamtąd pieniądze.

Jak liczne są rodziny senegalskie?
W miastach urodzin jest wprawdzie mniej niż kiedyś, ale wielodzietnych rodzin jest oczywiście sporo. Znacznie więcej niż w Europie. Do tego mamy wielożeństwo, bo Senegal w 90 procentach jest krajem islamskim. Do tych akurat rodzin jako duchowni chrześcijańscy nie mieliśmy dostępu.

Jakie warunki życia panują w Senegalu?
Bezrobocie jest ogromne, choć statystyk nie znam. Kuleją szkolnictwo i opieka zdrowotna. W niektórych rejonach kraju brakuje wody, bo studni głębinowych ciągle jest za mało.

Ile zarabia przeciętny Senegalczyk?
O tym, gdzie kto pracuje i ile zarabia, raczej się otwarcie nie mówi. Zresztą jest duża różnica między poziomem życia na wsi i w mieście. Do tego dochodzą różnice istniejące między regionami. Poziom rolnictwa w głębi kontynentu, na przykład w Kedougou, gdzie miedzy innymi pracowałem, od wieków się nie zmienił. Mucha tse-tse nie pozwalała na to, żeby trzymać osły czy woły. Uprawiało się proso, orzeszki ziemne i inne rośliny. Podstawowym narzędziem pracy była maczeta i haczka. Całe rodziny szły w pole i przygotowywały teren pod uprawy. W Ziguinchor z kolei, regionie położonym na południu, leżącym bliżej Oceanu Atlantyckiego, uprawia się najczęściej ryż. Tam znowu najważniejsza była drewniana łopata o nazwie kadjandou.

Do czego służyła?
Do przerzucania ziemi w zalanych wodą rowach, żeby przygotować pole pod uprawę. To ciężkie zajęcie wykonywali zazwyczaj młodzi robotnicy. U nas zrobiłyby to maszyny, ale tam ciągnik widziałem może kilka razy w ciągu czterech lat. Potem przychodziły kobiety z rozsadami. Pojawiały się ponownie w porze suchej, kiedy następowały żniwa. Zbieranie polegało na ścinaniu każdego kłosa osobno za pomocą nożyka.

Oficjalne dane mówią, że 70 procent Senegalczyków pracuje w rolnictwie...
Tak, ale z roku na rok widać coraz więcej opuszczonych pól, ponieważ rolnictwo przestaje być tam opłacalne. Młodzi uciekają ze wsi do miast, a jakaś część na pewno za granicę. Nikt nie myśli o tym, żeby coś udoskonalić, zmienić organizację pracy. Od pokoleń wszyscy trzymają się ustalonej tradycji i koniec.

Jak długo trwa w Senegalu pora sucha?
Deszcz przestaje padać na początku października i pojawia się dopiero w maju. W porze suchej widać czasem chmury, ale słońce wygrywa każdego dnia. Z kolei w porze deszczowej pada prawie codziennie i dosyć obficie, ale nie non stop.

Dużo jest studni głębinowych?
Coraz więcej, ale ciągle za mało. W regionach położonych blisko oceanu nie ma dużych problemów z dostępem do wody. Ale im dalej w głąb kontynentu, tym gorzej. Pod koniec pory suchej kobiety chodzą po wodę po kilka kilometrów. Tylko one się tym zajmują. Mężczyzna nie przyniesie wody. Tak jest i lepiej tego oceniać. Nie zapomnę rozmowy z człowiekiem, którego córka wyciągała wodę ze studni, a on patrzył bezczynnie. Jako pyszny i wyedukowany Europejczyk zacząłem go pouczać, ale szybko tego pożałowałem. My nie mamy pojęcia o tym, jak ciężko się tam żyje i co naprawdę czują mieszkańcy Senegalu czy innego kraju afrykańskiego, patrząc, jak ich dzieci ciężko pracują.

Jak wygląda podstawowe menu Senegalczyka?
Kraj jest mniejszy od Polski, ale bardzo zróżnicowany. Bliżej oceanu bazą jest ryż i ryba. Im dalej w głąb kontynentu, tym więcej prosa i różnych potraw roślinnych, dla nas egzotycznych. Czasem miałem wrażenie, że jem coś zmieszanego z piaskiem, ale muszę przyznać, że było to pożywne. Nie zapomnę na przykład sosu z liści baobabu.

Na jakim poziomie jest opieka zdrowotna?
Kilka godzin drogi od naszej misji w Kedougou pracowała polska siostra, jedyna osoba z wykształceniem medycznym w promieniu wielu kilometrów. Od rana obsługiwała kolejkę chorych, a potem jechała do buszu, gdzie opatrywała rany, szczepiła i ważyła dzieci. Kiedy wracała do siebie, znowu czekał na nią ogonek pajcentów. Pamiętam opuchniętego chłopca, którego przywieziono jej z daleka na rowerze. Czasem rozkładała ręce. W sąsiednim miasteczku, znacznie oddalonym od punktu medycznego siostry, działał co prawda lekarz i jakiś szpital, ale trudno było tam dojechać, a sama wizyta dużo kosztowała.Zresztą, w porze deszczowej trudno w Senegalu gdziekolwiek dojechać, bo drogi są kiepskie.

Ile języków funkcjonuje w Senegalu?
Ponad dwadzieścia. Urzędowym jest francuski, ale język narodowy to wolof. Każda grupa etniczna ma swój całkowicie odmienny język. Miałem styczność z plemionami Bassari, Bedic oraz ludem Malenke. Zupełnie inne języki. Trudno było znaleźć choćby jedno słowo podobne.

Czy w wioskach nadal odbywają się rytualne inicjacje chłopców i dziewcząt?
Tak, biali generalnie nie mają na nie wstępu. Raz zostałem wyjątkowo dopuszczony do inicjacji kobiet, bo akurat szedłem tam, by odprawić mszę św. Pamiętam tylko tumany kurzu i tańczące w ciemnościach osobliwe, wysokie maski. Ostrzeżono mnie, żebym nie próbował zapalać żadnego światła. Wiedziałem, że nie żartują.

Ile lat trwa nauka w senegalskiej szkole?
Nauczanie jest co prawda objęte powszechnym obowiązkiem, ale w ciągu roku nie ma tam za dużo solidnej nauki, bo albo strajkują nauczyciele, albo uczniowie. W regionie Kedougou w kilkunastu wios-kach działają szkoły misyjne, bardzo skromne - słoma i bambus. Nauka trwa w nich przeważnie 2-3 lata. Jeśli nauczyciel ma wykształcenie maturalne, to sukces. Najzdolniejsze dzieci zapraszane są potem do szkoły z internatem w kilkunastotysięcznym Kedougou.

Jaki jest poziom życia przeciętnej rodziny w mieście?
Bieda w Senegalu wędruje z północy na południe wraz z piaskiem Sahary, która coraz bardziej wdziera się w głąb kraju. W 200-tysięcznym Ziguinchor w mojej parafii niebyło ani jednej rodziny, która miałaby samochód. Motorek czy rower tak, ale nic więcej. Ktoś tam może miał lodówkę, lecz był to znikomy procent.

A wodę bieżącą?
Przeważnie funkcjonują studnie, rzadko pompy. Sieć wodociągowa jest rzadkością. Mało kto ma kran w domu. Chociaż zdarzają się dysproporcje. Znajdziemy niejeden piękny dom pośród okrągłych domków krytych słomą albo blachą. Za to sieć telefonii komórkowej jest dobrze rozwinięta. Można komórkę znaleźć nawet w buszu.

Jak jest widziana Europa przez przeciętnego Senegalczyka?
Generalnie Europa postrzegana jest przez mieszkańców krajów afrykańskich jako raj, a biały człowiek kojarzy się jako ten, który ma pieniądze. To chyba wspomnienie z czasów kolonialnych. Dopiero gdy Senegalczycy sami przyjeżdżają do Europy, dziwią się, że u nas także są na ulicach ludzie bezdomni, biedni i żebracy.


Rozmawiał Piotr Schutta

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.